cayenne78
21.09.12, 11:04
Zapisałam dziecko do Akademii Uśmiechu w Wilanowie wiosną 2012. Otrzymałam umowę, regulamin, cennik obowiązujący od 1 września 2012 (nowy, wyższy od poprzedniego) oraz szereg informacji ustnych o tym jak wygląda nauka i organizacja przedszkola.
Na zajęciach adaptacyjnych, 2 dni pod koniec sierpnia, przedstawiono nam 2 ciocie, opiekunki grupy, jedna z nich miała mówić do dzieci po angielsku (o czym wcześniej nie było mowy), ale nikt o zdanie rodziców nie pytał. Zaczął się wrzesień, dzieci zaczęły chodzić do przedszkola, wszystko pięknie – codzienne gadki o tym, aby mówić o przedszkolu dzieciom dobrze, aby im zaufać, dać im kredyt zaufania, że oni wszystko dla dzieci, normalnie serce na dłoni. Drobne niedociągnięcia były normą, ale jako że drobne, to można machnąć ręką, że winda nie działa, że szafki nie przygotowane itp.
Przyszedł moment pierwszego zabrania, przedstawiono nowy program nauczania oparty na dwujęzyczności i multikulturowości a następnie wspomniano że meilem wysłano program i nowy cennik… Informacja wmurowała zebranych i poproszono o wytłumaczenie, oczywiście okazało się że aby utrzymać status quo czyli tak jak było dotychczas rodzice musza płacić 120zł miesięcznie więcej, w przeciwnym razie Pani mówiąca po angielsku odejdzie pod koniec września i zostanie zatrudniona inna „zwykła” pomoc. Okazało się, że wrzesień był to „PILOTAŻ” tylko nikt o tym nie poinformował a co więcej, poinformował że są to CIOCIE normalne, w domyśle na stałe. Rodzice zostali zaszantażowani, dzieci wykorzystano jako zakładników – albo dopłacicie, albo zabieramy ciocie do której się przyzwyczailiście.
Pani dyrektor umywa ręce i wymija się z każdej odpowiedzi posługując się ciągle zwrotami prosimy o kredyt zaufania + ja tu jestem od 3 września, ja umów nie podpisywałam itp.
Sytuacja troche jak z kablówką oferującą kanały na próbę i potem dopłacasz albo wyłączają, tyle że wtedy wiesz że tak będzie a tu dali kanały i bez uprzedzenia że to tylko pilotaż, na próbę połowę wyłączyli po miesiącu, chyba że dopłacisz. Do tego dochodzą emocje dziecka, które przyzwyczaiło się do Pani, do grupy, do miejsca.
Dodatkowo okazało się że te 120zł to jest dopłata Z BAAAARDZO dużym rabatem, chociaż nie wiadomo jaka jest cena bez rabatu, bo jest jeszcze ustalana… można się spodziewać że cena będzie więc jeszcze rosła.
Do tego dochodzi kwestia wychowawców, o ile ich praca jest bez zarzutu to jednak przecież musiały wiedzieć co jest grane, że jedna z nich jest być może tylko do końca września a jednak mimo to wmanipulowały nasze dzieci i pomagały poprzez brak informacji dla rodziców w tym procederze wykorzystania emocji dzieci dla zysków przedszkola.
Jestem zniesmaczona i załamana. Z jednej strony jak każdy rodzic nie chce zmieniać przedszkola dziecku które się przyzwyczaiło i jest zadowolone z drugiej strony czuję okropny niesmak kiedy powierzam teraz opiekę nad dzieckiem osobom zdolnym do takich rzeczy.
Co robić?