Trauma: fryzjer

IP: *.* 28.11.02, 02:33
CześćCo jakiś czas wpadam na forum "mama cud" i znajduję tam wątki dot. fryzjerów, u których moja noga więcej nie postanie. Osobiście uważam ich za wyłudzaczy pieniędzy, a to z powodów poniższych. ciekawa jestem, czy i wy macie fryzjerskie traumy- a może ktoś dorzuci historię optymistyczną (z adresem oczywiście ;) )1. Dzień mojego ślubu. Ślub godz. 12.00, fryzjer godz. 08.00. Wchodzę z moją przyjaciółką- świadkową. Siadamy. Fryzjer :Czego sobie Pani (do mnie) życzy?Ja: (chcąc być dowcipna) Tu już panu zaufam. Prosze mnie zrobić na bóstwo, bo dziś wychodzę za mąż. Może pan robić co chce- ale ma być super.Tu następuje długa wstawka dotycząca autoreklamy rzeczonego fryzjera- jakich to kursów nie pokończył, kogo nie czesał, kim to nie chce być w przyszłości (oczywiście słynnym stylistą). robi mi coś, co nazywa się head line + strzyżenie + czesanie. Na marginesie- mam bardzo gęste, długie i grube włosy, możliwości więc miał duże.Po dwóch godzinach patrzę w lustro- i oczom nie wierzę. widzę wzrok mojej przyjaciółki- jest w nim panika, którą usiłuje pokryć nerwowym uśmiechem. Wyglądam jak diva lat osiemdziesiątych z kosmicznym tapirem na głowie. Dotykam włosów- są sztywne, poklejone i przypominają konstrukcję z drutu :cry: . Pan fryzjer w skowronkach: Wygląda pani bosko, cudownie, rewelacja. Mam ochotę go zamordować, ale najpierw muszę uiścić nalezność- 200 zł (bagatela!). Jest 10.00. Wybiegam z salonu z jedną myślą- jak najszybciej łeb pod kran, żeby zmyć lakiery, żele i inne paskudztwa. W domu oczywiście nie ma szamponu- akcja "na ratunek" wśród sąsiadów z bloku, potem suszenie (jest grudzień). Na własny ślub docieram o 12.30, z mokrymi włosami i z fryzurą, przypominającą jako żywo żyto, w które właśnie rąbnął piorun.Po wszystkim okazuje się, że czesał mnie 17letni chłopaczek (wyglądał na więcej, plus ten image...) i był w dodatku praktykantem :gun:2. Jestem po porodzie. Przeżywam etap :znów chcę być atrakcyjna kobietą. No więc wizyta u fryzjera. Odbija mi i życzę sobie trwałej. Proszę: tylko niech lekką mi pani zrobi i najlepiej ekologiczną. Fryzjerka kiwa głowa ze zrozumieniem. Po godzinie, siedząc z głową owiniętą ręcznikiem, pod którym płyn do trwałej skręca moje włosy, czuję niepokojący swąd (pani fryzjerka się zagadała). Po kolejnych minutach moim oczom ukazuje się widok pt. "Nie jestem kobietą, jestem baranem". Mąz wybucha śmiechem na mój widok, :gun: a ja nie moge patrzec w lustro. Oczywiście fryzjerka nie może wyjśc z zachwytu nad dziełem swoich rąk. Nie muszę chyba dodawać, że ta trwała nie miała nic wspólnego z ekologią (chyba, że za ekologiczny uzna się barani efekt).3. Mimo fatalnych doświadczeń, znów poczułam "zew piękna", ktory pcha mnie do salonu fryzjerskiego. tym razem wybieram snobistyczny przybytek, licząc że jesli dużo się płaci, to efekt musi być wart każdej ceny. Zajmują sie mną fachowo- sympatyczny masaż głowy, profesjonalne komentarze, itd. Pani serwuje mi colour touch ("Pani włosy nabiora pięknego, głebokiego koloru, który jeszcze bardziej podkreśli karnację"), fachowe strzyżenie ("tu obetniemy, tam skrócimy- włosy będa się prześlicznie układać i fryzura skoryguje kształt twarzy") i odżywkę markowej firmy za ciężki pieniądz. Po zabiegu oglądam efekt. Moje włosy mają dokładnie ten sam odcień, co przed wizytą- a portfel schudł o kolejne 200zł. Strzyżenie i cieniowanie wyglądają pozornie dobrze. Po pierwszym umyciu włosów prawda o moim wyglądzie dociera do mnie z przerażającą jasnością- część włosów ma wyrzępolone końcówki, które nie dają się w żaden sposób upiąc, (bo są za krótkie) w przeciwieństwie do reszty mojej fryzury, która dla odmiany jest za długa. Zastanawiam się, czy nie przysługuje mi prawo do zbrodni w afekcie.Na koniec anegdota, która od zawsze poraża mnie swoją prawdziwością:Francuzka wychodzi od fryzjera. Koleżanki (z podziwem): "Ależ świetnie dziś wyglądasz kochana!"Polka wychodzi od fryzjera. Koleżanki (ze współczuciem):"Nic nie mów. Byłaś u fryzjera, tak?"
    • Gość edziecko: magdatorun Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 28.11.02, 08:23
      heheheh przyłaczam sie do klubu :)Odwiedziłam niedawno fryzjera - niejakiego Cezarego u którego już raz się strzygłam, tyle, że wtedy pracował w dużym salonie fryzjerskim. NO a potem - najwyrażniej dowartościowany duzym wzięciem u klientek Cezary otworzył własny salonik. Otworzył no i zidiociał, ponieważ włosy do ramion, które miał podcieniować wyrzępolił mi na króciutko, a grzywka, która zgodnie ze zdjęciem z katalogu (który sam mi wręczył) miała sięgać do brody nie dawała się naciągnąc na brwi :gun:Wizyte u Cezarego zakończyłam dokładnie takim stwierdzeniem: moja noga więcej tu nie postanie !!!!A na marginesie - kiedy włosy już nieco odrosły poszłam do wcale nie renomowanego zakładziku i poprosiłam, zeby pani ociupinke uporządkowała gniazdo, które mam na głowie. Pani wzięła się do strzyżenia bardzo milcząco a w trakcie luźnej rozmowy, kiedy przyznałam sie , ze fryzjer tak mnie wystrzygł wbrew mojej woli powiedziała - widziałam, ze cos nie jest w porządku bo pani miejscami BRAKUJE WŁOSÓW. Ten bałwan Cezary niektóre pasma wyciął mi straaaaszliwie krótko :lol:
    • Gość edziecko: ljaworo Re: Trauma: fryzjer - długaśne IP: *.* 28.11.02, 10:35
      Dawniej. Do fryzjera pierwszy raz poszłam jak miałam 12-13 lat i postanowiłam ściąć swoje długie blond włosy, oczywiście nic nie mówiąc rodzicom. Efekt opłakany. Ponieważ byłam pulchna w krótkich, źle obciętych włosach wyglądałam jak miniaturka King Konga. A do tego gratisowo dostałam nieproszonych lokatorów - wszy. Na parę lat skutecznie wybiło mi to z głowy fryzjerów, a i potem chodziłam sporadycznie.Ślub. Fryzjerka już na emeryturze. Trochę obawiałam się, że nie na czasie, ale polecona przez koleżankę z pracy. Umówiłam się na fryzurę próbną. Nie żadna rewelacja, ale wyszła OK. Po powrocie rozmyślania, szukać dalej czy nie. Pani miała duży plus. Przyjeżdżała do domu i była niedroga. Myślę, raz kozie śmierć, jak nie będzie mi się podobać to w ostateczności koleżanka uczesze mnie w kok. Umówiłam się więc na rano, żeby w razie czego można było jeszcze coś zrobić. Na szczęście Pani stanęła na wysokości zadania. Była to jedna z niewielu fryzur, które mi się podobały. (Postaram się umieścić zdjęcie na zobaczcie). Teraz żałuję, że tel. do Pani fryzjerki gdzieś mi się zapodział.Teraz.Warianty mam dwa. Pierwszy. Niewielki osiedlowy fryzjer z przystępnymi cenami i zadowalającymi fryzurami. Nie jest to mistrzostwo świata, ale ogólnie jestem zadowolona.Drugi. Moim zdaniem rewelacyjny fryzjer, potrafi dobrać fryzurę do osoby, doradzi, odradzi np. trwałą jeśli uważa, że włosy się do tego nie nadają lub osoba będzie źle wyglądać, a przecież traci na tym kasę. Zaletą fryzur Pawła jest to, że w zasadzie nie trzeba po umyciu układać włosów (chyba, że idziemy na jakąś imprezkę). Wady. Trzeba umawiać się z dużym wyprzedzeniem, no i nie jest tanio.I jeszcze historyjka.Do rozpoczęcia pracy miałam jeszcze 2 godz. Łaziłam sobie po mieście, nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić, patrzę a tu zakład fryzjerski. Wychodzi jakaś babeczka, fryzurka fajna więc mówię a co mi tam. Miałam przy sobie zdjęcie (swoje) z fryzurą więc myślałam, że problemów być nie powinno. Niestety wyszłam z fryzują odpowiednią dla Pań ok. kit do tego natapirowaną i nalakierowną. Zamiast do pracy pognałam do domu i głowa pod kran. Na szczęście okazało się, że umyciu rozczesaniu jestem w stanie doprowadzić wygląd do względnej kultury.Zastanawia mnie jeszcze jedno. Dlaczego nie mówimy fryzjerom po wykonaniu, że coś nam się nie podoba. I dlaczego płacimy za usługę wykonaną niezgodnie z naszymi życzeniami. Czy nie chcemy ich urazić? Może boimy się, że wyjdziemy na ignorantów, bo fryzjer stwierdzi, że to przecież najnowszy krzyk mody?Ja niestety też należę do tego grona i dlatego nie wchodzę pod wpływem impulsu do zakładów fryzjerskich.Pozdrawiam,Ludek
    • Gość edziecko: fran Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 28.11.02, 12:02
      jak kazda kobitka mialam tez pare takich przezyc. pierwsze sobie zafundowalam sama w kwestii koloru. zimowe ferie, ja lat 19 plus narzeczony u boku. w chwili jego nieobecnosci (narty) postanawiam sie stac prawdziwą blondynką. po stosownych meczarniach wychodze z lazienki z wlosami w kolorze jasniutkopomaranczowymi. Chustka na glowe i udaje ze nic sie nie stalo, narzeczony zorientowal sie ze cos jest nie tak, jak poszlam spac w rzeczonej chustce na glowiesmiledrugi szok to w czasie ciazy marzenie o trwalej, polecona fryzjerka, szalenie uprzejma, kazala mi chwilke poczekac, bo ona ostrzyze brata i bratową a zaraz potem (1,5 godziny potem) robi mi leciutka trwalą. przy okazji opowiada mi ze ona sie zna na tym i ze na pewno bede miala chlopca (rzeczywiscie, jest chlopiec), za to wlosy - do wyrzucenia, w drodze powrotnej wstepuje do Jean Luis David"a i strzyge sie z wlosow sredniodlugich na jeza, a i tak nie jestem zadowolona, jedyne rozwiazanie w tamtej sytuacji to byla fryzura "łysol". trauma nr 3 ide do bardzo znanego fryzjera, ktory strzyze wszystkie slawy naszego polskiego swiatka artystycznego, jak zawsze z kumpelą. ona wychodzi z fryzura a"la nieuczesany McGyver, ja zas mam wlosy tak sciete, ze nie da sie z nimi nic zrobic, gdzieniegdzie dwa milimetry od skory, gdzie indziej dlugasne. dramat. ( a ijeszcze fryzjer caly czas gadal o seksiesad)obecnie od dluzszego czasu mąż mnie hamuje jak mnie nachodzi ochota na fryzjera, wiec teraz mam juz wlosy do ramion, i jak mnie najdzie, to siegam pamiecia wstecz i juz mi przechodzi.oddzielny temat to moje posukiwania idealnego makijazu slubnego, sorki ze wtrące. proby byly trzy. jedna u p. wizazystki - efekt maski teatralnej, czyli klasyczny makijaz sceniczny, efektowny z odleglosci 500 metrow, z bliska - koszmardruga u kosmetyczki - efekt abba czyli cud lat 80, blekitne powieki itptrzecia w salonie lancome - efekt nijaki, zle dobrane kolory do mojej karnacji itp. w koncu umalowalam sie sama, zaprzyjazniona naonczas fryzjerka mi przykleila pare sztucznych rzes i bylam baaardzo zadowolonapozdrowka fran
    • Gość edziecko: aniaszy Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 28.11.02, 12:43
      Oj, i mnie się przydarzyło wyjść od fryzjera ze łzami w oczach. Pamiętam, że postanowiłam na wesele kuzyna uczesać się w salonie(choć unikam fryzjerów jak ognia), zawiózł mnie tam mój facet(dziś już mąż)i miał na mnie poczekać. Pani zrobiła mi coś takiego na głowie, co spowodowało szybsze bicie serca, zrobiłam się blada na swój widok i czym prędzej stamtąd uciekłam(prosto pod kran). Ale najlepsze było to, że wychodzę z salonu, rozglądam się za tym moim, widzę go i rozkładam ręce w geście rozpaczy, a on w ogóle mnie nie zauważa, patrzy gdzieś za mnie... On po prostu mnie nie poznał... Na wesele jechałam z mokrymi włosami, wyschły sobie w samochodzie. Oj, żal mi było kasy i strasznie żałowałam, że nie uświadomiłam fryzjerki, że to co mi zrobiła do niczego się nie nadaje(ona przekonywała mnie, że jak założę elegancką suknię to efekt fryzury zadziała, ale nie dane mi było się przekonać o tym).Moja druga wizyta u fryzjerki(też przed weselem) miała happy end, tzn. też pobiegłam pod kran, ale dziwnym trafem po wysuszeniu włosów suszarką były one dokładnie takie jak chciałam, ale przyrzekam, do domu wracałam z płaczem.A teraz mam fryzjerkę, która mnie czesze na sylwestry, wesela i tym podobne wielkie wyjścia i zawsze jestem zadowolona(jest też tania, za fryzurę ślubną w zeszłym roku zapłaciłam 35 zł).
    • Gość edziecko: musiaJulki Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 28.11.02, 13:58
      Cześć!! :hello:A ja dorzucę garstkę trochę innych doświadczeń. Od wielu lat odwiedzam jedną fryzjerkę, z którą wspólnie przerobiłyśmy na moich (bardzo kiepskich w jakości) włosach trwałą, farbowanie, zdecydowane strzyżenie ,imprezy takie jak połowinki, studniówkę, ślub, wesela i sylwestry. Ufam jej bardzo i wierzę w to że mnie nie oszpeci. Zna moje włosy i wie na jakie szaleństwa mogę sobie pozwolić, żeby nie płakać ani wychodząc od niej ani następnego dnia. Z resztą nigdy nie zrobiła niczego bez mojej wiedzy. Ceny też nie są wygórowane. :) :) :)To opis stałych kontaktów z zaufaną osobą, ale... Kilka razy zdarzyło mi się odwiedzić niespodziewanie jakiegoś cudotwórcę. Zawsze wtedy gdy chciałam wprowadzić jakąś zmianę, spróbować czegoś nowego. Raz wzięła mnie w swoje ręce specjalistka, która wysłuchała moich oczekiwań kiwając głową, po czym zrobiła ze mnie i tak co uważała za właściwe, zgadnijcie czy w zgodzie z moimi prośbami? :o Podobnych spotkań ze specjalistami miałam jeszcze kilka i do czego dochodziłam po każdej wizycie u nich, mój zdrowy rozsądek krzyczał do mnie: "WRACAJ DO TEJ KTÓREJ UFASZ, NIGDY WIĘCEJ PODOBNYCH EKSPERYMENTÓW !!!!!!" Tak więc osobiście będę eksperymentować ale w towarzystwie kogoś komu ufam i uuufff kogoś takiego mam. ;)A poza tym wszystkim przychodzi mi do głowy jedna uwaga, co by z włosami nie zrobili ci magicy od fryzur na całe szczęście I TAK ODROSNĄ.:lol:
    • Gość edziecko: Kasieńka Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 28.11.02, 16:12
      He, he, he, a ja myślałam że to tylko ja nie mam szczęścia do fryzjerów. Zawsze jak wychodzę z salonu to mam rozmamzany obraz ( przez łzy). ... i tak czasami sobie myślę, że chciałbym trafić na takiego fryzjera, od którego wyjdę szczęśliwa i będę się czyła superrrrrrr. Teraz jestem 3 m-ce po porodzie - korci mnie żeby coś zrobić sobie szłowego na głowie.....Pozdrawiam, Kasia
    • Gość edziecko: mast Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 28.11.02, 21:00
      I ja miałam całe życie wiele "przypadków" fryzjerskich...Podsumowując jednak to wszystko bez zbędnych szczegółów, dochodzę do wniosku, że zdecydowana większość fryzjerów nie potrafi ostrzyc tak, aby włosy były łatwe do ułożenia. W zakładzie są w stanie wyczarować przy pomocy tony pianek, lakierów i 30 minutowego szczotkowania na gorąco przyzwoitą fryzurę bez względu na jakość strzyżenia....ale jak potem próbuje się coś ułożyć w domu, to klapa.....Mam proste, ogromnie trudne do ułożenia włosy. W dodatku mam wysokie czoło i konieczna jest grzywka. Nigdy w życiu nie udało mi się ułożyć przedziałka inaczej niż na środku, a Ci wspaniali fachowcy zawsze upierają się na jakichś dziwnych kombinacjach, których sens spływa wraz z szamponem po pierwszym myciu....Po wielu latach w końcu znalazłam osiedlowy zakład, gdzie dziewczyny wiedzą, jak ostrzyc, żebym mogła się doprowadzić do porządku w max 20 min. Nie jest to nic wymyślnego, ale z moich włosów nic innego nie wyjdzie. Wreszcie jestem zadowolona, noszę tę samą fryzurę już dość długo, ale przynajmniej nie cierpię katuszy i nie tracę czasu przed lustrem!
    • Gość edziecko: maggz21 Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 01.12.02, 15:54
      Fryzjer trauma - znam, znam.Przez ostatnie 3 lata chodziłam do tej samej pani. Młoda, zdolna i zawsze bardzo dobrze szczygła i farbowała. Jednak raz, rok temu nie mogłam się z nią umówić a wizyta była nagląca, przed jakąś imprezą chyba. Postanowiłam pójść do innej pani z tej samej sieci salonów. O matko! Chciałam fryzurke mocno wycieniowaną, postrzępioną. I taka była przez ok 2 tygodnie, tyle byłam zniej zadowolona. Później za to przez cały rok pokutowałam za te dwa tygodnie lekkiej ekstrawagancji. Włosów nie dało się ułożyć, obciąć nic! Koszmar - rok chodziłam do starej fryzjerki by podcinała i poprawiała. Dodam że to był rok przed moim ślubem i żeby jakoś na nim wyglądać musiałam zapuszczać i odbudowywać fryzure. Na szczęście zakończenie było szczęśliwe. UFF!Za to ogromy stres przeżyłam ostatnio jak się okazało, że zaufana fryzjerka już nie pracuje tam gdzie pracowała. A tu trzeba zrobić baleyage i skrócić troszke. Strasznie sie podenerwowalam, bo pani Dorotka zmienila numer telefonu i nijak nie moglam sie z nia skontaktowac.Wybralam sie na poszukiwania. Odkryłam panią Agnieszke. Akurat kończyła czesac kobiete po baleyagu. Wyglądała fajnie wiec zaryzykowałam. Opłacało sie za 108 zł mam dobrze obciętą fryzurke(dł. za ucho) i ładny baleyage.Jestem z Krakowa i jak ktoś chce udostępnię adres fryzjera.
    • Gość edziecko: gemma Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 02.12.02, 00:56
      Hehe, ja też byłam kilka razy w życiu u fryzjera... Najciekawsza była wizyta w salonie Jeana Louisa Davida w Katowicach... Mieli zniżki dla studentów - to poszłam. Na trzy miesiące przed ślubem wzięło mnie na obcięcie długich wtedy włosów (fryzjerka będąca autorką mojej ślubnej fryzury bardzo nad tym ubolewała ;) ). Znalazłam sobie w gazetce JLD cudną, wystrzępioną, niesforną, niedbałą z pozoru fryzurę i poprosiłam pana majstra, żeby mnie tak właśnie obciął. On oczywiście powiedział, że nic z tego nie będzie, bo mam włosy całkiem inne niż pani na zdjęciu, tak więc on dokona pewnej modyfikacji projektu i zrobi mi równie piękną fryzurę, tyle że nadającą się na moje włosy. Czemu nie, pomyślałam, oddając się w ręce bądź co bądź fachowca. Wyszłam stamtąd z kucykiem (chodzi o ścięte włosy, nie o konia) w dłoni i łzami na policzkach. Pan mi zrobił fryzurę na grzybka - cud miód, tyle że miało być niesfornie, a było zastraszająco układnie. Przebolałam jednak, okazało się zresztą, że jak popracuję nad tym dziełem sztuki, to coś niesfornego moge z tego dzieła wykrzesać. ;) W każdym razie pogodziłam się ze stratą włosów, marzeń o zwariowanej fryzurze oraz czterdziestu złotych.Ładnych kilka miesięcy później robiliśmy z mężem zakupy w sklepie pt. Geant. Moją uwagę zwrócił pan stojący na drabince przy jednym z regałów... Zgadnijcie, kto to był?Tak tak, mój fryzjer artysta. :lol:Wolałam nie dociekać, co robił w tym sklepie... Do dziś pocieszam się myśląc, że stał tam tylko przypadkiem. :craz:POzdrawiam :hello:gemma obcięta na krótko (polecam wszystkim - odpada problem złej fryzury ;) )
      • Gość edziecko: aneea Re: Trauma: fryzjer - do Gemmy IP: *.* 10.12.02, 13:20
        Hello Gemma,tak apropos to odkrylam w Katowicach fryzjera po prostu REWELACJA. Obcinal mnie juz dwa razy i za kazdym razem bylam baardzo, bardzo zadowolona. Polecam na przyszlosc z reka na sercu i czystym sumieniem :)Znalazlam jego www, podaje nizej linka.www.wojtek-wajda.com.pl
    • Gość edziecko: ganga Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 02.12.02, 09:03
      cytat: "Na koniec anegdota, która od zawsze poraża mnie swoją prawdziwością:Francuzka wychodzi od fryzjera. Koleżanki (z podziwem): "Ależ świetnie dziśwyglądasz kochana!"Polka wychodzi od fryzjera. Koleżanki (ze współczuciem):"Nic nie mów. Byłaś u fryzjera, tak?""Ha, ha, ale jak dla mnie to ta anegdota mowi nieprawde! U mnie jestdokładnie odwrotnie. Mieszkam we Francji i jeszcze nigdy nie bylamzadowolona po wyjsciu od fryzjera francuskiego. Za kazdym razem wygladalamokropnie. To samo dotyczy mojego meza - zawsze musze mu poprawiac fryzure(dzieki temu nauczylam sie strzyc - maszynka). Jakis czas temu rozmawialam zmoja polozna i ona (Niemka) ma bardzo podobne doswiadczenia. Zdazylo sie, zefryzjer powidzial mi ze nie obcial mnie tak jak chcialam, bo jego zdaniem tonie bylo modne! Albo, dlatego, ze mu sie to bardziej podoba! Szkoda slow...Staram sie nie chodzic juz tu do fryzjera, jezdze sobie do sasiednichNiemiec (25 km) i tam sie strzyge lub czekam na wyjazd do Polski.A w Polsce mam swoja stala fryzjerke i zawsze od niej wychodzilamrozanielona! Jest mistrzem w swoim fachu!
    • Gość edziecko: Dorota25,5 Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 02.12.02, 13:02
      Miałam podobne przeżycia jak ty Rosa. Bardzo podobają mi sie włosy kręcone. Cztery lata temu miałam długie i piekne włosy, tak uważał mój obecny mąż.Poszłam do fryzjera, bo chciałam lekką trwałą. Gdy zdjęła mi wałki to tez wyglądałam jak baranek. Byłam zrozpaczona. W domu mąż mnie wyzwał, nie podobało mu się a ja nie mogłam na siebie patrzeć. Zwjązałam włosy w kitkę i marzyłam i prostych włosach. Szukałam preparatu który prostuje włosy. Wytrzymałam z tą fryzura trzy miesiace i ściełam na krótko, wtedy byłam szczęsliwa, że mam proste (prawie proste) włosy.Na ślub na szczęście fryzjerce się udało i wyglądałam lepiej niz przed, tylko moja siostra miała do nich reklamację. Bo pasemka były nie widoczne.Nie dawno byłam u fryzjera ale wyszłam nie zadowolona, bo róznicy nie widziałam.Fryzjerów omijam szerokim łukiem
    • Gość edziecko: Fuga Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 02.12.02, 15:27
      Byłam Świadkową przyjaciólki - wizyta w salonie Hest koło Smyka w Warszawie. Mam włosy blond, bardzo miękie i proste - jak u dziecka - wtedy do ramion - chciałam, żeby były wywinięte na zewnątrz. Efekt - KASK Z ROGAMIMój ówczesny chłopak prawie się o moje włosy skaleczył ;)na mycie nie było czasu, odwinąć się nie dało.jechaliśmy do ślubu kabrioletem - chyba tak się nazywa auto bez dachu - kiedy wysiadlam kask i rogi zmienilły kierunek i wszystkie przemieściły się nad karkTeraz po prostu prawie nie chodzę do fryzjera - farbę (platynowy blond ) robię sama a raz na trzy farbowania robi ją moja fryzjerka. ( bo nie profesjonalne farby blond żółcieją )Czeszę się tylko u niej - genialnie dobiera fryzurę do twarzy - mnie czesze a la baletnica - strasznie ulizanie i tylko koczek opleciony warkoczykiem - bo mi bardzo taka fryzura pasuje. A inne fryzjerki robiły mi na głowie orle gniazdo z kolorowymi badziewkami ( piórka i różyczki ) albo bananka ( a mam długie włosy i bananek był większy od głowy )POzdrawiamGosia
    • Gość edziecko: laura1 Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 04.12.02, 08:34
      oj, wiem cos o tym :(sama mam geste grube, bardzo krecone wlosy...na poczatku, jak juz mnie bylo stac na fryzjera to chodzilam z nadzieją ze mnie fajnie obetna , doradza jak je ukladac zeby tak nie staly we wszystkie strony tylko regularnie sie krecily jak matka natura przykazuje, niestety....oczywiscie chodzilam do renomowanych z polecenia fryzjerow, wszedzie knocili mi wlosy, a widzac mizerny efekt koncowy zwalali wine na moje wlosy ze takie trudne(!!!). No to stracilam wiare ze jeszcze ktos mi cos dobrego z nich zrobi i zaczelam chodzic do fryzjerow , pierwszych-lepszych, byleby podcieli i ewentualnie pomalowali konkretnie, niestety trafilam do pani, ktora nie umiala moich wlosow myc(!!!) , tarla je , szrpala i po zdjeciu recznika okazalo sie ze wyszly w niektorych miejscach dredy, BUUUUjak ja sie wscieklam , fryzjerka znowu ze to moja wina (tzn moich wlosow) i co ja taka nerwowa jestem, zaplacilam polowe, opieprzylam je a w domu ryczalam jak bobr :( bo zeby wyczesac koltuny wyrywaly mi je :((((((albo wycinaly :( po tym wydarzeniu stracilam calkiem zdrowie do fryzjerow, chwycilam meza golarke do wlosow i w przyplywie szalenstwa i rozpaczy ogolilam sie na lyso, na prawie ...taki jezyk mi tylko stal na 1 cm...przez miesiac nosilam czapeczke a potem zaczely odrastac i wiecie co?..zostalam swoim wlasnym fryzjerem, juz nie wierze w zapewnienia tych nieukow (fryzjerzy, phi :( ) ze oczywiscie wiedza co zrobic z moimi wlosami i w ogole to pestka :(, jak chce farbowac kupuje farbe a jak obcinac biore maszynke i tak nie bedzie gorzej niz po fryzjerze, a napewno taniej......no coz , jezeli chodzi o fryzure slubna to juz inna baaaardzo dluga historia...... :))laurka
    • Gość edziecko: JooAnn Fryzjer - marzenie IP: *.* 05.12.02, 13:29
      Hej,Zawędrowałam na to forum, przeczytałam cały wątek. I wiecie co - miałam bardzo podobne doświadczenia z fryzjerami - co gorsza mam krótkie włosy, więc musiałam obcinać je dość często. I zawsze moim jedynym marzeniam było tylko to, żeby były na tyle dobrze obcięte żebym po powrocie do domu z salonu mogła je sama w miarę sensownie ułożyć.Ale ostatnio znalazłam Fryzjera (a właściwie dwójkę, z jednego salonu) Idealnego. Takiego, który umie dobrać kolor, zaproponować fryzurę. Fryzjera od którego zawsze wychodzę zadowolona. Fryzjera dzięki któremu pierwszy raz zaczęłam słuchać komplementów na temat moich włosów. Gdyby ktoś z Warszawy chciał namiary to chętnie się podzielę (tylko nie wiem czy na forum wolno pisać takie rzeczy - wolno?)Teraz wiem, że wizyta u fryzjera nie musi być koszmarem. Wprost przeciwnie - ja zawsze baaaardzo się po niej podbudowywuję.PozdrawiamJo
      • Gość edziecko: magdasko Re: Fryzjer - marzenie IP: *.* 05.12.02, 18:35
        Wlasnie niedlugo musze wybrac sie do fryzjera i cos zrobic z moimi wlosami. Jak bys mogla dac te namiary to bede wdzieczna. magdasko@o2.pl
        • Gość edziecko: kasiaku Re: Fryzjer - marzenie IP: *.* 05.12.02, 23:33
          Ja też poproszę o namiary.
      • Gość edziecko: Magdzi Re: Fryzjer - marzenie IP: *.* 05.12.02, 23:06
        Na forum może i wolno, ale od razu będą większe kolejki :lol:. Więc i ja poproszę o ten namiar na priv :).Ja jakoś nie mam dużo takich złych doświadczeń, zwykle chodzę do Jean Louis Davida i wychodzę zadowolona, a czasami nawet bardzo - zależy na kogo "trafię". A włosy mam fatalne, cienkie i miękkie jak niemowlak, do tego miejscami się kręcą a miejscami nie :what:.A co do fryzury ślubnej to wszystkim polecam tzw. czesanie próbne, można uniknąć niemiłych niespodzianek...Magdzi
      • Gość edziecko: joannaz Re: Fryzjer - marzenie IP: *.* 06.12.02, 15:03
        i ja też - jeśli możliwe to jeszcze dziś- może uda mi się zrobić sobie prezent na Mikołaja. bigchief@wp.pl
      • Gość edziecko: mono Re: Fryzjer - marzenie IP: *.* 06.12.02, 21:12
        Ja też poproszę o namiary na tego fryzjera.PozdrawiamPyza
        • Gość edziecko: AnAn Re: Fryzjer - marzenie IP: *.* 07.12.02, 16:32
          Ja ja też jestem zaintersowana fryzjer.A może po prostu podaj na forum.Pozdrawaim,Anna
      • Gość edziecko: JooAnn Fryzjer - marzenie - NAMIARY IP: *.* 08.12.02, 10:41
        Ponieważ już się zgubiłam komu wysłałam namiary na priv a komu nie to pisze tutaj - chodzę do salonu MK de Varsovie na Żelazną 32 (tel. 654 54 64).Z własnego doświadczenia mogę polecić panią Małgosię, która jest kolorystką i stylistką i jest naprawdę świetna. Tak jak pisałam wcześniej - jeszcze nigdy nie miałam takiej super fryzurki :-) I ważne jest dla mnie również to, że włosy układają się nie tylko przez pierwszy tydzień, a kolorek się nie zmywa (mimo tego, że myję głowę codziennie). Dobrym fryzjerem jest również pan Krzyś (ale tego nie testowałam na własnej głowie, widziałam tylko klientki, które od niego wychodziły).Salon nie jest tani (dobó fryzury+balleyage+strzyżenie i modelowanie kosztuje 200zł), ale nie jest snobistyczny i na pewno wart swojej ceny.PozdrawiamJo
        • Gość edziecko: Bysiaczek Re: Fryzjer - marzenie - NAMIARY IP: *.* 26.12.02, 23:27
          No to ja jestem chyba wyjątkiem. Widać mam w tej dziedzinie szczęście. Od nie pamiętam ilu lat jestem zadowolona ze swoich fryzur.Przez kilka lat jeździłam z W-wy do Częstochowy do międzynarodowej mistrzyni fryzjerstwa, pani Gawrońskiej (ma zakład w centrum Częstochowy). Z tym, że miałam szczęście być klientką samej szefowej. Ceny przystępne (zwłaszcza jak się mieszka w W-wie), trzeba jednak doliczyć koszt podróży.Od kilku lat korzystam ze snobistycznego salonu stylizacji fryzur w W-wie, pieruńsko drogo ale miejsce i atmosfera tam są dalekie od tego co kojarzy się z zakładem fryzjerskim - można się rzeczywiście zrelaksować i dobrze poczuć. No ale cóż, każdy ma swoje "coś" - w moim przypadku są to buty i fryzjer. Aczkolwiek robię coś z włosami nie częściej niż 3-4 razy do roku. W obydwu opisanych powyżej przypadkach fryzjerzy wiedzieli, że muszę mieć fryzurę bardzo łatwą do zrobienia w domu (bez wałków i układania szczotką - jestem w tym antytalent) i miałam/mam zaufanie do nich - wiem, że potrafią dobrać fryzurę i kolor. My ze swojej strony powinnyśmy pamiętać, że przyzwyczajenie bywa wrogiem - my się sobie możemy na początek nie podobać w jakiejś fryzurze, podczas gdy ludzie dookoła twierdzą, że jest ekstra. Dla zainteresowanych - mogę podać namiary obydwu.Pozdrawiam serdecznie,Chalsia
          • Gość edziecko: AAneta Re: Fryzjer - marzenie - NAMIARY IP: *.* 01.01.03, 14:37
            Czy mogłabyś podać namiary na tego fryzjera w W-wie? Będę bardzo wdzięczna.
            • Gość edziecko: Bysiaczek Re: Fryzjer - marzenie - NAMIARY IP: *.* 01.01.03, 23:47
              Ten snobistyczny salon stylizacji - "Hair studio" Jaga Hupało & Thomas Wolff, Burakowska 5/7, tel. 8171422, 6366759.Trzeba się umówić telefonicznie. Polecam zarówno Jagę, jak i Thomasa (z tym, że Thomas nie mówi po polsku - można się dogadać po niemiecku lub angielsku). Koloryzacja, strzyżenie, stylizacja to ok. 500 zł.Pozdrawiam,Chalsia
        • Gość edziecko: Katarka Re: Fryzjer - marzenie - NAMIARY IP: *.* 21.01.03, 10:00
          Dziewczeta, ja kolejna sprawdzilam p. Malgosie i moge sie o niej wyrazic w samych superlatywach. Obejrzala mnie, wypytala o rozne rzeczy, kazala nawet pokazac jak macham glowa zeby odgarnac wlosy i potem obciela. Wszystko bardzo fachowo i milo. Jak sie fryzura bedzie nosic, zobaczymy po pierwszym myciu i samodzielnym ukladaniu (a raczej samodzielnym wysychaniu)
          • Gość edziecko: Agunia38 Re: Fryzjer - marzenie - MK de Varsovie IP: *.* 21.01.03, 16:51
            Ja też szczerze polecam MK de Varsovie, chodzę tam do Krzysia. Mam króciutkie włosy, których nie farbuję, a on zawsze mi wyczaruje coś nowego. Poza tym, mimo, że zaliczyłam chyba wszystkich modnych warszawskiech fryzjerów od początków lat 80. poczynając :bounce: nigdy jeszcze nie byłam aż tak po królewsku przyjmowana: najpierw rozmowa, oglądanie włosów "na sucho", dokładne omawianie fryzurki, potem mycie z masażem (mmmm :) ), potem staranne cięcie, UCZENIE JAK UKŁADAĆ (szok!), słowem - cudo! Co do traumy włosowej, ja zawsze starałam się chodzić do dobrych, polecanych fryzjerów (zdarzało mi się nawet atakowac kobity na ulicy, jeśli miały superfryzury, i pytać gdzie i co i jak :hap: ). Jednyna wpadka i koszmarek - Jaga Hupało, brrr. Niekomunikatywna, nabzdyczona, tnie jak jej się podoba, ma hopla na punkcie grzywek w połowie czoła, na dodatek bierze za to koszmarną kasę. Po wizycie u niej faktycznie chciało mi się płakać :cry: i moja noga tam nie postanie. Poza tym mam raczej dobre wspomnienia, lubię chodzić do fryzjerów, lubię zmieniać fryzury, od niedawna mam króciutkie i bardzo mnie to cieszy :)
      • Gość edziecko: Yoanka Re: Fryzjer - marzenie IP: *.* 17.12.02, 00:26
        Hej JooAnn,piszesz, że Twój fryzjer jest rewelacyjny. Właśnie kogoś takiego teraz potrzebuję. Czy mogłabym Cię prosić o namiary.Pozdrawiam, Joanka :hello:
      • Gość edziecko: magamaga0 Re: Fryzjer - marzenie IP: *.* 01.01.03, 19:52
        Bedę baaaaaardzo wdzięczna za namiary.Zdesperowana i łysiejaca :-)Marghe
    • Gość edziecko: Agnieszka.Z Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 05.12.02, 20:24
      Ja mówiąc szczerze nie za bardzo pamętam negatywne przeżycia od fryzjera ale od pewnego czasu , chyba od ok. 2 lat chodzę do p.Asi i jestem zawsze zadowolona. Jest to młoda osoba (coś ok. 23 lat) ale ma to coś.... czego potrzebuje prawdziwy fryzjer z powołania. :hap: Zawsze jak do niej idę to polecam się jej i jeszcze nigdy nie byłam niezadowolona z jej usługi. Dodam ,że fryzyra utrzymuje mi się nienagannie do następnego ścięcia. :lol: Właśnie w sobotę wybieram się do niej bo już trochę " zarosłam" i wierzę ,że znów wyczaruje mi coś fantastycznego na głowie. :crazy: Dodam jeszcze ,że mam krótkie włosy i cała praca p.Asi trwa ok. 1.5 godz. Nie będę już więcej pisać bo byłyby same "och" i "ach" . Ja jestem z Zielonej Góry i jak któraś będzie chciała namiary to podam na priva. :hello: P.S. Jeszcze jedno. Jak słyszę od fryzjera ,tekst co robimy albo co pani sobie życzy to wychodzę ,bo przecież jak idę do fryzjera to po to ,żeby mi coś doradzono a u p.Asi nigdy jeszcze tego nie usłyszałam.....a to już coś. :jap:
      • Gość edziecko: Vase Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 25.12.02, 18:33
        Ale przeciez fryzjer nie moze zaraz po "Dzien dobry" zabrac sie za Twoje wlosy, bez "ani me ani be". Musi zapytac "Co sobie pani zyczy", a ty tlumaczysz co chcesz, albo mowisz, ze wlasciwie to nie masz pomyslu, i niech on(ona) Ci cos doradzi.A ja Wam zazdroszcze kochane, ze macie w ogole za co do tego fryzjera chodzic. Sama bym sie wybrala od czasu do czasu..
        • Gość edziecko: ochotka Re: Trauma: fryzjer IP: *.* 02.01.03, 09:34
          Nigdy ale to przenigdy nie bylam zadowolona z pracy fryzjera wykonanej na mojej glowie. Nawet przez mysl mi przeszlo ze cos ze mna jest nie tak. Ale o czym tu mowic jak pytam sie fryzjera czy umie czesac w koka. A on na to oczywiście. Czy potrzebne są panu harnatle (nie wiem czy sie pisze samo h czy ch) a ona na to a co to jest?A swoją drogą bedę bardzo wdzieczna toruniankom lub bydgoszczanką za dobry adres do fryzjera.
          • Gość edziecko: Jagódka Re: Trauma: fryzjer -ale się rozpisałam IP: *.* 07.01.03, 12:59
            Cześć dziewczyny.No to i ja sobie ponarzekam, a niech tam. W swoim już niekrótkim żywocie ( dobijam do trzydziestki :)) byłam u fryzjera dokładnie sześć razy . Za każdym razem koszmarrr. No może czwarty raz był nawet, nawet - to była ślubna fryzura i trzeba przyznać że faktycznie była znośna (oczywiscie po kilku poprawkach dokonanych szybko w domu przy pomocy świadkowej i grzebienia. Ale pozostałe pięć razy to trrragedia. Trzy razy mnie podkusiło na trwałą, same zabiegi były przeprowadzone w kilkuletnich odstępach czasowych i na dodatek u różnych fryzjerów. Niestety efekt za kazdym razem fatalny. Dwa razy spalone włosy a skrętów brak tylko jakieś siano na głowie ( pozostałości po ostatniej trwałej sprzed roku nadal straszą jeśli nie nałożę na końce włosów porządnej porcji odżywki ) a trzecia ( a w kolejności druga ) twała zeszła z włosów wraz z pianką i lakierem już przy pierwszym myciu. Najciekawsze jest jednak to że każdorazowo gdy ujrzę efekt kilkugodzinnego przesiadywania na fotelu obiecuję sobie, że juz nigdy więcej a jednak po jakimś czasie znowu się wybieram w nadziei, że może tym razem sie uda. Ostanimi czasy wybrałam się na farbowanie bo zachciało mi się zrelaksować i miałam jakieś niejasne przekonanie, że w salonie zrobią to równomiernie i na długo. Oj głupia ja głupia... przy pierwszym myciu moje wymarzone ciemne bordo stało się nagle marchewkowe a po kilku następnych nabrało nijakiego odcienia pozostawiając niestety na tyle koloru abym dzisiaj mogła podziwiać w lustrze wątpliwej urody odrosty. Jedynym fachowcem w tym salonie była dziewczyna, która myła mi włosy, tak cudownie wymasowała mi głowę, że chętnie poszłabym do niej jeszce raz (ale tylko na mycie!).Tragedią była również moja próbna fryzura ślubna: zamiast pięknie upietego koczka z loków miałam na głowie jakieś gniazdo z każdym włosem w inną stronę a na środku głowy jakąś ogromną bułę, której jak twierdziła pani fryzjerka nie da się usunąć bez całkowitego rozgrzebania fryzury (nie miałam zbyt wiele czasu żeby sią z nią użerać bo w tym dniu szłam na wesele koleżanki). A jednak się dało, uciekłam z salonu jak najszybciej a w domu udało mi się jakoś uratować fryzurę zaczesując bułę pod koka i przypinając wsówkami, uformowałam w gniazdku nawet kilka loczków. Moje poprawki trwały kilka minut i jak się okazało dały nienajgorszy efekt -czyli dało się tylko pani pewnie nie miała juz ochoty. Ale tym sposobem znalazła się na liście fryzjerów do których już napewno nie pójdę. Właściwą fryzurę ślubną robiła mi oczywiście inna fryzjerka, poprawki po niej nie były już tak skomplikowane , aczkolwiek niestety też koniecznesad Boże ratuj nas przed fryzjerami !!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja