Witam serdecznie!
Chciałabym się pochwalić, że 17.01 o godzinie 7.05 rano zostaliśmy rodzicami
przecudnej dziewuszki.
Miałam cięcie, planowane, ale miałam czekać, aż akcja porodowa się zacznie i
dopiero wtedy jechać do szpitala.
No więc akcja zaczęła się o 2.30 w nocy - odeszły mi wody. O 2.50 byliśmy z
mężem w szpitalu, skurczy prawie zero. Zaczęły się po 3, cięcie zaplanowano
na 8.00, żeby akcja się trochę

rozwinęła. Nikt się nie spodziewał, że
rozwinie się tak szybko: o godz. 6.20 rozwarcie było na 7 cm i ekspresem na
stół

))
We poniedziałek wieczorem stałam już na nogach

Teraz mija tydzień, jak jesteśmy w domku razem.
Jest fantastycznie.
No, muszę kończyć. Dzidzia wzywa

Pozdrawiam serdecznie!