Dodaj do ulubionych

chciała bym wiedziec całą prawde o waszych porodac

11.12.03, 09:44
czytalam post o tym zeby nie pisac strasznych rzeczach z przebiegu porodu, ja
z cala tego swiadomoscia chciala bym uslyszec wlasnie prawde, niezaleznie od
tego jaka bedzie!!! lepiej przygotowac sie do tego co nas moze spotkac tak
mysle i czego sie wystrzegac!
pozdrawiam serdecznie papa
Obserwuj wątek
    • elasz4 Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 09:48
      Ja już wielokrotnie pisałam na temat swojego porodu. Bo był ciężki, rodziłam
      naturalnie przez 13 godzin a i tak musiało się to skończyć cc i dla mnie to
      było jak wybawienie.
    • new5 Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 10:13
      czec,ja mialam 2 codowne porody,prawie bezbolesne.jeden 12 lat temu a ostatni 3
      mies temu.milo je wspominam i moglabym rodzic wciaz-codowne przezycie.pozdrawiam
      • sanika Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 10:52
        Cześć, zanim urodziłam naczytałam się wielu artykułów na temat jak długi i
        ciężki może być pierwszy poród. Nie mówię,że odbyło sie bezboleśnie ale
        wyobrażałam sobie wszytsko jakoś 10- krotnie gorzej. W pierwszej fazie było mi
        tak wesoło ,że śmiałam się nie mało,w drugiej fazie nie było mi do śmiechu (7-
        10 cm rozwarcia)bo była to najbardziej bolesna część całego porodu, sporo też
        wóaczas wymiotowałam, ale nie jest to bół którego nie idzie wytrzymać, ostatnia
        faza trwała niecałe 20 minut...a cały poród nieco ponad 4.
    • mama_wiktora Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 11:57
      Ja opiszę na gg, po co ktoś ma się stresowaćsmile
    • allanya Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 12:22
      Ja tez nasluchalam sie w ciazy jak to jest strasznie..siostra rodzila 16 godzin,
      kolezanka jeszcze dluzej, jedna modlila sie o cesarke, inna po cesarce chodzic
      nie mogla miesiac tak ja wszystko bolalo....a ze strasznie wrazliwa jestem na
      krew- mialam juz wizje mojego porodu, ze uciekam im stamtad i juzsmile
      Poniewaz mialam nadcisnienie i bralam leki na jego obnizenie - dwa razy
      ladowalam na Oddziale Patologii ciazy - raz w 4miesiacu a drugi na 3 tygodnie
      przed terminem porodu.No i tak sobie lezalam czekajac az dzidzia zechce wyruszyc
      w Wielka Podroz na ten swiat.Bylam spokojna bo lekarz mowil ze bedzie cesarskie
      ciecie-a bardzo sie balam porodu.
      Pewnej nocy polozna zmierzyla mi cisnienie - bylo tak wysokie ze od razu
      skierowala mnie na "porodowke" n aobserwacje bo nie wiedziala co sie dzieje. A
      tam....okazalo sie ze pol porodu mam juz za soba bo jest juz duze
      rozwarcie.Podlaczyli mnie pod aparat KTG do mierzenia tetna dzidziusia i tak
      sobie lezalam.Bolalo troche - ale w porownaniu z tym czego oczekiwalam - to
      mozna powiedziec ze prawie wcale.
      Ostatni etap porodu trwal 10 minut- kilka parc i Magdusia byla juz na swiecie.
      Twierdze ze skoro ja przezylam - to kazda kobietka przezyje jesli taka panikara
      jak ja przez to przeszla. A ze nie bylo wcale tak strasznie jak opowiadali - to
      jeszcze lepiej.
      Pozdrawiam wszystkie przyszle Mamusie.
    • allanya Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 12:27
      zapomnialam dodac powyzej ze porod odbyl sie w sposob naturalny i bardzo sie
      ciesze ze nie byla to jednak cesarka - mozliwosc komplikacji i czas dojscia do
      siebie po takim porodzie jest o wiele dluzszy."Cesarka" to w koncu operacja.
      • kasik8 Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 14:47
        Witam
        Opisze Ci moja historie, gdzy sama walczylam o prawo wypowiedzi w tej sprawie.
        Nie chcialabym jednak, by czytaly ten post osoby, ktore nie chca sie zle
        nakrecac, choc i tak sadze, ze sa kobiety, ktore mocniej i bardziej cierpiac
        przezyly swoj porod niz ja. Napisze Ci tyle ile pamietam a bylo to 8 lat
        temu...jesli pamietam i te zle chwile to znaczy ze jest w tym doza prawdy
        pomimo zatarcia czasowego.
        Chcialam zaczac od tego, ze wtedy chodzilam na szkole rodzenia (a byla to
        jeszcze zadkosc w tamtym czasie)..bylam wiec doskonale pod wzgledem
        oddychania, przygotowania psychicznego nastawiona. Na porod pojechalam
        sama..maluchem hihi bo zaczelam plamic. Rodzilam tez sama z wlasnego
        wybory..najpierw sama chcialam zobaczyc co to jest i jak to wyglada.
        Mialam polozna..nie oplacona, ale z rodziny dlatego smiem przypuszczac, ze
        traktowala mnie nawet lepiej niz "za pieniadze". Na poczatku porodu moglam
        troche chodzic, ale to byl krotki okres. Potem musialam juz lezec i to do
        konca. Moze tak bylo IM wygodniej. Bylam sama w jednym z betonowych boksow i
        byla prawie noc.Jak przyjechalam bylo ok. 19tej...i listopad.
        Jak juz lezalam to dostalam leki na wywolanie skurczow..moze sprawa posowala
        sie za wolno? Potem dostalam leki na uregulowanie skurczow, bo byly "kazdy
        sobie"...Potem pamietam jak przyszedl lekarz po raz pierwszy i przebil mi
        pecherz plodowy. To troche bolalo..mialam zalozony cewnik...nie mialam
        robionej lewatywy(nikt o nia nie pytal ani jej nie wymagal). Bylam podlaczona
        do KTG i do kroplowki z oksytocyna. Bylam bardzo zmeczona(gdyz wszystko
        ciagnelo juz sie ktoras godzine) i spytalam poloznej czy moge
        zasnac..powiedziala , ze moge, gdyz skurcze same mnie wybudza. Stalo sie
        jednak tak, ze akcja porodowa sie zatrzymala. Dostalam wiec leki na wywolanie
        porodu..potem dolargan...potem wymiotowalam, potem podali mi tlen..potem tylko
        juz mnie bolalo...ale sprawa szla naprzod...Lekarz swierdzil, ze nie ma co
        czekac..trzeba szykowac sale na CC...i nagle zaczelam rodzic..cos co trwalo
        tyle godzin ..zaczelo sie rozwijac i skonczylo sie w ciagu pol godziny. Jak
        otworzylam oczy przy ktoryms skurczu..zamiast jednej pani poloznej, ktora
        siedziala ze mna przez caly porod...byla cala masa studentow (pili kawke przy
        parapecie i dyskutowali o jakims filmie..byli rozbawieni..jakos wyraznie to
        pamietamsmile) i lekarze...tym razem kilku..chyba byl tez jakis pediatra..dziwnie
        to wygladalo..nawet jak dla mnie..za duzo bylo tych ludzi wokol mnie. Kiedy
        urodzilam moja coreczke..ktos klepal ja by zaplakala (to jednak sie nie stalo.
        Nic nie widzialam..wszystko odbywalo sie miedzy moimi nogami. Szybko odcieli
        pepowine i zabrali ja!...nikt mi nic nie powiedzial..zabrali sie za
        mnie..czekali az urodze lozysko..potem zszyli. Na moje pytanie co sie stalo?
        mowili ze wszystko jest w porzadku. Potem trzeba bylo lezec przez dwie godziny
        (to chyba po to by sprawdzic czy nie dostaje sie krwotoku po
        porodzie)...rozmawiala wtedy ze mna mloda polozna jak sie pozniej okazalo mama
        3 miesiecznej dziewczynki...powiedziala ze musieli reanimowac moja corke, bo
        nie oddychala. Powiedziala mi to jakby w sekrecie..uprosilam ja jeszcze by mi
        ja pokazala..podwiozla mnie lozkiem - odwozac juz po tych dwoch godzinach do
        sali dla matek po porodzie- pod salke dla dzieci w inkubatorkach. Pamietam jak
        powiedziala, ze niezle jej sie za to oberwie..bo powinna mnie odwiesc do
        sali..a jak upadne to mnie chyba dobije hehe (to byl z jej strony oczywiscie
        zart)..ale wstalam i poszlam...na ugietych nogach...i lezala tam taka mala
        perelka..wymeczona z jakimis wenflonami..aparatura..jeden miala nawet wbity w
        jakas zyle w glowie...
        Nie spalam juz tego dnia wogle. Rano zadna mama sie do mnie nie
        odzywala..przypuszczam, ze baly sie zapytac, gdyz nie mialam przy sobie
        dziecka. Z moja corka trzeba bylo czekac..tylko tyle uslyszalam..ze czas
        dziala na jej korzysc. W dwa dni pozniej miala robione USG mozgu..czy nie
        dotlenienie nie spowodowalo uszkodzen. To bylo ciezkie oczekiwanie. Wiecej
        wiedziala moja mama niz ja...woleli mi nic nie mowic. Liste lekow sama sobie
        przepisalam ktorejs nocy z karty dziecka..gdyz mowili do mnie jezykiem
        medycznym i nic z tego nie rozumialam. Spisane leki podalam mojej
        cioci ..poloznej z innego szpitala..wszystkie byly konieczne..ale wyjasnila mi
        chociaz co bylo na co z tych lekow. Na szczescie wszystko skonczylo sie
        dobrze..mala szybko doszla do siebie, byla silna i to ja uratowalo..tak mowily
        poloze czy lekarki ktore sie nia opiekowaly. Po czasie sie dopiero
        dowiedzialam ze bezdech wywolal Dolargan podany na 30 min przed porodem.
        Kiedy probowalam cokolwiek powiedziec, ze traktowanie mnie jako matki wc taki
        zlewajacy sposob i pozostawianie mnie w nieswiadomosci bylo niezgodne z
        prawem. Powiedziano mi ..ze wszystko mi mowili..np. zabieraja dziecko na sali
        porodowej, tylko nic nie pamietam bo bylam w szoku!!!...poczulam sie wtedy
        strasznie. Probowali ze mnie zrobic wariatke..zatuszowac wlasne bledy. Nigdy w
        zyciu i to pewnie potwierdzi kazda matka, ktora przezyla chwile leku o dziecko
        nie czulam sie bardziej przytomna i jasna umyslu niz wtedy!
        Tak czy siak...teraz jestem w drugiej ciazy..panicznie boje sie porodu..nie
        ufam lekarzom...a z drugiej strony wiem ze moze byc innaczej..wiem, ze wiele
        sie nauczylam, na wiele sobie nie pozwole..
        miotam sie coraz bardziej jak sobie pomoc a widze nadchodzace dni wielkimi
        krokami. I mam nadzieje ze to tylko moj strach z poprzeniego porodu. I wierze
        z calych sil, ze tak nie musi byc teraz...zreszta nie mam innego wyjscia. Jak
        mowi moja babcia JAK WLAZLO MUSI WYJSC!
        Pozdrawiam Kasik
        • natalia433 Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 15:10
          jeśli chcesz znać prawdę o miom porodzie to napisze Ci że ból był nie do
          zniesienia i w życiu takiego bólu nie czułam,szczególnie ostatnie 3 godziny
          porodu(rodziłam 10 godzin) rodząc powiedziałam mężowi że nigdy więcej nie dam
          się namówić na dziecko. Dla mnie straszny był moment kiedy parłam i kiedy mój
          synek przeciskał się przez kanał rodny(myślałam że mnie rozerwie)Słyszałam też
          wiele razy że cięcie nie boli a mnie właśnie strasznie bolało. Mam nadzieje że
          Cię nie zniechęciłam, dodam natomiast że moment kiedy widzisz swoje dziecko po
          raz pierwszy jest najpiękniejszym przeżyciem i dla synka mogłabym chodzić
          rodzić codziennie, oczywiście teraz już zapominam jakie to było straszne i
          napewno zdecyduje się jeszcze na drugie dziecko.

          pozdrawiam!!!
          • elasz4 Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 15:21
            Pomy?lałam, że jednak napiszę, bo skoro chcesz wiedzieć jak to jest to dlaczego
            nie.
            I na wstępie chcę prosić aby przeczytały ten post tylko osoby, które chcš o
            słyszeć o bólu a nie wszystkie, które uważajš, że nie ma co opisywać swojego
            porodu bo jest tam tylko pół prawdy i każda która miała ciężki poród to
            przesadza.

            Muszę tylko nadmienić parę rzeczy żeby? była ?wiadoma. To moje pierwsze
            dziecko, chciałam rodzić w sposób naturalny bo skoro nie było żadnych
            komplikacji to czemu nie spróbować. Nie miałam opłaconego lekarza ani położnej.

            No a teraz zacznijmy od poczštku.
            Rodziłam 6 dni po wyznaczonym terminie, bo mojemu synkowi nie spieszyło się na
            ?wiat. Wody odeszły mi w domu koło 23 wieczorem (jak dla mnie to fantastyczne
            uczucie, najpierw było tšpnięcie a pó?niej ciepło), poszłam wziš?ć prysznic i
            pojechali?my do szpitala. Ja rodziłam w szpitalu oddalonym o około 30
            kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, już w samochodzie zaczęłam mieć
            skurcze, ale jak się później okazało to była "bułka z masłem". Zajechali?my do
            szpitala tam standardowe przyjęcie, wypisanie wszystkich dokumentów, zapłata za
            poród rodzinny, golenie, mierzenie miednicy no i jazda na porodówkę. Aha
            okazało się jeszcze, że mam zielone wody, więc zwrócono na mnie baczniejszš
            uwagę. Na sali (rodziłam w pojedynczej sali, bo szpital przeszedł remont i sš
            tam tylko pojedyncze sale z własnymi łazienkami) podłączono mnie do KTG i
            okazało się, że sš to skurcze i nie skurcze czyli dopiero poczštek porodu.
            Przyznam się, że skurcze były na tyle intensywne (bolesne) i z małymi
            przerwami, że trochę wariowałam (przez cały poród nikt nie zaproponował mi
            żadnych ?rodków przeciwbólowych, znieczulenia, itp. nad czym strasznie
            ubolewałam tym bardziej jak się potem dowiedziałam, że za pienišdze mogłabym
            otzrymać jakie? znieczulenie, które pozwoliłoby mi bardziej ?wiadomie
            uczestniczyć w porodzie). Wydawało mi się, że nie można tego wytrzymać, a je?li
            chodzi o rozwarcie to 1 cm na 2 godziny czyli jak
            dla mnie to strasznie wolno, z resztš lekarze i położne też tak uważały, bo co
            jaki? czas były konsultacje. Każdy lekarz, a w sumie było ich 4 plus położna i
            przełożona położnych mnie badali wkładajšc całš ršzkę więc pó?niej to już mało
            czułam i nie stanowiło to dla mnie problemu. Najgorzej to było podczas badania
            kiedy miałam skurcz.
            Leżałam sobie na tej porodówce, skurcz za skurczem, i położna zrobiła mi
            lewatywę, to było około 5 rano. W sumie sama lewatywa była spoko, ale potem to
            zaczęła się jatka, tzn. lewatywa powoduje wypróżnienie no i leje się z
            człowieka a nie może tego powstrzymać, ja w łazience podczas załatwiania miałam
            skurcze więc przyznam, że to całe wypróżnianie było dla mnie najbardziej
            upokarzajšce. Kiedy człowiek załatwiał się gdzie popadnie, ale nikt nie miał do
            mnie żadnych pretensji, położna była w porzšdku, żadnych uszczypliwych uwag czy
            jaki? głupich tekstów, ale ten wstyd, że człowiek nad tym nie może zapanować.
            Po wypróżnieniu się chciałam wziš?ć prysznic i tutaj skurcz za skurczem, a ja
            klęczałam w tym brodziku lub nogi w brodziku a reszta na zewnštrz(oczywi?cie
            nago) i próbowałam przetrwać skurcze. Czas oczywi?cie leciał nieubłaganie wolno
            i o 7 rano zmieniła się położna (nowa zmiana) i od tego czasu (po lewatywie)
            przy rozwarciu 5 cm zaczęły się skurcze parte. Problem polega na tym, że wtedy
            nie wolno przeć gdyż nie ma pełnego rozwarcia (10 cm), ale trudno nie przeć
            skoro uczucie jest takie, że wszystko cię rozrywa w ?rodku no i nie wolno
            krzyczeć, ale nie mogłam nie krzyczeć. Ból niesamowity, trudno go opisać. Mój
            mšż mówił mu pó?niej, że położna przeskalowywała 4 razy KTG, więc on widział
            jakie to było bolesne, jedynie co to nie mógł tego odczuwać. No i tak od tej 7
            rano zaczęło się oczekiwanie na pełne rozwarcie, a trwało to bardzo wolno i
            długo. Skurcze macicy były coraz większe, ja praktycznie to przelatywałam przez
            ręcę mojemu mężowi, nigdy mi się nie zdarzyło żebym zemdlała z bólu, a tutaj
            tak było. Fakt, że podczas porodu prosiłam go żeby?my nie mieli więcej dzieci.
            I już po porodzie on sam stwierdził, że Paweł będzie naszym jedynym dzieckiem.
            Ale to wszystko trwało tak, że koło godziny 12 kiedy rozwarcie dochodziło do 8
            cm pozwolono mi przeć.
            Nie będę mówić, że mało czułam po tych wszystkich badaniach, które wykonywali
            lekarze i położne, że moja pochwa była tak obolała, że aż nie bolała. Wiem, że
            to może absurd co teraz napisałam, ale naprawdę to jest takie uczucie. Przyznam
            się, że parcie to już było wybawienie, bo jak nadchodził skurcz to trzeba było
            przeć i to boli ale przynosi niesamowitą ulgę. I teraz co? zabawnego, bo też
            były momenty zabawne. W momencie kiedy miałam zaczšć przeć to położna
            wytłumaczyła mi co i jak, ale synek nie szedł i zebrało się całe konsylium 4
            lekarzy ze 4 położne i uczyli mnie przeć i mówią "chwycić nogi i całą siłą
            wypychać dzieciątko" no to pierwszy raz robię i nic, no to potem odpoczynek (a
            ja miałam skurcze raz za razem, wię nie było praktycznie żadnych przerw na
            odpoczynek) więc oni mi każą odpoczywać, a ja tutaj chwytam za nogi no to one
            (położne) "tylko podczas skurczu ma pani przeć" no to ja do nich, że jest
            następny skurcz no i tak raz za razem, ale dziecko nie chciało wyj?ć, więc
            postanowili zrobić próżnocišg, ale nie mogli chwycić główki Pawełka, więc
            zdecydowali się na cesarkę i powiem ci, ze jak lekarz powiedział "No to tniemy"
            to była najwspanialsza chwila, bo wiedziałam, że to zaraz się skończy i
            rzeczywi?cie po około godzinie było już po wszystkim.
            Chciałam rodzić naturalnie, niestety nie wyszło, ale cieszyłam się, że było mi
            dane spróbować bo dzięki temu byłam w stanie docenić cesarskie cięcie i może
            dlatego potem dzień po porodzie ja skakałam po łóżku bo ból po cięciu cesarskim
            to nic w porównaniu do bólu podczas porodu. W moim przypadku.

            No to chyba wszystko, zapomniałam jeszcze napisać, że wszędzie jest pełno
            krwi,ale o tym na pewno wiesz.

            Ale pamiętaj jak będziesz widzieć swojego szkrabka to nie będziesz już pamiętać
            o tym bólu i szybko zatęsknisz za następnym.
          • agachrzanowsky Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 15:35
            Rodziłam 6 lat temu. Poród zaczął się od bóli w nocy, takich które dały mi
            spać. Nad ranem jednak były już silniejsze i wtedy zrozumiałam, że to już. Na
            porodówce byłam ok. 12, cały czas chodziłam, siedziałam na worku, a w trakcie
            skurczu trzymałam męża za rękę. Pomyślałam wtedy, że jeżeli to mają być właśnie
            bóle porodowe to mogę komuś dzieci rodzić. Położna podłączyła KTG ok. 17
            zbadała, że mam rozwarcie na 8 i zdziwiona stwierdziła, że ja jeszcze "ściany
            nie gryzę" tylko z uśmiechem rozmawiam i pocieszyła , że za pół godziny będzie
            dzidzia. Jednak miałam jakieś dziwne przeczucie, że to tak szybko się nie
            skończy, męża wysłałam do domu (nie planowaliśmy rodzić razem) i 0k. 17:30
            odeszły mi wody i zaczeły się bóle parte. Parłam, parłam i nic, główka dziecka
            nie chciała zejść niżej, zabroniono mi przeć, kazano kucać, przekładać się z
            boku na bok - w tych bólach, tobyło nie do zniesienia. Miałam takie myśli, że
            chcę uciec.Lampa na ścianie zlała się w żółty kolor, nic nie widziałam, nie
            miałam czym oddychać, siniałam na twarzy. Podano mi kroplówkę na wzmocnienie,
            założono tlen, wezwano ordynatora , wyjęto z szafy urządzenie podobne do
            odkurzacza, sala do cc była przygotowana. W pewnym momencie poczułam siłe, a
            było to gdy zanikało tętno maluszka, zaczełam prosić,żeby coś zrobili, żeby mi
            pomogli.Jest przy mnie pięć położnych i dwóch lekarzy. Pomoc nadeszła, tylko
            jeszcze badanie w skurczu (oj jak boli) i na cc jest za późno, znieczulenie od
            pasa w dół i włączona maszyna, która "wysysa" mojego synka ze mnie. Duży,
            siniutki, 8 pkt, jest nareszcie i jak głośno płacze, dziękuję ci Boże...
            Teraz bawi się swoimi LEGO za moimi plecami i tak samo jak ja czeka na
            przyjście swojej siostrzyczki na świat (za ok.3 tyg), a ja mimo iż bardzo się
            boję, mogę znieść każdy ból, tylko chcę mieć na świecie tę "kruszynę" całą i
            zdrową...
    • burza4 Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 15:31
      W skrócie - rodziłam 4 godziny, poród wywoływany, nie powiem, żeby przyjemny
      (ale czegóż się można było spodziewać, w końcu nie poszłam na piknik)- po
      oksytocynie skurcze częste i bolesne. Do tego bóle z krzyża. Dali mi coś na
      znieczulenie, po czym przysypiałam budząc się w kulminacyjnym punkcie skurczu.
      Po czym nagle się ocknęłam, bo poczułam, że dziecko zaczyna się przepychać do
      przodu i narobiłam wrzasku na całą salę - bo wydawało mi się, że mała zaraz
      wyleci na łeb. A ta dopiero zaczynała wchodzić w kanał rodny. Skurcze parte
      powitałam z cudowną ulgą - bo przestały mnie tak cholernie boleć plecy (jakbym
      cały dzień węgiel nosiła). W dodatku pojawił się ordynator, który na mnie
      zademonstrował personelowi "wypychanie" dziecka - oczywiście bez uprzedzenia
      mnie jako pośrednio zainteresowanej, więc wydarłam się mu prosto do ucha, że
      struchlał. Bo ja myślałam, że się facet potknął i upadł na mnie! Powinnam być
      wściekła, ale w sumie część partą załatwiłam dzięki niemu w niecałe 5 minut.
      Moją traumą poporodową był potworny katar. Nie miałam pojęcia, że wydmuchiwanie
      nosa uruchamia tyle mięśni i ścięgnien w organiźmie i to dość od nosa
      oddalonych...

      Sam poród to betka - z rozbrajającą szczerością powiem, że pierwsza kupa po
      porodzie - to jest dopiero przeżycie!!! Śliweczki polecam (bez pestek).
      • marzena.kubinska Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 15:35
        i wlasnie o to mi chodzilo!!! z ta kupa tez bylo dobre samo zyciesmile)) czytam
        caly czas i dziekuje za wszystkie posty!
        pozdrowienia i buziaczki
        • jagienka.harrison Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 18:11
          No to ja też się dorzucę! Moja historia nie jest taka zławink
          28 listopda 2002 o 23:00 dostałam pierwszych skurczów, nie były bardzo
          bolesne, na początku nie bolały tak bardzo i mogłam leżeć, były co 3 min.
          Potem nad ranem były trochę rzadsze i ustaliłyśmy z moją położną że trochę
          poczekam. Ok 13:00, już 29 listopada zaczęło mnie bardziej boleć, mogłam tylko
          chodzić (zapomnij o różnych pozycjach ze szkoły rodzenia!), o 16 wsiedliśmy w
          taksówkę i wtedy już naprawdę bolało, ale nie tak jak się spodziewałam. Cały
          czas czekałam na gorszy ból. Po załatwieniu wszystkich wspisów w szpitalu
          poszłam na fotel ok 16:30 żeby mnie zbadała położna, wtedy mi poszły wody
          (trochę się polało, to dziwne uczucie!). Okazało się że mam 8cm rozwarcia,
          więc mnie położono na łóżko, podłączono do różnych urządzeń, potem zaczęły się
          skurcze parte i po 3 takich skurczach się urodził Dominik. O 17:30. Potem dość
          długo mnie zszywali i dłubali żeby wyjąć łożysko. I koniec. Żadnych
          znieczuleń, piłek itp. Moja położna w rezultacie nie zdążyła dojechać na
          poród...
          Najlepsze wspomnienie: ulga gdy się dowiedziałam że mam 8cm rozwarcia, i
          kompletne ustanie bólu itp gdy Dominika wyjęto.
          Najgorsze: zszywanie i to, że mi kazali zmieniać pozycje w momencie skurczu i
          grzebanie gdy łyżeczkowali macicę.
          Ja porosu naprawdę źle nie wspominam, raczej to co się działo potem
          (zszywania, krwawienia itp). Nie jest tak źle!
          Z pozdrowieniami
          Jagienka & Dominik (29.11.02)najnowsze zdjęcia:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7662007&a=9506776
        • aga_rn Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 18:52
          Moja kolezanka stwierdzila: "Jak zrobilam pierwsza kupe po porodzie to chcialam
          o tym obwiescic na caly swiat" wink
    • wieczna-gosia komedia w czterech aktach ;))) 11.12.03, 20:41
      Dochodze do wniosku ze moge opisac wszystkie cztery bo nie bardzo jest o czym
      pisac wink)
      Pierwszy byl prawie 13 lat temu, nieliczny rodzinny. Wody chlusnely mi po
      buraczkach z ziemniaczkami i mielusiem (taki przedszkolny obiad mniam mniam) u
      babci. Maz w tym czasie byl na brydzu i pizzy z kolegami, wywolany przez
      telefon musial moja wiadomosc ze sie zaczelo skonfrontowac z babcia bo ja
      dostalam glupawki wink
      Pojechalismy wiec do domu gdzie ja z uporem maniaka poszukiwalam notesika z
      telefonami (bo w szkole rodzenia mowili zeby wziac), potem pojechalismy
      zabulic za ewentualne znieczulenie zewnatrzoponowe (wymagany byl dowod wplaty)
      na poczte glowna bo juz bylo po 21. Tlum dziki my nieprzebojowi stanelismy
      grzecznie w kolejce, ja mialam skurcze co 3 minuty wink Caly porod juz w
      szpitalu byl nudnawy, pomiedzy skurczami przysypialam skaczac na pileczce.
      Kiedy doszlam do poziomu bolu takiego ze poprosilam o zoo- okazalo sie ze to
      byly wlasnie parte wink)) skutkiem czego szpital zwrocil nam kase wink) Od
      mielonego do pierwszego krzyku trwalo to 5 godzin w szpitalu spedzilam ze
      dwie wink)
      Rok pozniej- skurcze zaczely sie po beznadziejnym filmie "Straznicy kosmosu" i
      fantastycznym seksie wink nauczeni odswiadczeniem nie wykupilismy zoo, notesik
      lezal od miesiaca w torbie. Zawiezlismy efekt pierwszego porodu do dziadkow
      pojechalismy do szpitala i po godzince w szpitalu trzymalismy Zuze. calosc
      trwala trzy gdzinki. Nudy wink)
      6 lat pozniej Po rownie fantastycznym seksie zaczela sie rodzic Ola. Tym razem
      kiedy sie zorientowalam ze to JUZ skurcze byly co minute, wiec zadzwonilam po
      taksowke i glupio wspomnialam ze zaczelo sie 15 minut temu. Pani uznala mnie
      za histeryczke pierworodke karetke przyslala, ale z internista nie
      ginekologiem, ktory przez cala droge do szpitala nie zbadal mnie (gardlo
      chociaz by obejrzal...) tylko skupil sie na tlumaczeniu ze "tak szybko to nikt
      nie rodzi" a kiedy mu nawrzucalam- wypisal mi kare za nieuzasadnione wezwanie.
      Na izbe wjechalam z partymi, polozna zerknela tylko i powiedziala "jest glowka
      prze pani" i na izbie przyjec na wozku inwalidzkim na ktorym wjechalam
      urodzila sie ola wink Polozna przyjela porod spytala sie uczennic czy jest ten
      konowal i wyslala ktoras do niego zeby mu wsadzila w dupe te kare wink) nie wiem
      gdzie mu panienka wsadzila fakt ze karetka spod szpitala odjechac nie
      zdarzyla. Calosc trwala 40 minut. Ten porod wspominam najbolesniej ale po
      pierwsze dlatego ze skurcze byly non stop, po drugie dlatego ze gros czasu
      spedzilam lezac w karetce.
      Czwarty porod odbyl sie wiec w domu wink zeby uniknac przygod, chociaz ginekolog
      zapewnial ze szybciej raczej juz nie bedzie wink To "raczej" bylo grozne wink) jak
      wiecie wiekszosc porodow zaczyna sie przyzwoicie w nocy lub nad
      ranem kiedy wszyscy akurat maja czas zeby rodzic wink) natomiast Ula wybrala
      14.15 pomiedzy obiadem dla Oli a odbieraniem starszych dziewczyn ze szkoly i
      zawozeniem ich na basen.
      No wiec jak JUZ sie zaczelo i ja wpadlam ze to JUZ zadzwonilam do poloznej
      (mialam wybrana awaryjna ale nie podobala mi sie zbytnio wiec gdyby ta nie
      mogla skonczyloby sie w szpitalu), zadzwonilam do meza zeby jechal po polozna,
      zadzwonilam do jednej z mam zeby odebrala mi zieci ze szkoly przy okazji
      odbierania swoich i zawiozla je na basen i zadzwonilam do tesciowej zeby
      przyjechala po Ole, pozniej zgarnela dzieci z basenu i dokonczylam smazenia
      plackow (wariatka).
      Po 15 minutach przyjechal maz z polozna ona mnie zbadala po czym stwierdzila
      ze ladnie pachnie i ze by zjadla plackow wink) Moj maz patrzyl sie na nas jak
      dwie wariatki wiec zostal wyslany do starcia podlogi w pokoju z lozkiem i
      rozlozenia recznikow, folii itp.
      Po herbatce bylo kolejne badanie ja coraz mocniej odczuwalam dzialanie
      endorfin i adrenaliny, spiewalam z radiem zet i poszlam do wanny gdzie
      zazadalam ksiazki Musierowicz (bo stwoerdzilam ze mi sie nudzi). Mialam 4 cm
      rozwarcie nie bolalo mnie w ogole. W wannie siedzialam kolejne pol godziny do
      okolo 8 cm kiedy poczulam gwaltowna potrzebe ruchu.
      Wyszlam wiec z wanny, zaczelam sie intensywnie wiercic i zaczela sie magia.
      Jakas sila pchnela mnie w kucki, wygiela mi plecy w luk i kazala przec.
      polozna ledwie sie biedna zdarzyla polozyc zeby wiedziec kiedy mam przerwac.
      Dwa parcia byly potrzebne- najpierw prawie wyjechala glowka po czym polozna
      kazala kaszlnac i glowka wyskoczyla, i drugie leciutkie bo dziecko w zasadzie
      wypadlo sila ciezkosci wink) Lozysko rodzilam juz sobie na lozku, karmiac moje
      niezwazone, nieumyte i niezbadanie ze wszystkich stron dziecko. Polozna zajela
      sie lozyskiem, pozbierala wszystkie rzeczy z podlogi i ogolnie posprzatala,
      zrobila kanapki i kawe... a maz pojechal po dzieci. Sprawa trwala 2 godzinki
      wiec dobranocka byla juz u nas wink) Polozna pojechala dwie godziny po porodzie
      zawiesc lozysko i zawiadomoc szpital ze nowy obywatel jest na swiecie wink)) maz
      polozyl dzieci spac ja opowiedzialam bajke- prawde jak to bylo wink)) a potem
      pol nocy lezelismy w ciemnosciach wgapiajac sie w mocno przyssany pyszczek.

      No a teraz zobaczymy W domu nie urodze- moj lekarz nie zyje, poza tym po
      drodze bylo poronienie. Mam nadzieje ze bedzie blizej 2 godzin niz 40
      minut wink) Ogolnie- zero krwawych szczegolow, nie bolalo mnie jakos zabojczo,
      krocze nie porwalo mi sie ani razu dramatycznie zawsze jakies kosmetyczne
      szwy, przy ostatnim dziecku nawet tego nie bylo. Nuuudy wink)
      • adzia_a Re: komedia w czterech aktach ;))) 11.12.03, 21:47
        Ja może krótko, bo komu by się chciało to czytać.
        Poród szesnascie dni po terminie, raczej z tych długich, bóle krzyżowe. Ale
        tragedia to to nie była - myslę sobie, ze dlatego, że przez cały zcas
        panowalismy nad sytuacją (rodziłam z mężem). Kilka godzin przechodziłam po
        korytarzu, kilka nastepnych huśtałam się na piłce (naprawdę pomaga) i przez
        cały czas oddychałam brzuchem. Mąż siedział z tyłu i masował mi krzyż, a kiedy
        zasypiałam pomiędzy skurczami, podtrzymywał mnie.

        Później przyszły bóle parte, ale musiałam je powstrzymywać, bo szyjka jeszcze
        nie była gotowa - kazali mi robić jakieś śmieszne pompki w pozycji kolankowo -
        łokciowej (nie zacytuję komentarzy mojego męża wink))) bo nieobyczajne). Parcie
        trwało niecałe 10 minut, dostałam niesamowitej siły. Cięcie nie bolało nic a
        nic. Generalnie jestem bardzo zadowolona, głównie z tego, że słuchałam własnego
        ciała i położnej.

        Nie ma co wpadać w panikę, bo to prowadzi do zachłyśnięcia się powietrzem i w
        konsekwencji zwiększa ból. Warto być aktywnym, chodzić, gadać, przysiady robić
        i na piłce skakać smile no i pana męża, jeśli się nie wzbrania, też dobrze
        zaprosić - nas to bardzo zbliżyło smile
        • bibba Re: porod w domu 11.12.03, 22:03
          Moj pierwszy i jak dotychczas jedyny i z wyboru. 3 godziny od pierwszego
          skurczu. Na poczatku mialam nieregularne skurcze, ale podczas kapieli zrobily
          sie regularne. Wyszlam i chodzilam, potem kleczalam oparta o krzeslo. Mialam
          dwie polozne. Nie bralam nic na bol - bolalo ale znosnie, bo sobie myslalam
          przy kazdym skurczu ze to moj bobas sie dobija do drzwi, a partych nie czulam
          jako bol a wlasnie tylko parcie... Lozysko urodzilam ok 10 min po dzidziusiu.

          Bardzo pieknie wspominam - chcialam porod 'moj' i taki mialam, to ja podjelam
          wszystkie decyzje - oczywiscie jest to mozliwe tylko przy normalnym porodzie
          bez komplikacji.

          Bibba
        • aniaop Re: komedia w czterech aktach ;))) 12.12.03, 12:06
          Ja juz o swoim kiedys pisalam, wiec teraz tylko przekopiuje post, o prosze:

          Wody odeszly mi o godz 23.30, nie mialam zadnych skurczy, ale zadzwonilam do
          swojej poloznej poinformowac ja o tym (mialam oplacona.) Polozna Gosia kazala
          mi spokojnie czekac na skurcze i sprobowac polozyc sie spac. Zadzwonilam do
          meza, ktory byl w delegacji w innym miescie (bylam tydzien przed terminem) i
          kazalam mu wsiadac w samochod i przyjezdzac. O 2 w nocy zaczelo sie
          pobolewanie, cos jak przed miesiaczka. Wystepowalo co 7-5 min, ale ja nie
          moglam uwierzyc, ze to skurcze. O 3 zadzwonilam do Gosi i umowilysmy sie na 5
          rano w szpitalu. Gosia na przyspieszenie porodu kazala mi chodzic i masowac
          brodawki, ale nie robilam tego, bo chcialam, zeby maz zdazyl przyjechac, wiec
          siedzialam skulona. Gdzies o 3.30 zaczelo bolec mocniej, ale wciaz do
          wytrzymania, skurcze co 4 min. O 4 przyjechal maz i 20 min pozniej zaczelismy
          zbierac sie do szpitala. Wtedy nastapilo moje przerazenie, bo poczulam pierwszy
          skurcz party. Do szpitala jechalam ze skurczami partymi i recznikiem miedzy
          nogami, bo wody znow odchodzily. Na izbie przyjec ominela mnie cala papierkowa
          robota, bo dokumentacje wypelnilysmy z Gosia 2 tyg wczesniej. Gosia zbadala
          mnie (bezbolesnie)- rozwarcie bylo juz na 8cm. Caly czas tryskalam wodami, ale
          czyste, przezroczyste. Wybralismy sale z mezem, przebralam sie w koszulke i
          klapki. Gosia podlaczyla KTG i przypomniala o prawidlowym oddychaniu. Wtedy
          uspokoilam sie zupelnie, jakos przeszly skurcze parte i przestalo bolec. Po 15
          min Gosia ponownie mnie zbadala i bylo juz pelne rozwarcie. Aha, bardzo wazna
          rzecz, nie mialam zadnej lewatywy, w moim szpitalu w ogole sie jej nie robi.
          Zaczelysmy pracowac nad wstawieniem glowki do kanalu rodnego, tzn w pozycji
          polsiedzacej przyciagalam kolana do brody i troche parlam. W miedzyczasie Gosia
          podgolila troche wlosy na wzgorku lonowym. Poniewaz taka pozycja mi nie bardzo
          odpowiadala, zaczelismy spacerowac po pokoju i w czasie skurczu kucac i przec.
          To bylo efektywniejsze i glowka wstawila sie. Moglysmy przeniesc sie na lozko i
          zaczac wypierac dziecko. Rodzilam w pozycji polsiedzacej i w czasie skurczu
          przyciagalam kolana do brody, a maz przyciskal mi glowe do klatki piersiowej.
          Po dwoch takich skurczach pomyslalam, ze bedzie ciezko, ale Gosia poprosila
          druga polozna do pomocy. Pani ta po prostu tylko polozyla mi reke nad
          brzuszkiem, aby wyparta juz troche corcia nie cofala sie do srodka. Po
          nastepnym skurczu Gosia wziela moja reke i dala mi pomacac glowke, ktora juz
          sie czulo i wtedy wiedzialam, ze przy nastepnym skurczu juz urodze. I fakt
          zobaczylam czarna glowke miedzy nogami, ktora nagle lypnela do mnie okiem.
          Gosia zabronila mi przec, przekrecila glowke i juz bez zadnego parcia Zuzia
          byla na swiecie. Byla 6.00, czyli godzine od naszego przyjazdu do szpitala.
          Zuzia darla sie, Gosia owinela ja w recznik i polozyla mi na brzuchu a dumny
          tata przecial pepowine. I tak coreczka sobie lezala, ja dostalam zastrzyk z
          oksytocyny na urodzenie lozyska (bo nie mialam zadnej kroplowki) oraz pobrano
          mi krew na WR. Lozysko wyszlo samo (nic juz nie parlam). Gosia obejrzala je i
          pokazala nam. Potem zabrala sie za szycie. Nie bylam nacinana, ale mialam
          malutkie pekniecie sluzowki I stopnia, na ktore dobrze byloby zalozyc 2 szwy.
          Dostalam zastrzyk ze znieczuleniem i Gosia szyla (nie bolalo wcale). Jedyna
          rzecz, ktora byla nieprzyjemna, to, ze badala, czy nie mam zadnych pekniec w
          odbycie, ale ladnie uprzedzila, ze musi mi wlozyc palec w pupe. Zuzia caly czas
          szycia lezala mi na brzuchu owinieta w pieluszki i kwilila. Po szyciu maz
          zabral corke na wazenie, mierzenie i ogladanie przez pediatre a ja w tym czasie
          mialam cwiczyc miesnie Keagla, czyli jakby wstrzymywanie siusiu. Jedyna rzecz
          nieprzyjemna, to polozna z calej sily naciskala mi na brzuch, aby zmusic macice
          do obkurczania i wtedy polecialo troche krwi. I to byla praktycznie jedyna
          krew, jaka widzialam, pokoj w zadnym razie nie przypominal rzezni, a porod
          krwawej jatki. Dostalam tez woreczek z lodem miedzy nogi, bo mialam opuchniete
          krocze. Maz z cora wrocili i pierwszy raz przy pomocy Gosi przystawilam ja do
          piersi. Lezalysmy a mala uczyla sie ssac. O 8.00 po 2 godz od porodu Gosia
          pozwolila mi wstac i weszlam do wanny wziac prysznic. Kazala mi wtedy tez
          pierwszy raz zrobic siusiu, troche pieklo. Ona w tym czasie ubrala dziecko i
          przelozyla do szpitalnego lozeczka na kolkach. Po kapieli zalozylam czysta
          koszule, podkladke Belli miedzy nogi i zjadlam sniadanie i wypilam herbate.
          Gosia zmierzyla mi cisnienie i temperature. Potem ponownie siedzac na fotelu
          przystawilam dziecko do piersi. O 8.20 samodzielnie przeszlam i przejechalam
          winda na II pietro na poloznictwo a maz ze mna pchajac wozek z dzieckiem. Nie
          bolalo mnie siadanie, wstawanie, chodzenie. Sama od razu wszystko robilam przy
          sobie i przy dziecku.
      • majcia74 Re: komedia w czterech aktach ;))) 12.12.03, 10:17
        Matko smile Śmieję się i ryczę na przemian smile)
        Gratuluję!

        Maja i Groszek /35tyg./
      • granna Re: komedia w czterech aktach ;))) 15.12.03, 08:21
        Tak juz drugi raz czytam sobie Twoj post bo świetnie napisany i treść
        niesamowita... Czworo dzieci urodziłas w krótszym czasie niz ja jedno, nawet
        parte jakby zliczyc to chyba krócej niz 90 minut.... coż tak dzieci mozna
        rodzić >>smile
        Pozdrawiam i życzę wiecej czasu smile))
        granna
    • aluc Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 11.12.03, 23:26
      o moim krótko, bo krótki był smile

      o 15 ostatnie badanie - zero skurczów, rozwarcie od środka 1, od zewnątrz 0, na
      usg Gruby nie wygląda na chętnego do wyjścia

      o 18 zaczyna letko pobolewać w krzyżu, letko (znaczy jakby ktoś walił łapą) i
      regularnie co parę minut, ale ja nie mam poczucia czasu, po zegarek nie chce mi
      się iść, włażę do wanny, 18.15 dzwonię do niemęża, żeby wcześniej wrócił z
      pracy, bo mam jakieś niejasne przeczucia

      przed 19 niemąż przyjeżdża, nie wyglądam już najlepiej, więc mierzy mi te
      pobolewania - są co minuta i trwają 45 sekund smile)) dzwonimy do położnej, w
      trakcie rozmowy "pobolewanie" odbiera mi mowę na minutę smile)) więc położna każe
      jechać do szpitala... wyłażę z wanny - skurcz - wycieram biust - skurcz -
      wycieram nogi - skurcz - wlosów już nie zdążę - skurcz - zachciewa mi się umyć
      zęby - skurcz - myję te zęby, a niemąż zaklada mi majtki i spodnie, bo widać,
      że sama się czasowo nie wyrobię - skurcz - odchodzą wody - j*** w krzyż jak
      jasna cholera (znaczy coś w rodzaju młota pneumatycznego) - niemąż ściąga
      majtki i spodnie i zakłada suche - skurcz - do drzwi - skurcz - połowa drogi do
      windy - skurcz - w windzie ze dwa skurcze - w garażu ze trzy zanim zdążyłam
      wsiąść do samochodu - jedziemy do szpitala w półpoślizgu, bo to luty - miotam
      się na czworakach na tylnym siedzeniu jak jakiś zwariowany pies mutant - ile
      skurczów, to nie wiem - o mały włos nie kasujemy pomarańczowego malucha na
      ostatnim zakręcie, skurcz dopada mnie na środku jezdni, więc czekamy między
      samochodzami, aż mi przejdzie - położna odbiera mnie w drzwiach - mówię "Gruby
      mi się wypycha" - niemąż mnie rozbiera w sali do porodów rodzinnych - położna
      mówi "8, nie, poczekaj, dotknę tutaj, pyk! o już 10" smile)

      parcie to już czysta przyjemność, bo przestało boleć smile) ale ja już jestem
      zmęczona, między skurczami jest czasu na trzy-cztery oddechy, przy drabinkach
      mi się nie chce, na czworakach mi się nie chce, w końcu położona na boku jakoś
      Grubego wypycham - wpadam w euforię, jak dotykam jego główki - jeszcze w
      większej częsci w środku smile) - w końcu 20.20 plask! plaska Gruby na mój
      brzuch smile)) niemąż taki kabel przecina, Gruby kwiczy, ogóle szczęście, potem
      rodzę wątróbkę i chlustam literkiem krwi na spodnie położnej smile))

      wchodzenie w narkozę przed łyżeczkowaniem wspominam nieziemsko, podobno
      zbeształam gina, że mi nie może załatwić, żeby był czerwiec smile)

      a potem zostałam tak pozytywnie zmotywowana perspektywą cewnika, że wypiłam
      niemal duszkiem sześć Nałęczowianek-Sprintów i sześć godzin po porodzie
      nasikałam ciurkiem cały przeznaczony dla mnie pojemnik i resztę do kibla smile)) w
      tych okolicznościach kupa była już mniejszym wyczynem

      a przez całą ciążę miałam wizje, że Grubego rodzę na dywaniku przed wanną w
      łazience smile po wszystkim niemąż oświadczył, że nie wyprowadzimy się za miasto,
      dopóki nie urodzę WSZYSTKICH dzieci
      • edytek1 Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 12.12.03, 02:40
        A ja to byłam dopiero aparatka. Wody odeszły o 0.15 Zbudziłam starego
        posprzatałam łazienkę i pojechaliśmy. Zawiadomiśmy połozną, że jedziemy. W
        szpialu sennie. Skurczy brak wód nie ma więc oksytocyna i czekamy na efekt.
        Nic. Gadamy o pierdach, każą mi spać ale ja nie mogę zasnąć. O 6 rano mówię, że
        bolą mnie plecy więc każą mi chodzić chodzę do 10 z przerwami na badanie i Ktg.
        Jestem nienawodniona juz sporo czasu minęlo wiec szykują dla mnie salę do cc.
        Do 12 bedzie po mówi położna. Ja jeszcze nie wiem jak urodzę. 11.30 kolejne
        badanie i mowie, że boli, że chce to cc lub choc znieczulenie. Połozna mówi, że
        za póżno że za pózno na znieczulenie pełne rozwarcie. Juz dość łażenia, że mam
        się przygotować do końcówki porodu. Wariatka myślę sobie przeciez ja do kilku
        godzin chodze a rodzę. Idę na łożko mąz ustawia pozycje i nagle jakis skurcz
        w brzuchu co to ? Ktoś mówi przyj... A pani to kto- pytam sie ? Ordynator-
        mówi... przyj rodzisz dziecko. skąd tyle tych osób kto to? Jest łepek, widzę
        czarne włoski... Ktoś wsadza mi lustro miedzy nogi ja też to widzę. Znowu ból i
        małe leży na moi brzuchu. Przytulam płaczemy z mężem ze szczęscia, witaj
        córeczko czekałam na ciebie całe życie... Całuje w czółko i oddaję mężowi...
        czas na badanie małej. Słyszę jak odwołują gotowość sali operacyjnej. Jest
        11.50 urodziłam 5 minut temu. Nie wiem kiedy rodziłam łozysko, nie pamiętam
        szycia, ani momentu nacięcia. Z relacji męża i położnej małej stanąl łepek we
        mnie i nacięcie było konieczne. Tylko kiedy nie wiem??????????? Za chwile
        jesteśmy razem ja i moje 3460 gr szczęścia. Pierwsze karmienie, i telefony do
        całej rodzinki. Urodziłam bez bólu cholera nawet nie wiedziałam, że te
        pobolewanie w plecach to bóle porodowe. Nikt mi tego nie powiedział. Wszyscy
        martwili się takim lichym postępem akcji porodowej. Do tego to szykowanie sali
        do cc. Połozna nie kłamała urodziłam przed 12. Ostatnią fazę porodu
        podziwiała pani ordynator i położzna i pediatra. Pochawlili mnie, że byłam
        dzielna i świetnie sobie poradziłam. O 15 stałam pod prysznicem, siusiu było
        bezproblemowo kupcia 2 dni potem . Mamy chęć na powtóreczkę.
    • enut Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 12.12.03, 08:58
      Moj byl ekspresowy: W ciagu dnia jakies slabiutkie skurcze, malo regularne, wiec
      pewnie jeszcze nie teraz. O 2-iej w nocy zachcialo mi sie parowki (cielecej) -
      byla tak ohydna, ze siegnelam po cukierka dla zabicia smaku. I teraz sie smieje,
      ze to wlasnie wywolalo porod: nagle skurcz party, budze meza, mowie ze rodze.
      Wsiadamy do samochodu, on sie pyta gdzie? Do szpitala w moim miescie (Torun)
      mialam 5 minut, ale noty w rankingu szpitali ponizej 0, wiec decyduje, ze
      jedziemy do Bydgoszczy (wariatka jestem, bo skurcze parte nie trwaja zbyt
      dlugo). 140 km/h, Maly probowal wyjsc w samochodzie, ale sie nie dalam, po 20
      minutach bylismy w szpitalu, tam od razu, jak mnie zobaczyli, na lozko, krzycza:
      przyj! OK, pre i chce odpoczac po tym parciu, wziac oddech, a wszyscy, lacznie z
      mezem krzycza: przyj dalej, glowka juz jest! No to jeden wdech i pre: po 5
      minutach od przyjazdu do szpitala Myszka byl juz na swiecie.
      Najgorsze bylo szycie, bo ja slabo reaguje na znieczulenie, wiec wszystko
      czulam, jak na zywca.
      Aha, rodzilam po raz pierwszy, wiec jesli kolejne porody sa szybsze, to
      nastepnym razem chyba nie zdaze...
    • elasz4 Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 12.12.03, 10:31
      Właśnie czytam wasze posty i pękam ze śmiechu, chodzi mi oczywiście o te
      ostatnie. Pozdrowionka i życzyć sobie tylko takich porodów.
    • silije.amj Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 12.12.03, 11:24
      Mam gotowca, więc nie chce mi się pisać, wklejam fragmencik z mojego
      pamiętnika. Nie pasuje wprawdzie stylem do powyższych wypowiedzi, no bo to
      pamiętnik, ale da się z tego wyciągnąć istotę sprawy wink.

      "W niedzielę o czwartej rano wstałam i w skupieniu zaczęłam przeglądać w
      czasopismach i książkach rozdziały zatytułowane najczęściej „Czy to już?” Coś
      czułam. Coś intensywniejszego niż zwykle. Paweł nie spadł z łóżka z wrażenia.
      Raczej nakrył głowę kołdrą, gdy zapaliłam światło. Miał rację, przecież nie
      było pośpiechu. Byłam także opanowana i rozluźniona, lecz ogarniało mnie
      wielkie wzruszenie na myśl, że wkrótce zobaczę swoje własne dziecko.
      Wszystko rozkręcało się bardzo powoli. Setny raz układałam w komodzie
      maleńkie, pachnące ubranka dziecięce. Trochę różowych, trochę niebieskich – do
      końca nie wiedzieliśmy kto rośnie we mnie. Przed południem weszłam do wanny z
      hydromasażem. Za wcześnie. Skurcze wyhamowały się, straciły regularność.
      Zaczęłam się niecierpliwić. Paweł spokojny... przed telewizorem.
      Żeby się pocieszyć podzwoniłam do rodziny i przyjaciółek,
      zapowiadając, że zaczynam rodzić. Po południu na dobre rozpoczęliśmy
      odliczanie. Przytulałam się do Pawła, a on mierzył minuty i sekundy skurczów.
      Wciąż pytałam go, czy jest tak samo podekscytowany jak ja. Masował mi plecy,
      bo właśnie stamtąd nadciągał ból. Najgorsze było niezdecydowanie: jechać już
      czy jeszcze zaczekać? Miałam nadzieję, że każda chwila zbliża mnie do momentu
      spotkania z moim maleństwem.
      Wsiadaliśmy do samochodu z nadzieją, że wyboiste polskie drogi
      przyspieszą trochę tę akcję. W ten sposób pod wieczór znaleźliśmy się na sali
      porodowej, ciepłej i przytulnej, w niebiesko-żółtej tonacji. Zaskoczyła mnie
      spokojna atmosfera: przyćmione światło z boku, miarowy rytm serduszka dziecka
      na kardiotokografie. Żałowaliśmy, że nie wzięliśmy kasety magnetofonowej z
      kolędami!
      Na początku jeszcze żartowaliśmy. Paweł jest informatykiem i
      następnego dnia, w pierwszy poniedziałek po nowym roku, miał zjawić się w
      pracy najwcześniej i bezpiecznie uruchomić komputery. Ubawiła nas myśl, że
      jeśli maluszek będzie się spóźniał z przychodzeniem na świat, to fabryka „nie
      ruszy”. Śmiałam się tak głośno, aż przyszło mi do głowy, że personel za
      drzwiami nie uwierzy, że naprawdę rodzę.
      Po czwartym centymetrze rozwarcia lekarz przebił mi pęcherz płodowy,
      aby wszystko nabrało szybszego tempa. Nagle przestało być zabawnie. Od
      lodowatego podsuwacza zaczęłam dygotać i dzwonić zębami. Paweł usiadł ze mną
      na łóżku i przytulił mnie mocno. Pomogło. Obserwował piękne pagórki skurczów,
      jakie malowały się na wykresie kardiotokografu .
      Oddychałam grzecznie w czasie skurczów, ale okropnie chciało mi się pić.
      Tymczasem wolno było najwyżej zwilżać usta gazikiem. Paweł moczył mi te
      gaziki, a ja ssałam je zapamiętale. Byłam mu wdzięczna za wszystko, za
      obecność i każdy ważny drobny gest pomocy.
      Dopiero pięć centymetrów. Zaproponowano mi jakiś zastrzyk
      rozluźniający. Bólu nie zlikwidował, najwyżej na chwilę przytłumił, ale
      rzeczywiście pozwolił na chwilę się odprężyć. Niebieskie kwiatki na tapecie
      zawirowały. Dawno minęła północ. Paweł był senny, ja lekko oszołomiona, gdzieś
      daleko przy telefonie denerwowali się nasi rodzice.
      Co za oporna szyjka! Kolejny centymetr – kładę się na lewym boku, żeby
      dotlenić dziecko. Wymiotuję dwa razy, co przynosi mi pewną ulgę. Paweł ze
      skupieniem kontroluje tętno naszego Okruszka. Biedactwo będzie się nieźle
      musiało napracować wychodząc. Ja jestem przecież taka wąska w biodrach!
      Znów coś się zmienia: ból przenosi się poniżej krzyży, czuję jak mocno
      napiera główka. Mam wrażenie, że zaraz popękam, ale jeszcze trzeba czekać.
      Dyszę jak ryba wyjęta z wody, a w sali pojawiają się położne. Przekonujemy się
      z Pawłem nawzajem: ja jego – że już następnego skurczu na pewno nie wytrzymam,
      on mnie – że to naprawdę końcówka. Fizycznie umieram z niecierpliwości, ale
      dalej pracuję nad oddechem. Paweł trzyma mnie w ramionach i jakoś brniemy
      dalej.
      Zapalają światło. Te ostateczne przygotowania najbardziej podnoszą
      mnie na duchu. Nareszcie mogę przeć! Siedzę, zaciskam ręce na uchwytach, od
      tej minuty nie pamiętam już bólu. Przed momentem skrajnie wyczerpana nagle
      zyskuję siłę kilku Samsonów i Herkulesów. Paweł na moją prośbę przyciska mi
      głowę do klatki piersiowej. Chyba trzęsą mu się ręce.
      Wdech, wysiłek, przerwa. To niesamowite. Odczuwam wielkie, przejmujące
      rozciąganie – a do tej chwili nie dowierzałam, że przez ten ciasny otwór
      rzeczywiście przejdzie mały człowiek. Paweł biegnie zobaczyć włoski, słyszę to
      jak przez mgłę, skoncentrowana na swoim zadaniu. Sama mam cały czas zamknięte
      oczy (teraz żałuję, że nic nie widziałam).
      Ukłucie, krew – to nacięcie. Paweł szczęśliwie nie mdleje wink.
      Boże, jest! Słyszę płacz, właściwie kwilenie i natychmiast otwieram
      oczy. Córeczka... Moje dziecko.
      Widzę ją po raz pierwszy brudną, skurczoną i bezradną. Nie wiem co mówię
      w uniesieniu. Zerkam na Pawła. Tak zgodnie marzyliśmy o dziewczynce.
      Nie krzyczy, gdy kładą mi ją na brzuchu. Jest taka ciepła, wilgotna i
      delikatna. Nasza maleńka... Już oddycha sama.
      Uśmiecham się do tego pełnego życia stworzonka. Jest godzina czwarta
      trzydzieści cztery.
      Zabierają ją po cudownej chwili. Paweł za drzwiami dzwoni do
      czuwających, świeżo upieczonych dziadków. 3410 g radości... nieźle jak na tak
      niepozorną matkę. Jeszcze łożysko i znieczulenie do szycia. Kwiatki na tapecie
      znów zaczynają tańczyć."
      • marzena.kubinska Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 12.12.03, 11:44
        :0) normalnie podoba mi sie ten watek...sama go rozpoczelam wiem ale nie
        dlatego tylko dlatego ze podchodzicie roznie do sprawy porodowsmile))historie sa
        niesamowite szczegolnie te ostatnie i chcemy wecejsmile)))
        pozdrowionka i papa
        • agga_ma Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 13.12.03, 15:30
          Ja juz na ostatnich nogach jak to mowia smile
          jak juz bedzie po wszyskim tez sie dopisze
          pozdrawiam Aga i Dawidek
    • gruszka_edziecko Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 13.12.03, 20:30
      Długo będzie...
      Minął termin porodu. Minął kolejny tydzień, następne dni... Zaczęłam
      podejrzewać, że wbrew obiegowej opinii, w ciąży można jednak zostać na zawsze.
      Najgorsze było, ze maluch zapowiadał się na duży egzemplarz, a ja raptem 162 cm
      wzrostu-czułam się (i wyglądałam zresztą też) jak statek pancerny. Pojechałam
      na KTG-wynik OK. Następnego ranka zaczęło mnie pobolewać. Czy to już?
      Usiłowałam mierzyć czas, czytałam w popłochu jeszcze raz wszystkie poradniki.
      Zadzwoniłam do szpitala i położna jeszcze raz cierpliwie mi tłumaczyła, kiedy
      mam się zjawić.
      Zaczęłam być głodna, a wbiłam sobie do głowy, że nie mogę nic jeść. Gdybym
      wtedy wiedziała, ile to potrwa! Wieczorem ok 19 stwierdziłam, że chyba czas do
      szpitala. Po drodze sobie żartowałam z przerażonych twarzy męża i ojca. Bolało,
      ale przecież dało się wytrzymać. Na Izbie Przyjęć kolejka... Po badaniu okazało
      się, ze to fałszywy alarm smile Miły pan doktor od KTG stwierdził-"zobaczymy się
      rano o 9, zgodnie z umową. Pewnie wtedy juz pani u nas zostanie".
      Wróciłam do domu dość załamana... Ale nagle zaczęły się wreszcie regularne
      skurcze. Tym razem już nie żartowałam sobie w samochodzie. Przed północą znów
      byłam na Izbie Przyjęć, tym razem opustoszałej. Myślałam, że zwariuję podczas
      przyjęcia. Mnie tu boli jak jasny gwint, a położna wypisuje jakieś papiery,
      wypytuje o PESEL i inne takie! Potem jednak zaprowadziła nas do salki-miłe
      przytulne wnętrze. Wykąpałam się, przebrałam. Kolejne KTG i decyzja o przebiciu
      pęcherza. Potem oksytocyna. Pod koniec ciąży poszłam na wszelki wypadek do
      anestezjologa i dostałam zaświadczenie o kwalifikowaniu się do znieczulenia
      zoo. Teraz zaczęłam się zastanawiać, czy z tego nie skorzystać. Bardzo bolało,
      a rozwarcie nadal niewielkie-zapowiadała się ta zabawa na dłużej... Przyszedł
      bardzo bolesny skurcz i jednocześnie usłyszałam potworny wrzask zza ściany.
      Natychmiast podjęłam decyzję o znieczuleniu. Potem okazało się, że ten wrzask
      był jedynym, który usłyszałam podczas pobytu-a porodów było kilka. smile)
      Przyszedł anestezjolog. Krótka rozmowa i znieczulenie. I nagle zrobiło się
      miło. Coś tam ciągnęło, ale nie bardzo. Grałam w okręty i czytałam książkę.
      Udało mi nawet się zdrzemnąć. Kiedy robiło się znów niemiło, dostawałam kolejną
      dawkę znieczulenia. Po jednej dostałam głupawki totalnej, zaczęłam śpiewać i
      opowiadać dowcipy. Mąż uznał, że się nieco naćpałam...wink
      Tyle, że czas mijał, a akcja posuwała się do przodu bardzo leniwie, mimo
      hektolitrów oksytocyny. Wreszcie zaczęło boleć inaczej i położna stwierdziła,
      że finał się zbliża. Kolejna dawka znieczulenia zdawała się wcale nie poprawiać
      sytuacji. Bolało, niestety. I denerwowała mnie troskiliwość położnej, męża,
      personelu. Mnie tu boli, a ci mi każą skakać na piłkach i robić jakieś inne
      durne sztuki!
      I było gorzej... Nie pomagało znieczulenie, tlen. Ale kiedy myślałam, że już
      więcej nie zniosę, nagle pojawiła się główka, a za nią cała reszta Gruszki (bo
      tak nazywaliśmy Masię przed urodzeniem-zawłaszczyłam to sobie jako nicka). I od
      razu przestało boleć, naprawdę! Wpadłam tylko w lekką histerię, bo zobaczyłam
      nad sobą kilka osób; oprócz położnej był ginekolog i pediatra. A pamiętałam
      dobrze, że jeśli wszystko jest OK, poród odbiera sama położna... Ale na
      szczęście nie było tak źle. Masia po dłuższej chwili oznajmiła wrzaskiem swoje
      przybycie na ten świat. Po 10,5 godzinach pobytu w szpitalu była wreszcie po
      tej stronie brzucha. smile Cała reszta; łożysko, szycie etc. upłynęła w sielskiej
      atmosferze. Pan doktor zabawiał mnie dowcipami. Zjawiła się na dyżurze moja
      lekarka i zaraz do mnie przybiegła z wizytą. Odwiedził mnie szef anestezjologii
      (to on kwalifikował mnie w ciąży do zoo) wypytać, jak się czuję, czy jestem
      zadowolona z opieki anestezjologicznej i ustalić dalsze postępowanie
      (dostawałam leki rownież po porodzie).
      Tak naprawdę kryzys przeżyłam z godzinę później. Mąż poleciał wyprowadzić psa,
      a ja zostałam sama z przyssaną Maśką. Postanowiłam ją przystawić do drugiej
      piersi i wtedy dopiero wylazło całe osłabienie. Przesunęłam małą na brzuch, ale
      nie byłam w stanie przenieść jej dalej! Malutka zaczęła płakać, a ja z nią. Na
      szczęście zaraz pojawiła się położna z odsieczą smile
      Pozdrawiam,
      Gruszka
      • haribo Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 14.12.03, 19:32
        Mnie to czeka za ok. 4 tygodnie, ale czytając niektóre z postów poprostu
        dziewczyny zazdroszę Wam. Chociaz muszę przyznać, że jestem pełna dobrych
        myśli, bólu się nie boję (bo po co panikować, jak ma boleć to będzie). Czy
        moja intuicja mnie nie zawiedzie??? Ciekawe - odezwę się jakbędzie po i
        opowiem.
        Pozdrawiam.

        Kasia - 37 tydzień.

        Marzena to była dobra myśl z tym wątkiem.
        • haribo Re: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych po 02.01.04, 02:19
          Ja niebawem tez udam się na porodówkę, więc powspominajcie jak to było.....

          Kasia - 8 dni do porodu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka