Gość: guest
IP: *.*
21.08.01, 13:23
Jakiś czas temu w przypływie desperacji zaczęłam szukać żłobka dla moich dzieci. Obejrzałam kilka, rozmawialam z kierowniczkami i zastanowiła mnie jedna rzecz. Dzieci w grupach 1,5 - 2 lata , według słów personelu, nie używały już pieluch (żadne) , ślicznie mówiły, recytowały wierszyki , o rysowaniu i wydzierankach nie wspomnę. Moje dzieci z trudem próbuję nauczyć wołać i robić siusiu do nocnika (na razie tylko male sukcesy), mówią wprawdzie, ale niewiele, wierszyki mówią, ale zwłaszcza końcówki wersów, rysują, ale głównie po ścianach, a wydzieranki robią głównie z moich gazet, gdy je czytam. Znam sporo innych rówieśników moich dzieci, żadne nie chodzi akurat do żłobka i wszystkie są mniej więcej na tym samym poziomie, jedno trochę lepiej mówi, drugie lepiej rysuje, niektóre już wołają siusiu czasami, inne (jak mój Julek) ciągle robią w pieluchę, ale nie ma wśród nich takich "geniuszy" jak te żłobkowe. Zastanawiam się, czy może lepiej byłoby posłać dzieci do żłobka, może zaczęłyby szybciej mówić, nauczyły wołać siusiu, rysować itd. Może tracą coś przez to, że postanowiłam siedzieć z nimi, aż będą mogły iść do przedszkola, a nie przebywają z innymi dziecmi?Z drugiej strony żłobek mnie przeraził, słowa kierowniczki też "Jak ktoś nie ma innego wyjścia, to posyła dziecko do złobka, pierwszy tydzień będzie dla was straszny, a potem się może przyzwyczaicie, trzeba zawiązać serce na supeł i przecierpieć " itd.