Dodaj do ulubionych

adopcja a prawo

IP: *.* 18.03.02, 11:48
Niechcący ten post przyczepił się do innego wątku.Co prawda nie jestem mamą adopcyjną i najprawdopodobniej nigdy nie będę... ale mam nadzieję, że nie zostanę wyrzucona z tego forum, bo temat bardzo mnie interesuje. Może będę w stanie chociaż tyle dobrego zrobicć , by komuś kto chce i może starać sieo adpcję ten temat przybliżyć.Dlatego proponuję, utworzenie wątku ( lub wątków) "Adopcja i prawo", bo wydaje mi isę, że narosło mnóstwo nieporozumień wokół tej sprawy.Matylda kilkukrotnie pisała np. o tym ,że matka adopcyjna nie powinna pracować , a ja znam rodziców adopcyjnych , obydwoje pracują i nie mieli z tego powodu żadnych problemów przy adopcji. Wydaje mi się, że wyjaśnienia wymaga też sprawa adopcji przez osoby samotne. Tu z koleji Matylda pisała, że nie ma ograniczeń , a ja znam sytuację, w której odmówiono samotnej kobiecie (wykształconej, dobrze sytuowanej, około 35 lat) adopcji pod pretekstem , że nie da sobie rady i nie stworzy dziecku noirmalnej rodziny. Może ktoś byłby w stanie zamieścić linki labo cytaty z przepisów prawnych regulujących te i inne "niejasne" sprawy?
Obserwuj wątek
    • Gość: horac Re: adopcja a prawo - 1. pracująca matka? 2. samotny rodzic adopcyjny? 3. za stary rodzic adopcyjny? IP: *.* 18.03.02, 14:22
      Wiesiu i Wszyscy,Ja swoją wiedzę opieram na tym, co przeczytałam albo usłyszałam. Nie wiem, czy jest tak NA PEWNO, że jak matka pracuje, to nie może adoptować i już! Wydaje mi się, że to W DUŻEJ MIERZE ZALEŻY OD KONKRETNEGO PRZYPADKU.Przypuśćmy, że staramy się o adopcję maleństwa - wtedy naturalnym wydawać się może wymóg, by matka adopcyjna nie pracowała. Natomiast, jeśli dziecko jest starsze - w wieku przed lub szkolnym i jego kondycja psychiczna jest dość dobra, jest dobrze rozwinięte, zdrowe - być może w takiej sytuacji dopuszcza się by matka była aktywna zawodowo.Myślę, że nikt nie odpowie konkretnie "tak" albo "nie" bez odniesienia do konkretnego przypadku. Odpowiedź wykrystalizuje się dopiero po rozważeniu takich rzeczy jak: dotychczasowe życie dziecka - gdzie mieszkało? - w placówce? u swojej biologicznej rodziny?; jakie są w ogóle jego szanse na adopcję?; w jakim jest wieku? itp. Jeśli zastanawiamy się nad adopcją dzieciaczka 3-4-5 letniego, który całe życie czy jego większość spędził w domu dziecka lub patologicznym środowisku, to na pewno konieczne jest bycie z takim dzieckiem w domu non-stop, przynajmniej przez pierwsze lata po dokonaniu adopcji. Jeżeli dziecko jest w wieku szkolnym, nie ma za sobą tragicznych przeżyć i zbyt długiego przebywania w placówce, to praca matki jest możliwa. Nie chcę tu się wymądrzać za bardzo - ale takie mi się wnioski nasunęły ostatnio po lekturze różnych postów, maili i internetowych publikacji, jak również książek o adopcji (tylko dwóch, póki co)Co do adopcji przez osoby samotne - prawo tego nie zabrania, wyraźnie jest napisane (ośrodki adopcyjne udostępniają listę wymogów wobec rodziców adopcyjnych), że przysposobić dziecko może małżeństwo lub pełnoletnia osoba samotna (ale nie konkubinat), posiadająca polskie obywatelstwo, stałe źródło dochodów, odpowiednie warunki mieszkaniowe, oraz, ogólnie rzecz ujmując, predyspozycje do właściwego postępowania wychowawczego (to już badają specjaliści). Ale czy ktoś zna osobę samotną, która jest rodzicem adopcyjnym/zastępczym? Bo to tak bywa, że prawo sobie, a praktyka sobie.Z tego co czytam, to określone prawem wymagania stawiane przyszłym rodzicom adopcyjnym, nie są zawsze tak do końca egzekwowane. Jest podobno taki wymóg, by różnica wieku między dzieckiem, a starszym rodzicem adopcyjnym nie była większa niż 40 lat. Jednak jeśli taka różnica wynosi np. 43 lata, a w przypadku odmowy przyznania dziecka starszej o te 2-3 lata osobie ucierpiałoby dobro dziecka, to wymóg ten nie jest przestrzegany bezwzględnie. Wiem, że jest pewna elastyczność w tym względzie. I dobrze.Nie mogę jednak posłużyć się konkretnymi przykładami. Co do przepisów, owszem, mam w domu odniesienia do źródeł. Jeśli komuś potrzebne, mogę poszukać.Pozdrawiam. Agnieszka (Matylda)
    • Gość: Julia Re: adopcja a prawo IP: *.* 21.03.02, 13:45
      Cześć Wiesiu, cześć Matyldo, witajcie dziewczyny!Chciałabym się odnieść do wypowiedzi Matyldy-Agnieszki, a konkretnie do następującego fragmentu:"Przypuśćmy, że staramy się o adopcję maleństwa - wtedy naturalnym wydawać się może wymóg, by matka adopcyjna nie pracowała. Natomiast, jeśli dziecko jest starsze - w wieku przed lub szkolnym i jego kondycja psychiczna jest dość dobra, jest dobrze rozwinięte, zdrowe - być może w takiej sytuacji dopuszcza się by matka była aktywna zawodowo."Agnieszko, myślę, że jest dokładnie odwrotnie, niż napisałaś. Jeśli chodzi o starsze dziecko – sama sobie odpowiedziałaś w dalszej części swojego postu – te dzieci najczęściej są tak poturbowane przez los, że doba to za mało, aby się nimi zająć. Czytałaś „Wieżę z klocków”, wiesz, ile troski wymaga straszy maluch.Myślę (mam nadzieję), że takie problemy odpadają, kiedy adoptujesz niemowlaka. Nasza Córeczka jest z nami od początku (miała 14 dni) i do tej pory (a skończyła już 14 miesięcy) nie było z nią problemów, których źródła dopatrywałabym się w adopcji. Jest zwyczajnym dzieckiem, i tylko od nas zależała decyzja, czy wrócę do pracy, czy nie. Tylko i wyłącznie od nas. Nikt się do tego nie wtrącał, bo po prostu nikt nie ma prawa się wtrącać do takich spraw. Jesteśmy normalną, zwyczajną rodziną, również wobec prawa (z jednym zastrzeżeniem, ale o tym za chwilę). W momencie, kiedy adopcja zostaje sfinalizowana, Twoje macierzyństwo niczym nie będzie się różniło od macierzyństwa biologicznego. Dlatego uważam, że dyskusja tego rodzaju, to znaczy „wolno, czy nie wolno?”, jest bezprzedmiotowa. Ja tu celowo zupełnie abstrahuję od potrzeb dziecka, bo rozumieniem, że martwi Cię Matyldo na razie przede wszystkim aspekt prawny. No więc nikt Ci nie może zabronić wrócić do pracy. Ośrodek adopcyjny nie ma na to żadnego wpływu. Nawet, jeśli przed adopcją zobowiążesz się do zrezygnowania z pracy, to po jej sfinalizowaniu już tylko od Twojej uczciwości zależy, czy się z tej obietnicy wywiążesz. Na rozmowie wstępnej oczywiście pytali nas, czy zrezygnuję z pracy, a ja odpowiedziałam - zgodnie z prawdą – że nie wiem. Bo wtedy nie wiedziałam. Byłam pewna, że wezmę urlop macierzyński, ale dalszej przyszłości nie planowałam. W końcu zdecydowałam się na roczny wychowawczy, ale nie z konieczności, nikt mnie do tego nie przymuszał, chciałam i już. I jeszcze ten aspekt prawny, o którym wspomniałam. Matki adopcyjne mają jednak gorzej: Nie dość, że należy się nam o kilka tygodni krótszy urlop macierzyński, to jeszcze można go wziąć dopiero, kiedy sprawa adopcji jest już w sądzie (nasza trafiła do sądu dopiero, kiedy Weronika skończyła już 8 msc., dopiero wtedy jej matka biol. podpisała zrzeczenie). I w efekcie mój urlop trwał krócej, niż mi to gwarantuje prawo – Weronika skończyła rok, zanim zdążyłam wykorzystać cały należny mi urlop (a jak wiesz urlop m. trzeba wykorzystać, zanim dziecko skoczy rok). A zanim mogłam wziąć urlop macierzyński, byłam przez osiem (!) miesięcy na urlopie bezpłatnym.Trzymam mocno kciuki, pozdrawiam wszystkich,Asia (Julia)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka