Nie wiem co mnie dziś napadło..
Praktycznie od samego rana dokucza mi jakieś straszne przygnębienie.Nic tylko
płaczę.Tak sobie myślę,że to może przez to oczekiwanie..Przez tą niepewność,o
której trudno nie myśleć..

.Dziś 22dc.(cykle29)w środę robię test.Tak bardzo
boję się negatywu.Boję się,że moje objawy(takie jak:ból piersi po
bokach,temp.od pon.pow.37st.C i kłucie jajników)wskazujące na ciąże miną i,że
przyjdzie ten cholerny okres.. Straciłam już nawet ochotę na sex,a przecież
ja uwielbiam sex.Najlepiej to bym się w jakiś czarny kąt schowała.Wszystkie
pozytywne myśli znikneły.I znowu mi się łezka w oku kręci..Wsparcia w mężu
dziś nie mam,bo przez moją handre pojechał do mamy.I wcale się mu nie dziwię.:
(Bo kto by ze mną wytrzymał?Ale pocieszam się,że mam Was.Więc doradźcie
dziewczyny co mam ze sobą zrobić..?Czy marzenie o tak upragnionej
fasolce,może być tak stresujące,a nawet przygnębiające?Najgorsze jest to,że
mój mąż z powodu moich nastrojów,tak bardzo przezemnie cierpi... Pozdr.