Chyba po raz pierwszy szukam tutaj możliwości wyżalenia się i pocieszenia...

Dziś byłam na USG (ostatni dzień 31 tygodnia). Jak do tej pory Mała była
ułożona zawsze główką w dół, już od 16 tygodnia. Tak też było jeszcze 2
tygodnie temu, jak byłam na rutynowej wizycie u mojej gin. A dziś okazało się,
że odwróciła się główką w górę. Już wczoraj wieczorem czułam, że chce mi
zrobić jakiś numer, bo strasznie zaczęła się rozpychać, wiercić, kopać i
wypychać pupę. Ale do głowy mi nie przyszło, że zechce się odwrócić "do dołu
nogami"

Oczywiście naczytałam się, że ok. 32 tygodnia wiekszość dzieci
przybiera pozycję "poprawną" - główką w dół... a moja Córa chyba chce pokazać
swoją niezależność i charakterek odziedziczony po mamusi... Lekarz robiący USG
w prawdzie powiedział,że Mała ma jeszcze 5 tygodni na odwrócenie, ale czy to
się może zdarzyć, skoro tak długo wolała leżeć główką w dół? Tak mi zależało,
żeby rodzić naturalnie.. Myślicie, że odwidzi jej się jeszcze? A może są
jakieś sposoby, żeby ją lekko zmusić do odwrotu? W czwartek idę na zajęcia
szkoły rodzenia, zobaczymy co powiedzą położne, ale jeśli mogę coś zrobić już
teraz - poradźcie. Może to się komuś wydawać dziwne, bo niektóre dziewczyny
wolą cesarkę, ale ja jakoś odczuwam dziwny strach nie przed porodem
naturalnym, ale właśnie przed operacją i tym, ze nie będę mogła od razu w
pełni zająć się tym kochanym, złośliwym Urwipołciem...