hiro
29.09.02, 19:00
Co wiedział Bush?
Skandal
W Waszyngtonie zawrzało. Okazało się, że prezydent George W. Bush mógł
wiedzieć dużo wcześniej o planowanych atakach na World Trade Center i
Pentagon. Stolica Stanów Zjednoczonych dawno nie przeżyła takiego skandalu.
James Bond? To bajki dla dorosłych chłopców. Ale tak naprawdę zbieranie
informacji wywiadowczych to chodzenie z wykrywaczem metalu po wysypisku
śmieci. Od informacji aż kipi: plotki, rzeczy zasłyszane, dezinformacje - ale
większość to przeważnie śmieci. Raz na jakiś czas jakiemuś agentowi może się
poszczęścić.
- Zawsze mamy problem z nadmiarem informacji - mówi były pracownik CIA Milt
Bearden. Nawet dziś, długo po zamachach z 11 września, przez Waszyngton
przepływa strumień informacji o nowych zagrożeniach.
W ciągu ostatnich tygodni FBI otrzymało na przykład różne ostrzeżenia: o
bombie w samochodzie, która miała wysadzić budynek w pobliżu Kapitolu, czy
kolejne - o ataku na statek wycieczkowy Celebrity pływający w pobliżu
Florydy. Wszystko okazało się nieprawdą. Mimo to niekiedy pośród góry
wywiadowczych śmieci trafiają się prawdziwe perełki. Pytanie, jak je wyłowić.
W lipcu 2001 r. Bill Kurtz i jego zespół trafili na coś podejrzanego, ale
nikt się tym nie przejął. Kurtz, ambitny kierownik z biura FBI w Phoenix, w
lipcu zeszłego roku nadzorował śledztwo z udziałem osób podejrzanych o to, że
są islamskimi terrorystami. Jeden z jego ludzi, 41-letni agent Kennth
Williams, specjalista od zwalczania terroryzmu, zauważył dziwne zjawisko - na
kursy pilotażu zaczęło się zapisywać nadzwyczaj dużo osób budzących
wątpliwości. Podejrzliwość agenta wzrosła jeszcze bardziej, kiedy usłyszał,
że część z kursantów lokalnego Uniwersytetu Aeronautyki w Embry Riddle
wypytywała o zabezpieczenia na lotniskach.
Kurtz, który pracował wcześniej w sekcji FBI zajmującej się Osamą bin
Ladenem, był przekonany, że wraz z kolegami trafił na "coś większego".
Wysmażył więc długą notatkę, w której postawiono hipotezę, że bin Laden może
wykorzystywać amerykańskie szkoły pilotażu, by infiltrować krajowy system
lotnictwa cywilnego. W notatce zawarto wstępną propozycję, by FBI
monitorowało "szkoły i uniwersytety lotnictwa cywilnego w całym kraju". Ale
dla ludzi z Waszyngtonu nie miało to większego znaczenia.
Infiltrując Arabów, FBI obawiało się przyjmowania kryteriów rasowych. Co
więcej, Biuro nie przywykło do zbierania danych wywiadowczych, zwłaszcza na
terenie kraju. Powód: Amerykanie są wrażliwi, kiedy władza próbuje naruszać
ich wolności obywatelskie.
Poza tym pod rządami prokuratora generalnego Johna Ashcrofta FBI zaczęto
zaprzęgać do spraw kryminalnych. Ważniejsze były bestialskie zbrodnie,
narkotyki, dziecięca pornografia.
Ale nie tylko prokurator generalny bagatelizował terroryzm. Także Donald
Rumsfeld, nowy sekretarz obrony, zdecydował np., by nie wznawiać lotów
bezzałogowego samolotu Predator, który między innymi miał śledzić bin Ladena.
Waszyngton miał wtedy inne sprawy na głowie, dlatego notatka z Phoenix nie
wyszła poza kierownictwo średniego szczebla w centrali FBI.
Nie przesłano jej też do CIA, która od dawna ma trudne stosunki z FBI.
Dyrektor CIA George Tenet ostrzegał wielokrotnie, że bin Laden
to "najbardziej bezpośrednie" zagrożenie dla Amerykanów. Ale robił to tak
często, że nikt już nie zwracał na niego uwagi.