sfinks1log
24.05.12, 15:51
Dwa miesiące temu w tym szpitalu urodziłam przez cc (zabieg niby zaplanowany ze wskazań neurologicznych) swojego synka. To co tam przeszłam, zarówno na oddziale patologii ciąży i neonatologicznym wraz ze swoim dzieckiem nadaje się na program typu "Nie do wiary". Ciążę prowadził lekarz z Bielańskiego, chodziłam do niego prywatnie, chciałam rodzic w tym szpitalu, ponieważ myślałam, że tam ja i moje dziecko będziemy mieć dobrą opiekę. Ale do rzeczy. Zgłosiłam się do szpitala zgodnie z terminem wyznaczonym na skierowaniu. Położono mnie na patologii ciąży. Dwukrotnie byłam przygotowywana do tego zabiegu (nic nie jeść, nie pić, czopki w d..., nieumiejętnie wkłuwane wenflony - wyszłam stamtąd z potwornym zapaleniem żył, gdy próbowano mi go założyć krew lała się po podłodze, a pani położna szła po koleżankę bo ona widocznie nie potrafi, dwa razy kroplówa - wracałam do domu w kapciach szpitalnych) i dwa razy wypadałam z kolejki zaplanowanych zabiegów - widać było, która pacjentka zapłąciła lekarzowi, bo to one właśnie mnie 'wypychały'. Za trzecim razem też do końca nie było wiadomo, czy będę miała cc tego dnia. Męczarnia - bez wody czekasz do 13 na swoją kolej po czym przychodzi lekarz i oznajmia, że nie dziś. Sam zabieg nawet ok., krótko nawet miła atmosfera. Po cc przewieziono mnie na sale pooperacyjną. Mama i mąż spytali się, o której godz. mają przyjść jutro żeby pomóc mi wstać i się umyć. Powiedziano im, że nie ma takiej potrzeby bo położne wszystko zrobią. Następnego dnia okazało się, że muszę wstać sama, sama wejść pod prysznic. Dziewczyny, które nie dały rady się podnieść, musiały czekać na rodzinę. Gdy wstałam, przeniesiono mnie na oddział noworodków. A tam dostałam dziecko i rób se co chcesz. Na tym oddziale lekarz na obchodzie zrugał mnie, że dlaczego jestem jeszcze niedomyta, dziwne nie? 20 godz. wcześniej przeszłam operację. Ale nie to było najgorsze. Drugiej nocy (dziecko było ze mną) mój synek przekrzyczał kilka godzin. Darł się tak, że było słychać go na całym oddziale. Nikt, oprócz dziewczyn leżących ze mną na sali, nie chciał mi pomóc, ani dyżurny lekarz, ani dyżurna położna, ani położna na sali noworodków. Na sali noworodków nie chciano mi dokarmić małego bo lekarz rano na obchodzie stwierdził, że nie ma takiej potrzeby i że mam dziecko karmić tylko piersią. Słyszałam takie komentarze: że nie kocham własnego dziecka, że co robiłam 9 miesięcy itp. Pobyt w tym szpitalu b. wpłynął na