veri26
24.09.08, 11:24
Proszę poradzcie co mam o tym sądzić.
Jestem na początku 34 tc (to moja druga ciąza bo mam juz w domu 3 latka). Do mniej wiecej 28 tc wszystko bylo ok zadnych wiekszych dolegliwosci. Od tego czasu przynajmniej raz w tygodniu mam tzw akcje skurczową tzn skurcze co pare minut (czasami bardzo silne polączone z bolem kregoslupa) . Juz kilka razy bylam nadprogramowo u lekarza ktory stwierdza ze nic sie nie dzieje , szyjka zamknieta z dzieckiem wszystko ok i mowi ze to prawdopodobnie nadwrażliwośc macicy. Wczoraj dostalam takich boli i skurczow ze znow pojechalam do szpitala na badanie.Nie moglam juz chodzić, czulam taki ucisk w dole brzucha ze ledwo sie poruszalam a do toalety na "siku" biegalam co 10 minut.Po badaniach znowu uslyszalam ze wszystko ok szyjka zamknieta, dluga. Lekarz zauwazyl jednak ze macice mam napietą. Dostalam wiec zastrzyk z nospa. Zrobil mi ktg. W ciagu 15 minut ktg naliczylam 4 skurcze macicy ktore na wykresie wogole nie wychodza. Dodam ze zazywam fenoterol i no spe.
Nie wiem co o tym wszystkim myslec. Skad w takim razie te skurcze i bole skoro nic sie nie dzieje zlego (naszczescie oczywiscie). Martwie sie czy dotrwam do terminu.
Prosze napiszcie czy ktoras z was miala taka sytuacje?
Pozdrawiam