Dodaj do ulubionych

ADOPCJA A WIĘŹ MAŁŻEŃSKA

IP: *.* 12.03.02, 14:14
Witaj Drogi Kolego Wirtualny,Dzięki za Twojego wczorajszego maila.Wiele w nim racji. Niemniej pozwolę sobie powrócić do tematu spraw męsko-damskich w tym wymiarze, w nieco późniejszym terminie.Tymczasem jednak chciałabym zapytać Ciebie o pewną ważną rzecz, która wcześniej nie wpadła mi do łepetyny.Jak adopcja dziecka wpływa na stosunki małżeńskie? Podejrzewam, że jest podobnie, jak w przypadku narodzin, lub jeszcze trudniej. Pamiętam dni, tuż po narodzinach naszego synka, gdy z mężem patrzyliśmy na siebie jak pies na kota i naabarot.Dziecko płakało, ja niewyspana, burza hormonów, mąż znerwicowany, bo w pracy kiepawo, a tu dziecko się urodziło, w domu bałagan, nie ma kto ugotować ani posprzątać... Och, nie było łatwo. A gdy w rodzinie pojawia się dziecko adoptowane? Jak to jest? A może ktoś wie, jak to jest, gdy do rodziny dołącza starsze dziecko, ze swoimi przyzwyczajeniami, lękami, bywa, że trudne, zagubione, agresywne...Jak w takiej sytuacji postępować, by nie pogorszyć stosunków małżeńskich – czasu mniej, nerwowa atmosfera, zagubienie, skupienie uwagi na dziecku...Pytam Ciebie, bo choć nie dasz mi recepty ani gotowego przepisu na zaznanie szczęścia, na pewno masz dużo mądrych rzeczy do powiedzenia na ten temat. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, że przeniosę to pytanie na forum o Adopcji na eDziecku, bo będzie to może z pożytkiem dla innych. Jeśli będziesz miał trochę czasu i ochoty, żeby podzielić się swoim doświadczeniem, to będzie fajnie.Pozdrawiam Cię serdecznie Agnieszka (Matylda)
Obserwuj wątek
    • Gość: jlopuszynski Re: ADOPCJA A WIĘŹ MAŁŻEŃSKA IP: *.* 13.03.02, 10:42
      Witaj Agnieszko, witajcie wszyscy,wywołany do tablicy postaram się powiedzieć coś od siebie.Nie mam z czym porównać, wiem tylko z obserwacji jak układają się relacje w małżeństwie po urodzinach dziecka.Trochę to trwa zanim my faceci zaskoczymy, że to już koniec laby okresu narzeczeńskiego i będziemy gotowi na ojcostwo.Jeśli motywem wejścia w związek była "romantyczna projekcja" zakładająca, że obiekt naszej miłości jest boginią, to trudno się potem dziwić frustracji na widok wybranki, która nie ma czasu na bycie piąkną i nieskazitelną i jeszcze do tego nie można pobawić się pilotem bez wyrzutów sumienia.Bywa też, że odstawiani jesteśmy od "cyca" w wyniku postawy niektórych młodych mam, które wszystkie niezaspokojone w związku potrzeby umieszczają w relacji z dzieckiem, a mąż staje się dal obojga tylko dostarczycielem dóbr.Sytuacja adopcji jest odmienna, bo decyzja o niej jest poprzedzona wieloletnimi staraniami o własne, a potem ciężką pracą nad zmianą nastawienia i podjęciem ku niej kroków.Dla mnie osobiście, zanim prawdziwie pokochałem, (bo oczywiście było we mnie takie nieco infantylne przeczucie, że już kocham zanim zobaczyłem) było to zadanie do wykonania i przygotowałem się do niego jak tylko mogłem najlepiej. Wychowywanie naszego syna, to była ciężka praca(o czym już pisałem)i było w tym czasie wiele poważnych kryzysów w naszym związku , przetrwaliśmy i po czternstu latach spijamy miód bycia ojcem i matką; nasz syn jest wspaniałym facetem, a ja nigdy nawet nie myślałem, że mógłbym być tak związany z dzieckiem i czerpać z tego taką satysfakcję. To wiąże się także z tym co po tych trudnych latach jest w naszym związku-poczucie, że jesteśmy dwojgiem autonomicznych ludzi, którzy nie muszą, ale chcą być razem.I przez to wszystko czasem przebija się ból i tąsknota za niespłodzonym własnym dzieckiem -dziewczynką, która dostałaby w wianie urodę, serce i umysł mojej żony. Jędrek
      • Gość: horac Re: ADOPCJA A WIĘŹ MAŁŻEŃSKA IP: *.* 14.03.02, 12:06
        Jędrku,Jak tak Cię czytam, to naprawdę zazdroszczę Twojej żonie.Raczej nie ma szans, by mój małżonek stał się taki "na zewnątrz" jak Ty. Tak, tak, pisałeś mi kiedyś, że mieliście też problemy, że się udało je pokonać. Ale wiele dobrych chęci było w Tobie! To też pewnie dlatego się udało.Znam pewną parę nie mogącą mieć dzieci. Żona nie pracuje (bezrobocie), mąż tak. Ona pragnie adoptować dziecko, on boi się odpowiedzialności materialnej (że straci pracę, że nie zapewni dziecku życia takiego jak inni rodzice - angielski, basen, kino, wycieczki). I że w końcu z jego winy dzieciak pójdzie kopać doły. Tak czarno widzi przyszłość, że nawet staje mu przed oczami taka sytuacja, gdy są zmuszeni z biedy oddać dziecko znów do placówki.Nie chce ryzykować. Moje zdanie, jakie mu przedstawiłam, jest takie, że mimo biedy i braku komfortu, I TAK dziecku lepiej u nich będzie niż w placówce.Nie przekonałam go chyba jednak. Buuu! Dlaczego cudze życie, a raczej to czy będzie normalne czy nie, zależy od forsy???!!! Ja nie mogę się z tym pogodzić! Pomocy!!!Agnieszka (Matylda)
        • Gość: jlopuszynski Re: ADOPCJA A WIĘŹ MAŁŻEŃSKA IP: *.* 14.03.02, 14:04
          Agnieszko,żeby podjąć się trudu pracy nad relacją w małżeństwie trzeba widzieć przed sobą wieloletnią perspektywę, w krótkich okresach może to się wydawać trudne do zbilansowania między "winien" a "ma". Jak człowiek myśli z kim by się chciał zestarzeć i odrzuci pomysł na radzenie sobie z kłopotami przez wchodzenie w kolejne związki to jest o wiele łatwiej. To tak jak z budowaniem państwa: nasi politycy myślą tylko o interwałach pomiędzy wyborami i dlatego żyjemy w zepsutym organizmie.Co do wątpliwości tego mężczyzny, to je rozumiem. Ale żeby sobie z takimi lękami poradzić trzeba wiedzieć czego się tak naprawdę w życiu chce. Pisałem już w innym miejscu, że nie każdy musi być ojcem, czy matką. Potrzebę samorealizacji, czy dzielenia się z innymi można zaspokoić na wiele innych sposobów.Można uniknąć takich wątpliwości świadomie wycofując się ze świata, który wymusza posiadanie jednakowych, kosztownych cywilizacyjnych gadżetów. Szczęście osobiste i szczęście naszych dzieci nie musi zależeć od tego czy jesteśmy w stanie identyfikować się z sąsiadami, czy rówieśnikami na podstawie tego co mamy(a wręcz zależy od tego kim jesteśmy i czy mamy dla siebie wystarczająco dużo czasu). To oczywiście oznacza bycie w świecie innych wartości, co może oznaczać świat równoległy niestety i do tego trzeba odwagi.Ja wyobrażam sobie teraz, że gdybym stracił pracę czy zbankrutował, to bez żalu pmógłbym się wynieść na wieś i żyć spokojnie za kilkaset zł miesięcznie.Pozdrawiam serdeczniejędrek
    • Gość: horac Re: ADOPCJA A WIĘŹ MAŁŻEŃSKA IP: *.* 14.03.02, 15:08
      Jędrku,Co do interwałów pomiędzy wyborami - ja właśnie o tym pisałam w wątku dot. serialu o adopcji, a konkretnie - dlaczego polskie rodzeństwa znajdują dom w Holandii. Otóż to jest właśnie nasz polski problem. Taka jest wykrzywiona twarz naszej myśli politycznej, która ciąga nogami zawiniętymi w onuce. Politycy z rządzących, kolejnych koalicjach potrafią myśleć tylko krótkoterminowo. Nie chcą inaczej. Bo to mało opłacalne... A i starać się nie ma dla kogo - bo jakiż to odsetek społeczeństwa mieszka w placówkach wychowawczych? Sprzyjanie tym „upośledzonym” socjalnie, po prostu się nie opłaca. Zawsze lepiej zogniskować swe starania na bardziej prężnej grupie potencjalnych wyborców – klasie średniej, przedsiębiorcach, rolnikach, rzemieślnikach, emerytach. Nawet kiełbasą wyborczą nie chce im się machać w stronę tych pośrednio czy bezpośrednio dotkniętych sieroctwem społecznym. No, ale tego typu prymitywizm polityczny chyba nie jest rzadkim zjawiskiem w, jak to delikatnie określają, młodych demokracjach, prawda? Przyjdzie czas, że to się zmieni. Tylko ile młodych ludzi straci swe szanse dorastając w tym oczekiwaniu?Piszesz: „co do wątpliwości tego mężczyzny, to je rozumiem. Ale żeby sobie z takimi lękami poradzić trzeba wiedzieć czego się tak naprawdę w życiu chce”. I ja właśnie chciałam mu to unaocznić. On boi się złej sytuacji ekonomicznej w jaką może popaść jego rodzina, ale też nie sądzę, by był gotów w chwili obecnej i w przyszłości obniżyć standard swojego życia (samochód, domek na wsi), gdyby była taka konieczność z uwagi na powiększenie rodziny. Więc tak naprawdę, to być może obawia się nie tego, że nie utrzyma rodziny, tylko, że konieczne będzie drastyczne obniżenie standardu wygodnego, drobnomieszczańskiego funkcjonowania (i tu właśnie dochodzi ten problem identyfikowania się z sąsiadami i rodziną, o którym piszesz)Piszesz Jędrku: „żeby podjąć się trudu pracy nad relacją w małżeństwie trzeba widzieć przed sobą wieloletnią perspektywę, w krótkich okresach może to się wydawać trudne do zbilansowania między "winien" a "ma” Czy wiesz, że ja uświadomiłam to sobie dopiero bardzo niedawno? A trzydziecha już mi rąbnęła! Dzięki temu, czy przez to, że nie wpadłam na to wcześniej (m.in.), mam za sobą nieudane małżeństwo. Obecny mój mąż, to drugi mąż (cywilny). Zawsze lepiej późno, niż wcale, prawda? Dlaczego w szkołach nie uczą takich rzeczy? Dlaczego na kursach małżeńskich porusza się wiele mało istotnych dla przyszłości związku spraw (np. intymnego pożycia przed ślubem), a tak ważnych zagadnień nikt nie tyka? Ja to zawsze dlaczego i dlaczego... Także jeśli masz mnie już dość, to powiedz.Pa. Agnieszka
    • Gość: Julia Re: ADOPCJA A WIĘŹ MAŁŻEŃSKA IP: *.* 14.03.02, 15:14
      Cześć Agnieszko, część Jędrku, witajcie wszyscy!Czytam Wasze rozważania i postanowiłam się wtrącić. Cały czas mam też w głowie post Jędrka, zachęcający eTatów do napisania kilku słów. Mój eMąż :-), podobnie pewnie jak większość mężów, raczej niczego nie napisze, nie ma szans, nawet nie próbuję go namawiać. No więc sama napisze parę słow w moim i jego imieniu. Najpierw o tym niepisaniu. Ja myślę, że nasi faceci nie odzywają się z dwóch powodów: po pierwsze, po całym dniu w pracy, często właśnie przed komputerem, mają serecznie dosyć tego urządzenia. Po drugie, facet to jednak facet, nie jest tak gadatliwy jak przeciętna baba :-)), nie ma też aż takiej potrzeby dzielenie się własnymi przeżyciami. Ale tak naprawdę chciałam pisać o zupełnei czym inneym. Matylda-Agnieszka pyta o więź małżeńską w kontekście adopcji. Wiecie co dla mnie było najważniejsze? My jesteśmy zupełnie zwyczajnym małżeństwem, raz się lubimy bardziej, raz mniej, czasem się kłócimy, czasem nie możemy bez siebie żyć. Ale kiedy stanęliśmy przed ogromnym problemem, przed problemem naszej bezpłodności i jednocześnie ogromnego pragnienia posiadania dziecka, nie mieliśmy wątpliwości. Jasne, że to ja byłam motorem naszych działań. Ale to chyba zwykle tak bywa? To kobieta pragnie być w ciąży, chce urodzić dziecko, karmić je własną piersią itd. I chyba ona w bardziej namacalny, dosłowny, wręcz fizyczny sposób odczuwa brak dziecka?No w każdym razie mój mąż nigdy nie dał mi do zrozumieminia, ze ma dość przykrych, często krępujących badań (a znam dziewczynę, której mąż powiedział, że badał się nie będzie, bo u niego wszytsko gra, i jak ona w ogóle śmie poddawać w wątpliwość jego męskość?!!!). Po drugie mój mąż od początku podzielał moją chęć zaadoptowania dziecka, nigdy go do tego nie namawiałam, nigdy nie czułam ,że go naciskam, wręcz przeciwnie: wiedziałam, że oboje chcemy naszego dziecka - nieważne, z brzuszka, czy z serduszka. I jeszcze jeden przykład: Nasz znajomy, kiedyś blisko znajomy (świadek na ślubie, to o czymś świadczy), stanął przed takim problemem jak my: nie mogą mieć dzieci. Po dwóch ciążach pozamacicznych nie mają już żadnych szans. Od kilku lat jego żona cierpi strasznie, nie potrafi przestać marzyć o dziecku, pragnie adopcji jak niczego innego na świecie. Ale jej mąż powiedział wyraźnie: "Nie będę wychowywał bachora. Żadnych obcych genów!"Zawsze myślałam, że ten chłopak to miły, dobry, kochany człowiek. Jego żona też kiedyś tak myślała.Cieszmy się, wszystkie mamy adoptowanych dzieciaczków, że mamy takich fajnych mężów. Że nasze związki przetrwały ten straszny okres walki z bezpłodnością, że wspólnie, zgodnie, podjęliśmy tę najważniejszą decyzję w życiu. I że kochamy nasze dzieci ponad wszystko!To tyle, jeśli chodzi o więż małzeńską w rodzinach adopcyjnych. Poza tym jest normalnie, tak jak wszędzie. Pozdrawiam wszystkich, Julia czyli Asia
    • Gość: jlopuszynski Re: ADOPCJA A WIĘŹ MAŁŻEŃSKA IP: *.* 15.03.02, 08:59
      Witajcie,tak sobie myślę, co mi pomogło w decyzji o aopcji, bo nie ukrywam, że w naszym przypadku także żona była jej motorem, ona też, dzięki temu o czym Julio piszesz mogła znieść więcej trudów i upokorzeń w tym dążeniu, najpierw do dziecka własnego, później do adopcji. Gdy sięgam pamięcią, przypominam sobie że kiedyś wyobraziłem sobie drzewo genealogiczne mej rodziny, zastanowiłem się nad każdym jej członkiem i stwierdziłem, że nie ma powodu by upierać się przy powielaniu tego genotypu.I tak mi już zostało, że przy każdym sporze typu czyje lepsze,zanim rozpętam walkę, zastanawiam się czy w imię wspólnoty nie trzeba zrezygnować z egotycznych racji:dobry wojownik nie wyjmuje miecza z pochwy.Co do pierwszych małżeństw Agnieszko, to rzadko bywają udane bez jakiegoś uwewnętrznionego systemu wartości(silna wiara), który nakazuje wręcz rezygnację z części swojego na rzecz wspólnego. Ale też trzeba być kompletnym człowiekiem, by umieć z tego zrezygnować i żadne przedmałżeńskie kursy tego nie załatwią. Taka porażka jak Twoja, pod warunkiem, że nie kończy się nienawiścią do wszystkich przedstawicieli płci przeciwnej, uczy pokory i ułatwia postawę ku związkowi.Pozdrawiamjędrek
    • Gość: kaasia Re: ADOPCJA A WIĘŹ MAŁŻEŃSKA - badania IP: *.* 11.04.02, 22:34
      Czytałm ostatnio opis badań nt. tego, jak adopcja wpływa na więź małżeńską i nie ma wątpliwości, że stosunki między małżonkami ulegają pogorszeniu po adoptowaniu dziecka. Wniosek - do adopcji powinno się bardziej przygotowywać MAŁŻONKÓW, a nie tylko PRZYSZŁYCH RODZICÓW. Jeśli ktoś chce - mogę podać źródło opisu badań, teraz nie pamiętam.Pozdrawiam - Kaś

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka