gramer4
22.11.04, 14:02
Zanim adoptowaliśmy nasze dzieci byliśmy przekonani, że myśl iż są one
adoptowane będzie nam towarzyszyć codziennie. W ośrodku adopcyjnym dużo
rozmawialiśmy o świętowaniu daty pojawienia się dziecka w rodzinie i wtedy
wydawało nam się to oczywiste. Zresztą w czasie spotkań w ośrodku słowo
adopcja było chyba dla nas równie codziennym słowem jak śniadanie, wieczór,
czy praca.
Dziś łapię się na tym, że kompletnie już o tym nie pamiętam. Nie świętujemy
dnia w którym nasze dzieci pojawiły się w domu - świętujemy ich urododziny. W
codziennym szaleństwie z dwójką maluchów coraz rzadziej łapię się na
rozmyślaniu o adopcji, na pierwszy plan wysuwając to, że starsze ma katar, a
młodsze jakąś alergię. Myślałam, że będę regularnie odwiedzać ośrodek
adopcyjny, a nie robię tego. Myślałam, że będę dużo czasu poświęcała rodzicom
biologicznym i też tego nie robię.
Wszystko to utopiło się w codziennej rutynie zmiany pieluch, wieczornych
bajeczek i popołudniownych walk o zrobienie kupy do nocnika.
Temat powraca tylko wtedy gdy ktoś ze znajmych zapyta o procedury adopcyjne.
A jak to jest u was?