mmmmmm000
27.12.12, 14:59
"Przy okazji dokonywania oceny funkcji zabudowy uwzględnia się – zgodnie z wykładnią systemową ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym – przede wszystkim interes właściciela."
Tyle na ten temat wykładnia prawna w prasie samorządowej.
Co robi planista? Usiłuje wpisać do planu coś, co jemu (byś może jeszcze paru ludziom) się podoba, tylko dlatego, że tak ma być ładniej.
A czym się to skończy? Nie trzeba być wróżką. Choćby nie wiem co sobie urzędnik w tym miejscu wymyślił, to właściciela działki (inwestora) nie zmusi, by ten to zrealizował. Urzędnicy mogą na tej działce równie dobrze zaplanować dziesięciopiętrowy wieżowiec, świątynię Ateny (Greckiej) albo (jak przyjdzie im ochota) nawet wyrzutnię rakiet dalekiego zasięgu... Tylko co z tego, jeśli właściciel terenu NIGDY TEGO NIE WYBUDUJE!
Urzędnikom często się wydaje, że mają władzę nad obywatelami. Że prawo zwykle jest po ich stronie i mogą więcej od zwykłego obywatela. Niestety często mają rację, bo ludzie nie zwykli upominać się o swoje.
Widać wyraźnie jak małe doświadczenie mają w Gorzowie planiści w tworzeniu planów zagospodarowania przestrzennego. Zamiast negocjacji z inwestorem dotyczących tego na jakie kompromisy gotów byłby pójść, na ile zmienić swoje plany, na jakiego rodzaju inwestycje będzie go w ogóle stać, próbuje się go urzędowo zmusić do określonego rodzaju inwestycji, którą nie jest w ogóle zainteresowany.
Skończy się tak, że inwestor nie akceptując obcej sobie wizji zagospodarowania własnego terenu, po prostu sobie odpuści. Spisze po prostu nieruchomość na straty i zostawi dokładnie w takim stanie jakim teraz jest. Nie zrobi nic. Poczeka na lepsze czasy, inne władze, innego planistę, cokolwiek... Nie sprzeda, bo teren, dla którego jest opracowany plan określający ŚCIŚLE co się ma w danym miejscu znajdować nie znajdzie szybko kupca. Musiałby się tym zainteresować ktoś, kto w tym miejscu będzie chciał zbudować dokładnie to, czego sobie życzy miasto (plan), a o to będzie bardzo trudno. Taka działka ma natychmiast niższą cenę, więc właściciel nie będzie chciał na takiej sprzedaży stracić.
Wielkie ambicje miasta i próba zmuszenia inwestora do własnych pomysłów skończą się jedynie tym, że dziura w architekturze jak jest tak wciąż będzie. Urząd wyda jedynie niemałe pieniądze na opracowanie planu, który za kilka lat i tak będzie trzeba zmienić.
Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest spotkanie się inwestorów, planistów i urzędników przy okrągłym stole i ustalenie co w tym miejscu inwestor jest w stanie zrobić - jeśli już ma ochotę cokolwiek robić - i jak można te jego zamiary wpisać w koncepcje urzędników i planistów. Rozwiązać ten problem można tylko wówczas, kiedy wszystkie strony pójdą na kompromis i każda wyjdzie z rozmów z poczuciem zadowolenia.