tak sobie pomyslalam,
ze z tego forum wynika, ze statystyczna ciezarowa zamiast sie cieszyc ciaza,
to chodzi jak struta i ciagle mysli, co by tu moglo zaszkodzic dzidzi.
tak wiec stresuje sie tym, co moze zaszkodzic a potem popelnia watki, czy
stres nie zaszkodzi mojej dzidzi, o ciazy informuje najblizyszch dopiero po
ukonczeniu magicznego 12 tygodnia (bo przeciez moze poronic), przed zajsciem
w coiaze robi codziennie pomiary w pochwie i zaklada nawet specjalna strone i
wysyla wszystkim forumowiczka wykresy, zeby mogly podziwiac,
gdy jej sie nie daj Boze zdarzy kichnac/ parsknac/ kaszlnac zastanawia sie,
czy to nie zaszkodzi mojej dzidzi?
ciezarowka nie ma geby i zapomina poprosic o zwolnienie miejsca w autobusie
zamiast tego woli stac z wyniosla mina obrazona, ze przeciez miejsce jej sie
nalezy a nikt jej nie ustapil!!!
ciezarooooofa jak przytyja przepisowy 1 kg. to jest szczesliwa,
ale gdy nie daj Boze zdarzy jej sie przytyc 100 gram wiecej, to popelnia
waciki zmartwiona, ze jej dzidzi moze stac sie krzywda (cicho Maryska nie kop
matki!!!), bo przeciez za duzo przytyla!
no!
a juz najgorzej, jak ciezarka nie ma linii Nigra - normalnie najgorzej na
swiecie.
Gdy ciezarooowa ma pierwsze objawy zblizajacego sie porodu,
wlacza kompa i popelnia wacik: czy to juz?
jak mi sie cos przypomnni, to dopisze