Dodaj do ulubionych

No to sie wpakowałam. Dylematy na L4

20.12.05, 14:45
Od jakiegos czasu jestem na zwolnieniu lekarskim z powodu skurczy macicy.
biorę leki oraz mam wypoczywac. Koleżanki z pracy poprosiły żebym przekazała
dziewczynie na zastępstwo(przesuniętej z innego działu) moje obowiązki. Ja
wyobrażałam sobie to w ten sposób ze na początku powiem co i jak a później co
jakis czas wpadnę do nich i rozwiążę
nurtujące nową pracownicę problemy (jakby jeszcze czegoś nie wiedziała).

Wszystko było dobrze, a tu dzisiaj dowiaduje się że szefowa chciałaby zebym
przychodziła częściej bo nowa sobie nie radzi i żabym nadganiała jej robotę,
żeby zaległości nie było. No z całym szacunkiem ale czy ja jestem od
zaległości?!! Oczywiście należę do gatunku sierot społecznych i nic nie
odpowiedziałam, zamiast od razu jakoś to skomentowac.
Do tego nowa pyta mnie dzis czy mogłabym tak za nią przyjść jutro i pojutrze
do pracy bo ona chciała wziąć urlop przed świętami na sprzątanie, a szefowa da
jej pod warunkiem że ja przyjdę. No krew mnie zalała. Mówię do szefowej że to
chyba trochę nie tak żeby mnie stawiać w takiej sytuacji, bo miałam trochę
pomóc a tu wychodzi że na zastępstwo mam przyjść. Nowa ze łzami w oczach że
ona bardzo chce i strasznie mnie prosi i jak ja będę sie jutro i po jutrze
czuła. Mówię że nie wiem bo raz się czujedobrze a raz źle i nie wiem a poza
tym to nawet mowy nie ma żebym siedziała 8 godzin. Mowię im że ja owszem
dobrze sie czuję ale pod warunkiem ze jestem wyspana, biorę leki i poleguję co
2-3 godziny, przecież chyba na zwolnieniu nie musze non stop leżeć od
kroplówką? juz nie wiem
Dziś byłam u nich 4 godziny i bardzo mnie brzuch rozbolał więc mówię że sie
zbieram bo źle się czuję a resztę jej wytłumacze kiedy indziej. To szefowa z
troską w głosie że żebym szła a jak jutro nie przyjdę to Aga - nowa musi przyjść.
Jestem wściekła sama na siebie, bo już nie wiem czy skurcze nie są
dostatecznym powodem do zwolnienia i niepotrzebnei siedze na L4, czy też
szefowa cojsik przesadza? A moze jak pytaja mnie o to jak sie czuję nie
powinnam mówić "ża jak sobie poleże i biorę leki to sie czuje dobrze" tylko
mozę powinnam mówić że jestem umierająca? Ale z drugiej strony to przecież
leki są po to żeby mi sie poleprzyło.
Obserwuj wątek
    • bee1979 Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 15:06
      Nie rozumiem w ogole sytuacji, przeciez Ty i dziecko jestescie wazniejsze niz
      praca, skoro jestes na zwolnieniu to na pewno byly do tego wskazania, lekarz wie
      co robi. L4 to nie urlop!!. Absolutnie nie powinnas chodzic do pracy.Musisz byc
      asertywna. Czy wiesz,ze Twoje malenstwo urodzone w 24 tygodniu nie mialoby zbyt
      wielu szans na przezycie?. Przeciez nie chcesz, zeby cos sie stalo? Praca na
      prawde jest tylko dodatkiem do zycia, sposobem zarabiania pieniedzy, inne rzeczy
      sa na prawde wazne. Przepraszam, jesli to co napisalam troche Cie urazilo, nie
      naleze do osob, ktore na siebie chuchaja i dmuchaja, ale kiedy w 25 tygodniu
      dowiedzialam sie od lekarza ,ze przez to, ze nie daje sobie chwili wytchnienia
      moge w kazdym momencie urodzic, grzecznie poszlam na zwolnienie i teraz tylko ja
      i moja dziewczynka jestesmy wazne.
      • sylwuniaw Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 21.12.05, 10:31
        Pomijając oczywisty fakt, że ty i dziecko jesteście najważniejsi, to jak się jest na zwolnieniu to się siedzi w domu. A niechby cię Zus skontrolował to dopiero byś się tłumaczyła. Trzeba nauczyć się mówić NIE, dla siebie, dla swojej dzidzi!!!!!!
    • zolza78 Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 15:10
      a co cie obchodzi nowa? jak sama nazwa wskazuje, jest nowa i od razu urlop? na
      sprzatanie? to ona jest od zastepowania Ciebie, a nie odwrotnie. wiem, co
      piszę, bo na moje miejsce też przyjęli jakąś sierotę, totalnie niekumatą, za to
      z długimi nogami i z dużym biustem. i co chwila do mnie dzwoni, albo placze,
      zebym przyjechala (godzina drogi autobusem, niestety - warszawa). a jak nie
      odbieram komorki, bo np. spie, to od razu afera. w koncu zadzwonil do mnie
      szef, z pretensjami, ze co ja sobie wyobrazam, ze nawet mi sie komorki nie chce
      odebrac. ja mu na to, grzecznie, acz stanowczo, ze z calym szacunkiem, ale to
      nie jeste sluzbowa komorka i mam prawo jej nie odebrac. mam prawo jej nie miec.
      ja juz wiem, ze jak urodzi sie maly, zaczne szukac nowej pracy. traktuja mnie
      tu, jak zlo konieczne.
    • moreno500 Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 15:11
      prosić Cię o to, byś przyszła, aby tamta mogła sobie posprzątać, to przegięcie.
      I tak jesteś miła, że wpadasz. Nie daj się. Do kogo będziesz miała pretensje,
      jak coś się stanie? Skończyły sie czasy, gdy odpowiadałaś za samą siebie, teraz
      to juz nie chodzi o to, jak Ty się czujesz, ale jakie będzie to miało
      przełożenie na Dzidzię!!!
      • eps Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 15:18
        no własnie dziewczyny, to co piszecie to ja się ze wszystkim zgadzam.
        dochodzę do wniosku żechyba za dobra jestem. Dziś już od godzny zanim wyszłam
        bolał mnie brzuch i praktycznie ze łzami w oczach tłumaczyłam nowej co robi żle,
        ale miałam jakieś głupie poczucie obowiązku. Sam też wiedziąłam że to nie tak,
        że kosztem dzidzi chce dobrze dla całego świata. Nowa co chwila pytała dobrze
        sie czujesz? jak odpowiadałam że brzuch mnie boli to ona na to "O Boże, ale nie
        zostawiaj mnie, prosze".
        Szefowa też "jak Cie boli to idź do domu bo nie chce mieć Ciebie na sumieniu,
        podczas gdy zachwilę gada ale jutro przyjdziesz dobrze? No już siły nie mam.
        • eps Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 15:21
          czasami wydaje mi sie że powinnam zrobić tak jak inna koleżanka z pracy. Jak się
          żle poczuła w ciązy wzięła zwolnienie i więcej jej noga nie postanęła w firmie,
          aż do powrotu z macierzyńskiego. Jak wróciła to wszystkim przeszła złośc że
          zostawiła
          z dnia na dzien kuuuupppę zaległości i masę bierżacej roboty.
        • olaso3 Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 15:34
          Wiesz co, ja jestem na zwolnieniu od 5 września, z tego samego powodu: skurcze,
          fenoterol i odpoczywać jak najwięcej (akurat dzisiaj mam termin, ale niestety
          nic sie nie dzieje). Ale nie o tym chciałam. U mnie było podobnie, przynajmniej
          dwa razy dziennie telefony, pretensje, że czasem nie odbieram (bo np, śpię albo
          jestem w łazience). Dodam, że jak u ciebie, komórka prywatna, więc mam prawo nie
          odbierać. Ogólnie wielki żal, że jestem na tym zwolnieniu, jakby to było im na
          złość. Cierpliwie pomagałam, odpowiadałam na najgłupsze pytania "zastępczyni",
          mimo że dwa dni wprowadzałam ją w moje obowiązki. W końcu telefon: jak ja się
          czuję dzisiaj? Naiwinie odpowiedziałam, że nie tak źle, odpoczywam, dbam o
          siebie, to jest ok. No to w takim razie to nie będzie chyba problem, żebym
          przyszła nastepnego dnia na kilka godzin? Bo sobie nie radzą. Oczywiście,
          wściekła na siebie, poszłam. Ale poszłam też do szefów i spytałam, czy oni nie
          wiedzą o tym, że kobiety w ciąży na L4 są kontrolowane przez ZUS? I że do mnie
          też w każdej chwili mogą przyjść? I powiem wtedy, że byłam w pracy. I co? A
          gdyby kontrola z ZUSu przyszła do firmy, a ja za biurkiem? Wystarszyli się i
          nawet z telefonami mam już spokój. Spróbuj tych argumentów, u mnie pomogły. A
          poza wszystkim jeśli lekarz daje ci zwolnienie Z PRACY, to wie, co robi, co jest
          najlepsze dla ciebie i dziecka. Powodzenia, odpoczywaj i głaskaj brzuszek.
          Pozdrawiam.
    • bonnie75 Rada 20.12.05, 15:22
      A ja Ci dobrze radze, uwazaj z tym pracowaniem na L4!!! Bo jak Cie, nie daj
      Boze jakas "zyczyliwa" kolezanka podkabluje, ze jestes na zwolnieniu, a mimo to
      przychodzisz do pracy to za kontrole ZUS-owska nie recze. Jesli zaleceniem
      lekarza bylo, ze masz wypoczywac to wypoczywaj i uwazaj na siebie i dziecko a
      nie lap dwoch srok za jeden ogon. Przy calym zrozumieniu dla Twojej sytuacji w
      pracy, badz ostrozna!
      • eps Re: Rada 20.12.05, 15:27
        Ja najchętnie to wcale bym nie chodziła, ale jakos mi jest żal że zostawiłam je
        z masą pracy po koniec roku. Nie tyle chodzę do pracy ale zeby przekazać nowej
        obowiązki - chociaż moze nie dostrzegam że moze to to samo??
        • bonnie75 eps 20.12.05, 15:36
          Rozumiem Cie doskonale i podziwiam, ze mimo skurczy jestes lojalna i oddana
          pracownica i mowie to naprawde bez cienia zlosliwosci. Ale badz chociaz teraz
          odrobine egoistka i olej ten szczyt bezczelnosci w postaci blagania nowej o
          urlop na sprzatanie! Ja bym nie wytrzymala!!!! Wrrrrr uncertain
    • mrrkot Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 15:26
      mam podobną sytuacje- mam zwolnienie i cały czas jeszcze troszke popracowuję.
      Ja na szczęście siedze w domu i moge pracowac przy kompie przez internet, ale
      to i tak czasami mnie wkurza, bo załatwiam sprawy które normalnie chodząc do
      pracy bym załatwiała. Może nie mam problemów ze skurczami tak jak Ty i nie mam
      przykazu leżenia, ale mimo wszystko mnie to czasami denerwuje. To jest nasza
      dobra wola, że chcemy jeszcze pomóc, więc nie należy tego nadużywać..
      zwłaszcza, że to chodzi o zdrowie nasze i dzieci.a pomysl żebyś przyszła do
      pracy przed świętami, bo nowa chce wziąć urlop... sorry to jakies przegięcie.
      Ja pomijam w ogóle fakt,że gdybym była nowa w pracy to nie pomyślałabym o
      urlopie po kilku tygodniach, ale że prosi Ciebie zebyś ja zastapiła to naprawdę
      jest nie w porządku.... Grzecznie odmówsmilesmile i nie miej wyrzutów sumienia- Wy
      jesteście ważniejsi od sprzątania...- miała na to przecież dużo czasusmile
    • leni_wa Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 15:46
      Spoko, ja jestem na L4 od wrzesnia, bo moj lekarz stuka sie w czolo jak mowie,ze
      moze bym do pracy poszalasmile. W listopadzie poszlam, zignorowalam lekarza.
      Tyralam tam jak osiol przez 3tyg. W pon 2tyg. temu okazalo sie, ze musze brac
      Fenoterol i polegiwac oraz sie oszczedzac. Dzwonie wiec do mojej szefowej i
      mowie jak wyglada sytuacja, a ona mi na to : "no, ale na zebranie w srode
      przyjdziesz?". No to ja, jeszcze raz, cierliwie aczkolwiek juz prawie bezsilna
      powtarzam to, co powiedzialam wczesniej, a ona :"No wiesz, ale nie mozesz
      mieszac zycie prywatnego z praca". No i tu mi argummentow zabraklo. Od tamtego
      czasu mam na nia olew. Jeszcze wczoraj w nocy "odbijalysmy pileczki" smsowo.
      Przez to pol nocy nie spalam. (to chyba znaczy, ze az takiej olewki nie mamsmile
      Ale przestalam obchodzic sie z nia jak ze smierdzacym jajem. Nic nie poradze na
      to, ze ona czuje sie oszukana i takie tam. Moje dziecko jest wazneijsze od
      jakiejs glupiej francy!

      Doskonale rozumiem co czujesz, wiesz "ciaza to nie choroba" nikogo nie obchodzi
      czy urodzisz teraz, czy za miesiac. Praca to misja! :\

      Pozdrowienia!!!!!
    • kingaolsz Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 16:01
      Powiedz, ze bardzo sie zle czulas i poszlas do lekarza, zeby sprawdzic i
      powiedzial, ze nie jest najlepiej i nie masz sie w ogole ruszac z domu pod
      zadnym pozorem. Przy kazdym telefonie od nich stekaj jak to sie zle czujesz i
      tyle. Nowa musi sobie poradzic, juz z reszta powinna zaczaic o co chodzi, a
      Tobie nikt nie bedzie pomagal jak urodzisz wczesniaka.
      Narzekaj, narzekaj i zarzekaj sie, ze masz zakaz wstawania od lekarza i tyle.

      Powodzenia.

      Kinga
    • palomkaa Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 16:03
      z calym szacunkiem dla Ciebie-rob to co Ci karze lekarz a nie szfowa. Praca
      owszem jest wazna ale jak nie ta to inna, a co bedzie jak dziecku sie cos
      stanie? Pomysl o tym, czy wybaczylabys sobie swoja uleglosc gdyby tfu tfu cos
      stalo sie dziecku. To twoja pierwsza praca? Ja w pierwszej pracy tez taka
      bylam, ze ulegalam kazdemu kto mnie o cos prosil, rezultat byl taki, ze kazde
      swieta czy dni miedzy swietami np. 2 maja pracowalam bo inni tez mieli jakies
      plany a moje sie nie liczyly. I co? Nikt tego pozniej nie pamietal. W kolejnej
      pracy zastosowalam technike troche egoistyczna tzn,. asertywnosc ponad stan i w
      rezutlacie mialam wolna wigilie, wolny 2 maja a jak mnie szefowa prosila zebym
      przyszla bo jest duzo pracy to grzecznie odmowilam ze ja tez mam swoje plany i
      co he he.. tego tez nikt pozniej nie pamietalwink
      takich przypadkow ze dziewczyna pracowala w ciazy niemalze do dnia porodu,
      miala po powrocie z macierzynskiego obiecne stanowisko a potem ja zwalniali
      osobiscie znam 3. i wyciagnelam z tego taki wniosek ze to jak postapisz to i
      tak nikt tego pozniej nie bedzie pamietal.. tylko gorzej dla ciebie jak
      bedziesz ryzykowac zdrowiem a potem sie okaze ze i tak nikt na to nie patrzy,
      ze przychodzilas w takim stanie do pracy.
      oczywiscie sa firmy inne, ktore sa bardzo elastyczne w stosunku do mlodych mam,
      ale to jest baaardzo, baaardzo sporadyczne. swoja droga to ja osoboscie nie mam
      zadnej znajomej, ktora by byla zadowolona z traktowania w pracy podczas ciazy,
      a niezadowolone znam i owszem.
      ja tam siedze na l4 od 5 miesiaca i gdybym drugi raz miala zadecydowac
      postapilabym dokladnie tak samo.
      zycze Ci stanowczosci i pamiataj ze zdrowie jest JEDNO a prace choc trudno dzis
      znalezc to w koncu mozna. pozdrawiamwink
    • llilly Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 17:33
      Epsiku kochany jesteś bardzo szlachetna i dobra, ale naprawdę musisz przestać
      dawać się wykorzystywać.Ja jestem na L4 czwarty tydzień i do niedawna miałam
      podobne dylematy, mam 2 współpracowników w wieku przedemerytalnym i przed ciażą
      spadała na mnie najcięższa robota z którą musiałam dawać sobie radę bez
      doświadczenia, nikt nie miał czasu mi pomóc, zostawałam po godzinach bo
      oni "przecież z racji wieku byli bardziej zmęczeni" a pensję biorą 5 razy taką
      jak moja.Początkowo na L4 miałam straszną depresję, że jestem niewdzięczna
      itp., a oni tacy biedni.Dopiero maż mnie posadził w fotelu, wziął za rękę i
      powiedział, że nie mogę pracować ze wskazań medycznych, poza tym on nigdy nie
      dopuści do tego żeby przez pracę ucierpiało nasze pierwsze, wyczekane maleństwo
      i w końcu zrozumiałam.Pamiętaj Eps-nikt nie doceni naszych łez i
      poświęcenia.Dbaj o dziecko i siebie i nie daj się wykorzystywać.Ściskam Cię
      mocno.
      • jeasie Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 17:49
        No dokladnie! Jak tam bedziesz to udaj ze bardzo zle sie czujesz...albo ze
        skurczy dostajesz- jak sie przestrasza to sami moze zrozumieja. Albo po prostu
        jak beda Cie prosic to powiedz: Zrobilam tyle ile moglam, nie bede poswiecac
        dziecka dla mojej pracy. Powiedz ze gin kazal Ci wybrac- albo praca albo
        dziecko (mi tak powiedzial, p-rzekazalm to w pracy i MUSZA TO ZAAKCEPTOWAC).
        Myslisz Slonko, ze Cie ktos bedzie zalowal??? Niestety... Wiec twardo zloz im
        zyczenia i spadaj do domku lezec:0 pozdrawiam i odwagi zycze!!!smile
    • visenna2 ja bym nie przyszła 20.12.05, 18:25
      Uważaj, żeby Cię ktoś do ZUSu nie podkablował, że się pojawiasz w pracy.
      Kontrola murowanasmile
      Jak mnie chcieli wezwać do pracy bo coś im nie szło, to przez telefon
      powiedziałam stanowczo że jakoś mało mnie to interesuje, ja jestem na
      chorobowym co oznacza, że jestem niezdolna do pracy. Krótko mówiąc wysłałam ich
      na drzewosmile Udzielałam tylko porad przez telefon i jakoś im poszło, dali sobie
      radę. Bez przesady, nie ma ludzi niezastąpionychsmile
    • eps Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 20:11
      To chyba rano wyślę sms że nie przyjdę bo żle się czuję.
      Wiecie ja to chyba jakaś pokręcona jestem bo mając L4 i nie chodząc od czasu do
      czasu do pracy, uważam ze jak mnie ktoś z firmy zobaczy np. na spacerze z psem,
      w sklepie po bułeczkę to od razu wszyscy pomyślą że wyłudzam zwolnienie a
      zdrowa jak ryba.
      Wiem co gadali jak kiedys koleżankę z innego działu, która też była na
      zwolnieniu, moja szefowa zobaczyła na bazarze z siatką jabłek. Normalnie w
      całej firmie wrzało ze schorowana a po bazarze biega i zakupy robi.
    • ares1976 Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 21:57
      Witaj!
      Musisz przestawić się psychicznie - wiem że to nie będzie łatwe, ale musisz się
      nauczyć mówić "nie"! Argumenty masz twarde i logiczne:
      1)Chcą żebys przyszła do pracy na L4? - to niemożliwe bo ZUS w każdej chwili
      może Cię skontrolować i co wtedy powiesz? Przecież zakład pracy Cię nie
      usprawiedliwi!
      2)L4 to nie Twoje "widzimisię" tylko zalecenie od lekarza - przestańw związku z
      tym przejmować się szefową skoro taka z niej koszmarna baba!!! - gdyby była
      ok,to nawet nie pozwoliłaby Ci chodzić do pracy w takim stanie zdrowia i
      na L4!
      3)Powstaje pytanie czy jest sens wiązać się z tą pracą na dłużej - nie szanują
      Cię w ciąży, to nigdy nie będą Cię tam szanować! Nie masz żadnej gwarancji że
      po macierzyńskim Ci nie podziękują - a tymczasem poświęcasz dla nich zdrowie
      dziecka i swoje??? - to bez sensu!
      4)Ta NOWA w pracy-jest bezczelna i na Twoim miejscu na taką jej prośbę żebyś za
      nią przyszła,popukałabym się w czoło i spytała czy przypadkiem nie spadła z
      księżyca, poza tym wkurzyłabym sie na nią nieźle!!! Dziwię się że tak spokojnie
      reagujesz.
      5)POrad dla współpracowników możesz udzielać WYŁĄCZNIE telefonicznie i jasno
      wytłumacz to szefowej - jeśli jej się nie spodoba - TRUDNO! - to już nie Twój
      problem!!!
      6)Zacznij być egoistką dla własnego dobra - tzn. inni Cię nie szanują,więc
      zacznij szanować samą siebie! Niech przestanie Cię interesować co pomyśli
      szefowa - Twoje zdrowie i dziecko przecież ją wogóle nie interesuje, uświadom
      to sobie wreszcie!!!
      7)Naucz się odmawiać i mówić "nie" - inaczej inni będą Cię wciąż wykorzystywać.
      Spróbuj, to za pierszym razem niełatwe ale potem sama się zdziwisz jakie to
      proste!
      GŁOWA DO GÓRY I DO DZIEŁA!!!
      Podsumowanie
    • ares1976 Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 20.12.05, 22:07
      I JESZCZE JEDNO - przestań się przejmować co inni o Tobie pomyślą, jesteś panią
      własnego losu i życia, Ty sama decydujesz! Twoim życiem nie może rządzić
      szefowa czy koleżanka z pracy! Pamiętaj, pracę zawsze można zmienić na inną -
      ja na Twoim miejscu do takiej szefowej bym nie wracała, gdyby mnie tak
      traktowali- poszłabym na L4 do konca ciąży,a po macierzyńskim lub ewentualnie
      wychowawczym poszłabym do innej pracy.

      POZDROWIONKA!!!
      • eps Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 21.12.05, 09:53
        Dzięki dziewczyny za wsparcie!!!
        W końcu troche dorarło do mnie. Spróbuje przestać myśleć jak nawiedzony
        pracownik ale jak matka - kórą niedługo bede smile
        Pozdrawiam Was wzystkie cieplutko
        • mamad1 Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 21.12.05, 10:26
          To ja jeszcze dodam, że kilkakrotnie obserwowałam sytuacje , w których
          dziewczyny w ciąży przychodziły,pomagały, poprawiały, albo pracowały prawieże
          do samego porodu i uwierz mi nigdzie nie były za to docenione. Kiedy znikały z
          pola widzenia zapominano o ich "poświęceniu". Później "zaliczone" to jest do
          wypełnionych OBOWIĄZKÓW.
          Może to trochę gorzkie co pisze, ale takie są moje obserwacje. Być może u
          ciebie będzie inaczej.
          Weź przykład z koleżanki, która zostawiła wszystko. Pracodawca mając pracownicę
          w ciąży powinien liczyć się z tym, że z dnia na dzień możesz nie przyjść do
          pracy. Ja jeszcze pracuję, ale na moją prośbę zatrudniono już dziewczynę która
          się przy mnie się uczy i przekazuje jej obowiązki. Ale sama musiałam ich
          oświecić (uświadomiłam ich, że może przyjść taki dzień, że nie będę mogła
          przyjść i już).
          Powodzenia w postanowieniach. A nowa niech sprząta wieczorami (chyba nie ma 500
          metrowej rezydencji).
    • grossia Re: No to sie wpakowałam. Dylematy na L4 21.12.05, 10:06
      Ale sie wpakowałaś. Jedynym wyjściem jest stanowcze stwierdzenie, że jesteś na
      zwolnieniu i możesz czasem pomóc ale non stop pomagać. O nic się nie obwiniaj i
      nie pozwalaj by inni jeździli Ci po głowie.
      Aż się zdenerwowałam, jak to ludzie umieją odpłacić za dobre serce.
      • mruwa9 nie przeczytalam wszystkich odpowiedzi 21.12.05, 10:25
        wiec byc moze powtarzam za kims, ale albo jestes zdolna do pracy, wowczas nie
        ma mowy o zwolnieniu i chodzisz do pracy, jak zawsze, albo masz L-4 i jestes
        niezdolna, tzn. masz wrecz zakaz chodzenia do pracy. W przeciwnym razie mozna
        uznac, ze L-4 jest nieuzasadnione (skoro jednak mozesz pracowac?). Wypiac sie
        na szefowa oznacza, ze mozesz zostac zwoniona po macierzynskim, jako osoba, na
        ktorej nie mozna polegac. Ale jesli dasz sie wykorzystywac i bedziesz
        przychodzic dalej do pracy, to narazasz sie na potencjalne klopoty ze strony
        ZUS, PIP, ale rownie dobrze szefowej, ktora moze uznac, ze w takim ukladzie
        Twole L-4 jest lewe. Czyli- tak zle, tak niedobrze.. Chyba jednak warto byc
        czasem egoistka i nie dac sie juz wykorzystywac, bo twoja obecna obowiazkowosc
        paradoksalnie moze obrocic sie przeciwko Tobie. Przy kolejnej prosbie mozesz
        uprzejmie, acz stanowczo, powiedziec, ze czujesz sie gorzej i lekarz zakazal Ci
        takich eskapad (np. mozesz wyjsc do kiosku po bulki i gazete, wsparta na
        ramieniu meza, nigdzie dalej). Pocwicz troche asertywnosc, przyda sie.
        • joxanna Re: nie przeczytalam wszystkich odpowiedzi 21.12.05, 11:07
          Stosunki w firmie są czysto biznesowe, fajnie, jeśli firma jest tak
          zorganizowana, że można też myślec o jakichś emocjach, np prostej lojalności.
          Problem wtedy, kiedy Ty jesteś lojalna, a Twoja firma niekoniecznie jest lojalna
          wobec Ciebie. A tak jest pewnie w tym przypadku. Skoro firma nie jest w stanie
          zaakceptować twoich praw (praw 'prawnych', a nie widzimisię), to nie ma powodu
          przypuszczać, że nagle będzie w stanie je zaakceptować po porodzie. Nie masz
          żadnego powodu przypuszczać, że potem firma coś Ci da za darmo, albo nawet coś,
          co się Tobie należy. Jeśli dziewczyna się w końcu przyuczy, to możesz usłyszeć,
          że nie ma dla Ciebie miejsca - i że nie czas na sentymenty. Chyba lepiej, żebyś
          sama wyzbyła się sentymentów już teraz. Zwłaszcza, że wykazałaś mnóstwo dobrej
          woli oferując pomoc, dopóki nowa się nie nauczy.

          Ale wiem - problem, jak to wyegzekwować... Może poproś nową ze łzami w oczach o
          kilka dni wolnego, bo Twoje dziecko jest zagrożone?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka