klin
12.02.04, 10:08
Wszystko się zaczęło od przyjazdu w grudniu ubiegłego roku do Jekatierinburga
niejakiego Igora Władimirowicza Arofiejewa. Był on powszechnie przedstawiany
jako stryjeczny brat prezydenta. Jako taki był traktowany z należytą atencją.
Brał udział w spotkaniach z hierarchami cerkwi prawosławnej i miejscowymi
notablami. Afera wybuchła dopiero gdy Arofiejew wyjechał. Miejscowa Federalna
Służba Bezpieczeństwa ogłosiła, że osobnik ten jest zaledwie podrzędnym
pracownikiem naukowym, a prezydenta widuje tylko w telewizji. (onet.pl)