Dodaj do ulubionych

Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!"

09.12.07, 12:54
W środkach masowego przekazu i nie tylko, często możemy usłyszeć
określenia,"adopcja psa, kota".Czy używający tego pojęcia w
stosunku do zwierząt zastanowili się w ogóle co robią?
Określenie "adopcja" oprócz "znaczenia książkowego", jest dla mnie
wyjątkowe.Zawiera w sobie obraz miłości rodzicielskiej.To możliwość
stania się rodzicem, doświadczenia szczęścia jakim jest
macierzyństwo.Czy takim uczuciem można obdarzyć zwierzę? Zastanowił
się ktoś nad hierarchią wartości dzieci adoptowanych słyszących
takiego typu określenia w stosunku do zwierząt? W jaki sposób temu
można zaradzić?
Obserwuj wątek
    • turbomini Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 09.12.07, 14:56
      A czy istnieje inne słowo określające procedurę przyjęcia zwierzęcia pod swój
      dach? Przy określeniu "adopcja zwierząt" mówimy o procedurze, gdzie sprawdza się
      potencjalnych opiekunów, czasem także ich warunki mieszkaniowe. To nie jest
      równorzędne ze słowem "zaopiekowanie się". A co ma powiedzieć Anglik, skoro w
      jego języku "to adopt" oznacza ogólnie "przyjąć": dziecko do rodziny, psa pod
      opiekę, ale również przyjąć styl życia, etc.
      I co do drugiej części wypowiedzi: wiem, że są ludzie, którzy nie chcą mieć
      dzieci, za to kochają zwierzęta bardziej niż ludzi. Dlaczego mierzyć wszystkich
      swoją miarą?
    • leli1 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 09.12.07, 15:01
      nie zaradzisz pewnie nic.
      Mnie tez to okreslenie nieco denerwuje, baaa - nie lubie go w odniesieniu do zwierzat. Nie wiem czy to wynika z faktu ze zaadoptowałam dziecko, czy w innej sytuacji byłabym inaczej nastawiona do tego sformułowania?!!
      Ale z drugiej strony, jesli jakis zwierzak dzieki temu ma zyskać opiekuńczą panią/pana, a ten będzie sie czuł lepiej niz ze staromodnym "przygarnąłem psiaka" to niech sobie będzie.
      Martwie sie tylko, jak za kilka lat zareaguje na to moje dziecie.
    • kawka74 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 09.12.07, 20:38
      W jakim celu chcesz temu zaradzić? I dlaczegóż to jest to takie przerażające?
      Nie przypuszczam, żeby dziecko miało z powodu nomenklatury jakąś szczególną
      traumę. To tylko dorośli robią z igły widły szukając problemu tam, gdzie go nie ma.
      Nie widzę sensu w utożsamianiu słowa 'adopcja' z całą gamą uczuć, które niesie
      rodzicielstwo, tak biologiczne, jak i adopcyjne.
      Mam dwa koty i za chwilę rozpoczynam procedurę adopcyjną, także mam okazję
      oglądać sprawę jako właścicielka zwierząt i przyszła adopcyjna matka.
      Zdecydowanie za daleko sięgasz i tworzysz sobie sztuczne problemy.
      Po co?
      pozdrawiam
      <do tej pory podczytująca>
      • leli1 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 07:43
        a swoje koty adoptowałas?
        Nie wiem, bo tak jak mowie, moge być "skrzywiona" bo adoptowałam dziecko, Ale jak sobie przypomne jakie uczucia temu towarzyszły, jak bardzo pragnęłam tego dziecka, jak go pokochałam, jak troszczyłam sie o niego co oczywiscie dalej czynie i jak odniose to wszystko do zwierzęcia, to z całym szacunkiem, ale nie umiem sobie tego wyobrazić (co nie oznacza ze nie lubie zwierząt....ba!, zdarzyło mi sie nawet kilkoro przygarnąć).
        I nie jestem przekonana, ze taki nastolatek nie będzie mial z tym okresleniem problemów (chocby głupie docinki kolegów), wszak jego pojawienie sie w rodzicie, stan w jakim znalazł sie w pewnym etapie swojego zycia, zrównuje się z przygarnięciem zwierzaka.
        A poza tym, taki proceder odbywał sie od zawsze, ale ostatnio modna jest adopcja zwierząt. Jakoś do tej pory odbywało sie to bez udziału tego słowa.
        • kawka74 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 10:43
          > a swoje koty adoptowałas?
          owszem, jednego - formalnie, na papierze
          I nie uważam, żeby komukolwiek przynosiło to ujmę.
          Kwestia nazewnictwa nie ma nic wspólnego ani ze stosunkiem do
          dziecka i do zwierzęcia, ani z priorytetami w rodzinie.
          A nastolatkowi dokuczać mogą rówieśnicy z miliona powodów i robienie
          afery z powodu jednego z tego miliona jest zupełnie niepotrzebne.
          IMO problem jest wydumany.
          • leli1 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 13:26
            nie byłabym taka przekonana na 100%, czy bedzie to wydumanym problemem dla takiego dziecka. Oczywiscie jak juz, to wolałabym aby to był wydumany problem.
            Jestem ciekawa, czy po adopcji dziecka pogląd ci sie nie zmieni smile))
            Jak tak sobie popatrzysz na swojego adoptowanego kota i adoptowanego syna/córke......ciekawe czy nie doznasz "skrzywienia" tak jak ja smile)).
            Nie mam nic do ludzi przygarniających zwierzęta, nie mam nic do zwierząt, ale wole nie uzywac slowa adopcja w stosunku do nich i mysle ze spokojnie mozna by sie bez tego obyć......ale cóż, świata nie zmienie.
            • turbomini Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 14:36
              Ja myślę, że jeśli już to warto wyodrębnić inną nazwą "adopcję" dziecka właśnie.
              Słowo "adopcja" jest bardzo ogólne. W języku prawniczym funkcjonuje także jako
              przejęcie obcego prawa za krajowe i obowiązujące. To nie jest tak, że słowo
              "adopcja" przeniosło się nagle na zwierzęta, bo ktoś uznał, że to analogiczne.
              To słowo funkcjonowało już z pewnym zapleczem znaczeń zanim trafiło do naszego
              języka. A ponieważ najczęściej spotykamy je w znaczeniu "adopcja dziecka", to
              ograniczamy je często tylko do tego znaczenia. "Adopcja" to bardzo oficjalne
              słowo, jakby się tak przyjrzeć, można wymyślić takie, które nioslo by za sobą
              jakiś ładunek emocjonalny. Ale to tylko moje zdanie smile.
              • katriel Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 16.12.07, 22:09
                turbomini napisała:
                > Ja myślę, że jeśli już to warto wyodrębnić inną nazwą "adopcję"
                > dziecka właśnie

                Jest takie słowo. Piękne, polskie, stare.
                Nie stosuje się do zwierząt, prawa ani stylu życia.
                Z niczym innym się nie kojarzy i z niczym nie myli.
                Ma jedną wadę: dotyczy tylko chłopców wink.

                Usynowienie.

            • kawka74 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 14:39
              > Jestem ciekawa, czy po adopcji dziecka pogląd ci sie nie
              zmieni smile))

              Poglądy miały mi się zmienić wiele razy po wielu różnych mniej i
              bardziej znaczących wydarzeniach. I patrz - nic z tego smile
              Nie lubię zbędnego rozdmuchiwania znaczeń. Myśląc w ten sposób można
              się przyczepić do mnóstwa rzeczy: ot, choćby do tego, że "adopcja"
              to także przyjęcie obcego prawa za swoje, nie tylko akt prawny
              polegający na przysposobieniu dziecka.
              Język jest tworem żywym, zmienia się i musimy pewne rzeczy
              zaakceptować, czy się tego chce, czy nie. Określenie "adopcja"
              zaczyna powoli rozszerzać swoje znaczenie i albo sprawa umrze
              śmiercią naturalną, bo puryści językowi oflagują się i zaczną
              okupację Rady Języka Polskiego, albo trzeba będzie zaakceptować nowe
              znaczenie i tyle, bez względu na to, jak drogie jest czyjemuś sercu
              jego znaczenie.
              To tylko słowa - ważniejszy jest desygnat, istota, sedno procesu, a
              nie awanturowanie się, kto co i jak nazywa.
            • chronela Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 15:41
              Dziękuję, wiele dla mnie zrobiłaś!
              To właśnie moja pięcioletnia córka, oglądając program dotyczący
              zwierząt ze schroniska zadała mi pytanie.
              -Pies czeka na adopcję? Adoptowany tak jak ja? Zamarłam. Nikt, nawet
              najbardziej kochający zwierzęta nie chciałby zapamiętać wyrazu
              twarzy mojej córki z przerażeniem patrzącej na szczekające psy w
              klatkach.Pospiesznie odpowiedziałam, że chyba się przesłyszała i
              zmieniłam temat.Wiem ,że to nie jest rozwiązanie. Chodzi mi o tak
              niewiele, jedno słowo.Przecież w języku polskim "adopcja" powstało
              z myślą o ludziach.
              • kawka74 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 16:31
                Adopcja, jak już wcześniej napisano, jest także słowem odnoszącym się do prawa i
                nie jest zarezerwowane li i jedynie dla dzieci.
                Znaczenie słów się zmienia i przed tym nie umkniesz.
                Poza tym mam niejasne wrażenie, że nie w opiekunach zwierząt trzeba szukać
                przyczyny przerażenia Twojej córki, ale mogę się mylić.
                • hanna26 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 18:22
                  To, jak Twoja córka będzie reagować, zależy wyłącznie od Ciebie. Jeżeli dla Ciebie będzie to problem i Ty nie będziesz sobie mogła z tym poradzić, to bądź pewna, że dla Twojej córki również będzie to przyczyną stresu. Daj sobie spokój z z wydumanymi problemami. "Adopcja" to słowo, które nie odnosi sie wyłącznie do dzieci, oznacza w wielkim uproszczeniu "przyjęcie czegoś za swoje".

                  PS. Ja jestem w ciąży i klacz mojej teściowej też jest w ciąży. Żeby było śmieszniej, mamy prawie dokładnie ten sam termin porodu (połowa maja - ciąża konia trwa wprawdzie 11 miesięcy, ale ona zaszła wcześniej) No i co z tego? Moje dzieci mają z tego powodu przeżywać traumę? Przecież to śmieszne!
                  • chronela Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 18:40
                    Jesteś wielka...
                  • chronela Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 12.12.07, 10:11
                    To, jak Twoja córka będzie reagować, zależy wyłącznie od Ciebie...
                    Masz rację ochłonęłam i muszę znaleźć jakiąś mądrą odpowiedź. Po
                    prostu nie byłam przygotowana na tego typu zestaw pytań. Nikt chyba
                    nie jest w stanie od razu z pełną mądrością odpowiedzieć na każde
                    pytanie.

                    PS.Jeszcze jeden plus tego forum, potrafię /tak mi się wydaje/
                    przesyłać informację za pomocą poczty elektronicznej.
                    Teraz została mi do opanowania komórka - wstyd prawda?
                • chronela Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.12.07, 18:41
                  Jesteś wielka.
              • zofijkamyjka Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 11.12.07, 22:42
                chronela napisała:

                > Pospiesznie odpowiedziałam, że chyba się przesłyszała i
                > zmieniłam temat.Wiem ,że to nie jest rozwiązanie.

                Pewnie że nie rozwiązanie, zapewne usłyszy jeszcze nie raz bo słowo
                sie przyjęło w stosunku do zwierząt.
                Szczerze mówiąc mnie to okreslenie nie przeszkadza a mam adoptowana
                córkę. Bardziej razi mnie okreslenie tzw "adopcja serc" bo to nie ma
                zbyt wiele wspólnego z adopcją ani ludzi ani zwierząt smile
              • mgla_jedwabna Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 27.01.08, 09:29
                Słowo "adopcja" nie powstało w języku polskim, tylko zostało zapożyczone z łaciny. Oznacza przyjęcie czegoś/kogoś. IMHO osobom starającym się o adopcję dziecka słowo to kojarzy sie z naturalnych powodów w sposób zawężony. Ale to tak jakby oburzać się na określenie "kocham mojego pieska" bo przecież kocha się dzieci a nie pieski. Jakby jedno wykluczało drugie.

                Rozumiem przerażenie małego dziecka na widok psów szczekających w klatkach, ale przecież można dziecku wyjaśnić, że nikt go w klatce nie trzymał. Natomiast procedura jest podobna: bierzemy pod swój dach dziecko/ zwierzę, jesteśmy odtąd za nie odpowiedzialni i ono jest nasze. Zanim to zrobimy, musimy wykazać, że jesteśmy w stanie zająć się nim w sposób odpowiedzialny. Potem podpisujemy odpowiednie dokumenty.

                Zwierzęta trafiają do schronisk z tego samego powodu, co dzieci do domu dziecka, czyli z powodu nieodpowiedzialności swoich opiekunów.

                Córce można by wyjaśnić, że "adoptowany" oznacza, że pies zamieszka w domu, gdzie będą go kochac i się nim opiekować - tak jak nią. Chyba nie ma w tym nic przerażającego?
      • luna133 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 15.12.07, 13:25
        Dla mnie nie ma w tym nic ani przerażającego ani nawet gorszącego.Od
        roku jestem mama adoptowanej dziewczynki.Adoptowaliśmy ją gdy miała
        6,5 mca.A od 3lat mamy psa i kota zabranego za schroniska.Dla
        naszego 7 letniego syna jest to całkiem naturalne ,że są domy gdzie
        są dzieci których rodzice nie mogli lub nie chcieli wychowywać, i
        miejsca gdzie przebywają niechciane zwierzęta.I z jednego i drugiego
        miejsca zabiera się dzieci i zwierzęta aby znalazły szczęśliwy
        dom .I moja ukochana córeczka nie widzi świata poza naszym psiskiem.
        Dziecka też należy nauczyć szacunku do zwierząt,To jak podejdzie do
        tego że została adoptowana zależy tylko od nas dorosłych i nie
        widzę nic ujmującego w nazywaniu rzeczy po imieniu nawet jeśli ma to
        dotyczyć zwierząt.Zresztą każdy może dany proces adopcj nazywać jak
        chce ,a dziecko jeśli ma mądrze i szczerze wyjaśniony problem przez
        rodziców jest też szczęśliwe.
    • kinia51 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 15.12.07, 19:20
      Odpowiedźcie sobie szczerze, czy gdybyście nie byli osobiście
      zaangażowani w sprawy adopcji to w ogóle zwrócilibyście uwagę na
      (może dla niektórych niestosowne) użycie słowa adopcja w tym
      kontekście? Dlaczego nikomu nie przeszkadza jak wielokrotnie
      powtarza się "ciąża adopcyjna"?
      A jeśli chodzi o reakcję dzieci to uważam, że nie ma takiego problem
      jeśli rodzic ma zdrowe podejście.
      Uważam, że dla naszych dzieci powinniśmy być silni i czasami może
      troszkę mniej nadwrażliwi. Jeśli adopcja ma być czymś normalnym i
      zwykłym nie oczekujmy specjalnego traktowania i nie czepiajmy się
      szczegółów.

      Jestem mamą adopcyjną i nie mam problemu ze stwierdzeniem adopcja w
      odniesieniu do zwierząt smile
    • zamyslona4 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 17.12.07, 21:25
      reakcja na to to raczej kwestia stosunku zwierzat niz do adopcji
      • werbena11 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 17.12.07, 21:33
        Dla mnie adopcja to wlaczenie kogos do swojej rodziny - a jesli pies czy kot
        staja sie czlonkami rodziny to chyba dobrze...
        Nie czuje nic nieprzyjemnego slyszac okreslenie adopcja zwierzat.

        Dla dziecka jest to przerazajace co dla rodzicow jest; i to samo co dla rodzicow
        straszne, okropne czy nie do przyjecia jest tez takie dla dziecka.
        Dzieciom mozemy przekazac kazde wlasne nastawienie, o ile sa dosc male.

        Kwestia wiec uporania sie z wlasnymi lekami, obawami czy wstydem...
        • chronela Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 20.12.07, 20:39
          ... czy wstydem...
          Przez adopcję stałam się rodzicem,JESTEM I ZAWSZE BĘDĘ DUMNA Z TEGO.
          Nie rozumiem dlaczego tak napisałaś.


          PS.
          A taką ładną bajkę napisałaś.
          • werbena11 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 22.12.07, 01:27
            napisalam o wstydzie, bo wielu ludzi odczuwa go w zwiazku z nieplodnoscia, jedni
            nigdy go nie pokonuja, inni potrzebuja czasu...

            trzeba pokonac wstyd by mowic otwarcie o roznych sprawach waznych w zyciu, nie
            tylko o adopcji

      • chronela Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 20.12.07, 11:28
        reakcja na to to raczej kwestia stosunku zwierzat niz do adopcji ...
        Mamy trzy psy w tym dwa domowe i jednego kota, które bardzo lubimy.
        Tak, że proszę sobie nie wyobrażać Bóg wie co? Miałam "doła" i to
        tyle. Zakompleksiona, ja? Pokonałam/mam nadzieję/małe czerwone
        chodzące do tyłu,to i tym czymś bo trudno to nazwać problemem dam
        sobie radę.Od jakiegoś czasu dobrze się bawię i nic poza tym.

        PS.
        Bardzo dużo Koreańczyków podejmuje pracę w Polsce.
    • kasialu Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 28.12.07, 13:42
      Ja tam mam luz i dystans do określeń, które innych ludzi drażnią.
      Adopcja to nie tylko adopcja dzieciwink

      Sa ludzie, których drażnia okreslenia: adoptuś, mama adopcyjna,
      rodzestwo ado-biolo... i inne Mnie to nie drażni.Jest w pisane w
      moje zycie jak inne określeniawink
      • kasialu Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 10.01.08, 12:10
        Słowo "adopcja" nie określa tylko adopcji dzieci to trochę szersze
        pojęcie.
        Niestosownosć i niedelikatność? Tak bym problemu nie definiowała.

        Ja też adoptowałam dziecko, a psa przygarnęłam, ale nie rozdzieram
        szat jak np w tv używają określenia "adopcja" w przypadku zabrania
        go ze schroniska.
      • zofijkamyjka Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 11.01.08, 12:13
        kasialu napisała:

        > Sa ludzie, których drażnia okreslenia: adoptuś, mama adopcyjna,
        > rodzestwo ado-biolo... i inne Mnie to nie drażni.Jest w pisane w
        > moje zycie jak inne określeniawink

        Adoptuś dla mnie infantylne.
    • melka_x Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 03.01.08, 13:53
      Miałam 2 psy ze schroniska. Zamierzam adoptować dziecko. Psy
      przygarnęłam, a dziecko adoptuję. Wymienne stosowanie pojęcia
      adopcji do zwierząt i dzieci jest niestosowne, ale jak ktoś tej
      niestosowności i niedelikatności nie czai, to nie wytłumaczysz.
    • bettina40 Re: Przerażające określenie ,,adopcja zwierząt!" 21.01.08, 15:03
      Adoptawałam dziecko, ale też przygarnęłam dwa kotki. Czasami mówię,
      że je adoptowałam. I co w tym złego? Dziewczyno, zastanów się. Jeśli
      taka rzecz cię "przeraża" to jak nazywasz swoje uczucia dotyczące
      mordowania noworodków zaraz po urodzeniu, wyrzucaniu ich na
      śmietnik, a nawet trzymaniu marwego noworodka po uduszeniu w
      zamrażalniku, co zdarzyło się kiedyś w moim mieście.
    • citri mnie też razi to określenie 02.02.08, 19:24

    • empatia7 a co z adopcją strychu na pomieszczenie lokalne?? 28.02.08, 17:57
      to też adopcja wink
      • kawka74 Re: a co z adopcją strychu na pomieszczenie lokal 28.02.08, 19:02
        adaptacja smile
        • wioskowy_glupek Re: a co z adopcją strychu na pomieszczenie lokal 28.03.08, 22:55
          A ja adoptowałam swojego psa...
          I wcale nie uważam by dla kogoś to była ujma.

          Człowiek to też zwierzę, więc skoro można adoptować człowieka to czemu niby nie psa lub kota ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka