andy54
04.02.06, 22:44
Wczoraj radiowóz z dwoma policjantami w środku patrolował ulice Gorzowa.na
ul. Armii Polskiej o godz.20.30 policjanci przyczepili się do właściciela
sklepu iż zaparkował samochód z towarem obok sklepu/własnego/włączył swiatła
awaryjne i chciał ów towar wyładować do sklepu.Nie pomogły tłumaczenia że
późno, że nie stwarza żadnego zagrożenia na ulicy,że jest zmęczony po
całodziennej jeździe samochodem. Nic z tego.Panowie policjanci postanowili
dać nauczkę niesfornemu obywatelowi.W pierwszej kolejności oświadczyli że są
tu po to aby pilnować praworządności. Zgoda.Potem że przyjechali pomóc z
Zielonej Góry gorzowskim policjantom.(czyżby?)a następnie poprosili o prawo
jazdy kierowcy i dowód rejestracyjny pojazdu.Zanosiło się na mandat ale po
uwagach gorzowianina iż zachowują się jak nie przymierzając ich wybitna Pani
prezydent Ronowicz, zmienili ton i oddając dokumenty stwierdzili że pouczają
kierowcę o prawidłowym sposobie parkowania pojazdu na ulicy i
odjechali.Obserwowałem tą całą akcję stojąc obok i zacząłem się zastanawiać
czy ta "pomoc" jest nam w Gorzowie aż tak niezbędna? Czy w Gorzowie
rzeczywiście brakuje policjantów na ulicach że trzeba ściągać pomoc
z "zaprzyjaźnionego" miasta? A może by poprosić policję ze Szczecina?
Przecież jest bliżej? Może policjanci stamtąd są bardziej życzliwi dla
obywatela z innego miasta?