gonja
20.02.04, 08:24
Dziewczyny pomóżcie, bo mam takiego doła że żyć mi się nie chce...
Ostatnią miesiączkę miałam 07.01. W międzyczasie zachorowałam i brałam
antybiotyk. Potem okres zaczął się spóźniać, bolały mnie piersi - jak nigdy,
ledwo mogłam spać, w podbrzuszu ciągle ściskało. Zrobiliśmy 15.02. test i
wyszedł pozytywny, 2 kreseczki coprawda jedna trochę blada ale widoczna
wyraźnie.
Umówiłam się więc do lekarza na 17.02. Lekarz zbadał, zrobił usg dopochwowe i
nie był pewien. Widać było małą czarną "fasolkę" ale powiedział , że jest za
wcześnie żeby powiedzieć na 100 % że to ciąża, ale dał 99%.
Cała byłąm taka happy, mąż też szczęśliwy... A tu następnego dnia po ołudniu
pojawiło się krwawienie... Dzwonię więc do lekarza, każe przjechać, daje
zastrzyk i każe łykać luteinę i mówi, że jak to nie pomoże to do szpitala.
No i nie pomaga... Dziś jest piątek a ja cały czas krwawię... Normalna
miesiączka... Piersi bolą coraz mniej... Tracę nadzieję... Dzisiaj mam
zadzwonic do lekarza i pewnie wyląduję w szpitalu.
Czy test mógł się pomylić??? Czy to normalne z tą miesiączką??? Czy zrobią mi
jeszcze raz USG mimo że krwawię? A może zrobić jeszcze jeden test ciążowy?
Poradźcie, czy miałyście podobne problemy... Bo zaczynam wątpić czy to
ciążą...