caly dzien nie czulam ruchow. moze jakis tak musniecie od czasu do czasu. w
kazdym razie gin mowil, ze kazda wyrazna zmiane natezenia ruchow mam
wyjasniac idac do szpitala na ktg, bo jestem w terminie okoloporodowym.
tak tez z mezem zrobilismy. samochodzik i do szpitala na trakt porodowy.
lekarz posluchal, powiedzial poloznym, zeby podlaczyly mnie na 25 minut pod
maszynke. za chwile ulga: tetno plodu dobre, na 25 minut byly ze dwa ruchy (
ale ja ich nie czulam!), prszyszedla lekarz z polozna, popatrzyli na wykres,
stwierdzili, ze sa male wahania w aplitudzie i ze tetno jest ok, ale
jednostajne a podobno powinny byc wieksze "odchylki". zatem na lewy boczek i
znowu 25 minut ktg, teraz odchylki byly super, pare razy wyszlo, ze syn sie
ruszal... ale ja znowu tego nie czulam.
lekarz zrobil usg... dacie wiare, ze moj syn fijal jak pijany zajac,a moj
brzuch nawet nie drgnal? ja tego nie czulam! a lekarz nie mogl dopplerem
jakies zyly zlapac, bo maly byl taki ruchliwy! jak to mozliwe? 39 tc, dziecko
duze (3350), widze na monitorze usg, ze tanczy az milo... a ja nie czuje? moj
brzuch stoi w miejscu? zwykle lata mi na wszystkie strony! szok!
po prostu bylo mi wstyd, ze dupe komus trulam... ale skad moglam wiedziec?
w kazdym razie mimo milej opieki,naprawde dobrych warunkow,spedzenie godziny
na sali porodowej zrobilo swoje... mamo! ja juz nie chce rodzic!

te wszystkie rurki, maseczki, lampy... zapach szpitala...najgorsza wydala mi
sie wielka gumowa albo kauczukowa ( nie wiem z czego to robia) pilka. ja na
nia dobrowolnie nie usiade!