Gość: Kaska
IP: *.*
11.03.03, 11:29
Czesc, to ja Kaska. Bylam tu jakis czasem temu ze swoim problemem,czy oddac dziecko do prawdziwej,kochajacej rodziny czy jednak sprobowac sil jako matka. No i pokochalam to moje wiecznie wierzgajace w brzuchu malenstwo i mam nadzieje,ze nie bede nigdy zalowala tego, ze jest ze mna. Niestety, wbrew woli meza. Pomimo, ze juz dawno podjelam decyzje o zachowaniu dziecka i nic sie w zwiazku z tym nie zmieni, on go caly czas nie chce.Ale nie chce tez ode mnie odejsc. I tak sobie zyjem-obok siebie, bo raczej juz nie ze soba. Jest dobrze dopoki nie zaczniemy rozmawiac o dziecku. Przyznam szczerze, ze staje sie to dla mnie meczace. Najgorsze, ze jestem na jego utrzymaniu. Do tej pory nie bylo problemow z pieniazkami-choc na jego koncie, byly wspolne i juz.Taka decyzje podjelismy, kiedy zwalnialam sie z pracy. Teraz niestety, kiedy musze myslec o zakupach dla dziecka,zacznyna sie droga meki. Musze sie prosic o pieniadze na ubranka, lozeczko czy inne akcesoria.Dobrze, ze wozek kuouja tesciowie. Czuje sie taka oslabiona przez cala ta sytuacje, przez rosnacy brzuch. Psychicznie, moj maz ma nade mna pzrzewage. On bedzie mogl tak zyc, z nami, ale obok, omijajac dziecko z daleka. A ja nie. Narazie dalam sobie czas do porodu, bo zwyczajnie nie jestem na silach podejmowac teraz jakiejkolwiek walki. Jeszcze niecale dwa miesiace. Mam nadzieje, ze wytrwam.Dziekuje za Wasze porady, zwlaszcza te, w ktorych nie potepialyscie moich rozwazan, ale staralyscie sie mnie zrozumiec. Mam tez prosbe, troche krepujaca,ale trudno. Gdyby ktoras z Was miala niepotrzebne juz dla niemowlaczka rzeczy, ktorych chce sie pozbyc, chetnie je przyjme. Dziekuje za zrozumienie...