mika01
09.09.07, 00:12
Moje dziecko, 3-letnie, właśnie zaczęło chodzić do przedszkola.Po
przeczytaniu wielu watków na tym forum widzę,że jesteśmy średnią
krajową- czyli:jeszcze w domu,"nie chcę nigdy iść do
przedszkola",wielki płacz i histeria przy rozstaniu,potem się dość
szybko uspokaja(właściwie nazwałabym to rezygnacją-i tak mama nie
wraca)i dość ładnie bawi-popłakuje w trakcie coraz mniej.Ale mam
taką refleksję-słyszałam kiedyś od znajomej mieszkającej obecnie na
stałe w Szwecji,że tam jest absolutnie NIEDOPUSZCZALNE,żeby matka
zostawiła w przedszkolu płaczące dziecko.MUSI siedzieć w przedszkolu
tak długo,aż dziecko przywyknie.Jeśli trwa to godzinę-w
porządku,jeśli miesiąc czy dwa-trudno,nie wolno zostawić
malucha,które jeszcze nie jest gotowe na bezstresowe
rozstanie.Wiem,że u nas nawet trudno sobie wyobrazić podobną
sytuację-25 dzieci i 25 mam w przedszkolu-ale właściwie-dlaczego nie?
Dlatego,że w Polsce wszyscy uważają,że przedszkolak MUSI płakać,bo
to standard?Kiedyś standardem było,żeby zabierać noworodki od matek
zaraz po porodzie i oddawać tylko na karmienie-wyobrażacie to sobie?
Albo nie wpuszczano rodziców za próg oddziałów szpitalnych dla
dzieci-sama to przeżyłam jako dziecko i dobrze pamiętam.Więc może my
matki,nie powinnyśmy się zgadzać na "taki standard"?Może jednak nie
koniecznie wszystkie(albo zdecydowana wiekszość)dzieci musi mieć
właśnie takie przedszkolne początki?Macie jakieś przemyślenia(lub
doświadczenia) w tym względzie?Napiszcie proszę,bo ja biję się z
myślami-może powinnam wziąć sobie urlop i siedzieć w przedszkolu do
skutku?Jak myślicie?