29tc właśnie byliśmy na USG, bo płeć piękna stwierdziła jakby mała było nisko.
Mniejsza o większość, w każdym razie pani doktor stwierdziła, że żona ma
bardzo drobną szyjkę macicy (coś koło 3 cm i jest leciutkie rozwarcie <- ale
tego nie jestem pewny, bo może źle usłyszałem). Jeśli miałaby 2,5 cm -
wypisałaby skierowanie do szpitala a tak "poczekajmy 2 tygodnie zobaczymy co
będzie, na razie niech żona leży i nie dźwiga"
Zastanawiam się jak bardzo poważna to jest sytuacja. Podobno z Bobikiem
(raczej Bobikową

) wszystko w porządku i to nas cieszy najbardziej. Jak
rozumiem - jeśli nie będzie się polepszać, to są jakieś sposoby (bardziej lub
mniej naturalne) "na dociągnięcie" do terminu porodu. Dobrze rozumiem czy nie?
To pierwsze pytanie, a drugie: dużo z Was tak ma i jak często kończy to się
pomyślnym rozwiązaniem?