jak tytul wskazuje opowiesc moze byc na raty. wszystko w rekach mojego syna

tydzien temu we czwartek po wieczornym ktg zostalam w szpitalu. podobno
mialam duze skurcze, twierdzili, ze zaczal sie porod. pisze"podobno" bo ja
ich NIE CZULAM.
zatem wyladowalam w sali porodowej, na porodowym wyrku.... i nic. usnelam i
wszyscy rano sie dziwili. rano na ktg spokoj, potem po lewatywie skurcze,
lekarz chcial je wzmocnic, zrobiono mi test oksytocynowy... lazilam od 10 do
17 z kroplowka, oksy sie saczyla... na ktg skurcze ok 90% a ja nic.
lekarz nie chcial wierzyc, ze mnie nie boli, anestezjolog dwa razy
przychodzil na trakt do znieczulenia i za kazdym razem polozne go gonily, bo
nie bylo czego znieczulac

))))))))))
potem czestotliwosc skurczy sie zwikszyla... generalnie ze skurczy zrobily
sie przykurcze ( tzn macica za malo sie rozkurczala pomiedzy skurczami),
tetno syna raz ok, raz za szybkie, raz za wolne, glowka w badaniu ciagle
uciekala gdzies w lewa strone. o 17 lekarz po badaniu stwierdzil, ze jak do
19 nie bedzie postepu to daje mi wybor: odpoczynek ok 12 godzin a potem jazda
od nowa z ksy, ale od razu powiedzial, ze nie gwarantuje, ze to poskutkuje,
albo cc po 19. on sam radzil cc bo nie wiedzial do konca co z ta glowka...
zatem po 19 sala operacyjna, znieczulenie podpajeczynowkowe, potem czulam jak
mi grzebali we flaczkach ( znieczulenie hamuje bol, ale mamy swiadomosc, ze
ktos nam w srodku grzbie, nie jest to mile, ale nie boli). podczas
znieczulenia kiepsko sie czulam ( czulam ucisk na klate i goraco, spadalo mi
cisnienie, zatem cos tam anestezjolog kombinowal z lekami na podwyzszenie),
potem poczulam jak rozlewaja sie wody, i sekunde potem byl krzyk kajtusia

lekarz na chwile pokazal go mnie i mezowi ( wpuscili go na sale), a potem
zabrali go neontolodzy.
synek jest przepiekny, wazyl 3500 i ma 56 cm dlugosci. po porodzie
najbardziej podobny byl do mnie, teraz juz jest mix
nie wiem jak wyglada porod naturalny, bo mnie nie bolalo i jedynie co moge
powiedziec, to jak wyglada sala porodowa i badanie szyjki( sadyzm:/, wiem, ze
tak byc musi, ale to boli-mimo wszystko do przejscia, dacie rade), ale cc to
bardzo przykre przezycie. nie rozumiem jak ktos w pelni wladz umyslowych
mowi: ja chce cc na zyczenie. sam zabieg: pryszcz, ale to co potem....
dziewczyny... ja bym drugi raz nie chciala!
lezalam jak kloda 12 gopdzin, odretwiala od pasa w dol. leki znieczulajace
przestaly dzialas z godzine po cc, dostalam ketonal w kroplowce, ale i tak
czulam duzy bol... ruszyc sie nie mozna( jest sie sztywnym, bo anestetyki,
odpuszczaja powoli), dwa, ze po operacji wstac nie mozna.... usnelam po 2 w
nocy, jak bol sie zmniejszyl.o 6 rano znowu bol, znowu kroplowa: tramal, o 8
dostalam na chwile do cyca kajtka, ale co z tego? konia z rzedem tej, ktora w
bolu, na lezaco( na wznak) umie nakarmic dziecko!