Dodaj do ulubionych

ORŁOWSKI - mój poród. Opis.

28.07.04, 16:45
Długi ten opis, ale za to rzetelny.
Start!

Witam!

11.12 urodziłam na Czerniakowskiej przepięknego synka Aleksandra. I jest to
chyba jedyna pozytywna rzecz jaka mi się z tym miejscem kojarzy.
Sam poród jeszcze OK, trzeba było pojechać na oksytocynie, bo wody odeszły a
skurczów nie było i już smile ale od początku:

ZWIASTUN
W nocy o 3.45 obudziło mnie sączenie z tzw. dróg rodnych. Położyłam się 2
godziny wcześniej, miałam więc perspektywę porodu po nieprzespanej nocy. Po
naradzie z mężem, mamą i przyjaciółką pojechaliśmy do szpitala. To jednak nie
były wody, chyba czop. Wodnista, bezbarwna substancja. Położyłam się więc na
trochę, mąż pojechał do pracy i…

PORÓD
Wody odeszły o 11, o 12.30 byłam już na izbie przyjęć (przed wyjściem
musiałam jeszcze umyć głowe wink, panie w kolejce do ktg słysząc, co się dzieje
przepuściły mnie szybko do gabinetu. Termin miałam na 6.12, od kilku dni
byłam monitorowana ktg, wiedziałam gdzie i do kogo się zgłosić. Teraz też
kazano mi się położyć, ale skurczów nie było. Pani pielęgniarka chciała mnie
więc zbadać, poprosiła, żebym się rozebrała. Byłam zdenerwowana, nieporadnie
mi to szło więc powiedziała: „proszę się pospieszyć bo pacjentki czekają!”
Dla mnie jak obuchem w głowę. To ja ledwie stoję zakłopotana,
zdezorientowana, a ona tak do mnie? „Ja nie przyszłam tu na maraton, tylko
rodzić!” odpowiedziałam. I co? Za chwilę przeprosiła, była milutka, kochana,
miód, głaskanie po głowie (dosłownie).
Rozwarcie 0,5 cm, kazała się przebrać i zawiozła wózkiem do sali rodzenia.
Tam – plaża; sympatyczne pogaduszki, wywiad, czytanie, nadal żadnych skurczy.
Odżywianie kroplówką, nudy.
W końcu o 15.30 podłączono mnie pod oksytocynę, pielęgniarka dała mi też
jakiś zastrzyk. Pytam: „co to jest?” A ona: „a co, nie chce Pani?!” z
pretensją w głosie… Nawet nie wiem co to, chyba jak mnie kłują, to powinnam
wiedzieć o co chodzi? To było na rozwieranie szyjki.
I czekałam, czytałam, mąż drzemał, aż tu o 17 zaczęły się skurcze. Mocne
uderzenie, po pół minuty co dwie minuty. Koniec laby, czas popracować. Zawsze
myślałam, że będę chodzić, kąpać się, że mąż mnie podtrzyma, pomasuje, a tu
nic! Chciałam się tylko zwinąć w kłębek i sapać. Kiedy mąż próbował masować
mi krzyż tylko go ofuknęłam – przeszkadzało mi to i dekoncentrowało. Tutaj
byłam tylko ja i moja szyjka macicy . W pewnej chwili położna (już jakaś
druga) kazała mi zejść z łóżka i siąść okrakiem na piłce. Bujałam się tak
(dobrze mi to zrobiło) i pojękiwałam, bo ból już był spory, prawie bez
przerw. W końcu o 19.45 położna spytała, czy dać znieczulenie – było mi
wszystko jedno, zgodziłam się. Zaczęła mnie badać i okazało się, że to już,
i... Zaroiło się od lekarzy, pielęgniarek i nie wiem, kogo jeszcze, bo byłam
w transie. Rozbłysły reflektory (ciekawe jak mały się czuł przy takim
przejściu z ciemności w światła jupiterów…wink, wszyscy ustawili się na placu
boju czyli wokół mojego krocza. Jakaś pani szybko i zręcznie mnie podgoliła i
w szczycie skurczu zrobiła mi nacięcie. NIKT mnie oczywiście nie zapytał o
zgodę, to nie ważne, moje czy nie moje ciało, tną i już. A odcierpiałam potem
to nacięcie, oj jak! 10 minut później przytuliłam moje maleństwo. 4 parcia
załatwiły sprawę, („pudzian” to przy mnie mały bobas!) mały smoczek przytulał
się do mojej piersi, mąż nie mógł wyksztusić słowa z zachwytu: „jaki on
piękny!” powtarzał… Jeszcze przed ciążą byliśmy umówieni, że on przecina
pępowinę jak tylko przestanie tetnić. Taaaa…. Nikt nawet w tej sprawie nie
pisnął, przecięli i już, co się będą z nami ceregielić, przecież to mało
ważne dla młodego ojca…
Do samego porodu - spoko, miodzio, czy jak to tam można nazwać. Cały czas
był ze mną mój mąż, mimo, że nie chciałam pomocy, to ważna dla mnie była jego
obecność. Rodziliśmy w sympatycznym pokoju, sami, dopiero przy parciu zaroiło
się w nim od personelu (ciekawa jestem po co?). Całość przebiegła ekspresowo
i bez większych zastrzeżeń.
Ale w tym momencie przestało być sympatycznie - dzidzię zabrano na badania
(wszystko OK), mąż poszedł za nią, a ja miałam rodzić łożysko. Nie dano mi na
to niestety najmniejszej szansy - położne, a może lekarki, nie wiem, zaczęły
naciskać mi na brzuch, ciągnąć za pępowinę, słowem, robiły wszystko, żeby jak
najszybciej ze mnie to wyszarpnąć. Po co? Może dlatego, że była 20.00 i komuś
się spieszyło... W każdym razie czułam, że trzeba mi dać jedynie chwilę
oddechu, trochę czasu, a wszystko potoczy się naturalnie. Nie jestem
lekarzem ale wiem, że rodzenie łożyska może trwać godzinę, że gdybym
przystawiła małego do piersi, to to by mogło przyspieszyć ten proces... Tak
też nieśmiało powiedziałam - dajcie mi go do piersi, a łożysko się urodzi,
nie trzeba się spieszyć... Nikt nie raczył mi jednak nawet odpowiedzieć,
jakbym rzuciła grochem o ścianę! I leżałam tak totalnie bezradna, gnieciona
przez położne nie wiadomo po jaką cholerę, czułam się zupełnie bezsilna,
wręcz gwałcona - robiono mi krzywdę (tak to odbierałam) i nikt nie chciał mi
pomóc. O niczym nie informowano, nawet, jak pytałam, jakby mnie nie było,
tylko kawał mięsa. Może było coś nie tak, ale czułabym się o wiele lepiej,
gdybym COŚ wiedziała! Skończyło się tak, że zostałam wyłyżeczkowana i
ostatecznie straciłam litr krwi. Oczywiście jak spytałam przy wypisie o
przyczynę utraty krwi powiedziano mi, że to by trzeba zbadać, nie wiadomo...
Trata tata.
No i tyle poród

PO PORODZIE – opieka, warunki
Pobyliśmy jeszcze trochę razem, w końcu mąż o 24 pojechał do domu, ja na
salę, a dzidzia na noworodki - nie chciano mi jej dać, bo nie byłabym w
stanie się synkiem w nocy zająć Nawet specjalnie ściągnięto panią z
noworodków, żeby mnie przekonywała, bo nie chciałam się z synem rozstać. Ale
racja, byłam bardzo słaba. Mimo to mam wyrzuty sumienia. Obiecano mi, że nie
będą dokarmiać, najwyżej napoją glukozą. (gdzie tam dbanie o odruch ssania!)
Nie wierzę, że nic nie dali, ale przecież nie sprawdzę. Nie mogłam z bólu
spać, ale miła położna (tak, była taka, ale nie wiem, jak się nazywała)
przyniosła mi procha i jakoś ta noc minęła. A później – obudziłam się o
piątej, po kiepskich, przerywanych bólem pięciu godzinach snu. Leżałam na
sali sześcioosobowej, tej nocy mamy nie miały dzieci przy sobie. Dwie po
cesarce, jedna z wcześniakiem, oczywiście na sali tylko spała a mała była w
inkubatorze. Przyniesiono dzieci, i od tego momentu nie chciałam już się z
synuśkiem rozstawać. Śniadanie, obchód, nic specjalnego. Mały OK., ja jakoś
tam sobie radziłam. Wiadomo – blada jak ściana, nie mogłam za bardzo się
ruszać, jak to po porodzie. Potem odwiedziny, mycie… No właśnie. Na cały
oddział (myślę, że ok. 20 łóżek, może więcej bo nie wiem, ile sal) była jedna
łazienka z dwoma prysznicami (ktoś palił pety) i dwa kibelki. Bez klamek. Raz
wtrynił mi się jakiś facet, nawet nie zapukał… Brudno, zarówno w łazienkach,
jak i na salach. Brak papieru, o sztućce musiałam poprosić.
Jako przeciwbólowe podawano mi apap. Ciekawe tylko, że z opakowania
dowiedziałam się, że nie można go brać w anemii. Ja miałam ciężką anemię.
W szpitalu spędziliśmy o czwartku do niedzieli, czyli trzy doby. W tym czasie
ANI RAZU nie przyszła żadna pielęgniarka spytać:
-czy wiem, jak przewinąć
-czy wiem, jak wykąpać
-czy wiem, jak karmić.
Wiedziałam. Na szczęście. Z karmieniem podpowiedziała mi przyjaciółka. Ale
śmiać mi się chce jak czytam w gazetach, że przyjdą i wszystko powiedzą.
Dziecko kąpano w czasie obchodu noworodków – zabierano wszystkie dzieciaczki
na badania i kąpiel o 20, o wynikach informowano rano. I tak zdarzyło się, że
rano przyszła lekarka i powiedziała, że mały miał podwyższoną temperaturę
(37,8) i że powinnam odwinąć go z tego
Obserwuj wątek
    • aleksandrynka ciąg dalszy :) 28.07.04, 16:46
      ciepłego kocyka. Badania były wieczorem a ona powiedziała mi to po 13
      godzinach!!! A ja się zastanawiałam, dlaczego synek całą noc ssał. A jemu się
      po prostu chciało pić! Raz poszłam za maluszkiem, nie byłam w stanie zostawić
      go nawet na moment. Żebyście widzieli miny pielęgniarek! Wyprosiły mnie
      grzecznie, ale pomyślały chyba, że to jakaś idiotka! Tak za dzieciakiem latać…
      Coś tam komentowały… A Olek spał i wiedziałam, że do kąpieli go obudzą, było mi
      go tak szkoda! No ale taśma to taśma.
      Miałam własne ubranka, pieluszki, ale dopiero od pań z pokoju dowiedziałam się,
      że powinnam je położyć do wózeczka przed kąpielą. Do tej pory był ubrany w
      szpitalne ciuszki i pieluchę… tetrową. Zauważyłam to dopiero po jakimś czasie.
      Niby nic strasznego, ale włos się jeży na głowie kiedy się widzi odparzenia u
      jednodniowego maluszka, prawda? Potem przewijałam już sama, ale wcześniej nikt
      się nie zainteresował czy i jak to robię.
      Badania słuchu robiono mu w ostatnim momencie, i gdybym nie przyszła, to
      ciekawe, czy ktoś by coś zauważył. Z resztą badanie nie wyszło, i musiałam za 2
      miesiące jechać do CZD. Na szczęście jest OK…
      Nie powiedziano mi też, że bioderka bada się w pierwszym miesiącu, przeczytałam
      w gazecie, kilka tygodni po porodzie…
      W nocy dzieci płakały. Nie mój synek, jemu tylko zatykałam uszko, żeby się nie
      obudził. Ale były mamy zdezorientowane, spanikowane wręcz, które nie umiały
      sobie poradzić. (A ja byłam jedyną pierworódką!) Dzieci oczywiście przejmowały
      ten niepokój i płakały, marudziły… A to nie ma pokarmu (przecież po porodzie
      jest troszeczkę siary, a nie rzeka mleka), a to nie wie jak przystawić,
      dlaczego płacze, coś boli itp… Wiadomo że „świeża” mama ma mnóstwo wątpliwości,
      niepokoi, potrebuje zachęty i wsparcia. Ogólnie położne robiły łaskę, że
      podpowiedzą, trzeba było się do nich przejść, o ile były w dyżurce.
      W sobotę przyjechała do nas pani po cesarce. Pielęgniarka przyniosła jej
      dziecko. Trzymała zawiniątko jedną ręką i widziałam, że tak nim majtnęła, że
      dziecku główka bezładnie podskoczyła i opadła. Dla mnie zgroza.
      Gdy chciałam o coś spytać w czasie obchodu, to zanim zdążyłam otworzyć usta już
      nikogo na Sali nie było. Nie było miejsca na spontaniczne pytania. Ciąg dalszy
      taśmy.

      WYPIS
      Wiedziałam, że w niedzielę wyjdę (wypisałabym się nawet na życzenie, tak miałam
      dosyć!) a decyzja zapadła podczas porannego obchodu, chyba o 10. Do drugiej
      czekałam na potwierdzenie, w międzyczasie przyjechał mąż i mama. Szykowałam się
      do wyjścia. O ja naiwna! Na wypis czekałam do… 17! Łóżko opuściłam ok. 15 i nie
      mogłam się doprosić wypisu. A tu gorąco, wręcz nieziemski upał, tłumy
      odwiedzających (niektórzy przesadzili – 5, 7 osób!), zamieszanie… Wiecie, co to
      znaczy dla położnicy siedzieć w upale jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać
      upragnionego wypisu? Pot się leje, wszystko boli, nerwy… Kiedy mi go wreszcie
      przyniesiono spytałam, gdzie jest mój dowód – zabrali mi go podczas porodu. „A
      nie dostała go pani razem z metryczką?” Z JAKĄ METRYCZKĄ?! Cóż, zapomnieli o
      tak nieistotnym szczególe. Poszli szukać dowodu, ja nie ruszyłam się z pokoju
      pielęgniarek chociaż chciały, żebym poczekała w Sali. O nie. W końcu
      przynieśli. Chwała bogu. W samochodzie puściły mi hormonalne nerwy, byle do
      domciu!!! No i to by był koniec przygody ze szpitalem gdyby nie fakt, że w
      metryczce źle wpisano datę urodzenia dziecka... Bez komentarza.

      I taki był mój pobyt w szpitalu Orłowskiego na czerniakowskiej.
      Ogólnie – minus. Zero zainteresowania, życzliwości,obojętność informacje
      zdawkowe lub brak. Atmosfera nie sprzyjająca zdrowieniu, dobremu samopoczuciu,
      nieprzystajaca do wagi tak wspaniałych chwil w życiu. Poczucie bezradności.

      A coś pozytywnego tez się znajdzie, później – szpitalna przychodnia i
      rewelacyjna, ciepła, mądra, życzliwa dr SONCZYK. Chyba tylko dla jej opieki
      warto było tam się pomęczyć. A i tak drugi raz mnie tam nie zobaczą.
      Pozdrawiam wszystkie mamy!

    • marzena72 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 28.07.04, 18:13
      Przejmujący opis... Na wszystko inne - brak słów po prostu.

      Gratulacje synka!

      Pozdrawiam.
      Marzena - mama Mateuszka (już 5-latka :o)) i drugiej Dzidzi w brzuszku (28tc)
    • melka_x Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 29.07.04, 09:11
      Mnie się już nie chce tego samego powtarzać. Dla mnie Orłowski to prawdziwy
      koszmar, tak warczących, pokrzykujących, nie lubiących swojej pracy (i chyba co
      za tym idzie dzieci) i sztorcujących rodziców jak przedszkolaków pielęgniarek
      nigdzie nie widziałam (mówię o noworodkowych, położne są w porządku).
      Potwierdzam natomiast zdanie o dr Sończyk, sympatyczna i ciepła osoba.
    • aleksandrynka Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 29.07.04, 13:10
      cieszę się, że przebrnęłyście przez mój opis
      może komuś się przyda
      smile
      pozdrawiam!
      • aleksandrynka Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 09.08.04, 09:43
        hej, ktoś jeszcze przeczytał?
        smile
        Bo skoro już się wywnętrzyłam...
        big_grinDDDDDD
        • ryba2 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 09.08.04, 11:13
          Nie zamierzalam tam rodzic i mam nadzieje, ze nie wyladuje w tym szpitalu z
          powodu braku miejsc w innym...
          Przykro mi bardzo Aleksandrynko, ze musialas przez to wszystko przejsc.
          Brak slow na takie traktowanie...
          Ale przede wszystkim gratuluje Tobie i Twojemu Mezowi synka. smile Niech rosnie
          zdrowo i szczesliwie smile

          Pozdrawiam serdecznie

          Wiola i 28 tyg. Olenka
          • szymon131 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 08.10.04, 20:12
            Skąd wiesz,nie bądż taka pewna nigdy nic nie wiadomo.
    • mkonkol Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 10.08.04, 14:00
      Przeczytałam i jeszcze jestem w szoku! Jak Ty to zniosłaś? Gratuluje mocnych
      nerwów. Nie wiem czy dałabym rade. Z tego wszystkiego jednak, najważniejsze, że
      dzieciaczek zdrowy wink
      Pozdrawiam serdecznie.
      • emiczek Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 30.09.04, 14:30
        ja tam rodzilam i mialam zajebisty porod !!! opieka tez byla super. wg mnie
        jesli chodzi o porod to troche przesadzasz - moze kwestia pepowiny byla
        nieprzyjemna ale porod to nie wypoczynekw hotelu tylko ciezka praca - zarowno
        dla ciebie jak i personelu. jesli czegos sie chce to sie o to prosi albo pyta -
        trzeba bylo uprzedzic ze chcecie przeciac pepowine, moze polozna czy lekarz
        przyjmujac 15 porod danego dnia nie pamietaly ze TY akurat chcialas poczekac az
        przestanie tetnic. Jesli chodzi o naciecie krocza to jest to robione wlasnie
        dla twojego dobra - u mnie prawie nie bylo nacinane bo nie bylo takiej
        potrzeby, widocznie u ciebie bylo zagrozenie rozdarcia sluzowki - wtedy dopiero
        bys sie nacierpiala....co do rodzenia lozyska to nie czeka sie zeby zlapac
        oddech tylko sila rozpedu w ciagu 15-20 min rodzi sie lozysko inaczej moze
        zostac w macicy - tu tez nie widze bleddu lekarzy...widocznie cos sie dzialo
        skoro zostalas wylyzeczkowana...jesli chodzi o warunki w szpitalu - decydujac
        sie na dany szpital - decydowalas sie na jego warunki.. gdybym chciala rodzic w
        luksusach rodzilabym na zelaznej albo prywatnie... jesli chodzi o reszte -
        wspolczuje ze tyle przeszlas, ale wszelkie kwestie organizacyjne mozna zalatwic
        artykulujac swoje potrzeby albo pytajac jakie sa zwyczaje w szpitalu (np.
        ubranie dziecka). na przyklad "ANI RAZU nie przyszła żadna pielęgniarka spytać:
        -czy wiem, jak przewinąć
        -czy wiem, jak wykąpać
        -czy wiem, jak karmić."
        mozna spytac samemu prawda? skad polozna ma wiedziec kto wie a kto nie. jak
        bylam w szpitalu jedna dziewczyna zle przystawiala dziecko i codziennie
        przychodzil ja instruowac doradca laktacyjny - dlatego m. in. ze poprosila o
        taka pomoc.

        "A ja się zastanawiałam, dlaczego synek całą noc ssał"

        dziecko zwykle po porodzie ssie dlugo bo pobudza gruczoly do wytwarzania mleka
        i zaspokaja potrzebe bliskosci - moje dziecko robilo to samo tak jak i dzieci
        kolezanek z sali.

        "Do tej pory był ubrany w
        szpitalne ciuszki i pieluchę… tetrową. Zauważyłam to dopiero po jakimś czasie. "
        a czemu nie dalas od razu swoich ciuszkow jak dzidziusia zabrali do mycia ? w
        co mieli go ubrac?

        "Potem przewijałam już sama, ale wcześniej nikt
        się nie zainteresował czy i jak to robię."
        przeciez jestes matka prawda?

        wedlug mnie histeryzujesz i robisz z siebie ksiezniczke - przepraszam ale
        zachowujesz sie jakbys nie wiedziala jakie sa warunki w polskich szpitalach.
        jesli oczekiwalas skakania nad toba trzeba bylo rodzic w domu albo prywatnie.
        przepraszam za ten ostry komentarz ale nie rozumiem takiego czegos....
        • aleksandrynka Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 01.10.04, 12:30
          chyba rzeczywiście nie rozumiesz sad((
          na przykład tego:

          moze polozna czy lekarz przyjmujac 15 porod danego dnia nie pamietaly ze TY
          akurat chcialas poczekac az przestanie tetnic

          to przeciez nie o mnie chodzi...


          nacięcie krocza - jałowa dyskusja, szczególnie ze skostaniałą polską
          rzeczywistością...

          łyżeczkowanie - nie mówię, że to błąd!!! Ale...

          nie mam juz siły tego wszystkiego tłumaczyć

          To chyba na prawdę moja wina, że uparłam się pisać o potrzebie godnego
          traktowania i kompetentnej obsługi lekarskiej. Jaka ja głupia jestem! W tak
          nierealnym świecie zyję! Reczywiście, księżniczka... Tak, zapomniałam, że w
          naszych szpitalach są takie warunki. Następnym razem się poprawię. Nie ma co
          oczekiwać... czegokolwiek. Teraz będę wiedziała. Tylko Twoja rada: jesli czegos
          sie chce to sie o to prosi albo pyta nie bardzo tu pasuje... Próbowałam...
          sad((((
          _____________________
          no i mam sygnaturkę!
          _____________________
        • anula_w Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 01.10.04, 15:15
          A gdzie Ty w Orlowskim widzialas 15 porodow dziennie? Dziewczyno, chyba Ci sie
          z Karowa pomylilo. Na Czerniakowskiej jak maja 3 porody dziennie to juz full.
          A skad dziewczyna rodzaca pierwszy raz miala wiedziec, ze trzeba lekarzy
          uprzedzac, ze chce przeciac pepowine. To oni wiedza jakie sa zasady, a dla
          pierwiastki sam pobyt w szpitalu i porod to juz wystarczajacy nadmiar emocji.
          A decydujac sie na szpital nie zawsze wie sie o wszystkich najmniejszych
          detalach. No chyba, ze Ty mialas to wszystko obcykane.
          Co do ubranek i pieluch do dziecka, tez skad mozna wiedziec bedac po raz
          pierwszy w szpitalu, w ktorym momencie dac je.
          Pielegniarce z noworodkow tez z glowy nie spadlaby jakby weszla na sale i
          zapytala czy ktoras nie radzi sobie z karmieniem czy przewijaniem.
          I wiesz to nie aleksandrynka "histeryzuje" tylko Ty to upraszczasz.
          Moze Ty trafilas na taki zespol, na taki dzien, ze bylo OK.
          Ale uszanuj odczucia innych
        • mila5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 01.10.04, 16:06
          Jezu dziewczyny z kim Wy dyskutujecie??? Przecież te dziewuchy to jakieś nie
          gniotsa nie łamiotsa baby, które urodziłyby w polu kapusty i też byłoby dla nich
          "zajebiście".
          Poza tym ciekawe skad dziewczyny rodzące 1 raz mają wszystko wiedzieć??? a może
          są troszkę delikatne i nie są takimi bazarówami, które wiedzą jak sobie wszystko
          załatwić?? i jak się dopytać???
          Aleksandrynko nie martw się !!! Nie musisz się przejmować, że Cię wyzywają od
          księżniczek. Psi obowiązek personelu zapytać jakie masz problemy lub czy sobie
          czegoś życzysz.
          • aleksandrynka Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 02.10.04, 17:59
            dzięki dziewczyny za zrozumienie, bo już się zastanawiałam, czy może
            rzeczywiście coś ze mną nie tak. Ale nie, nie dam się tak łatwo! I swoich
            przekonań (a przede wszystkim odczuć) nie zmienię, czy się to komuś podoba, czy
            nie. wink
            Smutne jest tylko dla mnie to, że napisałam posta żeby pokazać, jak jest, i za
            to własnie jestem łajana...
            No ale niech to nie będzie moim problemem!
            Pozdrawiam serdecznie!
            • mila5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 02.10.04, 23:18
              Nie przejmuj się. Niektóre panny to jeszcze chyba pozostałości socjalistycznych
              manier i wychowania, kiedy człowiek był traktowany jak świnka pigi, nie miał
              godności, honoru, aby się bronić i przeciwstawiać ogólnemu chamstwu i
              znieczulicy. Dzisiaj na szczęście kobieta ma prawo i odwagę wymagać w szpitalu
              (i nie tylko) szacunku co do własnej osoby i jej dziecka. I nie dajmy sobie
              wejść na głowę !!!!!! Jeśli będzie więcej takich osób, które WYMAGAJĄ, A NIE
              ZGADZAJĄ SIĘ JAK TE OWCE na wszystko, to tylko będzie to skorzyścią dla nas
              wszystkich. My młode mamusie nie musimy wszystkiego wiedzieć, a personel jest po
              to, aby pomagać !!! I my musimy egzekwować takie zachowanie.
              • anula_w Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 12:18
                a może nasza "koleżanka", której "zajebiście" sie rodziło w Orłowskim była z
                tych co to zaraz po wejściu do szpitala "rozdysponowała ODPOWIEDNIO" koperty??
                Ja się z takim przypadkiem spotkałam, i darczyni też się czuła wyśmienicie.
                • emiczek Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 14:14
                  wybacz ale nikomu nie rozdysponowywalam kopert bo nie bylo takiej potrzeby. Ale
                  skoro wpadlas na ten genialny pomysl to moze ty tak zrobilas, bo mi nawet przez
                  mysl by nie przeszlo ze tak mozna. nie jestem bazarowa, ani nie rodzilabym w
                  kapuscie mowiac ze bylo zajebiscie - zdziwilabys sie z kim masz do czynienia.
                  nie lubie po prostu niemoctwa, i braku umiejetnosci wyrazania swoich potrzeb.
                  nowoczesne kobiety to wlasnie potrafia i jak same zauwazylyscie maja prawo
                  WYMAGAC - ale przypominam ze wymaganie to takze wyrazanie slowne swoich
                  potrzeb. a porod i decyzja o dziecku wymaga dojrzalosci ogromnej swiadomosci
                  calej sytuacji we wszelkich jej aspektach ktorej najwyrazniej niektorym z was
                  brakuje. Skoro wymagac to trzeba wiedziec czego sie spodziewac w miejscu gdzie
                  rodzimy i co mozna ewentualnie poprawic a jesli nam nie pasuje mozna rodzic
                  gdzie indziej. Aleksandrynko, rozumiem ze sie nacierpialas i przykro mi bardzo
                  ze nie kazdy ma takie odczucia co do porodu jak ja ale personel to tez ludzie
                  jak ty i tez maja prawo pewnych rzeczy wymagac tylko mimo ze wymagaja to tego
                  nie dostaja i co w zwiazku z tym zrobic? bedziesz im placic pensje? to ludzie
                  takze zaslugujacy na szacunek i mimo ze jestem klientem szpitala a nie lekarzem
                  to szanuje ich prace i nie winie za drobne niedociagniecia. szpital to nie
                  hotel. jestesmy tam tylko chwile...
                  • emiczek Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 14:18
                    i jeszcze jedno. rodzilam po raz peirwszy w zyciu , pierwsze dziecko. podeszlam
                    do tego na tyle powaznie ze staralam sie dowiedziec jak najwiecej o tym co nas
                    bedzie czekalo...wiedzialam czego sie moge spodziewac. po prostu odwiedzilam
                    szpital wczesniej i o wszystko wypytalam, wszystko obejrzalam. mimo ze nie do
                    konca wszystko mi sie podobalo to wiedzialam co mnie czeka i na co sie
                    decyduje. oprocz tego znalam caly przebieg porodu. a w szpitalu na sali
                    radzilam sobie pytajac o rozne rzeczy kolezanek badz lekarzy... grunt to chciec.

                    a poza tym to TYLKO MIEJSCE gdzie przychodzi na swiat nasze dziecko. -
                    planujemy wszystko przez 9 mies a moze sie zdarzyc ze urodzimy w samochodzie i
                    co wtedy? najwazniejsze zeby dzidzius urodzil sie w nasyzm sercu..
                    • mila5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 15:37
                      A z kim my mamy doczynienia?? Wyjaw tę tajemnicę i pozwól nam się zdziwić !!smile)
                      Oj jojoj nawet dlo główki nie przyszło, żeby dać łapówkę smile))
                      jaka grzeczna dziewczynka ... a jakby miała kupę szmalu, to zapewnie pierwsze co
                      by zrobiła to rodziła luksusowo za 6000 w CENTRUM DAMIANA smile)) ale będzie
                      oczywiscie zaprzeczać, że nawet jakby miała miliony to warto było rodzić w
                      obskurnym Orłowskim smile było zajebiście ...

                      Musisz sobie zdać sprawę z tego, że nie każdy ma buźkę od ucha do ucha, nie
                      każdy umie pyskować i nie każdy artykułować swoje potrzeby, bo może być
                      wrażliwy, nieśmiały lub poprostu oszołomiony, przestraszony i wycieńczony
                      porodem !! ale dziwię się, że ja muszę tłumaczyć takie rzeczy...i to nie jest
                      niemoctwo, ani brak dojrzałości do macierzyństwa ... i po aleksandrynce widać,
                      że jest delikatna, bo naprawdę dziwię się, że się tak tłumaczy słuchając takich
                      BEZNADZIEJNYCH GŁUPOT !!!!!!
                      • emiczek Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 21:16
                        mila5 - mam kupe szmalu bo nie rozpuszczam ich na lapowki smile))))))


                        btw wasza lapowka to byla najprawdopodobniej zwykla oplata za porod w sali
                        rodzinnej, obecnosc poloznej, lekarza czy znieczulenie zewnatrzoponowe. ale
                        grunt to znalezc sensacyjke nie?
                    • penelina Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 15:46
                      Dziewczyny,ludzi dzielimy na:
                      1.Niewiadomego pochodzenia:"pan wie,kto ja jestem..."
                      2.Pedagogów:"ja pana nauczę..."
                      3.Ekshibicjonistów:"ja panu pokażę..."
                      4.Kadrowców:"pan tu już nie pracuje..."
                      5.Trenerów sportowych:"pan to mi może skoczyć"

                      Myślę sobie,że jedna z Mam tu się wypowiadających należy do pierwszej
                      kategorii...

                      Pozdrawiam serdecznie.
                      • emiczek Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 20:10
                        hahahahah pudlo !!!!!!! nie naleze do zadnych z tych kategorii. jak latwo ludzi
                        zaszufladkowac nie znajac ich prawda?
                        • penelina Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 21:44
                          Uderz w stół,a nożyce się odezwą...
                          Ja nie napisałam przecież konktetnie,o którą Mamę mi chodzi...więc o co się tak
                          rzucasz?Czyżbyś miała zaniżone poczucie własnej wartości?A może kompleksy?
                      • emiczek Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 04.10.04, 21:17
                        a mama ktora to napisala do drugiej kategorii smile jestesmy zatem blisko smile
    • realista5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 12.08.04, 19:41
      urodziłaś zdrowe dziecko to się ciesz i dziękuj, a nie wypisuj pierdół. Lekarz
      zarabia w szpitalu 800zł a położna 600zł, wymagasz jeszcze żeby odpowiadali na
      twoje każde bzdurne pytanie i kłaskali po każdym skurczu, skorą robią zastrzyk
      to znaczy, że to jest konieczne a jak wiesz lepiej to trzeba było w domu
      urodzić, twoja składka zdrowotna nie wystarczyła pewnie na gaziki zużyte przy
      twoim porodzie. Wsadz sobie w d... swój rzetelny opis a następne dziecko leć
      rodzić na księżyć !!!
      • k-julka Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 13.08.04, 08:55
        Realisto5 . Walnij się w cymbał i zastanów się co piszesz. Po piersze zarobki
        lekarzy i pielęgniarek nie są zależne od rodzacych a po drugie żadne pytania
        pacjentki nie są bzdurne i psim obowiązkiem lekarza jest na nie odpowiadać.
        A opisy dziewczyn są b.b. potrzebne dla innych rodzących w przyszłości.A tearz
        sam wynoś się na księżyc ze swoimi beznadziejnym teoriami i radami.
      • aleksandrynka Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 13.08.04, 10:56
        zarabia w szpitalu 800zł a położna 600zł,twoja składka zdrowotna nie
        wystarczyła pewnie na gaziki zużyte przy
        > twoim porodzie.

        gówno mnie obchodzi ile zarabia lekarz i połozna, nie moja wina ani zasługa, ja
        składkę płacę.

        > wymagasz jeszcze żeby odpowiadali na
        > twoje każde bzdurne pytanie i kłaskali po każdym skurczu, skorą robią
        zastrzyk
        > to znaczy, że to jest konieczne

        jasne, niech mnie przywiążą pasami, nafaszerują, potną krocze, rozerwą szyjkę,
        w końcu kawał szmaty lezy, nie człowiek. Moje samopoczucie? Eeeee tam, kogo to
        obchodzi?

        Wsadz sobie w d... swój rzetelny opis

        w d.... to własnie sobie Twój post wkładam.
        Spadaj
      • magdalenax Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 16.08.04, 14:24
        Tak sie sklada ze place wysokie skladki na ubezp zdrowotne zarowno z tytulu
        umowy o prace i dzialalnosci gospodarczej. Moje co miesieczne skladki starczaja
        na troche wiecej niz na gaziki, realisto. W dodatku od 8 lat ani razu nie
        skorzystalam z panstwowej sluzby zdrowia bo pracodawca oplaca prywatna
        przychodnie. Za 105 zl miesiecznie jestem ubezpieczona ja i maz. W cenie mamy
        wizyty u wszelkich specjalistow i wszystkie badania, rehabilitacje. Prywatnej
        przychodni sie to oplaca i jeszcze rozwija dzialalnosc o kolejne uslugi a w
        kasie panstwowej nieustanne braki i jak pojde na porodowke to jestem zdana
        jedynie na dobra wole personelu ktory standardowo ma mnie w d... bo jest
        kiepsko oplacany. Personel medyczny nie od dzisiaj jest kiepsko oplacany tak
        samo jak nauczyciele. Ta praca to bardziej powolanie niz zawod i o tym powinni
        myslec kandydaci na uczelnie medyczne ktorych liczba jakos sie nie zmniejsza
        mimo trudnych warunkow. Dlaczego tak jest ze Ci ludzie bija sie najpierw o
        indeks a potem nie zapewniaja nam godnej opieki... bo im kiepsko placa.

        Magda

      • aska20 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 16.09.04, 12:16
        jeśli chodzi o zarobki lekarzy i pielęgniraek czy też położnych to chcę
        zauważyć, że lekarze bardzo dużo zarabiają na firmach farmaceutycznych. Dotyczy
        to również pielęgniarek i położnych. Firmy farmaceutyczne płaca im wszystkim
        tak duże pieniądze o jakich nam się nawet nie marzy. Skąd Ci wszyscy lekarze
        żyją na tak wysokim poziomie? Z pensji 800 zł? Nie bądźmy śmieszni..A jeśli
        chodzi o położne to przecież bardzo wiele kobiet korzysta z usług tych pań w
        postaci asysty przy porodzie, która to usługa kosztuje w Warszawie nie mniej
        niż 1000 zł. O czym Ty mi tu realisto pieprzysz? Myslałby, że taka biedna ta
        służba zdrowia,zabawne.Zasranym obowiązkiem osoby pracującej jest wykonywać
        swoją pracę jak najlepiej, a jeśli komus zarobki lub praca nie odpowiada to
        niech się lepiej przekwalifikuje a nie odwala pańszczyznę. Ciekawa jestem czy
        za poród, za który kobiety płacą ,szanowne panie położne wystawiają rachunki i
        wykazują to w swoich dochodach. Ktoś tym paniom powinien dobrać się do d...
        Taka pani położna dziennie ma czasami nawet 5 pacjentek czyli 5000 zł. I o czym
        ty realisto tu chrzanisz?
    • higa Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 13.08.04, 10:01
      nie wiem po co takie osoby ja realista się w ogóle wypowiadają - chyba tylko po
      to że nie maja nic do roboty i chcę wsadzić kij w mrowisko żeby się coś działo.
      Powiem tylko tak - połozne i lekarze są w szpitalu W PRACY. nikt ich do pracy
      nie zmusza - dostaja za to kasę - i tylko kobiety rodzące wiedzą ile dodatkowo
      trafia do nich w kopertach i winnych formach, żeby w ogóle raczyli coś zrobić.
      Skoro są w pracy - powinni być uprzejmi (nie mówię mili, bo tego nie ma w
      umowie o pracę, choć by się przydało) i informować pacjentkę co się z nią
      dzieje a nie chamsko o opryskliwie odburkiwać bo nikomu łachy nie robią że
      pracują. Ja pracuję w biurze. Jak ktoś mnie o coś pyta (z niektórych działów
      ludzie są upredliwi do bólu i trzeba im godzinami tłumaczyć najprostrze
      kwestie "jak chłop krowie na rowie") Ale robię to. Robię to UPRZEJMIE. Nie
      robię nikomu łachy ze pracuję - przecież dostaję za to pensję. A w szpitalach
      ma wrażenie zachowują się tak jak by robili to za darmo i trzeba ich było
      całować po piętach że w ogóle kiwną palcem...
      w każdym razie aleksandrynka - dzięki za opis. szkoda że nie masz miłych
      wspomnień - ale masz też swoją nagrodęsmile))
      olej tego świrusa co nie ma nic do powiedzenia. nie warto psuc sobie krwi..
      higa
      • realista5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 13.08.04, 23:00
        higa -> pracujesz w biurze więc masz skończone jakieś liceum zawodowe albo
        zaoczne studia, zarabiasz pewnie dwa, trzy razy tyle co lekarz w szpitalu przy
        100 krotnie większym wkładzie wiedzy, więc MUSISZ się uśmiechać do klientów,
        lekarz nie musi, pa
        • nutria5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 15.08.04, 00:03
          REALISTA to jak rozumiem - lekarz, który uważa, że tylko on jeden skończył
          studia i jest bardzo pokrzywdzony przez cały świat. Mam nadzieję, że składka
          zdrowotna 0% uzdrowi także i tego "realistę" i zmusi do zastanowienia się, dla
          kogo i po co - tak naprawdę - pracuje (czyli do NORMALNEJ PRACY - jak ludzi we
          wszystkich pozostałych zawodach, pracujących w warunkach NORMALNEGO RYNKU, a
          nie idiotycznej fikcji, zwanej "publiczną służbą zdrowia").
          A jeśli jesteś tak wykształcony, kompetenty i znakomity, to czemu nie
          podejmiesz pracy w prywatnej "służbie zdrowia", a już najlepiej we własnym
          szpitalu?
        • higa Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 16.08.04, 10:58
          wiesz co? to co piszesz to bzdura totalna - podejście do pracy nie zależy od
          wykształcenia. ani trochę. ani od pensji. tylko od odpowiedzialności.
          Ja jestem kierownikiem po wyzszych studiach ale nie powoduje to że zaczęłam się
          uśmiechać a jak pracowałam parę lat temu jako goniec w agencji reklamowej po
          kilkanaście godzin na dobę i wszyscy mną pomiatali to ja też miałam wszystko w
          dupie.
          Mój dziadek pracował na koparce. Nie miał wykształcenia. Szanował wszystkich,
          kłaniał się sprzataczkom tak samo jak kierownikowi budowy, bo taką miał kulturę
          osobistą i tak postrzegał też kulturę w pracy.
          Kultura (czyli uprzejmość a nie pokazywanie wszystkim że się ma ich w dupie i
          się robi łachę) nie zależy od wysokości zarobków. Ja rozumiem, że pielęgniarki
          zarabiają skandalicznie małe pieniądze. Też mnie to boli, uwierz mi. Tak jak
          wiele innych zawodów w tym popieprzonym kraju. Ale to że mało zarabiasz nie
          jest wytłumaczeniem dla tego żeby być gburem i traktować wszystkich jak śmieci,
          a zwłaszcza rodzące kobiety, którym jest ciężko, boją się, co więcej są
          panicznie przerażone. To już zwykłe skurwysyństwo. i nie jestem w stanie tego
          wytłumaczyć niczym.
    • nolly Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 15.08.04, 22:53
      Witam,przeczytałam sobie ten "wstrząsajacy" opis i nie wiem czy smiać sie czy
      płakać. Tak sie składa, że 15 maja urodzilam tam synka (wcześniaka)przez
      cesarskie cięcie,w szpitalu spędziliśmy razem 12 dni, więc nieco więcej niż
      rozhisteryzowana (to moja subiektywna opinia) autorka tego wątku. Nie
      twierdzę,że było rewelacyjnie, ale też wiedziałam, ze nie będzie. Jak bym
      chciała luksusów w postaci ekskluzywnych kabin prysznicowych i prywatnej
      pielęgniarki, która mnie wprowadzi w świat pielęgnacji dziecka, to bym poszła
      rodzić w prywatnej klinice a nie w państwowym szpitalu. Aleksandrynko, powiedz
      mi skąd pielęgniarka ma wiedzieć,że nie umiesz sie zajmować dzieckiem? Ja nie
      wiedziałam i pytałam, na każde pytanie uzyskalam rzetelną odpowiedź. Na sale
      dla noworodków mamy mogły przychodzić żeby pobyc ze swoim maleństwem,
      oczywiście nie non-stop, bo leżą tam dzieciaczki w różnym stanie np. z
      żółtaczką i ze względu na ich bezpieczeństwo nie jest wskazane żeby kręcił sie
      tam tłum mam, które mogą przenosić zarazki.Codziennie przychodziła na salę
      poporodową lekarz pediatra i informowała mamy o stanie maluszków.Lekarze na
      obchodzie, cóż może nie są zbyt wylewni w okazywaniu swych uczuć i nie pytają
      czule każdej pacjentki jak sie czuje, ale wierz mi, jesli wszystko jest ok, a
      oni widzą że jest ok, to idą dalej do kobiet które byc może potrzebują bardziej
      lekarskiej opieki niż kobieta, którą po prostu tylko boli krocze po porodzie,
      bo to że boli, to jest normalny objaw.A w tym szpitalu (jak w kazdym) oni maja
      dużo pracy, zwłaszcza piętro nizej na patologi ciąży, gdzie leżą kobiety z
      naprawdę poważnymi problemami.
      Sanitariaty-to ze któraś z mam paliła tam pety, to nie jest wina personelu,
      sama leżalam na sali z taką nieodpowiedzialna kobietą,na to sie niestety nie
      poradzi.W toaletach celowo nie ma zamków, żeby jak któras mama np. po cesarce,
      zemdleje w toalecie,to mozna było jej szybko pomóc, a nie wywazać najpierw drzwi
      (inna sprawa, ze w lazienkach powinny być dzwonki wzywające personel).
      Sumując, uwazam że w tym szpitalu pracują naprawdę dobrzy fachowcy-i piszę tu o
      lekarzach, położnych i pediatrach/ jedyne duże zastrzeżenia jakie mam, to
      pielęgniarki od noworodków, jak zobaczyłam w jaki sposób odbywa sie kąpanie
      dzieci, to mało nie zemdlałam, ale z tego co sie orientuję, podobnie wygląda to
      w kazdym szpitalu.
      Myslę, że decydując sie na poród w państwowym szpitalu w w-wie, gdzie
      codziennie rodzi sie kilka-kilkanaście dzieci nie należy oczekiwać luksusów i
      współczujacych spojrzeń od zabieganego personelu, to nie hotel
      pięciogwiazdkowy. wazne jest żeby wszystko z mamą i z dzieckiem było ok i żeby
      jak najszybciej wrócić do domu, czego zyczę wszystkim przyszlym mamom i ich
      pociechom smile
      • melka_x Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 16.08.04, 09:18
        > Na sale
        > dla noworodków mamy mogły przychodzić żeby pobyc ze swoim maleństwem,

        Mogły, mogły. W teorii. W praktyce wystarczyło żeby pielęgniarka była w złym
        humorze, żeby spędzić kilka godzin pod drzwiami. I tak codziennie.

        > oczywiście nie non-stop, bo leżą tam dzieciaczki w różnym stanie np. z
        > żółtaczką i ze względu na ich bezpieczeństwo nie jest wskazane żeby kręcił
        sie
        > tam tłum mam, które mogą przenosić zarazki.

        Ciekawe, że w IMiDz można przebywać z dzieckiem cały czas i jakoś instytut ma
        jeden z najniższym w kraju wkaźnik zakażeń wewnątrzszpitalnych. W Orłowskim
        rodzice niby przenoszą bakterie, za to fakt, że pielęgniarki do każdego z
        niemowląt podchodzą w tych samych fartuchach nikogo nie niepokoi.
      • mkostki Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 16.08.04, 10:34
        Witam
        Ja rodziłam wprawdzie w szpitalu w Wołominie, więc moje uwagi może sa nie na
        miejscu jednak kilku słów komentarza do postu mojej przedmówczyni sobie nie
        daruję.
        "Jak bym
        > chciała luksusów w postaci ekskluzywnych kabin prysznicowych i prywatnej
        > pielęgniarki, która mnie wprowadzi w świat pielęgnacji dziecka, to bym poszła
        > rodzić w prywatnej klinice a nie w państwowym szpitalu." Chyba czyste
        łazienki to nie luksus, ostatecznie żyjemy w 21 wieku w centrum Europy, a nie w
        buszu. A co do pielęgniarek wprowadzających mnie w tajniki pielęgnacji -
        wprawdzie nie miałam takiej potrzeby, bo mój mąz był w tym lepszy niz całe
        stado pielęgniarek, ale jakoś miały czas przyjśc do mnie i popatrzeć,czy
        prawidłowo przystawiam dziecko do piersi (szpital w Wołominie tez jest
        panstwowy). Przed wypisem przyszła z własnej inicjatywy połozna noworodkowa
        zademonstrować jak przemywać pępek oraz przebrała dziecko w ciuszki na wyjście.
        Codziennie obchód ginekologiczny i pediatryczny - wszystkie wątpliwości
        wyjaśniane, zalecenia lekarzy spełniane przez personel bardzo szybko i
        skwapliwie. Obchód rzeczywiście trwał krótko, ale mogłam sie zwrócic do lekarzy
        z każdym problemem i nikt mi nie robił łaski.
        Uważam, że argumentowanie, że w państwpwym szpitalu mało zarabiają, to mogą
        olewać pacjentów- to nieporozumienie. Ja płacę składke w takiej wysokości jak
        ode mnie wymagają i ja wymagam minimum profesjonalizmu, w którym mieści się
        choćby ludzkie traktowanie pacjenta. A'propos, jakoś nie widziałam, żeby
        kogokoliwek na Akademię Medyczną ciągnięto siłą, a zarobki lekarzy w naszym
        kraju są niskie od zawsze. Wnioski nasuwają się same.
        Pozdrawiam
        Magda, mama Antosia (23.07.04)
      • aleksandrynka Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 16.08.04, 15:33
        witam
        mój opis nie miał być wstrząsający, to nie "super ekspres". Po prostu opisałam
        poród, w ciąży sama szukałam takich opisów i wiem, że się przydają. Potrzeba
        informacji z pierwszej ręki o przebiegu porodu, warunkach, personelu? Proszę
        bardzo...
        Nie, nie wymagałam luksusów, ale toaleta mogłaby się zamykać CHOCIAŻ na klamkę,
        a w czasie mojego pobytu musiałam ją osobiście trzymać wisząc nad kiblem. A o
        to że ktoś tam palił nikogo oprócz sprawcy nie obwiniam, po prostu napisałam
        jak było.

        W świat pielęgnacji dziecka nikt MNIE nie musiał wprowadzać, bo tak się składa,
        że mam tu duuuże doświadczenie. Po prostu śmiać mi się chce, jak słyszę, że
        należy to do obowiązków pielęgniarek, a nikt się tak na prawdę tym nie
        interesuje. Skąd ma wiedzieć, że (zakładając)nie umiem sie opiekować? Chociażby
        stąd, że może zajrzeć i popatrzeć, zapytać, nie zajmie to nawet pół minuty...

        nie oczekiwałam niewiadomo czego i wielkiego HURRA na mój widok. Nie. Do porodu
        byłam psychicznie doskonale przygotowana, między innymi dzięki swojemu
        wykształceniu. I również ze względu na nie nigdy nie przejdę do porządku nad
        zachowaniami typu: olewactwo, nieuprzejmość, brak informacji, bo wiem, że
        właśnie przez to trudniej i gorzej dochodzi się do zdrowia. Ciąża to nie
        choroba, ale połóg to nie jest normalny, codzienny stan. Życzliwość i
        zainteresowanie na pewno pomogą każdemu pacjentowi w zdrowieniu, po prostu nie
        będzie się musiał dodatkowo martwić, stresować...
        Nie dość, że urodzenie dziecka jest rewolucją, to jeszcze na "dzień dobry" ma
        się dołożony bagaż niepotrzebnych nerwów. Powtarzam raz jeszcze: jeśli ktoś nie
        rozumie, że psychika i ciało są ze sobą nierozerwalnie związane, że choroba
        jednego wpływa na drugie, to nie powinien pracować w SŁUŻBIE ZDROWIA. Służba
        zdrowiu, służenie mu, pomaganie, wspieranie, a nie wk..... pacjenta...
        • psotna Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 16.09.04, 18:22
          Witaj Aleksandrynko!
          A ja w pełni rozumiem Twoje oczekiwania i żale. Każda Pańcia, która twierdzi,
          że jesteś rozhisteryzowana i ,że za dużo wymagasz niech sama idzie rodzić w
          stodole i zostawi przydział środków pieniężnych, jakie nasze państwo
          przeznacza, na inną ciężarną - skoro nie jest wymagająca! Nie rozumiem też jak
          któraś to napisała, że czego tu wymagać? Jasne nie wymagajmy niczego to
          niedługo będziemy rodzić w szaletach bo przy laskach, którym na niczym nie
          zależy i nie potrafią zadbać o swoje to do tego nie długo dojdzie. Tak się
          składa, że ostatnio rodziłam na Madalińskiego. Nie podobało mi się to co ci
          biedni lekarze zarabiający po 800 zł ze mną wyrabiali (a tak przy okazji czy
          każdy z lekarzy realisto kto zarabia 800 zł podjeźdża pod szpital nową Avensisą
          lub Lancerem? bo jeśli tak to ja też chcę zarabiać 800 zł) więc poszłam do
          dyrektora na konsultację. I o dziwo moje drogie panie- okazuje się, ze można
          wymagać i nie przyzwyczajać się do "lania po mordzie" bo lekarz jest jak za
          przeproszeniem dupa od srania, żeby pomóc kiedy potrzebujecie jego pomocy!
          Otóż ten dyrektor wziął mnie pod swoją opiekę i dzięki niemu urodziłam
          bezstresowo i nie musiałam się przejmować fochami lekarzy.
          Aleksandrynko popieram Cię w 100% i nie przejmuj sie tymi banialukami!
          Przepraszam jeśli kogoś uraziłam - nie chciałam - ale nic mnie bardziej nie
          irytuje jak ktoś kto każe mi przyzwyczaić się do syfu i chamstwa w tak pięknym
          i ważnym momencie jakim jest ciążą i poród!




    • anula_w Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 16.08.04, 13:59
      Ja tez rodziłam w Orłowskim. W listopadzie 2003 r. I to długo rodziłam, bo
      trafilam do szpitala o 7.30 rano juz po odejsciu wod i ze skurczami co 4 min,
      ale szybko nasiliły sie na co 2 min. Skurcze były bardzo silne, ale rozwarcie
      nie postępowało. W miedzyczasie położna dała mi jakiś czopek (byłam pewna, że
      to przeczyszczający, ale po 2 godz. jak zapytałam dlaczego po nim nie chce mi
      się iść do toalety, to powiedziała, że był on na przyspieszenie porodu. A jak
      porposiłam o lewatywę to usłyszałam, że nie jest konieczna. Wytrzymałam z bólem
      i niemalże bez postępującego rozwarcia do 14 (6 godz. 30 min) i poprosiłam o
      znieczulenie zewnątrzoponowe. Po mojej prośbie położne stały się jeszcze mniej
      miłe niż były wcześniej i komentowały "jaka to księżniczka,bólu znieść nie
      potrafi". Całe szczęście, że były tam takie młode lekarki, albo stazystki, albo
      swieżo po stażu, które były sympatyczne. Pani dr anstezjolog od znieczulenia,
      też była sympatyczna (znieczulenie kosztowało 400 zł) i zaglądała do mnie co
      kilka minut. Chociaż panie położne badały mnie co godzinę, to nie zorientowały
      się, że jest coś nie tak, że za wolno postępuje poród. Kazały mi przeć, a ja
      nie mogłam, czułam też dyskomfort z powodu nie zrobionej lewatywy, bo zamiast
      dziecka wymykala mi sie kupa. Dopiero ok. 18.30 pojawił się jakiś starszy,
      który stwierdzil, że coś jest nie w porządku, najpierw on mnie zbadał, potem
      nowa położna (zmienily się w międzyczasie,bo już dochodziła 19). Ta nowa
      położna stwierdziła, że jst pęcherz, lekarz to potwierdzil. Wtedy położna z
      rannej zmiany już bez podstawiania mi basenu przekuła go i wylaly sie ze mnie
      wody czarno-zielone. I znow parlam i znow okazało się, że bez skutku, bo
      dziecko miało podwiniętą głowke. Także koniec końców urodziłam moją Zosię o
      19.40 przez cesarskie cięcie.
      A opieka potem.....
      O ile położne były w miarę miłe (szczególniej jedna z długimi włosami
      blondyneczka) to niektóre pielęgniarki z noworodków....to takie , że bez kija
      nie podchodź.
      Polozne w zalezności od sympatii dawaly od bolu albo apap albo tzw. "niebieski
      proszek" -ktory byl znacznie mocniejszy i lepiej usmierzal bol.
      Przez pierwsze 2 doby nie miałam pokarmu i jak poszłam do pielegniarek z
      noworodkow z prośbą o dokarmienie Maluszka to Pani Miss Mokrego Podkoszulka
      (ubrana jakby chciala podbic serca wszystkich tatusiow, wszystko na wierzchu, a
      co nie na wierzchu to opiete, ze wyobraznia nie potrzebna) nawrzeszczala na
      mnie, zebym nie przesadzala, bo jestem wygodncka i koniec, ze mi sie nie chce
      karmic (nota bene do chwili obecnej karmie Zosie, wieck taka wygodnicka nie
      jestem).
      Tez uwazam, ze dr Sonczyk jest urocza.
      Ale jest tam tez p. dr z bujną czupryną, która strasznie pomiatała dziewczyną,
      z którą leżałam na sali, powód zawsze się znalazł, a to, że dziecko płacze, a
      ze zle ubrane (chociaz to pielegniarki ubieraly).
      Ja spedzilam w szpitalu weekend, akurat nie bylo szefowej salowych (mala we
      wszystko wtracajaca sie kobieta) a co za tym idzie zamkniety byl magazyn i nie
      mialysmy swiezych podkladow i swiezej poscieli (a wiadomo, ze w takiej sytuacji
      wsztko moze sie zdarzyc...)
      Problemow w ksiazeczce zdrowa dziecka tez nie uniknelam: wpisano mi, ze mam
      syna (chociaz ewidentnie Zosia jest kobietka), ze mam jechac co CZD na badanie
      sluchu, chociaz wszystkie wyszly OK.
      I takie to bylo moje spotkanie z "Orłowskim".
      I nie wydaje mi się, żeby tłumaczenie, że lekarze mało zarabiają na miejscu.
      Nikt ich za głowę nie ciągnął, żeby akurat ten zawód wykonywali.
      A już na pewno rodząca nie jest nic winna takiemu uposażeniu lekarzy.
    • iza_luiza Ja także rodziłam w Orłowskim 19.08.04, 17:03
      Witajcie mamy !
      hejka mkostki smile))

      Ja także rodziłam w Orłowskim. Byłam w trochę innej sytuacji bo u dziecka
      stwierdzono wadę wrodzoną i tylko dlatego trafiłam do tego szpitala, bo tam są
      podobno najlepsi specjaliści na patologii ciąży. Miałam początkowo rodzić
      rodzinnie na Inflanckiej, ale nic z tego niestety nie wyszło sad((
      Miałam cc z powodu wady, trzy tygodnie przed terminem. Wcześniej leżałam na
      patologii po porodzie zaraz trafiłam na oddział dla "normalnych" noworodków.
      Jako, że dziecko było obciążone, bardzo niepokoiłam się co powiedzą lekarze
      kiedy się urodzi. Zaraz po cesarce położna machnęła mi małym przed oczami i go
      zabrali. Nikt nic mi nie powiedział: ile dziecko waży, w jakim jest stanie.
      Dowiedziałam się tylko że dostał 10 pkt a bardzo miła Pani anestezjolog
      powiedziała mi, że przyjdzie do mnie do sali pediatra to ze mną porozmawia. Nie
      przyszła. Nastepnego dnia rano pozostałe mamy na sali poporodowej dostały
      dzieci do karmienia a ja nie. Nikt nie przyszedł, nic nie powiedział. Lekarz na
      obchodzie ginekologicznym zapytał mnie ile dziecko ważyło i wtedy ja się
      poryczałam i powiedziałam, że nie wiem bo nikt mi nic nie chce powiedzieć, że
      nawet nie mogę małego zobaczyć. On na to, żebym poszła i zobaczyła (kilkanaście
      godzin po cesarce...) Dopiero jak przyszedł mąż poszedł sam do pediatry i się
      dowiedział, że mały miał problemy z oddychaniem i trafil do inkubatora.
      Oczywiście od początku był na butli bo nikt się nie bawił w ściąganie pokarmu
      ani nawet nie zapytał czy go będę karmić. Pediatra raczyła się pojawić na
      sekundę pod koniec następnego dnia żeby potwierdzić, że dziecko ma wadę. Nie
      zapytała czy chcę go widzieć, karmić. Sama wymogłam żeby mi go przywozili
      chociaż na karmienia, inne mamy miały dzieci cały dzień przy sobie, mojego z
      góry skreślili. Kiedy dostawałam go dosłownie na 15 minut na karmienie to
      płakać mi się chciało ze szczęścia, że go wreszcie widzę. Potem dostał
      żółtaczki, potwornej, był prawie pomarańczowy. Lekarka nic nie zauważyła, sama
      poprosiłam o zrobienie badania na poziom bilirubiny bo dziecko miało jechać za
      parę dni do CZD na diagnostykę i nie chciałam tracic miejsca z powodu
      żółtaczki. Oczywiście okazało się że bardzo wysoka bilirubina, natychmiast
      trafił pod lampy, koniec karmienia. Zażądałam żeby karmili moim mlekiem,
      wstawałam w nocy co 2-3 godziny, ściągałam pokarm po czym zanosiłam na
      noworodki. Bardzo często zdarzało się, że mały już zdążył zjeść mieszankę. Raz
      w nocy nie było pielęgniarek a usłyszałam jego płacz, weszłam na salę, on taki
      maleńki leżał pod tą lampą i płakał. Wyjęłam go spod lampy, wielkie kupsko w
      pieluszce, pielucha nie zmieniona od wieczora (widziałam po ilości pieluch),
      więc go przewinęłam, przyszła pielęgniarka i na mnie bardzo niegrzecznie
      napadła, że nie wolno mi tu wchodzić, co ja tu robię, prawie wyrwała mi
      dziecko - jakby nie było moje własne...
      Kiedy jechaliśmy do CZD okazało się, że potrzebna jest moja krew. Pielęgniarka
      na szybko tak mi pobrała, że nie mogłam ruszać ręką przez prawie 2 tygodnie,
      które spędzaliśmy w CZD.
      Ogólnie nie mam dobrej opinii o tym szpitalu. Patologia ciąży to oddział
      rzeczywiście dobry, ale noworodkowy... O toaletach nie piszę, bo to już wtedy
      mało mnie obchodziło. Ale czułam się tam okropnie, jakbym nie urodziła dziecka
      a jakiś przedmiot nie należący nawet do mnie.
      A zakażenia w tym szpitalu podobno to norma. Leżały ze mną dwie panie, które
      miały dziewczynki i obie zostały zakażone tą samą bakterią przy cewnikowaniu
      (pobieraniu moczu), dzięki czemu musiały zostać z 10 dni dłużej bo dzieci
      leczono antybiotykami. Cieszyłam się, że mam chłopczyka...
      • melka_x Re: Ja także rodziłam w Orłowskim 20.08.04, 09:50
        Opinie o pielęgniarkach zajmujących się noworodkami raczej się potwierdzają.
        To, że są wyjątkowo niemiłe to jednak pryszcz w porównaniu z tym nie
        przestrzegają elementarnych zaleceń dotyczących minimalizowania ryzyka zakażeń
        wewnątrzszpitalnych. Kiedy byłam tam z małą, w panice dezynfekowano cały
        oddział, szalała jakaś bakteria, dla dzieci donoszonych nie była specjalnie
        groźna (choć antybiotyki dostawały i wiele zostało dłużej), ale dla wcześniaków
        mogła być zabójcza. Dziewczynę z którą leżałam po porodzie wypisano z jakimś
        zakażeniem, jeszcze w dniu wypisu trafiła z dzieckiem do innego szpitala (z
        SEPSĄ). Na szczęście skończyło się dobrze.
        Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że kwestia zakażeń wewnątrzszpitalnych to jest
        ogromny problem i może do niego dojść w każdym, nawet najlepszym szpitalu, sęk
        w tym, że prawdopodobieństwo może być mniejsze lub większe. A jak pięlęgniarki
        mają po jednym fartuchu i w tym samym podchodzą do dzieci chorych i zdrowych,
        no to niestety ryzyko jest wysokie.
    • mila5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 17.09.04, 19:10
      realista Ty to jesteś niezłym kretynem !!!! lekarze to starzy łapówkarze, którym
      się nie chce pracować w państwowych szpitalach, tylko w prywatnych klinikach !!!
      zarabiają wiecej niż my wszyscy razem wzięci !!!! za porody od pacjentek biorą w
      łapę!!! nie mówiąc o położnych, które za jednorazowy poród biorą 1000-1500 dla
      siebie !!!! a ja qurwa płacę ok. 50% ZUSU z mojej pensji i mam za to syf, brud i
      ubóstwo !!!!! i niezadowolone niesympatyczne leniwe lekarki, które olewają
      pacjentki ze służby państwowej !!!! to samo z pielęgniarkami !!!! którym się nie
      chce wycierać pacjentkom tyłka jak za to nie dostaną w łapę !!!!lecz się na ten
      swój zadżumiony mózg, chyba, że sam jesteś jakimś zakompleksionym/niezdolnym
      lekarzem, którego nie chcą przyjąć do żadnej prywatnej kliniki, żeby sobie
      dorobić !!!! a co do uśmiechu i życzliwości to zawód lekarza powinien się łączyć
      z powołaniem. Jeśli sie nie podoba leczenie i pomoc ludziom to won to biura do
      klientów !!!! wszyscy qurwa narzekają w tej służbie zdrowia, a non stop się
      słyszy jakie przekrety NFZ robi za nasze pieniądze, i że lekarze i pielęgniarki
      mają w Unii największe szanse na dobre zarobki !!!! jak Ci się nie podobają
      pensje w służbie zdrowia to qurwa napisz do NFZ gdzie są pieniądze płacone przez
      pacjentów na ZUS-u baranie jeden, a nie wypisuj bzdur, że na ZUS płacimy za mało
      kretynie jeden !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! boże, że ziemia nosi takich imbecyli !!!!
      • atenka11 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 17.09.04, 20:38
        Miła do miłych nie nalezy pododobnie jak realista.
        Na ZUS nie idzie 50%, a ZUS to nie pieniadze na lekarzy i pilegniarek.
        Sklładke zdrowotna mamy nizsza niz inne kraje EU. Lekarze mało zarabiajacy to
        głownie młodzi lekarze. Studia i specjalizacja trwaja 12 lat w miedzy czasie
        zarabiajac 800 zł zeczywiscie mozna sie srustrowac.Ja lubie swoja prace
        pacjentów,a oni mnie, jednak ostatnio narasta we mnie złosc jak czytam porady
        np. aby ku[pic wózek Bebecar, wynajac połozna itd. Moje malenstwo tego nie
        bedzie miało bo rodzice byli z powołania, idealistami. Meza nie widuje bo
        dorabia drugi etat w pogotowiu 12 zł/h.Taka rzeczywistosc ulecza z ideałow w
        tym kraju i nie winilabym lekarzy .Rzeczywiscie myslimy o wyjezdzie z kraju,
        aby godnie wykonywac swoj zawod z usmiechem dla pacjentow.No i kupic dzidzi
        bebecarara ha ha smile
    • atenka11 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 17.09.04, 20:08
      Aleksandrynko
      Twój opis jest krzywdzacu i roszczeniowy. Nie masz wiedzy i piszesz cos co moze
      przerazic inne kobiety.
      Nie pomogłoby ci nakarmienie aby urodzic łozysko, skoro wczesniejszy wlew
      oxytocyny nie pomogł i zabiegi manualne równiez. Skoro wymagałas łyzeczkowania
      to znaczy ze wystapiły powikłania (gdyby zostało ci troche łozyska groziłoby to
      nawet smiercia)Malenstwo jak rozumiem chciałas przegłodzic i odwodnic skoro
      zakazałas dokarmienia w nocy.Nie o taka niedokrwistosc chodzi w
      przeciwskazaniach do paracetamolu, nic innego dostac zreszta nie mogłas bo
      mialas karmic!Polozne zeczywiscie sie nie spisaly.
      Sama jestem lekarzem nikt mnie nie sponsoruje z firm farmaceutycznych bo to
      prawnie zabronione.Chodze do przychodni panstwowej bo na priv mnie nie stac.
      Zamiast sie cieszyc z braku powikłan zagrazajacych dziecku i z dzidzi skupiłas
      sie na samych negatywach. Choc przyznaje ze ginekolodzy i połozne sa niestety
      rozwydrzeni przez prywatne pacjentki i do miłych nie naleza.
      • aska20 Re: do Atenki 17.09.04, 22:09
        Ja pracuję w firmie farmaceutycznej i wiem jak to dokładnie się odbywa.Proszę
        nie kłam...Prawnie zabronione? A zbieranie danych do programów? A wyjazdy na
        kongresy? A gadżety do 100 zł(jednorazowo)?
        Nie powinno tu byc miejsca na kłamstwa...To przykre...Jesteś przemiłą i
        kulturalną osobą i może rzeczywiście nie dorabiasz na firmach farmaceutycznych
        ale niewiele jest takich osób.
        Te najbardziej rozwydrzone przez pacjentów i farmaceutyczne koncerny potrafią
        tylko się awanturować.
        Mam 6 lat doświadczenia w pracy z lekarzami i wiem, że do biednych oni nie
        należą.
        Możesz się nie zgadzać z formą wypowiedzi ale nie powinnaś mydlić nikomu oczu.
        Większość ludzi zna prawdę o wypisywaniu recept, choc jest ona smutna...
        Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
        Asia
        • atenka11 Re: do Atenki 20.09.04, 13:57
          Mysle zw twoje uogólnienia sa krzywdzace.W mojej klinice tam gdzie pracuje nic
          takiego nie ma miejsca. Recepty z bonusem od firmy obowiazuja w przychodniach,
          nie na oddziałach.Na których jak sadze nie pracowałas. O nieuczciwych
          prawnikach tez mozna pisac długo-zastanów sie jak bys odebrała takie
          uogolnienia.A wiekszosc lekarzy jakich znam (znam ich zapewne wiecej niz ty )
          nie bierze łapowek.
          Mysle ze na te polemiki(łapówki) szkoda czasu na forum o ciazy. Zostawmy je
          brukowcom. Jak wiadomo złosc dzieciaczką szkodzi, a obydwie mamy nieco za małe
          malenstwa w stosunku do wieku ciazowego. Natomiast medyczne stwierdzenia w
          opisie porodu w Orłowskim były błedne w wiekszosci, niepotrzebniez przestrasza
          inne mamy.Zycze udanej wizyty u lekarza, aby nie było wskazan na patologie.
          Powodzenia!

          • aska20 Re:przepraszam Atenkę i innych lekarzy 20.09.04, 19:09
            Przepraszam z całego serca wszystkie uczciwe osoby, które poczuły się przeze
            mnie urażone na tym forum. Zgadzam się, że nie wszystkich trzeba mierzyc jedną
            miarką. Wierzę, że są uczciwi lekarze i ze nie wszyscy są skorumpowani. Być
            może moje pierwsze wystąpienie to hormony, zły nastrój, może chwilowa
            gorycz.Nie usprawiedliwia mnie to jednak jeśli chodzi o wystawianie opini.
            Ludzie dzielą się na dobrych i złych, na bogatych i biednych, na przekupnych i
            nieprzekupnych itd.
            Nie cofnę tego co powiedziałam o niektórych lekarzach, z którymi pracuję bo to
            prawda.Ale nie odnoszę tego do wszystkich a już napewno nie do Ciebie
            personalnie Atenko. Nie czuj się proszę przeze mnie obrażona bo nie chciałam
            Cię urazić.
            Ja podtrzymuję swoje zdanie na temat szpital Orłowskiego ( bo ten jest tematem
            tego forum):JEST TO DOBRY SZPITAL, PRACUJĄ W NIM BARDZO DOBRZY LEKARZE I NIKT Z
            TEGO SZPITALA NIE WZIĄŁ ODE MNIE ZA NIC ZŁOTÓWKI.
            Apeluję do wszystkich mam aby w swoim rozgoryczeniu i żalu do jednej osoby nie
            wylewały tu na forum swoich emocji. Nie o to nam wszystkim chodzi.Tu szukamy
            ciepłego słowa, wsparcia i porady. Nie jesteśmy tu aby się sprzeczać lecz aby
            się nawzajem wspierać.Życie jest czasem zbyt ulotne aby je trwonić na takie
            pierdołki.
            Jeszcze raz przepraszam i radzę innym zestresowanym aby też zrobili rachunek
            sumienia....
            Pozdrawiam
            Asia i Kuba(31 tc)
        • atenka11 Re: do Atenki 20.09.04, 14:06
          Jeszcze jedno gadzety sa nikomu nie potrzebne, zbiera sie na nich kurz w
          gabinetach. Wyjazdy i imprezy , u nas nigdy nie ma chetnych, co to za atrakcje
          isc do restauracji, gdy w domu maz zmeczony po dyzurze czeka. Mam 29 lat od
          tzrech lat robie specjalizacje nie dorabiam. Od pacjentów biednych (psychiatria)
          tez nie biore.Dyzuruje aby dorobic do pensji.I nie pisz prosze ze pewnie
          wystawiam lewe orzeczenia!
          Oskarzanie mnie o kłamstwo jest podłe.
      • aleksandrynka Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 27.09.04, 21:59
        Atenko, bardzo dziękuję za ten post (z opóźnieniem, bo mnie nie było).
        Piszesz, że mój opis jest krzywdzący... Jest subiektywny, jest mój. Tak czułam,
        tak przezywałam i tak to opowiadam. A że roszczeniowy... Cóż... Jak nie wezmę,
        to nie dadzą...

        Mówisz, że nie mam wiedzy. Do porodu byłam dobrze przygotowana, zarówno
        merytorycznie jak i psychicznie - już wiele lat wcześniej wiedziałam o tych
        wszystkich Keglach, zyłach wrotnych, konfliktach serologicznych i innych. Ale
        fakt, wiem to, co z gazet, książek, od znajomych, ze szkoły rodzenia. W sumie
        pewnie niewiele, porównując z wiedzą lekarzy, ale myslałam, że wystarczająco,
        zeby urodzić smile
        A jesli już czegoś nie widziałam, ba, mozliwe, że wykazałam się na porodówce
        ignorancją, to cóż to za problem ODPOWIEDZIEĆ mi na zadawane pytania? Wyjaśnić
        co i dlaczego się dzieje? Uspokoić?... Nie byłoby tak "dramatycznego", jak
        wiele osób powie, opisu. Po prostu, czułabym się lepiej. Nie walcze z
        łyżeczkowaniem, trzeba, to robimy, problem w tym JAK robimy. Na tym się
        skupiałam i to mnie najbardzij boli. Dłużej niż szwy porodowe - te sie wygoiły,
        a pewien smutek i niesmak po instrumentalym traktowaniu pozostał.

        Ja się ze szczęśliwego zakończenia cieszę każdego dnia jak wariat! Teraz mój
        smyk zaczyna chodzić, patrzę na niego każdego dnia i dziękuję losowi za to, że
        się na tej ziemi szczęśliwie spotkaliśmy. A czy się skupiłam na negatywach...
        Opisałam po prostu jak mi tam było, a że wyszło, jak wyszło, to już na prawdę
        nie moja wina.
        I jeszcze raz: nie zgadzam się na na takie syuacje, jak na przykład te, które
        opisałam ja i inne kobiety na tym czy innych forum. Może kolejny list
        spowoduje, że inna matka powie - nie, nie będzie tak, wymagam godnego
        traktowania i przestrzegania moich i dziecka praw. Myślałam o sobie, że to ja
        jestem tą mocną, stanowczą, roszczeniową, jak to napisałaś babeczką, ale na
        porodówce okazało się, że niekoniecznie. Cóż, przykre to, ze żeby iść rodzić
        trzeba się psychicznie zbroić jak na wojnę, a nie relaksować i z błogością
        oddać w opiekę życzliwych, kompetentnych, empatycznych, uczciwych lekarzy i
        pielęgniarek. Wierzę, że Ty jestes taką osobą.
        Pozdrawiam.
    • mila5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 20.09.04, 09:19
      Po pierwsze mój nick jest od mili (jednostki miary), a po drugie nie jestem miła
      jak ktoś jest bezczelny i wciska ludziom kity. Lekarze biorą łapówki ile wlezie.
      Do biednych nie należą i proszę się nie użalać nad losem lekarzy, którym się
      przekręca w głowach. Mili to są tylko w prywatnych gabinetach, jak im się
      zapłaci. To samo położne. 1000-1500 za poród w warszawie to mało???? i ja będę
      wysłuchiwać pierdół jacy to oni biedni !!!! Może pensje to mają małe, ale to co
      poza pensjami dostają to ja bym chciała tak zarabiać. Święte krowy. Doją
      pacjentów z pieniedzy, biedne stare babcie, i firmy farmaceutyczne !!!! i
      jeszcze im mało !!! Żałosne !!!
      • swkrzemien Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 20.09.04, 13:31
        Chciałabym się uprzejmie dowiedzieć i których lekarzach piszesz- specjalność?
        Takie uoglnienie nie jest dla mnie przyjemne.Za znieczulenia porodu nie dostaję
        nic niezależnie od tego czy znieczulam na dyżurze jeden czy 10 porodów.Stawka w
        moim szpitalu dyżurowa chyba jest najmniejsza.Prywatnego gabinetu nie mam.Od
        pacjentek nie biorę-no może z wyjątkiem kwiatka,ale zwykle nie pamięta się o
        anestezjologach.Od firm nie dostaje nic-niekiedy na posiedzeniach Towarzystwa
        Naukowego jakiś długopis.Więc bardzo proszę nie uogólniać swoich
        opinii.Używanie wulgaryzmów(inne posty) świadczą tylko żle o autorze i mogą
        sugerować,że ma nikłe podstawy do wydawania takich opinii.
    • mila5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 20.09.04, 17:34
      Piszę o wszystkich lekarzach. Napewno nie da się wszystkich uogólnić, bo tak jak
      w każdym zawodzie jeden lekarz jest przedsiębiorczy, sprytny i zarabia więcej.
      Skoro nie masz prywatnego gabinetu to pewnie przyjmujesz w prywatnej klinice,
      niekoniecznie należącej do Ciebie. Nie trzeba mieć przecież prywatnego gabinetu,
      żeby przyjmować prywatnie. Można przyjmować w 10 prywatnych klinikach, a w
      szpitalu spać na dyżurach i odpoczywać i robić minimum, tak jak to
      zaobserwowałam i ZNAM TO Z WŁASNEJ AUTOPSJI. I mam już określone swoje zdanie na
      temat biednych lekarzy. A wzięłam je nie z księżyca tylko z własnego doświadczenia.
      • kalinosia Jestem oburzona!!!!!!!! 20.09.04, 18:03
        Sorry, ale nie wytrzymałam, bo Twoje komentarze są po prostu bezczelne!!!!
        Zastanów się najpierw zanim kogoś skrzywdzisz takimi słowami!!!! Ja znam wielu
        lekarzy, którzy sa lekarzami z powołania i nie biora łapówek. Wiele razy
        leżałam w szpialach i spotykałam bardzo miłych i serdecznych lekarzy.
        Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale jak można oczerniać wszystkich???? Jak Ci
        się nie podobają lekarze to nie chodź do nich i lecz się sama!!!!I radzę liczyć
        się ze słowami, bo przekroczyłaś pewna granicę przyzwoitośći!!!Chamstwa,
        wulgaryzmów i oczerniania nikt TU na forum nie będzie tolerował!
      • swkrzemien Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 20.09.04, 18:20
        Nie wiem jakie masz upiorne doświadczenia.Ale nie znieczulam po prywatnych
        klinikach tak jak wiekszość moich kolegów.I na dyżurach, jeśli jest praca, nie
        śpię- pracuję ratując bardzo często nie tylko zdrowie, ale i życie
        chorych.Dyżuruje po 24 godz. i po dyżurach nie wychodzę ze szpitala,chyba że
        nie spałam 4 godz. Bo nieprzespanej nocy moge być groźna dla pacjentów.Ale
        chyba rzeczywiście nie ma o czym z tobą dyskutować.Radzę rodzić w prywatnym
        szpitalu.Bo przy takim nastawieniu do zespołu oddziału położniczego będzie
        bardzo trudno.
        Większość moich kolegów zarabia na samochody poświecając urlopy na pracę w
        zachodnich szpitalach.Nasze umiejetnosci i wiedza są tam odpowiednio
        doceniane.I obawiam sie,że niedługo może i będzie lepiej ale będą tylko
        fachowcy ze wschodu o wątpliwej wiedzy i umiejętnościach.Życzę wtedy zdrowia..
      • swkrzemien Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 20.09.04, 18:20
        Nie wiem jakie masz upiorne doświadczenia.Ale nie znieczulam po prywatnych
        klinikach tak jak wiekszość moich kolegów.I na dyżurach, jeśli jest praca, nie
        śpię- pracuję ratując bardzo często nie tylko zdrowie, ale i życie
        chorych.Dyżuruje po 24 godz. i po dyżurach nie wychodzę ze szpitala,chyba że
        nie spałam 4 godz. Bo nieprzespanej nocy moge być groźna dla pacjentów.Ale
        chyba rzeczywiście nie ma o czym z tobą dyskutować.Radzę rodzić w prywatnym
        szpitalu.Bo przy takim nastawieniu do zespołu oddziału położniczego będzie
        bardzo trudno.
        Większość moich kolegów zarabia na samochody poświecając urlopy na pracę w
        zachodnich szpitalach.Nasze umiejetnosci i wiedza są tam odpowiednio
        doceniane.I obawiam sie,że niedługo może i będzie lepiej ale będą tylko
        fachowcy ze wschodu o wątpliwej wiedzy i umiejętnościach.Życzę wtedy zdrowia..
        • mila5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 21.09.04, 11:19
          No fakt nie ma o czym dyskutować. To, że Ty nie znieczulasz po prywatnych
          klinikach jak większość Twoich kolegów o niczym nie świadczy.
          A Ty oburzona proponuję zejść na ziemię, może masz klapki na oczach.

          I wogóle nie będę już dyskutować z 2 osobami z całej Polski, które czują się
          pokrzywdzone.
          Lekarki, położne, siostry w szpitalach państwowych to księżne udzielne. I
          oburzajcie sie dalej, a ja zdania i tak nie zmienię !!!!
      • swkrzemien Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 20.09.04, 18:20
        Nie wiem jakie masz upiorne doświadczenia.Ale nie znieczulam po prywatnych
        klinikach tak jak wiekszość moich kolegów.I na dyżurach, jeśli jest praca, nie
        śpię- pracuję ratując bardzo często nie tylko zdrowie, ale i życie
        chorych.Dyżuruje po 24 godz. i po dyżurach nie wychodzę ze szpitala,chyba że
        nie spałam 4 godz. Bo nieprzespanej nocy moge być groźna dla pacjentów.Ale
        chyba rzeczywiście nie ma o czym z tobą dyskutować.Radzę rodzić w prywatnym
        szpitalu.Bo przy takim nastawieniu do zespołu oddziału położniczego będzie
        bardzo trudno.
        Większość moich kolegów zarabia na samochody poświecając urlopy na pracę w
        zachodnich szpitalach.Nasze umiejetnosci i wiedza są tam odpowiednio
        doceniane.I obawiam sie,że niedługo może i będzie lepiej ale będą tylko
        fachowcy ze wschodu o wątpliwej wiedzy i umiejętnościach.Życzę wtedy zdrowia..
    • mila5 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 21.09.04, 15:46
      Ja też mam zagraniczny dyplom, biegły angielski i też nikt tego nie docenia i
      nie mogę znaleźć dobrej pracy, ale się nad sobą nie użalam publicznie. Nikt nie
      może znaleźć pracy, bo jest jak jest ... każdy widzi. Wyjedźcie sobie na zachód
      i nie straszcie nikogo, że nikt sobie bez Was nie poradzi. My od zarządzania,
      administracji, biura też sobie wyjedziemy. Tam przynajmniej sekretarka zarabia
      netto ok. 7000 zł.
    • kasiawa01 CZAS JUŻ TO CHYBA ZAKOŃCZYĆ. 22.09.04, 09:38
      Ja myślę że czas zakończyć ten wątek, bo czytanie tego co jest tu wypisane
      przyperawia mnie już o mdłości.
      Dziewczyno! Opanuj się! Ja też nie miałam łatwych porodów, teraz okazało się że
      po drugim mam spore kobiece problemy, ale to nie powód żeby oczerniać
      wszystkich jak idzie. Ja też rodziłam w Orłowskim, owszem obsługa nie była
      nawet zadowalająca, pisałam o tym w innych wątkach więc nie chce mi się
      powtarzać, ale taki to jest szpital i koniec, trzeba było wybrać inny i byś nie
      narzekała. Minęły już czasy rejonizacji i można rodzić gdzie się chce.
      A teraz Twoje komentarze są po prostu karygodne i tak nie można, miej troche
      kultury i nie oceniaj wszystkich jak leci! Litości tak nie można i zakończcie
      ten wątek bo tego naprawde nie chce się już czytać.
      Powinnyśmy na forum wymieniać się opiniami zarówno tymi dobrymi jak i złymi.
      Doradzać i odradzać innym, ale nie oczerniać i atakować nieobecnych. Dziękujemy
      za Twój opis, każda z nas wyciągnie wnioski i zakończmy już na tym, bo chyba te
      wszystkie komentarze brną juz za daleko.
      • kasiawa01 I coś jescze 22.09.04, 09:55
        Zapomniałam doadać. Pomimo iż opieka po porodowa jest tam rzeczywiście
        koszmarna, to lekarz z Orłowskiego uratował życie albo mi albo mojej drugiej
        córce.
        A dlaczego? po roku i 10 miesiącach od pierwszego CC miałam rodzić drugą córkę.
        Lekarz prowadzący sugerował drugą cesarkę, bo Emilka była duża i podobnie jak
        Natalka źle ułożona. Znowu nie zwiastowało to dobrego porodu. Lecz mój lekarz
        nie był związany z żadnym szpitalem, więc tylko mógł sugerować...
        Zgłosiłam się na Karową, bo tam chciałam rodzić. Po kilku dniach KTG (ani razu
        nikt mnie nie zbadał, ani nie zrobił USG) powiedzieli że u nich nie ma cesarek
        na życzenie. TZN mogą ci popękać szwy przy rodzeniu 4 kg dziecka ale zapłać za
        rodzinny i ródź NATURALNIE aż do katastrofy! I kazali jechać mi na Żelazną bo
        tam mnie cięli pierwszy raz. Na Żelaznej ta sama sytuacja... Przez przypadek
        trafiłam do lekarza z Orłowskiego na tydzień przed terminem. I co wystarczyło
        że mnie zbadał i powiedział PANI W ŻYCIU NIE URODZI SAMA TEGO DZIECKA, CO
        NAJWYŻEJ MOŻNA ZROBIĆ KRZYWDE SOBIE ALBO MALEŃSTWU. Zdecydował o CC. Nie
        zapłaciłam ani złotówki a jestem żywa i szczęśliwa pomimo iż personel
        poporodowy pozostawia sobie dużo do życzenia! Ale jakoś nie mam pretensji do
        lekarzy z Karowej i Żelaznej że chcieli wyłudzić ode mnie nie bagatela opłate
        za rodzinny a w konsekwencji pewnie po kilkunastu godzinach i tak by mnie cięli.

        Tak więc raz jeszcze litości i dajcie spokój z tym oskarżaniem i obrażaniem
        innych!
        • psotna Re: I coś jescze 22.09.04, 17:06
          Kasiawa01, ja tu czegoś nie rozumiem.
          Ktoś, jak piszesz, ma gdzieś ciebie i twoje dziecko - bo tak rozumiem nie
          przeprowadzanie ktg, usg i zmuszanie do porodu naturalnego kiedy nie ma ku temu
          przesłanek - a ty piszesz,że nie masz o to pretensji???

          Wydaje mi sie, że w końcu czas zacząć walczyć o swoje. Ja nie ulegam inercji, i
          nie zdaję się na los, ze jakoś to będzie w takich sytuacjach bo co jeśli nie
          będzie?. Pisałam już o swoim przykładzie miliard razy, który świetnie pokazuje,
          że nie trzeba błądzić jak dziecko we mgle w obliczu majestatu lekarza. Kiedy mi
          wydawało się, że diagnoza ordynatora patologii w moim przypadku jest błędna
          prosiłam o opinię dyrektora szpitala. Ordynator patologii żegnał mnie słowami
          dozobaczenia za 2 tygodnie po terminie porodu (byłam wtedy już w ciąży
          donoszonej 40 tydzień). Dyrektor szpitala, do którego się udałam kazał jak
          najszybciej zakończyć ciążę i to cesarką.
          Poprosił mnie również o moją opinię, jako pacjentki, jak widzę ten szpital i co
          można byłoby zmienić aby kobiety czuły się bardziej komfortowo.
          Powiedz mi kasiu01, czy dalej uważasz, że nie warto jest reagować i uodparniać
          się na chamstwo i brak wiedzy?

          Dodam tylko, że później dowiedziałam się, że ordynator patologii został
          zwolniony, poleciał też inny lekarz, który miał stycznośc ze sprawą.
          • kasiawa01 Re: I coś jescze 23.09.04, 10:42
            Może źle się wyraziłam, że nie mam pretensji. Czas, przynajmniej w moim
            przypadku, leczy takie rany. Gdybym była obojetna o swoje zdrowie i swojego
            dziecka poddałabym się, jak wiele kobiet tym lekarzom i pewnie rodziła
            naturalnie tak jak chcieli. Ale podobnie jak i Ty znalazłam inne rozwiązanie i
            udałam się do lekarza, który myślał "normalnymi kategoriami", tzn. nie myślał
            tak jak lekarze z Żelaznej i Karowej o kasie.
            Moja wypowiedź dotyczyła raczej konkretnego przypadku związanego ze Szpitalem
            na Czerniakowskiej. Tam po prostu szpital nie ma kasy bo załatwia takie
            przypadki jak mój nie biorąc za nie pieniędzy, bo za planowane cesrki szpital
            nie bierze od pacjentek ale od Narodowego Funduszu Zdrowia.

            Oczywiście mi też nie podoba się postępowanie niektórych (i tu zaznaczam
            niektórych, bo nie chce, jak autorka postu, oskarżać wszystkich) lekarzy,
            pielęgniarek, położnych, bo taki sobie wybrały zawód i była to ich decyzja i
            swoja robotę powinny, jak my wszyscy, wykonywać należycie.
            Ja póki co jestem młoda i mam nadzieje, że zarówno ja jak i moje dzieci nie
            będziemy musieli w najbliższym czasie korzystać z tego typu instytucji, bo
            niestety każde spotkanie w szpitalu kończy sie niezbyt miłymi wspomnienami. Ale
            nie jest to tylko i wyłącznie wina pracującego tam personelu. Myślę że bardzo
            dużo wspólnego mają z tym osoby Zarządzające naszym Państwem, które
            wynagradzają nie należycie pracujących tam ludzi.

    • a.g9910 Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 22.09.04, 22:02

    • dorw Re: ORŁOWSKI - mój poród. Opis. 21.10.04, 15:25
      Cześć!! Ja też rodziłam na CZerniakowskiej i mam podobne odczucia. Urodziłam
      przed godz.22 a córcię przynieśli mi dopiero po północy na 5 min. Następnego
      dnia rano gdybym się nie upomniała to bym jej chyba cały dzień nie widziała. A
      tak położna mi ją przyniosła ok.11. Przez ten czas oczywiście nie ssała mojej
      piersi i z tego powodu nie miałam pokarmu. Córcia była grubaskiem i od początku
      miała duży apetyt- a u mnie 5 kropelek i koniec, więc była głodna i płakała. A
      ja nie wiedzialam jak ją uspokoić. Dopiero wieczorem dowiedziałam się że mogę
      ją zanieść do pielęgniarek i ją dokarmią. NIKT przez cały nasz pobyt nie
      pokazał jak karmić, nikt mi nie pomógł i nikt się nie zainteresował czy znamy
      (razem z koleżankami z sali) technikę i pozycje optyymalne do karmienia. Nikt
      się także nie zaineresował czy potrafimy przewinąć dziecko. Było nas na sali
      cztery i wszystkie z pierwszym dzieckiem, więc nie mogłyśmy podzielić się
      praktycznymi radami. W końcu zdecydowałam się pójść i poprośić o pomoc
      pielęgniarki, pokazanie jak, co, do czego, czym i na czym. Pielęgniarka
      zdziwiła się że nie wiem jak to zrobić, powiedziała że nie ma teraz czasu, może
      przyjdzie później. Na moje pytanie gdzie mam przewinąć dziecko (na sali nie
      było stoisk ani żadnego miejsca do przewijania) powiedziała że jakoś muszę
      sobie poradzić i może na spróbuję na swoim łóżku. Jak zapytałam o kawałek gazy
      czy czusteczki to się dziwnie popatrzyła. Koleżanka z sali poszła za jakieś pół
      godziny z prośbą o pomoc w przewinięciu. Została skrzyczana że wchodzi na
      świeżo umytą podlogę. Pielęgniarka powiedziała, że jak będzie miala czas to
      przyjdzie . Chyba nie muszę dodawać że nikt się do nas nie pofatygował...I tak
      to wszystko mniej więcej wyglądało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka