relaxo1981
07.05.08, 12:24
nie miałam wyboru ...trafiłam do szpitala. Wczoraj o 18ej dostałam takich
koszmarnych bóli,że myślałam,ze zejdę. A poprzedni poród uważam za mało
bolesny(to tak dla porównania skali bólu).
Mąż odwiózł mnie do lekarza, do gabinetu. Zbadał mnie i powiedział,że zastrzyk
zaczął działać i zaczyna sie poronienie. I jeszcze,że jakbym przyszła do niego
wcześniej to wysterylizowałby narzędzia i zrobił zabieg a tak..dał mi coś
rozkurczowego i wysłał do szpitala. sama nie wiem jak tam trafiłam bo ból był
okropny(chodziłam po ścianach) i wypływały ze mnie ogromne ilości krwi ze
skrzepami...
Potem szybko trafiłam na oddział.Wezwali anestezjologa i potem to już nic nie
pamiętam.
Jak się dzisiaj rano obudziłam to pamiętałam tylko,że po tym jak przyszedł
anestezjologi i podłączyli mi kroplówkę zaczęło mi się kręcić w głowie...
Byłam nawet chwilę przekonana,zę zabieg będzie dopiero rano,bo pytali mnie co
jadłam i kiedy...a ja przed tym jak dostałam tych skurczy zjadłam duża dawkę
lodów i myślałam,ze nie będą mnie chcieli znieczulać.
Podali mi jeszcze immunoglobulię bo okazało się,że był konflikt rh i wypisali
do domu.
Siedzę tu sama...
mąż ..tylko przyszedł wczoraj przynieść moje dokumenty..dzisiaj pojechał do
pracy...nawet go nie widziałam..
Jakoś strasznie mi źle...
nie umiem tego inaczej nazwać. Niby pogodziłam się z faktem ,ze nie dało się
nic zrobić ale ciężko ...
Cieszę się,ze zabieg robiła bardzo miła pani doktor. Przyszła dzisiaj ze mną
porozmawiać, pocieszyć...więc koniec końców może ten nasz szpital tyko z
opowiadań taki straszny?
Teraz zostaje mi tylko czekać tydzien na kontrolę i dalsze decyzje.
Dzięki że jesteście ze mna...