Dziewczyny, spotkała mnie mega załamka

Otóż - miałam do zaliczenia jedną
poprawkę we wrzesniu - byłam chora, więc w terminie ustalonym sie nie
zgłosiłam. Napisałam podanie o przedłużenie sesji do końca wrzesnia. Na
podpis czekałam do... dzisiaj (podpis został złożony). Tak czy inaczej -
poszłam dzis rano do profesorki na dyzur - chciałam, aby mnie przepytała. i
wiecie co? Kobitka w ogóle nie chciała mnie słuchać, powiedziała, że nie ma
czasu, nie interesuje ją moja sprawa, mam sobie powtarzać rok, albo brać
warunek... nie ma czasu????? a po co są dyzury???? Wybrałam się potem na mój
wydział i dyrektor tegoż zadzwonił do niej wyjasniając sprawę i prosząc, aby
jednak odpytała mnie - odmówiła po raz drugi... Dodam, że byłam po nocnym
dyzurze w pracy i od piatej nad ranem - po dobie bez snu - koczowałam do 9-
tej, by się z nia spotkać... Mam małe dziecko, nocną pracę, padam z nóg a
babka po prostu okazała się podła.... To mój ostatni egzamin z 5-ego roku...
Powiem sczerze, że zastanawiam się, czy nie złośyć jakiejś skargi na nią:
(((((((( Jestem zalamana.... Odechciewa mi się kończyć studia... Może któraś
z Was zna procedury uczelniane? Czy kobita miała prawo mi odmówić? Dodam, że
nie byłam z nią umówiona, bo wczesniej nikt nie chciał mnie z nia
skontaktować - powiedziano mi tylko o tym dzisiejszym dyzurze....