Dodaj do ulubionych

problem z adoptowana siostrą...

14.11.05, 13:07
jest u nas 3,5 roku, w tej chwili ma 10 lat. zaczęly sie problemy - kłamie,
nie odrabaia lekcji. ukradła koleżance pieniadze z plecaka (oddała nastepnego
dnia)... jesteśmy załamani... chodzi do psychologa, który twierdzi, że
jedynym problemem jest to, że jest zamknieta w sobie i z trudem nawiązuje
relacje... coraz częsciej sobie uswiadamiam, że tak naprawde nie wiadomo
jakie będzie to dziecko...
juz sa z nia kłopoty, co będzie za 5 lat? jak z tego wybrnąć? Rozmowy nic nie
daja, ona zacina sie w sobie i nic nie mówi, nie odróznia zła od dobra, nie
zna pojecia wstydu.. tu nawet nie pomoże bicie, bo na niej to nie robi
wrażenia, boję sie, że da nam nieźle w kośc.

czy mieliście podobne kłopoty?? Z jednej strony żal mi jej, tego co w zyciu
przeszła, z drugiej wiedze jak to wykańcza moich nienajmłodszych juz
rodziców...
Obserwuj wątek
    • verdana Re: problem z adoptowana siostrą... 15.11.05, 17:12
      Mój syn nie zabierał pieniędzy, odróżniał dobro od zła - ale kłamał, nie
      odrabiał lekcji, olewał szkołę i był zamknięty w sobie. jak sie do niego
      mówiło, to płakał, albo nie mówił ani słowa.
      Chodził do psychologa, który stwierdził, ze problemem dziecka jest niska
      samoocena, zwykłe lenistwo, dysortografia i wredna matka ( to ostatnie w
      szczególności).
      Mój syn nie jest adoptowany. Pisze teraz pracę magisterską. Z psychologii.
      Bądź dobrej mysli. Takie problemy mają wszyscy rodzice - i ci biologiczni
      także.
      • gospodyni2 Re: problem z adoptowana siostrą... 15.11.05, 18:12
        witaj,

        widzisz ze mna rodzice nie mieli żadnych problemów - wzorowa uczennica,
        grzeczna, miła itd. nawet nie trzeba sie było mna zajmowac bo wiedziałam co
        dobre a co złe. Ona tego nie wie i może to przytłacza moich starszych?

        o własnie, jak sie do niej mówi, to zamienia sie w słup soli - i nie wiesz, czy
        jest taka bezmyslna czy zwyczajnie z ciebie drwi... ileż te dzieci musiały
        przejśc w życiu, że sa tak naznaczone...
        • leli1 Re: problem z adoptowana siostrą... 15.11.05, 19:01
          ja podobnie jaj verdana nie przypisywałabym wszystkiego adopcji, moze tak jest ale niekoniecznie. Wydaje mi sie ze to niemalze klasyczny przypadek z przecietnej rodziny. A to, ze Ty taka nie byłas nie ma kompletnie zadnego znaczenia. Przeciez nie ma szablonu na dzieci, ze jesli jedno sie takie urodzilo to nastepne plus minus wyjdzie podobne.
          Nie mowie ze nie ma problemu, bo jest. Trzeba koniecznie znalezc sposob na dotarcie do dziewczyny......
          Zycze powodzenia.
          • gospodyni2 Re: problem z adoptowana siostrą... 15.11.05, 20:00
            no własnie, tylko jaki sposób może zadziałac, skoro ani krzykiem ani prosba nic
            nie wskórasz. jej nie wolno popuścić pasa, bo czuje sie zbyt pewnie i odwala
            takie akcje.

            Serce sie kraje, bo chce sie dla takiego dziecka jak najlepiej, a tu mur,
            którego nie mozna przebić...

            widzicie, mojej mamie nie da sie prztłumaczyć, że to nie jestem ja w kolejnym
            wydaniu, ona uważa, że żadne dzieci nie robia kłopotów, tylko moje siostra,
            wszystkie dzieci sa powazne, grzeczne, a ona jedna nie. widac sparzyła sie na
            tej adopcji, jednak obydwoje starają sie jak moga, tylko, niestety, do tego
            trzeba obu stron, a z jej strony jest jakas niechęć, wrogość, sama nie wiem.

            kiedys wiele razy mówiła, że nas nie kocha, chce wrócic do domu dziecka - nie
            wiem czy to takie sobie dziecinne gadanie czy jest w tym jakaś prawda... z
            drugiej strony z każdej kolonii czy obozu trzeba było ja zabierac przed
            terminem, bo płakała, tęskniła i bądź tu mądry.

            powiem wam, że boje sie co będzie za kilka lat, czy nie podniesie na nich reki,
            oni będa juz wiekowi, ona dopiero nastolatką... takie głupie mysli mnie
            nachodzą, ale po prostu sie martwie...

            czy tym dzieciom tak brakuje miłości, że starają sie byc twarde czy moi zrobili
            gdzies bład???
            • leli1 Re: problem z adoptowana siostrą... 16.11.05, 09:32
              ile siostra ma w tej chwili lat?
              Moze dziewczyna odczuwa, ze nie jest do konca akceptowana, moze chce w ten sposob zwrocic na siebie uwage.
              Trudno cokolwiek proponowac skoro sie zna sytuacje bardzo wyrywkowo. Moze jednak naprawianie siostry powinniscie zacząć od siebie (sorry, ale często nieswiadomie przekazujemy swoje uczucia drugiej osobie).
              Czy w Osrodku, z ktorego dziecko bylo adoptowane nie ma mozliwosci kontaktu z psychologiem?, mysle ze to dobre wyjscie, udac sie do profesjonalisty i przedstawic swoje problemy, często takie wizyty czynią cuda, psycholog potrafi podpowiedziec cos tak oczywistego i jednoczesnie skutecznego, ze sam sie dziwisz ze na to nie wpadles.
              Ja mysle, ze dziewczyna nie za bardzo czuje sie pewnie, potrzeba jej naprawde wiele milosci i zrozumienia.
              Pzdr.
              • calama Re: problem z adoptowana siostrą... 16.11.05, 13:39
                Myślę, że siostra tak się zachowuje, aby sprawdzić waszą miłość.
                Czy jak będę bardziej niegrzeczna to dalej będą mnie kochać?
                Próba wytrzymałości dla rodziców.
                Ważna jest postawa rodziców - jeśli okazują,ze sobie nie radzą, że oczekiwali
                milej dziewczyny i wdzięczności........ to trzeba to odkręcić.
                Trzeba kochać taką jaka jest......... i wahadło zachowań będzie coraz mniejsze.
                Powodzenia smile))))))
                • utka Re: problem z adoptowana siostrą... 16.11.05, 14:04
                  no i Ty tez musisz pomagac i duzo z siostra rozmawiac
                  • kasiapfk Re: problem z adoptowana siostrą... 17.11.05, 19:48
                    A ja mysalę,że w grę tu wchodzi jeszcze jedna sprawa: starsza siostra - ideał
                    chodzący, a młodsza zawsze w czymś gorsza.
                    Sama zrozumiałam to dopiero odkąd mam dwoje dzieci. To ja zawsze byłam tą
                    lepszą- żadnych kłopotów ze szkołą, muzycznie uzdoniona, język itp. To moja
                    siostra była mała, chorowita, naznaczona piętnem dxiecka o niższych
                    możłiwościach intelektualnych. I teraz ja to widzę.
                    Być może ta sytuacja jest dla niej nie do przejścia.
                    Kolejna rzecz, która sama wyraźnie napisałąś: postawa waszej matki. Uważam, że
                    abaslutnie niedopuszczalna - może warto zamiast tak otwarcie opowiadać się po
                    stronie rodziców szukając sposobu zmienienia siostry (tak odczytałam twoje
                    wypowiedzi), spróbować wyperswadować mamie taki obraz dzieci. Może gdy ona
                    zmieni stosunek do małej (z tego wymagającego abolutnej bezproblemowości) na
                    bardziej liberalny i mniej wymagający, ułoży się to życie i w tej rodzinie.
                    A może jest tak,że mam mimo wszystko uważa, ze ty jesteś "lepsza" bo
                    jej "własna"?
                    • gospodyni2 Re: problem z adoptowana siostrą... 17.11.05, 21:27
                      ja nie mieszkam z nimi, jestem mężatka, mam 30 lat, także nie ma kwestii
                      zazdrości z jej strony, bo jest za mała i totalnie we mnie wpatrzona.
                      gdybym z nimi była na co dzien to może cos więcej bym zdziałał, a z doskoku nie
                      jest tak łatwo.

                      własnie chodzi o to, że nie staje po stronie rodziców, bo jestem przeciw
                      niej... ja ją bardzo kocham, zawsze chciałam miec rodzenstwo. Chciałabym tylko,
                      żeby nie sprawiała kłopotów, bo rodzice są juz niemłodzi i za pare lat mogą
                      sobie z nia już nie dac rady. Moja mama nigdy przesadnie nie okazywała uczuć -
                      ja byłam z tzw. zimnego chowu, ale nie mam do nikogo żalu. Rodzice sie nade mną
                      nie rozczulali.

                      wiesz zmiana stosunku na bardziej liberalny po kradzieży chyba nie jest
                      mozliwa, są dzieci, które widocznie potrzebuja metody kija i marchewki...

                      wiecie co, z nią jest jak z bomba zegarową, nigdy nie wiesz z czym wystrzeli,
                      ja rozumiem kłopoty z dziećmi, wiem jakie są, ale ta sprawa kradziezy mnie
                      dobiła... nie umiem zrozumiec co mogło ja do tego podkusić, w domu niczego nie
                      brakuje... może ona jest tak głupia, że nie wie co robiła?

                      Kiedys uważałam, że geny nie maja nic do powiedzenia, liczy sie wychowanie,
                      metody wychowawcze i pokazywanie dziecku co dobre a co złe, teraz mysle, że
                      zaczyna przeważać charakter jej biologicznej matki (złodziejka, perfidna
                      kłamczucha itd.). czy to mozliwe?????
                      • calama Re: problem z adoptowana siostrą... 17.11.05, 23:48
                        dzieci z dobrych domów kradną......... by zwrócić na siebie uwagę!!!!!!!!!

                        Geny mają dużo do powiedzenia - kolor włosów, oczu, temperament, ale nie
                        zamiłowanie do kradzieży!!!!!!!!!!!

                        Mała potrzebuje MIŁOŚCI przez duże "M".

                        Moja ciotka przez chyba 20 już lat jest dyrektorką zeszpolu szkol - technikum +
                        zawodowka, przy granicy, w mieście, gdzie jest bardzo duzo przemytnikow i
                        zlodzieji....... i co mowi? że wszystkie dzieci są wspaniałe, tylko trzeba do
                        nich dotrzeć, porozmawiać, zrozumieć. A do tej szkoły chodzi duży przekrój
                        społeczeństwa. Złodzieje i prostytutki także. Niejednego wyciągneła na tzw.
                        dobrą drogę. Do dziś się dziwi, że dla niektórych była pierwszą, co
                        wysłuchała!!! Niektóre dzieciaki w domu nie rozmawiały nawet!

                      • k.kasia1 Re: problem z adoptowana siostrą... 18.11.05, 15:55
                        "Chciałabym tylko,żeby nie sprawiała kłopotów, bo rodzice są juz niemłodzi i za
                        pare lat mogą sobie z nia już nie dac rady."
                        Hola, hola, ale przecież nie mozna adoptować dziecka i życzyć sobie zeby było
                        ciche, miłe, grzeczne i bron boze nie sprawiało problemów, bo rodzice sobie
                        rady nie dadzą. Ba, nawet rodzić dziecka nie mozna z takim nastawieniem.
                        Na litość boską, od tego są rodzicami żeby sobie dawac radę!!!

                        "Moja mama nigdy przesadnie nie okazywała uczuć - ja byłam z tzw. zimnego
                        chowu, ale nie mam do nikogo żalu. Rodzice sie nade mną nie rozczulali."

                        Co to znaczy przesadnie, o to znaczy ze sie nie rozczulali?? jak można dzicku
                        okazac PRZESADNIE uczucia??? Czyli, ze co, zamiast wychowania tresura?? Bo z
                        twoich postów tak to wynika: biała bluzeczka, buźka w ciup, łapki na podołku,
                        głos modulowany, zawsze cicha, miła , uśmiechnięta, wszelkie problemy chowa w
                        sobie zeby rodziców nie martwić, żadnego buntu, zadnych przejawów własnej woli
                        sprzecznej z rodzicielską, ot, ideał dziecka!! O matko jedyna, jakbym ja tak
                        wychowała swoje dziecko, zwłaszcza córkę, sumienie zżarłoby mnie do kosci,
                        przecież to cyborg jakis!!

                        "są dzieci, które widocznie potrzebuja metody kija i marchewki"
                        a moze miłości i akceptacji, takiej bezwarunkowej?? jakiej nigdy nie zaznały??
                        moze trochę przyjaźni i wychowania zamiast tresury??

                        jestem w szoku.
                      • kasiapfk Re: problem z adoptowana siostrą... 18.11.05, 17:33
                        Gospodyni2,
                        ważne jest to, co piszesz. Zwróciłam szczególnie uwagę, na "totalnie wpatrzona
                        we mnie". Ja z kolei widzę, że problem z bycia "gorszą córką" obrócił się
                        przeciwko rodzicom, bo ty jako ideał jesteś "nie do ruszenia". Podobnie bywa w
                        kwestii zazdrości między rodzeństwem. Często dzieci występują "przeciwko"
                        rodzicom a nie rodzeństwu, o które są zazdrosne.
                        Natomiast poruszyło mnie bardzo twoje zdenie "Chciałabym tylko, żeby nie
                        sprawiała kłopotów". Wszystkie dzieci psrawiają kłopoty. Tylko są one innego
                        kalibru.
                        Nie wiem, nie mogę sobie wypobrazić dziecka, któremu poświęca się wiele miłości
                        (oczywiście mówię o prawdziwej miłości, a nie o wyobrażeniach dorosłych na ten
                        temat), które samo z siebie jest złe.
                        Być może jest tak, że ona "testuje" rodziców i ciebie. Jak daleko może się
                        posunąć. I jeśli nie słyszy: kocham cię ,ale twoje zachowanie jest
                        niedopuszczalne. Nie pozwalam na takie zachowanie i zastosuję następnym razem
                        takie i takie sankcje, a odczuwa niechęć do niej samej jako osoby, to pprawa
                        kradzieży przestaje być taka nie-do-pomyślenia.
                        Z drugiej strony, oczywiście należy wziąć pod uwagę genetykę behawioralną. Ale
                        bez zbytniego przywiązywania wagi do jej teorii. (W którymś z tegorocznych
                        numerów "Charakterów" były szczegółowo opisane założenia tej dziedziny
                        psychologii.
                        Uspokoiły mnie, ale i uwrażliwiły na pewne aspekty.)

                        p.s.
                        a może wizyta u DOBREGO terapeuty rodzinnego by pomogła? nie wiem tylko czy
                        rodzice w poczuciu nieuzasadnionego uporu nie odrzucą tej propozycji od razu.
                        Co często się zdarza w przypadku rodziców z pokolenia lat 50-tych.
                        Niedopuszczają, że jako ludzie i rodzice moga po prostu być omylni. Jak każdy z
                        nas.
                        Życzę powodzenia w rozwiązaniu problemu rodzinnego.Pozdrawiam ciepło
                        Kasia
                        • stookrootka Re: problem z adoptowana siostrą... 18.11.05, 20:47
                          Myślę podobnie jak poprzedniczki, ona po prostu chce zwrócić na siebie uwagę,
                          bo oczekuje większej ilości uczuć i zainteresowania. Nie można mieć kradzieży
                          zakodowanej w genach, to absurd. Nie można też jej porównywać do matki, bo to
                          kolejny absurd. A przepraszam czego oczekiwali Twoi rodzice adoptując dziecko,
                          o którym wiedzieli, że ma za sobą nieciekawą przeszłość. Że będzie
                          bezproblemowym aniołkiem, bo los ofiarował jej rodziców? Przez sam fakt
                          posiadania rodziców nie można być szczęśliwym, trzeba mieć oparcie w tych
                          ludziach, miłość, trzeba im ufać, ale trzeba wiedzieć, że i oni ufają, to
                          trudne, ale nie niemożliwe. Tłumaczenie, że jest zamknięta, że nic do niej nie
                          dociera. To niemożliwe, żeby nie docierało. Ona was wszystkich testuje i jak ta
                          sytuacja się nie zmieni będzie robiła jeszcze większe głupoty, rodzice będą
                          jeszcze bardziej zawiedzeni i bezradni. I tak zamknie się kółko, które nie
                          wiadomo do czego może doprowadzić. A potem ktoś powie, no tak... adoptowana...
                          z jakiejś patologii. Nie przyglądaj się biernie z boku, może Ty, jako że jest
                          zapatrzona w Ciebie spróbuj nawiązać z nią kontakt. Może poproś kogoś z ośrodka
                          o pomoc, jak zacząć rozbijać skorupę, którą się osłoniła. Jeśli rodzice nie
                          okazują jej zbyt wielu uczuć, może Ty to zrób, skoro widzisz problem. W każdym
                          razie działaj, bo szkoda dziewczyny.
                          Pozdr
                          Stookrootka
                          • gospodyni2 Re: problem z adoptowana siostrą... 19.11.05, 12:25
                            ona jest z domu dziecka prowadzonego przez zakonnice - to sa zupełnie inne domy
                            niz państwowe.

                            byc może naprawde chce zwrócic na siebie uwage, ale wierzcie mi, mój ojciec
                            jest w nia bardzo wpatrzony, to miałam na mysli pisząc, ze ja byłam z zimnego
                            chowu, mój ojciec mnie nie okazywał czułości - z nia jest odwrotnie, ojciec
                            kocha ja bardzo, to widać.
                            ja moich rodziców od adopcji odwodziłam, sami się zdecydowali, mimo mojego
                            sprzeciwu i dystansu do tego pomysłu. majac lat 50 kilka inaczej sie patrzy na
                            świat niż zadoptując jako młody człowiek. Może moi są za starzy aby chodzic na
                            wywiadówki, uczyc sie ułamków i pomagać w lekcjach?

                            a może znacie jakies godne polecenia ksiązki, które uświadomiłyby głebiej ten
                            problem?
                            • aldona37 Re: problem z adoptowana siostrą... 22.11.05, 21:29
                              Pytałaś o książki, więc polecam: "Ciężar miłości. Opowieść o adopcji wzajemnej"
                              A. Montel-Girod; wyd.Fundacja "Opuszczonym dzieciom", Gdańsk 1994. O
                              zaburzeniach zachowania u adoptowanych dzieci porozmawiam też chętnie na priva
                              aldona@retsat1.com.pl.
                              • gospodyni2 Re: c.d. 24.11.05, 21:20
                                sprawy maja sie coraz gorzej - na zebraniu okazało sie, że do tej pory ma na
                                koncie 16 jedynek, ze wszystkiego, nawet WF-u, nie odrabiaa lekcji, wezwana do
                                odpowiedzi (choćby nawet umiała) nic kompletnie nie mówi. dzieci maja jej
                                dosyć, przeszkadza na lekcjach wszystkim, ma zachowanie nieodpowiednie...
                                wychowawczyni nie widzi dla niej miejsca w klasie i siostra jest dla niej
                                wielka zagadka.
                                Ona nie odróznia dobra od zła, jej jest wszystko jedno, nic nie robi na niej
                                wrażenia, tłumaczenie czegokolwiek powoduje u niej albo milczenie albo smiech...

                                Rozmowy nic nie dają. rodzice przebakuja cos o internacie...
                                • k.kasia1 Re: c.d. 24.11.05, 22:18
                                  Do internatu????!!!! Kobieto, piszesz, że twoja siostra, siostra, rozumiesz,
                                  została adoptowana jako około 6 letnie DZIECKO, które przeżyło więcej nieszczęść
                                  w ciagu swoich 6 lat niż większosć dorosłych w czasie całego życia, trafiła do
                                  rodziny, gdzie oczekiwano od niej żeby "jakoś sobie to wszystko poukładała i nie
                                  sprawiała problemów, bo jak nie to się ją odda" Postaw się w jej sytuacji,
                                  małego, zaniedbanego dziecka, pozbawionego czegoś, co jest jego świętym prawem -
                                  rodziny. Jak mozna oczekiwać, ze ona będzie sama z siebie wiedział co dobre a co
                                  złe, skoro do tej pory świat pokazał się jej z najgorszej strony!! Ona jest
                                  DZIECKIEM. Wy, dorośli, jej rodzina, macie obowiązek ułatwiac jej życie, nie
                                  odwrotnie. Co to za rodzice, jeśli w obliczu kłopotów zamiast szukać jak
                                  najlepszego wyjscia dla dziecka, pomocy specjalistów, itp. wybieraja
                                  najłatwiejsze dla siebie wyjscie - oddać. Jak w ogóle to sie stało, że zostali
                                  rodzicami adopcyjnymi??
                                  Radziłabym wiejsć na stronę
                                  www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=10797
                                  porozmawiac z osobami z forum, które miały przeróżne problemy wychowawcze albo
                                  tu www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewforum&f=27
                                  poszukajcie czegoś, ewentualnie załóżcie nowy wątek, szukajcie pomocy dla waszej
                                  rodziny. Jesteście to winni temu dziecku.
                                  • gospodyni2 Re: c.d. 24.11.05, 22:38
                                    kobieto, krzyczysz na mnie, a chyba nie zrozumiałaś po co ja to wszystko pisze.
                                    ja ją kocham i dlatego walczę o nią!!!! czy ja gdzies napisałam, że jest mi to
                                    obojętne?? To nie ja ją adoptowałam tylko moi rodzice, więc nie pisz prosze, że
                                    ja jestem temu winna.

                                    jestem umówiona z nia na wizyte u naprawde wybitnego psychologa, wierze, że on
                                    nam pomoże i nakieruje na sposób postepowania.

                                    Przeczytałam przed chwilą mądrą prace mgr jakiejś dziewczyny na temat adopcji,
                                    musze wydrukować fragment i pokazac mojej matce, może w końcu do niej dotrze,
                                    że musi okazac małej uczucie, bo bez tego ani rusz... Mysle, że to jest główna
                                    przyczyna - niska samoocena, brak akceptacji ze strony matki. Mnie się serce
                                    kraje jak ona sie do mnie przytula i mówi Kocham Cię.... Myślałam aby ją wziąć
                                    do siebie, ale boje się, że to mogłoby mieć negatywne skutki - robienie dziecku
                                    wody z mózgu jest niedopuszczalne...

                                    przejrzałam juz bociana, narazie nie natrafiłam na podobną historie, postaram
                                    sie poszukać dokłądniej.

                                    ja nie pozwolę na to aby dziecko tak pokrzywdzone skrzywdzic jeszcze bardziej,
                                    o to sie nie martw, nie mam serca z lodu...

                                    a o to jak to sie stało, że zostali rodzicami można spytac ośrodek adopcyjny...
                                    cóz, w mojej ocenie nie powinni zostac zaakceptowani, ale mozna winić procedure
                                    i chęć oddania jak największrej liczby dzieci nie patrząc na to czy ludzie się
                                    do tego nadaja czy nie...
                                    • k.kasia1 Re: c.d. 24.11.05, 23:50
                                      Nie krzyczała (hihihi, jak można właściciwe krzyczeć na pismiewink) na ciebie,
                                      tylko na sytuację uncertain
                                      w głowie mi się nie mieści to co piszesz, bo jak oao mógł powierzyć dziecko
                                      ludziom, ktorzy nie rozumieją sensu tej adopcji. mam nadzieję, ze ci się uda.
                                      • kasiapfk Re: c.d. 25.11.05, 19:01
                                        i oto mamy kolejny kamyczek do ogródka złyc hoao. Ja radykalnie: wypie... te
                                        wszystkie nic nie robiące osoby z nieodpowiedzialnych oao, które
                                        tylko "statystyki" wypełniają zamiast pochylić się nad rodziną i dzieckiem do
                                        adopcji.
                                        Gospodyni, mamusi wyjaśniłabym w krótkich, żołnierskich słowach, że człowiek
                                        ponad 50-letni powinien mieć jednak trochę choć oleju w głowie. Może słysząc to
                                        od ciebie nabrałaby podejrzeń co do swojej postawy.
                                        A Tobie życze spokoju i wytrwałości.
    • kasialu Re: problem z adoptowana siostrą... 24.11.05, 22:00
      Dom dziecka to życie na wiecznej kolonii. Dzieci żyją w grupie i nikt nie
      koncentruje uwagi na jednym tylko dziecku. Kiedy dziecko trafia do rodziny
      nagle wszyscy skupiają uwagę tylko na nim. Starają się kochać, przytulać, dawac
      max ciepła i poświecać czas tylko jemu.
      Dziecko czuje sie zagubione bo to sytuacja całkiem dla niego nowa. Może Twoja
      siostra nie moze uniesć cieżaru jaki przyszło jej dźwigać - ciężaru miłosci i
      czułości. Tego trzeba ją uczyć krok po kroczku. Zbyt duża dawka tego
      wszystkiego mogła spowodować takie zachowania. I oczywiście Mała zaczęła w b.
      negatywny sposób zwracać na siebie uwagę.
      Internat to znowu wieczna kolonia. Dziecko było na pewno skrzywdzone przez
      rodziców biol. Teraz jak Twoi rodzice "oddadzą" ją do internatu Mała moze znowu
      poczuć się odrzucona.
      Czy to w czymś pomoze?
      • gospodyni2 Re: problem z adoptowana siostrą... 24.11.05, 22:41
        w niczym nie pomoże.

        Ale tu jest inny problem - za mało miłości, czułości, ja widze, jak ona tego
        potrzebuje, ale matka stosuje system - jak ona przestanie podbierać pieniadze i
        kłamac to wtedy ją zaakceptuje, kur..... mnie zalewa, bo najchętniej to
        wykrzyczałabym to wszystko, ale na odległośc nie da się załatwić wielu rzeczy...
        • verdana Re: problem z adoptowana siostrą... 26.11.05, 23:18
          A ja bym nie była taka przekonana, że internat to złe wyjscie.
          Moja znajoma-specjalistka od adopcji parokrotnie radziła takie rozwiązanie
          rodzicom (biologicznym zresztą też). Internat, ale nie w formie odrzucenia -
          oddajemy Cię, bo przeszkadzsz, sprawiasz kłopoty. Tylko internat, bo sobie nie
          radzisz z nauką, a my nie umiemy Ci pomóc.
          Trzeba też wziąć pod uwagę, że dziewczyna jest w nie najlepszych stosunkach z
          rodzicami - może dla niej ten internat tez będzie pewnym wyzwoleniem. To nie
          jest tak, ze tylko rodzice moga być niezbyt szczęśliwi z faktu adoptowania
          takiego czy innego dziecka. Czasem nawet rodzone dziecko w wieku dojrzewania
          nie przepada za rodzicami, a adoptowane może uznawać, ze źle trafiło i lepiej
          mu będzie gdzie indziej.
          Gdyby siostra rozpaczała, to oczywiscie internat to złe rowiązanie. Ale ona
          może przyjąć projekt chętnie. Jesli będzie się tam xle czuła, to internat nie
          więzienie - odebrać zawsze można.
          • k.kasia1 Re: problem z adoptowana siostrą... 27.11.05, 18:15
            Internat, ale nie w formie odrzucenia -
            > oddajemy Cię, bo przeszkadzsz, sprawiasz kłopoty. Tylko internat, bo sobie nie
            > radzisz z nauką, a my nie umiemy Ci pomóc.

            A w jaki sposób dziecko ma rozpoznać róznice?? Bo jej to powiedzą?? Alez ona już
            się nauczyła, że dorośli mówia co innego, a co innego robią!

            > Gdyby siostra rozpaczała, to oczywiscie internat to złe rowiązanie. Ale ona
            > może przyjąć projekt chętnie.

            A w jaki sposób dziewczynka w tym wieku i po takich przejściach ma się
            ustosunkowac do sytuacji, kiedy znowu dorośli , w taki czy inny sposób,
            pozbywają się jej??
            • verdana Re: problem z adoptowana siostrą... 27.11.05, 21:27
              Pozbywają? Przeciez moga odwiedzać, dzwonić, interesowac się, brac na kazdą
              sobote i niedzielę. Moga sziedzieć razem z nia i wybierać z nią internat.
              Biologicznych rodziców, którzy daja dziecko do internatu nie oskarża się
              o "pozbywanie się" dziecka.
              Czy lepiej aby córka się demoralizowała? Taę chyba nie. Problem leży w tym, że
              ona nie wydaje się z tymi rodzicami szczęśliwa. Może opuszczenie domu na pewien
              czas będzie dla niej wyzwoleniem.
              • gospodyni2 Re: po wizycie u psychologa 27.11.05, 22:52
                witajcie,
                jesteśmy po 1. wizycie u psychologa, wygląda na to, że cos zaczyna się dziać
                pozytywnie. Przyznała mu się od razu do tej kradziezy i do kłamstw. Ogromnie
                niska jest jej samoocena. w skali 0-7 oceniła się najniżej jak mozna - na 0
                punktów. Będziemy walczyć o jej samoakceptacje, bo dopóki w siebie nie uwierzy
                i nie polubi/nie pokocha samej siebie, nigdy nie otworzy sie na innych ludzi.
                najwazniejsze jest to, że nas akceptuje i kocha ale nie może sobie z tym
                poradzić i nie umie wyrażac tego - to stwierdził psycholog.

                Czeka nas ciężka praca, która zaowocuje dopiero za kilkanaście lat, ale sie nie
                poddamy, terapii będzie dyskretnie poddana także mama.
                zaczyna cos drgac, po nakłądzeniu do głowy mojej mamie wielu rzeczy przez mnie,
                najwazniejsza jest jej inicjatywa i wyjście do dziecka z uczuciem, bo małej aż
                sie buzia smieje, jak sie ją pochwali...
                Pozdrawiam, trzymajcie kciuki!!!
                • calama Re: po wizycie u psychologa 28.11.05, 07:29
                  to super wiadomosc!!!!!!!!!

                  Trzymam kciuki smile)))
                • kasiapfk Re: po wizycie u psychologa 28.11.05, 17:07
                  Gospodyni! Fajna taka siostra jak ty!

                  trzymam kciuki za cierpliwość, wytrwałość, uśmiech i za te trudniejsze momenty
                  też (żeby szybko poszły precz smile)))) )
                • k.kasia1 Re: po wizycie u psychologa 28.11.05, 22:53
                  Suuuuuuupeeeeer!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                  Trzymam kciuki, pisz co sie dzieje, będzie dobrzesmile))))
                  Pozdrawiam.
              • kasiapfk Re: problem z adoptowana siostrą... 28.11.05, 17:05
                Verdano, przy całym szacunku. Pojęcia nie masz o czym piszesz w tym wątku -
                pisząci rozwiązaniu z internatem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka