marek_p
09.01.08, 00:00
Rozmawiałem ostatnio z jednym z dzielnych gorzowian i pozwoliłem
sobie postawić tezę, że największą słabością Gorzowa w lubuskich
przepychankach jest brak zdecydowania, w którym kierunku powinniśmy szukać
partnerów do budowania stabilnego organizmu administracyjnego.
Lubuskie, co by o nim nie powiedzieć, jest pośmiewiskiem. Dziwię się, że tak
długo rządzący przyglądają się tej błazenadzie (świadczy to też o ich
słabości). Wigilijne życzenia z Zielonej Góry przelały czarę goryczy.
Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że słabość Gorzowa w temacie: "likwidacja
lubuskiego" polega na tym, że zarówno Szczecin, jak i Poznań są postrzegane w
Gorzowie z sympatią.
Nie mamy zatem obranej drogi i w zasadzie zgodzilibyśmy się, żeby to za nas
zdecydowano.
Drugą, jeszcze większą naszą słabością jest brak wiary w możliwość utworzenia
swojego województwa bez Zielonej Góry.
Rozsądek podpowiada, że jeśli nastąpią zmiany w podziale administracyjnym
kraju to będą one dużo dalej idące niż likwidacja jednego lub dwóch województw.
Kilka lat temu była dość dynamicznie promowana koncepcja kilku dużych regionów
i mniejszych jednostek administracyjnych (województw) wśród, których był i Gorzów.
Jak uważacie, czy zatem nie powinniśmy szukać sojuszników gdzieś między
Szczecinem, a Poznaniem ?
Myślę, że powinniśmy wspólnie z Piłą powalczyć o ożywienie linii kolejową w
kierunku Berlina. Nie musi to być wcale walka przeciw komuś lub czemuś, to
może być pozytywna walka ("o coś"), o lepsze perspektywy na rozwój obu naszych
miast. Bez obawy, zielonogórskiego sejmiku do kolei na Berlin nie zrazimy, bo
on już dawno zrażony :)
W sumie temat już był na tym forum, ale myślę, że czasem do takich tematów
warto wracać.
Pytanie dodatkowe: czy istnieją w Gorzowie takie siły, które by zechciały
zauważyć kierunek pilski ?
Wiem, że są. Warto spróbować, nie od razu Kraków zbudowano. Metoda małych
kroczków, to dobra metoda.