agatha_mama
01.01.05, 17:04
Wróciliśmy w niedzielę od rodziców po świątecznej kolacji...siedziałam sobie
na forum i czuję skurcze niby dla mnie nic dziwnego, bo przez nie leżałam 2
miesiące w szpitalu!! Były regularnie co 10 min. i to też mnie nie dziwiło,
bo tak miałam często, i w końcu przechodziło...no ale tak jakoś dziwnie
pobolewał mnie brzuch jak na @, więc mówię do męża:choć pojedziemy do
szpitala sprawdzić czy wszystko jest ok.,torby nie bierzemy, bo tylko pewnie
idiotów z siebie zrobimy.No i pojechaliśmy, ale jednak z torbą, bo mąż
nalegał. Była 22.30. Lekarz mnie bada i mówi, że rozwarcie na 3 i napięty
pęcherz płodowy, no i zaczął się poród. Do nas nie dotarło, przecież to 36
tc....Jak w amoku poszliśmy na porodówkę, a tam przemiła położna i mój lekarz
gin, większe szczęście nie mogło mnie spotkać!! Póki co nie bolało, zabolało
dopiero po przebiciu pęcherza o 24. Siedziałam na piłce i myślałam, że umrę.
Kubuś urodził się o 1.10. Ważył 3500 i 52 długi, jak na wcześniaka to super.
Położono mi go na brzuchu, był cały zamoziowany i krzyczał strasznie, zabrali
go do cieplarki na kilka godzin.A mnie czekało łyżeczkowanie bez
znieczulenia, bo łożysko nie urodzilo się całe, no i szycie. makabra!!!!
Wczoraj wróciliśmy z Kubusiem do domku, mały jest prześliczny i taki
grzeczny. Śpi po 4 godziny i wcale nie płacze, tylko ja placzę kiedy go
karmię, mam potwornie poranione brodawki, ból nie do zniesienia...ale jestem
szczęśliwa!!!!!!