Dodaj do ulubionych

Wychowanie... start w przyszle zycie

IP: *.* 07.08.01, 21:19
Witajcie... Na wstepnie przepraszam, ze bez polskich znakow, ale na angielskojezycznym oprogramowaniu, same rozumiecie ;))Nawiazujac do tematu... mam dwoje dzieci... calkiem odchowanych... mam rowniez wielu znajomych, m.in. lekarzy pediatrow, psychologow itp. I stad powstal moj problem, a raczej nie problem, tylko cos co mnie zastanawia.Z jednej strony slysze, ze dzieci do 3 roku zycia powinno sie tresowac, poprzez warunkowanie, czyli to co zle powinno kojarzyc sie z nieprzyjemnoscia, np. klapsem, kara. Z drugiej, juz nieci cichsze, slysze nawolywania do wychowania bezstresowego dzieci.Po urodzeniu synka mialam niezly dylemat... ktory rozwiazal sie samoczynnie, gdy maly zaczal broic... No ba jak inaczej zniechecic malucha do wkladania rak do akwarium (a wtedy bylo ich w domu cos kolo 4 , czego 2 po kilkaset litrow), krecenia kurkami z gazem, trzymania sie z daleka od ogrodowej sadzawki. W wielu pismach czytalam, zeby zabezpieczac lub nawet pozbywac sie tego co niebezpiecznie, ale tutaj powstaje pytanie... DLACZEGO? Przeciez ten dlugo wyczekiwany szkrab jest czlonkiem rodziny, wokol niego nie kreci sie i nigdy nie bedzie krecic caly swiat. Moze warto juz w wieku roku oswajac go z tym, ze ktos podniesie na niego glos, czegos zabroni lub wrecz za cos ukarze... Moze warto oswajac go ze stresem, ktory czeka go przez cale zycie...Nie wiem... moze popelniam blad... Moze w oczach wielu osob jestem wyrodna matka... ale uwazam, ze dopoki dziecko nie rozumie wielu rzeczy warunkowanie czyli tresura sa najlepszym rozwiazaniem. I nie mowie tu o katowaniu dziecka czy zabranianiu mu wszystkiego. Mowie o daniu prawa wyboru przy prostych i niegroznych rzeczach (w co sie ubrac, co zjesc) i konsekwentym karaniu za dotykanie kurkow z gazem czy samowolne odchodzenie ode mnie. Karanie czyli odebranie jakiejs przyjemnosc (np niekupienie lizaka), podniesienie glosu lub klaps...Chcialabym wiedziec co inni rodzice sadza o takim podejsciu do sprawy. Specjalnie dokladnie opisywalam co mam na mysli, zeby nie bylo problemow z interpretacja...Zalezy mi na poznaniu podejscia innych osob...Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Wychowanie... start w przyszle zycie IP: *.* 09.08.01, 09:27
      Ja może o wychowywaniu dzieci wiem niewiele (Pawełek ma 6 miesięcy) ale myślę, że masz rację. Gdzieś ostatnio czytałam, że takie zupełnie bezstresowe wychowywanie dziecka nie daje dobrych rezultatów. Dziecko musi wiedzieć co jest dla niego dobre i czasami trzeba zastosować karę aby w pewnym sensie "wymusić" posłuszeństwo. Myślę, że najważniejsze jest aby dziecko dokładnie wiedziało za co jest karane i było karane tylko w momencie jeśli nie poskutkuje polecenie ustne. Bezpodstawne karanie dziecka np. bo mam zły humor, burzy całe znaczenie karania właściwego bo dziecko się gubi. Oczywiście i ja nie mam na myśli żadnego krzywdzenia dziecka.Więc przyznaję Ci Kasandro rację. A jak to wyjdzie w praktyce - zobaczymy.Pozdrawiam Aga mama Pawełka
    • Gość: guest Re: Wychowanie... start w przyszle zycie IP: *.* 09.08.01, 10:15
      A co to jest bezstresowe wychowanie? Samowolka bez ograniczeń dla dziecka? To jest raczej żadne wychowanie.Nie sądzę, że stanowcze i konsekwentne "NIE" jest dla dziecka stresowe.Stresować może złość, krzyk rodzica, niepotrzebne klapsy, no i niekonsekwencja rodziców która powoduje dezorjętację malucha.Ja mam niestety słabe doświadczenie w tej kwestii, Mój maluch na dopiero 7 miesięcy i jeszcze nic konkretnego nie zbroił. Nie wiem jak będzie w przyszłość ale napewno od początku staram się mu wskazywać co wolno a czego absolutnie nie można. Ustalamy to z mążem.Może głupi przykład: mój maluch uwielbia rwać listki z kwiatów. Po prostu rzuca sie na nie gdy są w zasięgu jego rączki. Gdy jestem obok a on wyciąga rękę w tą stronę mówię "NIE" nawet kilkakrotnir, i czekam co będzie. Mały wyciąga rączkę ale na NIe spogląda na moją twarz i ją opuszcza. Potem jest kolejna próba i stanowcze NIE. Po jakimś czasie wystara tylko jedno NIE i kwiatek przestaje być interesujący.
    • Gość: guest Generalnie mam mieszane uczucia IP: *.* 09.08.01, 11:23
      i podobne jak Ty dylematy. Nie może na pewno być tak, że dziecko robi co chce. Nasza Eleonora wie co znaczy stanowcze i głośne NIE. Klapsa nigdy nie dostała i mam nadzieję, że nie dostanie. Powszechnie jest uważana, za bardzo grzeczne dziecko (choć pewnie dlatego, że jest b. sympatyczna, a nie jakoś szczególnie grzeczna). Jedna uwaga. Brak słodyczy jako kara to chyba nie jest dobra metoda. Bardzo ważne jest aby nasza reakcja była zależna od faktycznego zagrożenia dla dziecka, a nie od naszego nastroju w danym momencie. Nie będzie dobrym wychowacą osoba, która ma problemy z własnymi emocjami. Podstawa to oczywiście konsekwencja.
      • Gość: guest Re: Generalnie mam mieszane uczucia IP: *.* 09.08.01, 12:47
        A do tego nie powinno się w dziecku wykształcać takiego przeświadczenia, że słodycze to nagroda. Rodzice często stosują takie metody: dostaniesz cukierka, ale dopiero jak zjesz obiadek. Dziecko uczy się, że obiad to konieczność, a cukierek to sama przyjemność. Wydaje mi się, że to utrwala zamiłowanie do słodyczy, jako czegoś trudno osiągalnego. Ja uwielbiam słodycze i mam z tego powodu problemy z utrzymaniem wagi. To naprawdę niepotrzebne.
        • Gość: guest Re: Generalnie mam mieszane uczucia IP: *.* 09.08.01, 15:09
          Zgadzam sie w 100% sam mam takie problemy jak Ty. no cóż nie każdy może mieć rozsądnych rodziców :(.
          • Gość: guest Re: Generalnie mam mieszane uczucia IP: *.* 09.08.01, 17:52
            Hi, hi, hi i doszlo do slodyczy... Ja tez to lubie, ale to nie ma niczego wspolnego z moim wychowaniem, no chyba, ze ten sposob chce sobie zycie oslodzic.Ciesze sie, ze poruszylyscie ten temat bo... ostatnio uslyszalam, ze odbieram mojej corce wszystkie radosci zycia...Dlaczego?Otoz, moja mala nie dostaje (prawie) slodyczy, czasami dostaje kawalek cista. Czesto natomiast gotuje budynie, kisielki i galaretki, ale w domciu nie ma cokierkow, ciasteczek itp. mala przegryza marchewka lub surowym ogorkiem. A druga sprawa to to, ze nie oglada telewizji. Jestem informatykiem, w domu oczywiscie mamy komputer, na ktory czasami pozwole jej obejrzec film, krotko i przewaznie wtedy, gdy odrabiam zaleglosci w sprzataniu domu.Czy takie postepowanie krzywdzi dziecko... Zawsze myslalam, ze postepuje dobrze... mala ma zdrowe bielutkie zeby, pieknie mowi, duzo rozumie i czynnie spedza wolny czas... Czy ja na prawde cos jej odbieram?Pozdrawiam
            • Gość: guest oj znowu rozpętałaś burzę IP: *.* 09.08.01, 18:03
              ;-)Zobacz wątek o wyrzuceniu TV. Moim zdaniem postępujesz słusznie. Co więcej jeśli jesteś konsekwentna, to dziecko nie będzie miało poczucia straty, wprost przeciwnie myślę, że jak dorośnie będzie w stanie docenić, że wyszłaś poza schemat serwowany przez media a bezmyślnnie powielany przez większość społeczeństwa oferując mu zdrowie fizyczne i psychiczne (w sensie wolności od narzuconych schematów i niezależności w myśleniu). Prawdę mówiąc to Ci zazdroszczę nawet. Chciałbym dziecko wychować bez słodyczy (nie bezwzględnie, ale na zasadzie, że to nie jest żadna nagroda, ani coś na codzień - ot mało wartościowa rzecz od czasu do czasu). Niestety słodycze dla mnie to pewna forma nałogu (podejrzewam, że jednak nabytego wskutek wychowania). Zdaję sobie sprawę, że jeśli sam sobie z tym nie poradzę, to nic nie zrobię dla dobra własnego dziecka. Właśnie wczoraj podjąłem decyzję o zaprzestaniu kupowania słodyczy, nawet nie wiesz jak mnie suszy...
              • Gość: guest Re: oj znowu rozpętałaś burzę IP: *.* 09.08.01, 21:19
                cześćdręczą mnie te same wątpliwości co Was. Nie miałam jeszcze okazji poczuć tak naprawdę ciężaru (w sensie wielkiej odpowiedzialności) wychowania dziecka bo mój Michał ma dopiero 5 miesięcy, ale w przyszłości również chciałabym nie dawać mu słodyczy które sama uwielbiam. Nawet od jakiegoś czasu ograniczam ich kupowanie po to aby gdy Michał będzie w wieku odpowiednim na ich spróbowanie w domu ich po prostu nie było. Dręczy mnie tylko jedno: wszystkie te babcie ciocie wujki itp. którzy twierdzą że do dziecka nie można przyjść z pustymi rękami i oczywiście przynoszą słodycze. Mam to przetrenowane na przykładzie mojej pięcioletniej chrześnicy, która słodyczami najchętniej by się żywiła cały czas. Oczywiście efektywnie jej w tym pomagają wszelkiej maści goście, którzy znoszą kochanemu dziecku słodycze na tony. Ja zawsze starałam sie przynieść jej jakieś owoce a to poziomki a to jagody albo jogurt albo danonki ale zawsze kończyło sie to pytaniem a nie masz dla mnie lizaka? Sytuacja przykra dla obu stron. Gdy powiedziałam w rodzinie, że Michał nie będzie jadł słodyczy to usłyszałam święte oburzenie w stylu "całe dzieciństwo dziecku chcesz zabrać". No i co wy na to? Przecież te słodycze są takie pyszne. Mniam. Może po prostu należy poszukać tzw złotego środka? Np kawałek czekolady czy lizak czy batonik na deser raz w tygodniu (np w niedziele żeby było bardziej uroczyście) czy tak się wogóle da?Smakowite pozdrowionka z nad (niestety) Price Polo (oj ten nałóg)AgaMiPS. Podziwiam cię Krzysztof za odwagę i życzę wytrwałości w niekupowaniu słodyczy. Mam nadzieję że mi się też tak uda.
                • Gość: guest Re: oj znowu rozpętałaś burzę IP: *.* 09.08.01, 22:18
                  Moja koleżanka postanowiła niedawno dawać swemu prawie 1,5 rocznemu synkowi kosteczkę czekolady jakiś czas po obiedzie. Twierdzi, że dzięki temu słodycze będą dla niego czymś powszednim (nie na zasadzie wielkiej atrakcji). Wybrała czekoladę ze względu na obecność magnezu.Brzmi to rozsądnie.A teraz anegdotka dla uzależnionych :Do mędrca przyszła matka z 12-letnim synem. Opowiada, że jej syn zajada się cukrem, a ona nie potrafi oduczyć go tego.Prosi mędrca aby przekonał chłopca, że jedzenie cukru jest niezdrowe. Mędrzec na to: dobrze, ale przyjdźcie za 2 tygodnie.Minęły 2 tygodnie i matka znowu przyprowadziła syna. Chłopiec wszedł do namiotu starca, po chwili wybiegł i zwrócił się do matki: Już nigdy nie będę jadł cukru , zrozumiałem swój błąd.Zdziwiona matka zapytała mędrca: Skoro tylko chwilę zajęło tobie wyleczenie chłopca z nawyku, czemu kazałeś nam czekać aż dwa tygodnie?Mędrzec na to: Bo najpierw sam musiałem sobie z tym problemem poradzić. A więc walczmy z nałogiem.Dorka
                  • Gość: guest Re: oj znowu rozpętałaś burzę IP: *.* 10.08.01, 09:17
                    Najgorsze jest to, że bardzo trudno wyegzekwować na innych członkach rodziny szacunek do własnych "założeń wychowawczych". Cóż z tego, że ja i mąż walczymy o to by Filip nie jadł słodyczy "tradycyjnych" kiedy wszyscy dookoła: dziadkowie, moje rodzeństwo, nawet kuzyni moje prośby po prostu LEKCEWAŻĄ a nawet namawiają synka, aby mi nie mówił, że dają mu lizaki, czekolady itp. Byłam dumna z tego, że dla Filipa główną słodką atrakcją były rodzynki czy kisiel albo jogurcik owocowy przybrany owocami suszonymi, pestki dyni itp.itd. Moja ukochana rodzinka zmieniła to i czuję się bezsilna! Niestety, nie mam już pomysłu jak z tym walczyć... Oczywiście argumentów moja rodzina ma miliony - wszystkie podobne do tych, które były podane w temacie "wyrzuciliśmy telewizor" . Cóż, niestety, nie jesteśmy w stanie weliminować wszystkich czynników, jakie mają wpływ na wychowanie naszych dzieci.EWA
                    • Gość: guest Re: oj znowu rozpętałaś burzę IP: *.* 10.08.01, 09:57
                      Właśnie, kiedy my byliśmy dziećmi, było łatwiej o tyle, że nic w sklepach nie było, więc każdą czekoladkę traktowało sie jak święto. Teraz jest wszystko, więc jak tu ukochanemu wnusiowi nie dać, prawda? Ja myślę, że należy dziadków "gonić" i tyle. My z mężem mamy taką umowę - jeśli któraś babcia ,dziadek, wujek ciotka zbytnio zaczyna się wtrącać i robić coś co uważamy za niesłuszne, wtedy ja albo on sprowadzamy go do parteru (ja swoich, on swoich). U nas to działa. Zresztą przyjęliśmy tę zasadę, że jak idziemy z wizytą do kogoś, kto ma małe dzieci, kupujemy im soczek albo owoce, żadnych słodyczy. Słuchajcie, nieważne czy chodzi o kompa, telewizor czy cukierki - Wy jesteście rodzicami i egzekwujcie swoje prawa,bo naprawdę nikt nie powinien Wam dyktować, co macie robić.PS. A na teksty typu: W co cię ta mama ubrała albo co ta mama daje Ci jeść nauczyłam się nie reagować, Tak strasznie mnie denerwowały że zrobiłam to dla swojego dobra.
                      • Gość: guest Re: oj znowu rozpętałaś burzę IP: *.* 10.08.01, 10:50
                        Moja rodzinka ( zwłaszcza babcie) również nie traktowali poważnie moich
                        • Gość: guest Re: oj znowu rozpętałaś burzę IP: *.* 10.08.01, 10:59
                          Sorry, to moja dzidzia wysłała - stanowcze NIE!!! nie podziałało...Tak więc chciałam napisać, że moi rodzice równie zaczeli dawać moim dzieciom słodycze ( zwłaszcza czekoladę - "bo ma dużo mleka i magnezu"), mimo moich protestów, z komentarzem " Sama jesz, a dzieciom przyjemność odbierasz", więc prawie przez półtora roku udawało mi się nie jeść i nie kupować do domu niczego slodkiego, czasami piekłam dzieciom biszkopciki. Ale z czasem dzieci zaczęły więcej rozumieć ( że istnieje coś tak smacznego jak batoniki i wafelki), więcej przebywać w towarzystwie różnych cioć i babć, które im dawały różne słodkości i teraz jedyne co mogę zrobić, to dopilnować, żeby myły zęby po zjedzeniu...Najgorsze, że sama też znowu zaczęłam jeść hurtowo...
              • Gość: guest Re: oj znowu rozpętałaś burzę IP: *.* 10.08.01, 14:00
                Hmmm... W tym momencie, ze mnie od mojej rodzinki dzieli na oko jakies 300 km, wiec spotkania rodzinne odbywaja sie na zasadzie pogawedek telefonicznych.Ale gdy mieszkalam z rodzina tesciow, to (choc wywolalo to wojne) zapowiedzialam, ze WSZYSTKIE prezenty dla moich dzieci MUSZA przejsc moja weryfikacje.Kilka razy, niestety zdarzyla sie taka sytacja, ze na oczach dziecka wyrzucalam jakies slodycze do kosza... Ale po slowach "To Wasza wina, ze ona teraz placze, bo nie stosujecie sie do moich wymogow" przestali. Jestem cholernie twarda i nie zalezy mi na aprobacie rodziny... To ja ponosze 200% odpowiedzialnosc za wychowanie moich dzieci... I to do mnie beda one mialy w przyszlosci pretensje o rozne rzeczy, a nie do babc czy wujkow...Wiem, ze to okropne, ale moze juz najwyzszy czas wyjasnic, ze to nie klan rodzinny chowa dziecko, a rodzice?mam koszmarne problemy z zebami, nie dlatego, ze ich nie myje, ani nie dlatego, ze jem duzo slodyczy, po prostu sa bardzo jasne i co z tego wynika slabe... Moje dzieci maja zeby biale jak snieg, ale niedopuszczenie do ich zepsucia wymaga zarowno ode mnie jak i od nich duzo samozaparcia. Mycie po kazdym posilku, a zwlasza po kazdym slodkim saczku, czy innej slodkosci. Wiecie o co prosi moja mala do obiqadu? O wode... Wiem, ze to straszne klocic sie z rodzina... Byc w sumie sama ze swoimi pogladami. Ale serce we mnie rosnie, gdy dentysta mowi, ze tak zadbanych zebow u trzylatka jeszcze nie widzial.Pozdrawiam.
                • Gość: guest Gratuluję Kassandro IP: *.* 11.08.01, 10:41
                  zdecydowanej postawy. Widać, że dla Ciebie najważniejsze jest Twoje dziecko, a nie dalsza rodzina. Szkoda, że to tak nie często się spotyka :-(. Jestem pełen podziwu.
                  • Gość: guest Re: Gratuluję Kassandro IP: *.* 11.08.01, 12:06
                    Dzieki...Szkoda tylko, ze musze za to placic tak cholernie wysoka cene...Pozdrawiam i zycze duzo samozaparcia.
                    • Gość: guest Re: Gratuluję Kassandro IP: *.* 11.08.01, 17:55
                      Pewnie, że szkoda. Jedyny inny sposób to odsunięcie się od rodziny. To raczej też nie jest nic dobrego (zależnie od rodziny). Wierzę, że z czasem rodzinka się nauczy i przyzwyczai do zasad i będzie spokój.Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
    • Gość: guest Re: Wychowanie... start w przyszle zycie IP: *.* 10.08.01, 12:18
      Ja myśle kasandro, ze to nawolywanie do bezstresowego wychowywania dzieci to calkiem cichutkie, bo przeciez to obled. Swiat sam w sobie jest stresujacy- im mniej jestesmy na stres odpormi, tym mniejsze rzeczy wyprowadzaja nas z rownowagi. Ja od lat osmiu wychowuje bez bicia. Bez klapsow, scierek, klepniec itp. Ale system kar obowiazuje w moim domu jak najbardziej. Chociaz nuie lubie tego obic i na ogol zadowala mnie naprawienie szkody, czyli posprzatanie, pozamiatenie, przeprosiny itd. Dzieci same potrafia sie niezle karac, gdy na przyklad opieraja sie przed wykonaniem mojego polecenia- szczegolnie slowo przepraszam ciezko sie wymawia..... Wtedy swiat ulega zawieszeniu dla delikwenta- moze isc do pokoju i tam sobie siedziec, ale nie ma obiadu, podworka kolezanek, roweru, nic. To nie jest stresujace? Slyszenie smiechu obok, ludzie siedza przy obiedzie siostry zaraz wyjda na podworko, a ja tu siedze bo ne umiem przeprosic.... To jest bardzo stresujace moim zdaniem. Mysle, ze warto zdac sobie sprawe, ze to my jestesmy rodzicami i my musimy wybrac czego tak naprawde chcemy nauczyc dzieci. Mi nie zalezy na przyklad na specjalnym porzadku. Ale na uczciwosci juz tak. Na konsekwencji, na umejetnosci placenia za swoje wybory. I ciesze sie ze dziala na razie.
      • Gość: guest Re: Wychowanie... start w przyszle zycie do Gosi IP: *.* 10.08.01, 14:09
        W pelni sie z Toba zgadzam...Tyle, ze przez pewien czas bylam samotna matka... studenta oraz asystenka prezesa w duzej firmie konsultingowej... Dla mnie pojecie stresu nie konczy sie na nieprzyjemnosci... To rowniez presja otoczenia, brak czasu (och czenu doba nie ma 48 godzin) i inne rzeczy... Wszystkiego tego doswiadcza moja mala w przedszkolu... Jako 3,5 letnie dziecko idzie do sredniakow... Mam nadzieje, ze sobie poradzi. Dopoki jestem przy niej, dopoki moge jej wyjasniac, dopki ma do mnie pelnie zaufanie, chce jej pokazac wszystko... Moze nie wszystko zrozumie, ale zapamieta. A to jest tak wazne.Mysle, ze jest szczesliwa. Ma swoje zabawki, moze nie za duzo, ale ma. Ma ksiazeczki, znajomych i przyjaciol w przedszkolu... Ma taki charakter, ze jest akceptowana w grupie. Wiem, ze 40% z tego to zasluga genow, ale pozostale 60, to wynik wydarzen w jej zyciu, wydarzen, ktorymi przeciez my, rodzice, kierujemy w znacznym stopniu.Hmmm... dla mnie wychowywanie mojej cory to jakby odkrywanie nowego ladu... Chcialabym sie z calym swiatem podzielic tymi odkryciami... Ale z drugiej strony wiem, ze nie caly swiat je akceptuje. Wiec jesli nie akceptujecie, to napiszcie... :)))pozdrawiam.
    • Gość: guest Re: Wychowanie... start w przyszle zycie IP: *.* 11.08.01, 10:04
      Hej! Nawiazujac do tematu "wychowanie" i po przeczytaniu calej dyskusji mam pytanie. Czy ktos tu czytal ksiazke "Jak mowic by dzieci nas sluchaly, jak sluchac by dzieci do nas mowily"?Moze nie dotyczy ona noworodkow, ale ktos mi taka dal i ja wlasnie przeczytalam. Jestem ciekawa, czy ktos to czytal i probowal zamiast kar i klapsow stosowac zapropnowane tam metody? Jesli tak to z jakim skutkiem?Bo w tej dyskusji nie chodzi chyba o slodycze (lub ich zabieranie) tylko czy wogole karac czy nie...A co do slodyczy. Nie majac doswiadczenia, uwierze Wam na slowo, ze dzieci ktorym byly one dawane jako nagroda uwazaja je za cos wspanialego a inne podchodza do tego naturalnie. Ale czy ktos mi moze powiedziec dlaczego w takim razie moj brat nie lubi slodyczy - tzn jest pare rzeczy ktore lubi ale tylko od czasu do czasu. A ja uwielbiam i nie moge sie powstrzymac. Miedzy nami jest rok roznicy. Wychowani jestesmy tak samo. Slodycze u nas zawsze byly, ale nigdy nie byly stosowane jako kara lub nagroda. Ja od najmlodszych lat zjadalam co mi tylko wpadnie w reke a moj brat sie wogole nie interesowal...To dwa watki. Ale oba sa w tej dyskusji, wiec chetnie poslucham Waszych rad (szczegolnie co do pierwszego punktu).Pozdrowienia dla wszystkichSuzann
      • Gość: guest w kwestii słodyczy IP: *.* 11.08.01, 10:47
        Musimy wszyscy mieć na uwadze, że wychowanie kształtuje zaledwie część postaw i charakteru. Oczywiste chyba jest, że za część (tylko kto wie jaką) odpowiadają geny. Nie znam się specjalnie na fizjologii, ale mogę sobie wyobrazić, że Twój brat ma całkiem inny układ hormonów, poziom łaknienia itp.O kwestii genetycznej nie piszemy, gdyż nie mamy na nią wpływu - jedyne co możemy zrobić to korygować pewne predyspozycje naszych dzieci tak aby było to dla nich zdrowe.
        • Gość: guest Re: w kwestii słodyczy IP: *.* 11.08.01, 12:05
          Kristo masz racje i jej nie masz :)))Oczywiscie, nasze geny to cos nad czym nie panujemy... Ale wplyw srodowiska, ktory wedlug psychologow ksztaltuje 60% naszej osobowosci, nawykow itp, jest rownie decydujacy.I nie mozna powiedziec, ze dwoje dzieci w rodzinie jest identycznie wychowywanych. Sa roznice wynikajace chociazby z plci. Na co innego pozwala sie dziewczynce a na co innego chlopcu. Poza tym w trakcie dojrzewania sami sobie ksztaltujemy upodobania i zmieniaja sie one w trakcie naszego zycia. Byc moze za kilkadziesiat lat Suzann bedzie miala dosc slodyczy, a jej brat bedzie za nimi przepadal ;)))Pozdrawiam...P.S. Forum zabiera mi juz tyle czasu, ze w pracy siedze prawie 13 godzin na dobe ;)))
          • Gość: guest Re: w kwestii słodyczy IP: *.* 11.08.01, 17:58
            Mniej więcej to miałem właśnie na myśli - być może nie wyraziłem się zbyt precyzyjnie (a korciło mnie żeby przypomnieć o tym, że szanowny braciszek był bez rodziców pół roku). Dla wyjaśnienia - nie twierdzę, że jest powód dla którego nie przepada za słodyczami a jedynie ilustracja dla różnic w wychowaniu.
      • Gość: guest Re: Wychowanie... start w przyszle zycie IP: *.* 11.08.01, 12:01
        Tak, czytalam ta ksiazke, ale nie wiem czy zauwazylas jeden myk... Ta ksiazka jest napisana z mysla o rodzicach, ktorzy maja juz problemy wychowawcze z dziecmi. Ja natomiast chcialam poruszyc temat jak wychowywac, zeby nie miec tych problemow.Korzystam na codzien z kilku rad zawartych w tej ksiazce. Chociazby pozwalam moim dzieciom decydowac w co sie ubiora, wybrac co chca zjesc i ile. Pod tym wzgledem nie mam zadnych problemow. Ucze ich uzywania na codzien slow prosze, przepraszam, dziekuje... I uwazam, choc wiem, ze to kontrowersyjna opinia, ze dzieci nalezy karac, chocby dla tego, zeby w przyszlosci, gdy moga to odebrac jako atak na swoja osobe, tego nie robic.Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka