Dodaj do ulubionych

straszne wspomnienie

15.07.08, 16:18
Witam jestem mamą 5 miesięcznego chłopca. Swój poród wspominam
strasznie. Nastawiłam się na to że będę walczyć o swoje prawa.
Niestety należę do osób które uważają że jeśli ktoś wykonuje jakiś
zawód to zna się lepiej odemnie na tym co robi.
Do szpitala zgłosiłam się z 4 cm rozwarcia. Gdy mi o tym powiedziano
byłam przekonana, że mnie zwolnią do domu i każą się zgłosić za
jakiś czas. Niestety zaproszono mnie na salę porodową.
Na dzień dobry podłącono mi oxytocynę (mimo że pytałam się po co i
mówiłam że sobie nie życze, jednak usłyszałam że tak trzeba),
natępnie podłączono mnie do KTG. Ponieważ do brzucha miałam
podłączone kable, a do ręki kroplówkę za nic nie mogłam się ruszać,
a tylko wtedy ból przechodził.
Gdy położna badała mnie już na łóżku porodowym to zaczeła mnie golić
bo taka jest rutyna i ona MOŻE spróbować chronić krocze. KOSZMAR.
Po 4 godzinach miałam 7 centymetrów rozwarcia i... poród się
zatrzymał. Mimo moich wysiłków syn nie chciał zejść do kanału
rodnego. Położna postanowiła przepić pęcheż płodowy (NAWET mi o tym
nie mówiąc). Nic to nie dało i po godzinie nadal nie było żadnego
rezultatu. Ponieważ tętno dziecka zaczeło spadać postanowiono że
trzeba wykonać cesarskie cięcie.
Mojego męża nie wpuszczono na sale (Mino że był przygotowany
ponieważ jeszcze tydzień przed porodem syn był źle ułożony i
liczyliśmy się z takim rozwiązaniem). Na sali operacyjnej wszyscy na
mnie krzyczeli: że mam się szybciej ruszać i wreszcie położyć się na
łóżku, że mimo skurczów mam wyprostować nogi (wkońcu PRZYPIELI MNIE
PASAMI), że mam nie krzyczeć bo oni tu pracują.
Moje wspomnienia z porodu są straszne. Pamiętam że błagałam ich żeby
mnie w końcu uśpili. Przez trzy miesiące po prodzie pałkałam za
każdym razem gdy o tym myślałam.
Teraz już przynajmniej nie płacze choć wymaga to odemnie naprawde
wiele wysiłku. Wiem jedno jeśli zdecyduje się na kolejne dziecko to
będę robić wszystko żeby tylko rodzić w domu lub z położną którą
będę znała.
Mam nadzieje że nikogo nie uraziłam ale poprostu muszę to z siebie
wyrzucić bo czuje, że te wspomnienia mnie rozsadzają od środka.
Pozdrawiam wszystkie kobiety które oczekują na poród. Pamiętajcie że
naprawde macie prawo walczyć o swoje prawa i nawet jeśli ktoś
skończył medycyne to nie zawsze wiel lepiej od was.
Obserwuj wątek
    • alexkieszek Re: straszne wspomnienie 15.07.08, 17:31
      tulę Cię mocno... myślę, że powinnaś napisać skargę to władz szpitala i
      ewentualnie wyżej... myślę, że to może pomóc w zwalczaniu patologii :(((

      tulę Cię mocno i życzę Ci aby cudne chwile macierzyństwa wypełniły tę ranę i
      żeby się ona szybko zagoiła
      • dworska1 Re: straszne wspomnienie 15.07.08, 19:35
        Tez mam straszne wspomnienia po porodzie z września 2006... Dwie
        doby pompowali we mnie oksytocyne, przebili pęcherz płodowy, a
        rozwarcie doszło do 1, 5 cm, dopiero po wielkiej awanturze rodziny i
        mojej zrobili cesarkę (sam lekarz przyznał, gdy poszłam do niego
        prywatnie, że w ostatniej chwili), ale z łaską, na
        zasadzie "histeryczka nie chce sama urodzić". Mała urodziła sie
        sina, podduszona, z WNM, była podejrzewana o MPDz, na szczęście
        wszystko skończyło się dobrze i dziś jest super rozwijającą się
        dziewczynką.
        Teraz jestem w 29 tyg. drugiej ciąży i "dzięki" podejściu lekarzy za
        nic w świecie nie wyobrażam sobie porodu SN. "Na szczęście" druga
        córa lezy ułożona pośladkowo i mam nadzieje, ze się nie odwroci... w
        razie czego pójde po zaświadczenie do psychologa, niech wskazaniem
        będzie nawet paniczny lęk przed porodem.
    • szmytka1 mam to samo 15.07.08, 20:07
      Witaj. Mój synek ma 4,5 miesiąca i ja nadal płaczę. Płaczę jak mąż mnie przytula
      i już nawet nie próbujemy się kochać mimo że tak bardzo potrzebuję bliskości.
      Przed porodem poinformowałam ich że wg mojej lekarki prowadzącej dziecko ma
      ponad 4 kg, bałam się porodu, to moje pierwsze dziecko, a nikt mi dobrego słowa
      nie powiedział. Jak spytałam czy lewatywa jest konieczna to usłyszałam: A chce
      pani żeby dziecko gó.. zobaczyło? Dali mi oksytocynę,kilka żył mi pękło a
      położna wkurzyła się że mam takie "pokręcone i źle jej pracować". Codziennie
      przeżywam ten koszmar, położną która krzyczała "nie odzywaj się, nie urodzisz,
      nie umiesz przeć", lekarza popijającego kawę ze znajomym na sali porodowej,
      naprzeciw łóżka na którym leżałam z rozłożonymi nogami i tak bardzo cierpiałam,
      i ich żarty z "małej dziurki". Nacięto mi kroczę mimo mojego wyraźnego
      sprzeciwu, do tej pory mnie bardzo boli. Nie dawałam rady urodzić, a oni stanęli
      nade mną i zaczęły się dyskusje kto ma dyżur na anestezjologii, czy robić
      cesarkę czy czekać, a dziecko dusiło się w kanale rodnym. W końcu przyszła inna
      położna i mi pomogła. Mały ważył 4260, 61 cm. Dziecko zaraz zabrali, było całe
      sine i podduszone, nie usłyszałam jego pierwszego krzyku, nikt mi nic nie
      powiedział, dali mi coś co mnie zamroczło, a mężowi kazali wyjść. Później
      dowiedziałam się że dziecko ma połamany obojczyk, bardzo duży krwiak
      śródczaszkowy, okołoporodowe uszkodzenia mózgu spowodowały,że teraz ma asymetrię
      i wnp. Byliśmy tydzień, duże krwawienie spowodowało anemię, oprócz żelaza
      dostawałam zastrzyki które działały nasennie a oni cały czas (tydzień) karmili
      dziecko butelką, mimo że pokarm lał się ze mnie. W rezultacie mały nie chciał
      piersi, walczyłam miesiąc żeby go nauczyć ssać pierś i utrzymać laktację. Nikt
      mi nie powiedział co mi jest i co z dzieckiem się dzieje, a dostało jakiejś
      infekcji, potem ja i z gorączką 40 stopni leżałam sama, musiałam bardzo prosić
      żeby wzięli dziecko do siebie bo nie mam siły wstać do niego. Na szczęście na
      drugi dzień mnie wypisali. O tym co mi podawano i co mi było dowiedziałam się ze
      swojego wypisu. Bardzo źle to wszystko wspominam i nie umiem zapomnieć, nie
      opisałam tu wszystkiego co działo się na sali porodowej, bo mi się płakać chce
      jak mam to roztrząsać. Nikt mnie nie rozumie, brak mi wsparcia, zamiast cieszyć
      się w pełni macierzyństwem jestem pełna żalu. Chciałam mieć dwoje dzieci, ale
      teraz nie wyobrażam sobie tego.
    • akos6 Re: straszne wspomnienie 16.07.08, 14:03
      jak czytam te posty to az mi wlosy deba staja... sama jestem po
      jednym porodzie (moze nie perfekcyjnym ale bez tragicznych
      wspomnien) a we wrzesniu urodze druga coreczke.
      W jakich szpitalach rodzilyscie? nie chcialabym tam trafic...poza
      tym ta sprawe trzeba naglosnic. pomoze to innym rodzącym a Wam może
      w malym chociaz stopniu ulzy...
      jedyne czego moge Wam zyczyć to szczescia z maluszkow. bo zapomniec
      takiego przezycia to sie nie da... :((
      • studentka255 Re: straszne wspomnienie 16.07.08, 14:06
        Rodziłam w szpitalu Wojewódzkim w Bielsku

        tu moja historia :

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=81042884

        narazie początek. blog powoli będzie się rozwijał.
        Może chciałby ktoś pomóc w pisaniu i prowadzeniu jego ?


        expertia.pl/strefa/blog/studentka234


        pozdrawiam
        • szmytka1 czytałam Twoją historię 16.07.08, 18:07
          Czytałam już Twoją historię na forum polki.pl. w dużej mierze to Ty przyczyniłaś
          się do tego ze postanowiłam napisać co czuję w związku ze swoim porodem. Nie
          wspominam tego dnia jako radości z pojawienia się mojego dziecka, tylko kojarzy
          mi się on z traumą :-(
      • szmytka1 straszne wspomnienie-Elbląg Wojskowy 16.07.08, 17:55
        Rodziłam w wojskowym w Elblągu. Na długo przed porodem jeździłam po szpitalach
        elbląskich na rekonesans i świadomie wybrałam wojskowy. Ten szpital zasugerowała
        mi nawet lekarka prowadząca ciążę, cieszy się dobrą opinią. Oddział nieduży,
        warunki sanitarne nienajlepsze, ale uznałam że nie to jest najważniejsze.
        Spotkałam miłe młode położne, które mnie oprowadziły po oddziale, wyczerpująco
        odpowiedziały na moje pytania. wydawało mi się że spotkam się tam z takim
        ludzkim podejściem do pacjentki, panie naprawdę były bardzo miłe i fachowe.
        Rzeczywistość okazała się inna. Bardzo żałuję że nie trafiła mi się młoda
        dziewczyna, któraś z tych uśmiechniętych i życzliwych. Moją położną była starsza
        pani, nabuczona i obrażona na cały świat. Straszne że kobieta może być taka dla
        innej kobiety kiedy ta rodzi. Kto jak nie my, kobiety ma rozumieć ten ból i
        strach który najczęściej towarzyszy porodowi, zwłaszcza pierwszemu. Tak chciałam
        odrobiny zrozumienia i właśnie takiego poczucie że ktoś mnie wspiera, nie tylko
        mąż, ale właśnie fachowiec, abym czuła się bezpieczna i wiedziała że dziecko
        urodzi się pod dobrą opieką. Zabrakło mi tego wszystkiego. Liczyłam że zachowam
        odrobinę godności, przecież poród to takie intymne przeżycie. Spotkałam się z
        kpiną z bólu i przerażenia, z niemożnością zadani choćby jakiegoś pytania, przez
        cały poród nawet raz nie krzknęłam z bólu, a bolało bardzo, nie chciałam się
        narazić tej położnej. Przed porodem leżałam tam kilka dni, zapewniono mnie że
        dostanę znieczulenie zewnątrzoponowe, a tymczasem nie mogłam się doprosić o
        wezwanie anestezjologa. Wmawiała mi że to groźna ingerencja w kręgosłup, że mam
        sobie inaczej radzić z bólem. Dopiero jak kategorycznie mąż zażądał znieczulenia
        to z wielką łaską pobrała krew do badań i wezwała anestezjologa i pielęgniarkę.
        Zanim przyszli było już 9 cm rozwarcia i bóle parte. Jak już wyparłam dziecko z
        pomocą innej położnej, to ta pierwsza nie dała mi chwili odpocząć, tylko zaczęła
        ze mnie wyciągać łożysko, poprosiłam o chwilę odpoczynku, ale zostało to
        oczywiście zignorowane. Potem nie wiem co się przez chwilę działo. Przewiozła
        mnie po wszystkim na salę i nie pozwoliła się przebrać we własną koszulę, kazała
        zostać w szpitalnej krótkiej i brudnej co chwila od krwi. Było okropnie,
        wspominam atmosferę tej porodówki i nie umiem Wam nawet opisać co się ze mną
        dzieje. Wiem że inne mają czasem gorzej, ale tak mi ciężko. Po tym porodzie
        czuję się taka okaleczona i psychicznie i fizycznie, nacięta wbrew woli, odarta
        z godności, zawstydzona i przestraszona. Mam w sobie taką mieszankę uczuć ...
        • studentka255 Re: straszne wspomnienie-Elbląg Wojskowy 16.07.08, 19:05
          bardzo wspólczuję, wiem jak to boli, dobrze że wylałas to na forum - tu z
          pewnością każda Kobieta da wsparcie, pocieszy, i przede wszystkim da siłe aby
          walczyc z tymi stereotypami!!! Trzeba dochodzic Swoich Praw!

          Możecie Panie napisac stosowne pismo do Biura Praw Pacjenta przy Ministrze
          zdrowia - w każdej sytuacji interweniują. Ja jestem tego przykładem. Możecie
          Panie napisac do Instytutu Praw Pacjenta, do Fundacji Rodzic po Ludzku, i
          oczywiscie jak chcecie do gazet, Waszych lokallnych gazet, pokazac jak szpital w
          którym rodziłyście złamał Wasze Prawa. Kochane Panie, to też jest walka.
          Opisując Wasz poród możecie uchronic inne Kobiety przed takim przeżyciem i
          rutyną w naszych szpitalach.

          serdecznie Was pozdrawiam :)
          • szmytka1 Re: straszne wspomnienie-Elbląg Wojskowy 16.07.08, 20:05
            Dziękuje za słowa pocieszenia. Na walkę o swoje prawa nie mam siły ani ochoty,
            czasu nic nie cofnie. Nie chcę publicznie tego przeżywać, internet daje swobodę
            i anonimowość, a na otwartą publiczną konfrontację potrzeba siły i odwagi, a
            tego mi brak. Poza tym chcę zapomnieć, zresztą czasu nic nie cofnie. Żal mi
            pozostanie tylko że trafiłam akurat na tą położną i tyle. Przepraszam, naprawdę
            nie mam siły.
            • alexkieszek szmytka.... 16.07.08, 21:17
              Kochana ale skoro już tu napisałaś to jednak walczysz... nic nie będzie Cię
              kosztowało zrobienie copy-paste do worda i wysłanie listu pocztą tu i tam...

              jeśli nic nie będziemy robić nic się nie zmieni..... sama powinnam złożyć skargę
              na lekarza, który mną się zajmował po porodzie... sam poród był dziwny ale
              jestem w stanie urodzić w tym samym szpitalu drugie dziecko... nie wiedziałam,
              że mam taką możliwość a teraz jest już za późno...

              jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie zrób to dla innych, także swoich
              dzieci... zmiany w naszym kraju są tak powolne bo się boimy... trzeba się
              skarżyć, trzeba pisać na lekarzy i "złe" położne... skoro nie potrafią z empatią
              pracować to niech idą do innej pracy...

              tulę Cię mocno i na pocieszenie powiem, że ja z mężem przez wiele miesięcy nie
              byłam w stanie się kochac... każdy dotyk sprawiał mi ból, na to potrzebny jest
              czas, miłość i zaufanie... za kilka tygodni rodzę drugie dziecko...

              mam nadzieję, że będziecie dziewczyny składać skargi inaczej nic się nie ruszy...
              • szmytka1 Re: szmytka.... 16.07.08, 23:34
                Dziękuję bardzo za pocieszenie, ale mi nie trzeba konfrontacji, otwartego
                babrania się w tych wspomnieniach. Wystarczy mi Wasze zrozumienie i to że ktoś
                mnie wysłuchał, a przez udział w forum czuję że ostrzegam inne kobiety
                spodziewające się dziecka. Nie chcę kategorycznie mówić że ten szpital jest zły,
                trafiłam akurat na taką położną, no i wiele rzeczy można byłoby tam zmienić, ale
                zrozum nie mam na to siły. Życzę Ci dobrego porodu i radości z drugiego dziecka.
                • studentka255 również nie miałam siły 17.07.08, 00:03
                  ale dzięki Wam trauma minęła, czuję się szczęsliwa i pogodna. Opisywanie na
                  forum, gazety, etc - traktowałam i nadal traktuję jako formę terapii. To bardzo
                  pomaga.

                  Może za jakis czas spróbujesz, Sama zdecydujesz :)
          • szmytka1 sama wybrałam ten szpital 18.07.08, 15:48
            wydawało się naprawdę, że wszystko jest ok. Miesiąc przed porodem byłam,
            obejrzałam, porozmawiałam z bardzo miłymi położnymi. wyniosłam miłe wyobrażenie
            na temat przyszłego porodu, zwłaszcza na temat podejścia do rodzącej i
            możliwości znieczulenia, bardzo to dla mnie ważne było, ważniejsze niżnp,
            warunki sanitarne. Naprawdę nic nie wskazywało na to że tam tak będzie, nawet
            sama podpowiadałam ten szpital koleżankom w ciąży.
    • nunia01 Re: straszne wspomnienie 17.07.08, 16:55
      Sama jeszcze nie rodziłam, ale do ewentualnego porodu przygotowuję się jeszcze
      przed zajściem w ciążę:)
      Dzięki takim opisom najpierw nabawiłam się fobii, później próbowałam to
      ignorować a wreszcie zrozumiałam, że muszę wziąć się do roboty i nauczyć się
      wszystkiego co można od strony rodzącej. Dziękuję wam, że dzielicie się złymi
      wspomnieniami i pomagacie innym kobietom w podejmowaniu decyzji.
      Bardzo popieram radę zgłaszania skarg. Jeśli nie macie siły na otwartą
      konfrontację wystarczy wysłanie skargi - na zasadzie kopiuj - wklej tego co
      piszecie tutaj. Nawet jeśli nikt na Waszą skargę nie odpowie to ona i tak sie
      liczy. W większości przypadków sprawa zakończy się brakiem jakiejkolwiek
      odpowiedzi, czasami dostaniecie pismo zwrotne.
      Żadnego publicznego roztrząsania - takie publiczne roztrząsanie i wracanie do
      traumy po latach to chyba tylko w sądzie.
      Dlaczego w takim razie oficjalnie się skarżyć?
      Ja mam za sobą złożenie kilku skarg - co prawda nie na lekarzy, ale np. na
      sędziego i prokuratora. Niby sensownych odpowiedzi na skargi nie otrzymałam, ale
      sędzia zrobił się bardzo miły a prokurator poszła na przymusowe chorobowe:) Za
      to ważna w tych pismach zwrotnych była jedna informacja, która powtarzała się
      jak mantra - 'nikt, nigdy się na tą panią/pana nie skarżył'. Czyli wszyscy
      przede mną kładli uszy po sobie, bo wątpię żeby to właśnie mnie spotkało takie
      wyjątkowo złe traktowanie.
      Gdyby każdy napisał skargę to w końcu ktoś zwróci na to uwagę i wybije
      'sprawców' z samozachwytu.
      Nie wiem jak mogę Was pocieszyć - współczuję i przytulam.
    • memphis90 Re: straszne wspomnienie 17.07.08, 18:37
      > Mojego męża nie wpuszczono na sale (Mino że był przygotowany
      > ponieważ jeszcze tydzień przed porodem syn był źle ułożony i
      > liczyliśmy się z takim rozwiązaniem).
      Pierwsze słyszę, żeby w jakimś szpitalu osoby postronne były wpuszczane na salę
      operacyjną...

      (wkońcu PRZYPIELI MNIE
      > PASAMI),
      To akurat jest zupełnie normalne. Podczas każdego zabiegu ginekologicznego
      wykonywanego na bloku i w znieczuleniu przypina się nogi.
        • kati792 Re: straszne wspomnienie 17.07.08, 21:32
          Oczywiście,że nie mówi!!!Moje dwie przyjaciółki miały zabiegi na sali
          operacyjnej i żadnej nie przypięli pasami,także z łaski swojej nie generalizuj i
          nie mądrzyj się tak memphis!
            • malanuna Re: straszne wspomnienie 23.07.08, 20:34
              co do tego czy przypiecie pasami jest traumatyczne
              to zalezy gdzie...wielbiciele sm uwielbiaja przypinane roznych narzadow i czesci
              ciala

              to ze dla ciebie darcie mordy, osamotnienie przy tak traumatycznym przezyciu jak
              nieplanowane cc i traktowanie jak krowy idacej na rzez bez inforamcji co i jak
              sie dzieje to TWOJA sprawa. To ze ty tak czujesz nie znaczy ze inni nie moga
              inaczej.

              Moge tylko gdybybac
              gdyby poinformowano ja ze te pasy sa koniecznie zeby w razie czego sie nie
              poruszyla w czasie operacji w PROFESJIOONALNY LUDZKI sposob zadnego
              traumatycznego przezycia by nie bylo.
      • niuta_s Re: straszne wspomnienie 17.07.08, 22:53
        popieram nikt nikogo nie wiąze pasami

        memphis90 napisała:
        > Pierwsze słyszę, żeby w jakimś szpitalu osoby postronne były wpuszczane na salę
        > operacyjną...

        oczywiście w państwowym burdelu gdzie nie szanuje się pacjenta nie jest to
        możliwe, ale w każdej prywatnej klinice tak, łącznie z robieniem ekipą medyczną
        zdjęć

        coraz bardziej mam uznanie dla prywatnych klinik od porodu ani razu nie byłam w
        placówce finansowanej przez nfz, a mam za sobą zabieg operacyjny i raczej się
        nie pokuszę o wizyte, dopóki w tych placówkach nie zacznie traktować się chorego
        jak "klienta"

        lekarz gdyby przyszedł do mnie i nie otrzymał rzetelnej informacji - złożyłby
        skarge, pewnie bym się z niej musiała tłumaczyć, pewnie dostałby rekompensatę,
        ale jak on się pomyli kiedy ja przyjdę do niego - to za przeproszeniem święta
        krowa
        • katarzynaoles Re: straszne wspomnienie 18.07.08, 00:31
          Drogie panie, w większości szpitali nikogo nie wiąże sie do stołu
          operacyjnego, a ojciec ma wstęp na salę operacyjna podczas cc.
          Szpitale, w których jest to niemozliwe są w mniejszości.
          POzdrawiam :)
          • cota Re: straszne wspomnienie 18.07.08, 10:34
            w lubelskim w żadnym szpitalu nie jest to możliwe..myśle, ze w
            dużych miastach jest to mozliwe, ale w mniejszych..myli sie Pani
            Kasiu - straszna przepaść jest między opieką i porodem
            • katarzynaoles Re: straszne wspomnienie 18.07.08, 16:20
              Ale ja wcale nie jestem z dużego miasta, tylko mieszkam w niewielkim
              miasteczku na Śląsku ... I wydaje mi się, że wbrew pozorom, jeśli
              chodzi o wprowadzanie zmian w podejsciu do pacjentek to właśnie
              niewielkie szpitale są w czołówce. Kliniki mają dużą bezwładność
              organizacyjną, jest dużo więcej personelu, studentów (to przecież
              placówki szkoleniowe) więc i zmiany wprowadza się wolniej. Jesli w
              wielkim mieście jest klinika, to zwykle ona właśnie narzuca styl na
              mniejszych oddziałach w mieście. A klinika ma za zadanie zajmowanie
              się bardziej skomplikowanymi przypadkami, no i jest miejscem, gdzie
              prowadzi się min. badania naukowe - więc często jest tak,
              że "brakuje" czasu na takie "szczegóły" jak podejście do pacjentek.
              Zresztą widać, jakie szpitale chwalą rodzące - małe placówki z
              małych miejscowości (Puck, Sokółka, Pyskowice itd.) mają często
              b.dobrą opinię wśród kobiet.
        • dorotaj-2 Re: straszne wspomnienie 18.07.08, 10:34
          witam
          Jestem mamą półrocznej Julianki. Mój lekarz prowadzący powiedział mi, ze nie
          wytrzymam do terminu (11 styczeń) i napewno urodze w grudniu.
          Okazało się, ze do wizyty (8 styczeń) nic się nie działo, tylko małe skurcze.
          Kazał mi się zgłosić na izbę przyjęć i leżałam w szpitalu 5 dni z małymi
          skurczami i 1 cm rozwarciem. Jak pytałam lekarzy co będzię, kazali mi rodzić.
          Śmieszne. 16 stycznia podłączyli mi oxytocynę o 7.00 rano i po 2 godzinach
          miałam potworne skurcze. Gdyby nie mój mąż, nie wiem co bym zrobiła (polecam
          poród rodzinny) Rozwarcie miałam 1 cm na 3 godziny. Od godziny 18.00 skurcze
          miałam co 15 sekund, kiedy ustawały zasypiałam ze zmęczenia i przy kazdym
          następnym zwracałam. Położna mi mówiła, "a co sobie pani wyobrażała, taki jest
          poród, nie ma tak lekko" i odchodziła do pokoju obok na kawę.Ordynator przebił
          mi pęcherz, ale rozwarcie nie powiękrzyło się. Po 16 godzinach męki z 5 cm
          rozwarciem przyszła położna i pyta, czy przejde na sale operacyjną sama, czy ma
          podjechać łóżkem. Nie miałam siły odpowiedzieć. Lekarz zaczął mi czytać
          wszystkie procedury dotyczące cesarki. Ja zwijałam się z bólu, kiedy mój mąż
          spytał, czy może przeczytać, lekarz odpowiedział, ze to i tak jego nie dotyczy i
          on nie ma nic do gadania.
          Po 23.00 urodziłam córeczkę, 4300!!! Wcześniej mówili mi na usg, że córcia waży
          3800.
          Nie bałam się porodu i chciałam rodzić naturalnie bez znieczulenia. Pomimo
          takiego porodu planujemy drugiego dzidziusia i mam nadzieje, ze uda mi się
          urodzić naturalnie.
          Pozdrawiam wszystkie przyszłe i obecne mamy .
      • kaeira Re: straszne wspomnienie 18.07.08, 10:15
        memphis90 napisała:
        > Pierwsze słyszę, żeby w jakimś szpitalu osoby postronne były wpuszczane na salę
        > operacyjną...

        W krajach anglosaskich to standard. W Warszawie w niektorych szpitalach (np. Żelazna, Madalińskiego) jest to możliwe (niestety zwykle za dopłatą!), w innych nie.
        Partner stoi czy siedzi przy głowie kobiety, i nie widzi zwykle operacji.
        (Ale np. męża znajomej Amerykanki zapytała lekarka, czy chce zobaczyć (i zobaczył) wyjętą macicę! (czasami tak robią, że wyjmują całą macicę na chwilę z brzucha, choć to chyba starsza metoda)

        Tu wątek na ten temat:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=80356229&a=80356229
        • timme A co z tymi co mają problemy psychologiczne? 18.07.08, 11:21
          Witam,

          a ja byłam wykorzystywana seksualnie, taka jest prawda, na forum mogę to napisać
          i nie wyobrażam sobie aby ktoś mnie po raz kolejny w taki sposób potraktował jak
          tutaj dziewczyny opisują i mnie po prostu przez kilka godzin gwałcił, bo to w
          sumie się chyba sprowadza do tego samego. Skoro ktoś cię obdziera z intymności i
          robi z Twoim ciałem w "tych" miejscach coś, czego sobie nie życzysz albo ci
          ubliża , a już najbardziej to mnie dobił ten tekst o "małej dziurce", to jak to
          nazwać jak nie gwałt? Przecież molestowanie nie musi być fizyczne, choć w tym
          wypadku bez dwóch zdań chyba jest, skoro ktoś robi z twoim ciałem coś czego nie
          chcesz albo sie nie pyta o zgodę i cię upodla, ale także molestowanie sprowadza
          sie do psychicznego, kiedy sie w sposób ubliżający albo wulgarny mówi o "tych"
          częściach ciała.
          A co z osobami takimi jak ja? , które są po przejściach takiej natury fizycznej?
          Czy ci lekarze i położne zdają sobie sprawę, ze takie zachowania u każdej
          kobiety słabszej psychicznie, nie mówiąc już o takich jak ja, mogą nawet
          prowadzić do samobójstwa w wyniku depresji?

          Jestem tez zszokowana tym przywiązywaniem do łóżka. Co to w ogóle jest za
          metoda? Nie wyobrażam sobie aby mnie ktoś do łóżka przywiązał na siłę i kazał
          rodzić naturalnie w takich warunkach jakie tutaj dziewczyny opisują. Leżałam na
          oddziale ginekologicznym na zapalenie jajnika i nie zebrałam tam tez dobrych
          doświadczeń. Jeden lekarz także mnie zle potraktował, ale to nie był poród.
          Ledwo sie opanowałam żeby mu nie wlać.Robie się wręcz agresywna i jest to
          silniejsze ode mnie.Podejrzewam, ze gdybym usłyszała tekst o sobie, ze mam "mała
          dziurkę" to bym takiemu lekarzowi wlała.

          • memphis90 Re: A co z tymi co mają problemy psychologiczne? 22.07.08, 20:07
            Mam wrażenie, że każda tu osoba inaczej wyobraża sobie to
            "przywiązywanie do łóżka". Tu nie chodzi o jakieś straszliwe
            krępowanie pasami, kneblowanie, unieruchamianie na siłę całego
            ciała. Po prostu po położeniu na plecach i oparciu nóg na podpórkach
            przymocowuje się do tych podpórek podudzia, żeby się nigdzie nie
            zsunęły podczas operacji (nie można ich już wtedy poprawić, bo nogi
            nie są "jałowe"). Bo czasem taka noga potrafi nagle podskoczyć- taki
            odruch na cięcie brzucha, czasem trzeba przechylić łóżko operacyjne
            (tak, żeby operowany nie zjechał ani się nie przesuwał) itd. I to
            robi się podczas wszystkich zabiegów ginekologicznych (wypalanie
            nadżerek, skrobanie macicy, leczenie jajników czy mięśniaków macicy
            itd), podczas cc, podczas operacji halluxów, zabiegów ortopedycznych
            i wielu innych zabiegów operacyjnych. Naprawdę, to nie ma na celu
            pogwałcenia godności pacjentek, ma zapewnić sprawny przebieg
            operacji.
      • szmytka1 nie masz racji 18.07.08, 14:19
        moja koleżanka rodziła w innym mieście, poród zakończył się cesarką, męża nie
        wyprosili, szpital państwowy. Mnie przypieli powszystkim pasami do zabiegu
        szycia. Było to dodatkowe poniżenie, byłam tak słaba że i tak nie mogłam się
        ruszyć, nie kopnęłabym go, chociaż może mu sie to należało. Pochylony między
        moimi nogami coś tam komentował jeszcze, ale ze zmęczenia usnęłam na chwilę mimo
        bólu przy szyciu (choć dał jakiś zastrzyk) i nie słyszałam co mówił.
        • berna_dette Re: nie masz racji 18.07.08, 14:48
          szmytka bardzo ci współczuję. Ten lekarz to musi byc naprawde zły człowiek, jak
          można tak potraktować drugiego człowieka. Bardzo mi przykro że tyle przeszłaś:(
          Czytałam że nie chcesz go pozwać, trudno, ja jestem pewna, że kiedyś pożałuje
          tego co ci zrobił. Pozdrawiam:*
          • szmytka1 położna była gorsza 18.07.08, 14:58
            Wiesz, ja swoje złe przeżycia to wiążę bardziej z położną. Lekarz jak już
            pisałam kawę ze znajomym pił, podszedł raz czy dwa, zobaczył co się dzieje i
            dalej za biurko siedzieć i plotkować, a na koniec te szycie. a położna jakoś
            bardziej mi podpadła, ją głównie źle wspominam, jej odzywki, nabuczenie, była
            taka niesympatyczna jak z filmów o prl-u, pozostałość z tamtej epoki, nie będę
            jeszcze raz opisywać, ale to głównie jej wina ta moja trauma!
      • auszrine Re: straszne wspomnienie 21.07.08, 19:02
        memphis90 napisała:
        > Pierwsze słyszę, żeby w jakimś szpitalu osoby postronne były wpuszczane na salę
        > operacyjną...
        To mało słyszałaś. np. w Niemczech ojcowie mogą być obecni na sali podczas cesarskiego cięcia.
    • mloda_kobitka2 Re: straszne wspomnienie 22.07.08, 21:46
      Wiem co przezywają te dziewczyny... ja mam podobne wspomnienia, może
      nie aż tak traumatyczne. Jestem mamą 13 miesięcznej córci, ale
      dopiero niedawno strach przed porodem nieco u mnie osłabł...
      Do szpitala trafilam w 40 tc z lekkimi bólami. Połżna zbadała mnie i
      powiedziała,że jeszcze ho,ho do porodu i kazała się wyspać... Choć
      ciężko zasnąć nawet z niewielkim bólem... Usłyszałam tylko: CO?
      Następna... ? Dopiero posprzatałam!
      Po 20 h trafiłam na porodówkę z 3 cm rozwarciem, wszystko szło
      dobrze, rozwarcie było coraz większe, z bólami jakoś sobie radziłam
      (chociaż bolało mnie strasznie). Mój błąd polegał na tym,że
      uśmiechnęłam się do połoznej, która stwierdziła,że JA NIE WYGLĄDAM
      JAK RODZĄCA i podłączyła mi oxytocynę. Nie wiem po co, miałam 8 cm
      rozwarcia i wszystko było ok.
      Skurcze z oksytocyna stały sie niedowytrzymania, rozpłkałam się, a
      połozna powiedziała z uśmiechem na twarzy TAK, TERAZ PANI WYGLĄDA NA
      RODZĄCĄ!
      Krzyczałam z bólu: usłyszałam cytuję: czego sie tak drzesz...
      Leżałam przypięta do pompy z oxytocyną i przypięta pasami KTG, bez
      możliwości ruszenia się...
      Miałam sucho w ustach od oddychania, nie dostałam nic do picia, bo
      stwierdzono,że będę po piciu wymiotować.
      Nastepnie lekarz z połozną położyli się na moim brzuchu i wypchnęli
      dziecko siłą. Potem położna naciskała na brzuch, co strasznie
      bolało, stwierdziła,że ona tak musi... wydusiła ze mnie łozysko.
      Na szczęście mała była zdrowa.
      Bardzo długo dochodziłam do siebie... niby poród ok bez
      komplikacji,ale zostałam potraktowana jak KOLEJNA SZTUKA.
    • edytadk Re: straszne wspomnienie 23.07.08, 11:14
      Najgorsze jest to, ze wiele osob nadal traktuje tak traumatyczne zdarzenie jako cos normalnego, a reakcje swiezo upieczonej mamy - jako histerie, fanaberie i nie wiem, co tam jeszcze... Moje porodowe wspomnienia sa w sumie nienajgorsze, ale i tak sprawily, ze ewentualny kolejny porod marzy mi sie w domu. Tylko gdzie ja w malej miescinie znajde polozna sklonna uczestniczyc w takiej "fanaberii"?:-(.

      Do porodu bylam nastawiona pozytywnie, "odpracowalam" szkole rodzenia, starannie wybralam szpital (oddalony o 50 km, mimo ze inny mialam pod samym nosem). Glownym kryterium wyboru bylo traktowanie obecnosci meza, jako czegos oczywistego (bez zadnego proszenia sie, placenia cegielek itp) oraz sale porodowe wylacznie jednoosobowe. Marzyl mi sie porod w wodzie, wiec mialam komplet badan.

      Skurcze zaczely sie o drugiej w nocy, zanim zdecydowalismy sie jechac i dotarlismy na porodowke - dochodzila 6 rano. Lekarz w izbie przyjec - mimo przepelnionego oddzialu polozniczego - zdecydowal sie mnie przyjac, ale uslyszalam, ze jeszcze dobre 10 godzin przede mna. Co tu duzo gadac, na sale porodowa chwile pozniej wkroczylam z mezem i z bolami partymi... I na nic nie bylo juz czasu, z rodzeniem w wodzie na czele. Niestety dalam sie unieruchomic na lozku z KTG (a wczesniej obiecywalam sobie aktywny porod w pozycji kazdej innej, tylko nie lezacej), oszolomiona gwaltownoscia skurczy pozwolilam na naciecie krocza (ktore wczesniej za wszelka cene chcialam chronic) i ostatecznie moje marzenia o porodzie idealnym, czyli takim, podczas ktorego to ja mialabym kontrole, legly w gruzach. Z perspektywy czasu widze, ze poloznej i lekarzowi zwyczajnie spieszylo sie do domu (akurat skonczyla sie zmiana) i skoro wszystko szlo blyskawicznie i wygodnie dla nich, to czemu wydluzac faze parcia, pozwolic mi zlezc z tego chrzanionego lozka i jeszcze chronic krocze... Heh, te paskudne szwy wspominam gorzej od samego porodu - zakladanie bolalo bez mala bardziej, niz rodzenie, a siadanie potem przypominalo masochistyczne praktyki. Ale mimo tego wiem doskonale, ze w odroznieniu od szanownych poprzedniczek szczesciara ze mnie - nikt mnie nie obrazil, nie okaleczyl psychicznie i nie odarl z resztek przynajmniej godnosci. I mimo tego podpisuje sie obiema rekami pod stwierdzeniem, ze obecna sytuacja na porodowkach to prawdziwy dramat i akcje "rodzic po ludzku", ktorymi wiele szpitali sie szczyci, to jakas farsa...
      • cota Re: straszne wspomnienie 23.07.08, 11:47
        ja też niedługo będe rodzić - po raz drugi i prawde mówiąc szykuje
        sie jak na wojne po wcześniejszych przejściach - byłam obrażana,
        zwracano sie per Ty do mnie, sniło mi się to wszystko jeszcze wiele
        nocy. czytam obecnie kodeksy, zasady etyki (śmieszne dla tego
        personelu), zbieram dane, gdzie moge wysyłać ewentualną skrgę - gdyż
        drugi raz nie puszcze tej traumy płazem. Jest to tak cholernie
        żenujące, bo nie słyszałam, żeby w jakikolwiek kraju był personel
        tak nastawiony. gdybym to tylko była ja - cóż maiałam pecha, ale
        jest tyle inncyh dziewczyn. Miałam do czynienia z róznymi
        zawodadami - ale takiego trakrtowania - jak psa - to nigdzie nie
        spotkałam, szczególnie w zawodzie, który powinien sie cechowac
        minimum empatii i ludzkeigo podejscia..Nie można usprawidliwić
        wszystkiego niskimi zarobkami! w jaki sposób okreslić np. położna,
        która na moją prośbe o pomoc w dojściu do łązienki lub pzoostawienie
        cewniak - mówi "to szczaj w łózko"? pprzez 3 dni pobytu osłuchałam
        sie ogrom podobnych stiwerdzeń. jak zmienić mentalność tych ludzi??
        na słowo położńa otwiera mi się nóż w kieszeni. W jaki spoóśb to
        zmienić?? Zwierzęta sie lepiej zdecydowanie traktuje..
          • cota Re: straszne wspomnienie 23.07.08, 13:42
            PSK 4 Lublin, włąśnie czytam opinie o nim na stronach FrpL -
            ostatnie wpisy sa lepsze co daje mi jakąs nadzieje, ale wcześniejsze
            są w jednym tonie - negatatynym (nie da sie wkleić linku) - "położne
            na pewną są dobrymi fachowcami od strony medycznej i wiem że dla
            nich to rutyna ale dla mnie urodzenie dziecka, na które czekałam
            przez kilka lat bolesnego leczenia to powinno być cudowne przeżycie
            niestety jest usiane złymi wspomnieniami ze szpitala", "Pielegniarki
            zwracaja się do kobiet w formie bezoosobowej, niechętnie udzilają
            jakiejkolwiek pomocy czy porad. Dzieci, jeśli za bardzo marudzą są
            na chwile zabierane i pojone glukozą. Przeżyłam tam koszmar. Dzięki
            Bogu udało mi sie urodzić zdrowe dziecko. Nikomu nie polecam ", "Ale
            połozne koszmar. Po znieczuleniu ogólnym i cc wiadomo - pierwsza noc
            koszmar. Nikogo nie obchodziło czy jestem w stanie zajmowac się
            dzieckiem. Przynieśli i poszli. Akurat dyżur miała Ela (ładne
            kręcone włosy). Zadzwoniłam do niej 2 razy w ciągu tej pierwszej
            nocy - raz bo sie dziecko zwymiotowało - albo bardziej je sie ulało,
            a drugi bo miałam problem z przystawieniem do piersi - za pierwszym
            razem zabrała bez słowa, przyniosła przebrane, za drugim przyszła,
            chwyciła cycka, wsadziła do buzi dziecka, za chwilę dziecko zaczeło
            znów płakać, próbowałam sobie sama poradzić, nie dzwoniłam -
            wparowała z budelką, złapała dziecko i zaczeło karmić, zapytałam
            dlaczego mnie nie spytała ozdniae na temat karmienia butelką,
            usłyszałam: ja nie będę do Pani przybiegać co 10 min! "mój pierwszy
            poród w tym szpitalu wspominam jak najgorzej. położne opryskliwe,
            leżałam 4 godziny z KTG bez możliwości ruchu. dzięki Bogu że poród
            odbył sie błyskawicznie i istotni "siłami natury" bo pomocy nie
            otrzymałam żadnej - zainteresowano (położne)"rodziłam naturalnie i
            byłamw o wiele lepszej sytuacji,szczerze wsułczułam paniom po
            cesarce,nie dan boze było poprosic pielegniarke o pomoc...ogólnie-
            tragicznie towspominam,przede wszystkim dlatego,ze kobiety
            traktowano tak bezosobowo,zero szacunku,w toaletach zrobiiona
            palarnia,pootwierane okna, w salach lampy do
            naswietlań,sauna,pochorowałam sie i zaraziłam dziecko,barddzo
            nieprzyjemny 2 tyg pobyt ", "moje dziecko po 2 dniach życia zmarło
            nagle,prawdopodobnie nigdy nie poznamy przyczyny.Córcia urodziła się
            w 36 tc, była zdrowa dostała 10 pkt .Opiekę miałam bardzo dobrą ale
            nie potrafię zrozumieć dlaczego nikt nie umieścił mojego dziecka w
            inkubatorze????może to pozwoliłoby uniknąc tragedii?" - po porstu
            naprawde boej sie tego co mnie czeka..

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka