Dodaj do ulubionych

Kraśnickie w Lublinie

26.06.05, 18:01
Witam. Na 9 lipca mam termin porodu. To już bardzo blisko. To moja druga
ciąża. Pierwszego synka urodziłam na Jaczewskiego. Ze szpitala byłam bardzo
zadowolona. W tej ciąży wylądowałam w szpitalu na Kraśnickich. I tak się
stało, że lekarza prowadzącego też mam stamtąd. Treaz jednak mam dylemat.
Boję się rodzić na Kraśnickich. Boję się tego, że w porę mogą nie zareagować
dość szybko i tym podobne myśli. Wiem, że na Kraśnickich jest nastawienie na
porody naturalne. Ja mam za sobą cesarkę i dobrą nieopłaconą opiekę na
Jaczewskiego.Podkreślam, że nie boję się porodu naturalnego, ale chyba na
Kraśnickich kwitnie większa korupcja niż na Jaczewskiego. Stąd moje obawy.
Proszę napiszcie coś o Kraśnickich. Muszę się pozytywnie nastawić do porodu,
bo inaczej nie będę miała miłych wspomnień. A może mimo wszystko rodzić na
Jaczewskiego?
Obserwuj wątek
    • katiuszka78 Re: Kraśnickie w Lublinie 27.06.05, 18:16
      ja leżałam na Kraśnickich 5 razy na patologii i za piątym razem trafiłam na
      trakt z zamiarem podłączenia mnie pod oksytocynę, ale że było to ledwo 37
      tygodni i rozwarcie już drobne było itp ale jeszcze nie wystarczająco, a mały
      miał spadki tętna od kilku dni więc zdecydowali od razu że tną, bez żadnego
      czekania na kasę. Nie spotkałam się z przypadkami korupcji na Kraśnickich,
      polecam dra Chołubka i Taczałę
      • one9 Re: Kraśnickie w Lublinie 28.06.05, 18:49
        ..rodziłam na Kraśnickich. Nie polecam! (Nie tylko ja na sali mialam złe
        wspomnienia). Korupcji nie ma, ale nie ma też co liczyc na jakąś pomoc jeśli
        chodzi o znieczulenie itp.. Leżałam 12 dni, więc się trochę napatrzyłam. Dzieci
        są przy matkach (i to jest oki), ale te zabierane do izolatki czy zabiegowego
        są fatalnie traktowane. Siostry siedzą w innej części szpitala, dzieci płaczą,
        nikt nie reaguje.. Na naświetlaniach nikt nie zwraca uwagi na to, że dzieci
        ściągają sobie okulary. Wszystkiego trzeba dopilnowac!!! Byłam świadkiem, jak
        pielęgniarka wkładała do pup dzieci jeden i ten sam termometr, bez
        wcześniejszego umycia!!! Albo nie zwracała uwagi na sciągnięte mleko do
        karmienia..(moje, czy innej matki-wszystko jedno- liczyło się nakarmienie czymś
        dziecka). Ciekawe ile razy dziecko piło pokarm innej matki?? Byłam tym
        oburzona! Nie chcąc, by moje dziecko jadło mleko innej kobiety, spedzałam przy
        Nim noce i dnie. Pielęgniarki były na mnie złe. Wyganiały mnie, bo zwracałam im
        uwagę. Dla nich to tylko praca.. Dla mnie moje DZIECKO! Było nas sporo na
        sali. Wszystkie stwierdziłyśmy, że ten szpital jest przereklamowany! W
        rzeczywistości jest obleśny! Źle się traktuje dzieci, jeśli matka tego nie
        widzi.. Na sali jest niby oki, a poza salą rzeźnia. Radzę rodzic na
        Jaczewskiego!! I zwracac uwagę na higienę pielęgniarek... A!!! Jeszcze jedno:
        podczas, gdy moje dziecko płakało, "cudowna" pielęgniara dała mu do ssania
        swoje palce!!!!! Nie umyte, po wcześniejszym przewijaniu innego dziecka! SZOK!
        szału dostałam, bo na moich oczach wepchała te brudne paluchy do buziulki
        mojego syneczka.. Dobra. Tyle tych okropnych wspomnień, bo na samą myśl mnie
        coś trafia!
        P.S. Jak rodziłam i miałam bóle, to pielęgniarka zabroniła mi krzyczec, bo
        powiedziała, że pacjentki śpią! Nieźle, co?? A to niby inne kobiety
        przyjechały tam na wczasy? Pospac? Tragedia i tyle..
    • one9 Re: Kraśnickie w Lublinie 28.06.05, 18:54
      aaa... rodziłam na Kraśnickich, bo i moją ciążę prowadzili lekarze z
      Kraśnickich (Surmacz, Włodarczyk) Jak co do czego- nie ma co na nich liczyc...
      Nie maja czasu.
      • kiti5 Re: Kraśnickie w Lublinie 29.06.05, 21:09
        Ja rodziłam na Kraśnickiej 2 razy,ale dość dawno w 1991 i w 2001.Oba pobyty w
        tym szpitalu wspominam super.Poród trwał około 2 godzin,położna bardzo
        pomagała.Na sali leżałyśmy we trzy oczywiście z dzidziusiami.Na pomoc nie mogę
        narzekać.Pielęgniarki często zaglądały,pytały czy w czymś pomóc,pomagały we
        wszystkim.Mnie np.w pójsciu pod prysznic,kiedy miałam zastój pokarmy 2 godziny
        masowała mi pierś.Na prawde nie ma się do czego przyczepić.Gdybym rodziła
        jeszcze raz na 100% wybrałabym ten szpital.Pozdrawiam
    • emilama Re: Kraśnickie w Lublinie 30.06.05, 12:51
      Hmmmm...nie rodziłam na Kraśnickich ale do tego szpitala zniechęciła mnie
      wizyta na izbie przyjęć w 5-tym miesiącu ciąży. Chciałam rodzić w wodzie i co
      słyszę? "Po co pani woda? Jakieś nowomodne bzdury!"( to opinia położnej! ).
      Lekarz nie rozpoznał infekcji pęcherza- wypisał mi lek na zatrucie pokarmowe
      którego od kilku lat nie ma w sprzedaży! Pytałam o szkołę rodzenia- i
      znowu: "po co pani szkoła, urodzi pani bez tego, nie ma pani na co pieniedzy
      wydawać?". I to jest ludzkie podejście do pacjentki? Moja koleżanka leżała tam
      na patologii- musiała płacić za leki i podstawowe badania...Urodziłam na
      Lubartowskiej,miałam w końcu cesarkę(brak postępu porodu), chodziłam wcześniej
      do szkoły rodzenia przy szpitalu i wiele się tam nauczyłam...Mimo różnych
      komplikacji nie chciałabym rodzić drugi raz na Kraśnickich...Wybrałabym
      Lubartowską lub Jaczewskiego(na ten szpital namawiała mnie lekarz prowadząca,
      tam rodziły koleżanki i były bardzo zadowolone!) Edyta
      ps.Nie chiałam Cię straszyć ale takie są moje wspomnienia....
    • agenciara1 Re: Kraśnickie w Lublinie 30.06.05, 19:01
      Serdeczne dzięki za Wasze zainteresowanie tematem. Sama nie wiem co mnie
      podkusiło by wybrać lekarza ze szpitala na Kraśnickich. Mieszkam na Porębie,
      więc tam mi najbliżej. W szpitalu tym wylądowałam w listopadzie z obfitym
      krwawieniem. Ciąża została utrzymana. Leżałam tam 15 dni podczas których trochę
      się napatrzyłam na to co się tam dzieje. Ani razu salowa nie przetarła nam
      szafek na sali. Pod moje łóżko nigdy nie zajrzała ze ścierką. Mimo, że nie
      robiłam jeszcze żadnych badań w tej ciąży, to nie zrobiono mi przez te 2
      tygodnie analizy moczu, a później w karcie wypisu ze szpitala była informacja o
      przebytym przeze mnie takim badaniu. Grupę krwi zrobili mi dopiero po tygodniu
      po codziennym moim przypominaniu. Razem z kobietami tam leżącymi zauważyłyśmy,
      że leki, które zostały nam zalecone nie w każdym przypadku zostały nam podane.
      Na mojej karcie szpitalnej znalazło się jeszcze kilka wyników badań, których
      nie miałam robionych. Najbardziej rozśmieszył mnie lekarz, który stwierdził, że
      musiałam nie zauważyć jak mi robiono analizę moczu. Przecież nie dawałam im
      żadnej próbki. Do tej chwili nie wiem dlaczego, ale wybrałam lekarza z tamtego
      szpitala. Chodziłam do niego prywatnie, bo ciąża była zagrożona, a ja nie
      miałam siły kłócić się z innymi kobietami w kolejce o kolejność wchodzenia do
      gabinetu. U lekarza byłam bardzo często, nigdy nie dał mi skierowania na
      badania. Zawsze musiałam robić je prywatnie. Przegiął wczoraj, kiedy to poszłam
      do niego tylko po receptę i musiałam płacić za wizytę. A byłam u niego 5 dni
      wcześniej. Nie wiem co teraz robić..... Z jednej strony dużo pieniędzy wydałam
      na tego lekarza. Z drugiej dużo lepsze warunki miałam na Jaczewskiego.
      Serdecznie pozdrawiam.
      • spumka Re: Kraśnickie w Lublinie 30.06.05, 19:43
        Hej,

        Jeśli nie jesteś przekonana do lekarza - proponuje go zmienić... Ja zmieniałam
        go dwa razy (w 16 i 23 tyg) i nareszcie trafiłam na takiego, o jakim marzyłam..
        nic mu nie mówiłam o moich zarzutach do wcześniejszych lekarzy.. przezcież nie
        o żale chodzi ale o profesjonalna opiekę. Wcześniejsi nie dbali o badania i
        przez to miałam bolące zapalenie dróg moczowych i zlekceważyli niekorzystne
        położenie łożyska... ale teraz czuje się bezpiecznie pod opieką nowego
        lekarza... i już nie będę go zmianiać... jestem spokojna... a dzięki temu
        szczęsliwa, że wsztystko jest pod kontolą.. mogę zająć się dzidzią a nie
        myślałami co by było gdyby...

        • one9 Re: Kraśnickie w Lublinie 02.07.05, 16:50
          Kobieto!!! Uciekaj i nie patrz na utopione pieniądze! Najważniejsze są dobre
          warunki i opieka! Tu chodzi o Twoje Maleństwo i Ciebie, a nie o kasę....
          Chciałam jeszcze nawiązac do wypowiedzi wyżej...
          Jasne,że można byc zadowoloną z pobytu na Kraśnickich, ale tylko wtedy, jak
          leży się 3-4 dni. Mało się widzi i wszyscy są bardzo słodcy... Dłuższy pobyt-
          więcej widac. A z tym się trzeba zawsze liczyc. Mnie wypisywali w 3 dobie-
          byłam happy.. do czasu diagnozy innego pediatry. Zmiana pani doktor-zmiana
          planów. Chciano nas wypisac podczas, gdy mój Synek miał tragiczne wyniki
          badań. Kazdy z lekarzy miał swoje zdanie i odmienny system leczenia.. Dziecko
          miało podane w trakcie "tego" leczenia 4 antybiotyki!! Każdy czepiał sie swoich
          metod. A moja Dzidzia straciła odpornośc.. sad
          • katiuszka78 Re: Kraśnickie w Lublinie 02.07.05, 22:16
            ja wyszłam dopiero w 16 dobie bo miałam problemy, synek też

            w ogóle to leżałam na wszystkich piętrach w ciąży i po cc i jestem zadowolona

            w ten sposób można o każdym szpitalu rozmawiać, zawsze znajdą się osoby które są
            zadowolone oraz takie które wręcz przeciwnie i o tym należy pamiętać, każdy ma
            swoje uprzedzenia

            ja osobiście z Twoją opinią się nie zgadzam smile

            kolejne dziecko urodzę wyłącznie na Kraśnickich
            • one9 Re: Kraśnickie w Lublinie 13.07.05, 21:58
              odświeżam
    • misia33 Re: Kraśnickie w Lublinie 14.07.05, 14:13
      O rany !!! A ja tam zamierzam rodzić.....co prawda dopiero w listopadzie ale
      jednak. Trochę mnie te wasze opinie przeraziły ! Mam nadzieje że będę miała
      miłe wspomnienia.
      • baeatakoc Re: Kraśnickie w Lublinie 26.07.05, 13:04
        ja rodziłam na jaczewskiego i to było niezbyt miłe przeżycie ( piszę o tymw "w
        lublinie na jaczewskiego) w końcu miałam cesarkę ale potem fachowo zajęli się
        dzieckiem miał zapalenie wewnątrzmaciczne, 3 dni fototerpię,potrzebny był
        ortopeda robili mu echo serduszka .w szpitalu czysto sprzątają codziennie(
        przynajmniej na mojej sali,odwiedziny do 20 ale siedzieli u mnie dłużej i nikt
        nikogo nie wygonił( jest taka sala odwiedzin bo tam gdzie sie leży nie
        wpuszczają).Oczywiście niezbyt miła główna położna ale te młode są ok
    • agenciara1 Re: Kraśnickie w Lublinie 26.07.05, 19:32
      To znowu ja. 11 lipca urodziłam drugiego synka na Jaczewskiego. Nie żałuję
      swojego wyboru. Chociaż nie miałam tam żadnych znajomości zajęto się mną bardzo
      dobrze. Niestety miałam znowu cesarskie cięcie. Jednakże dziecko bardzo szybko
      mi przynieśli na moją prośbę. Przystawiono mi go też do piersi, więc szybko
      mogłam zacząć karmić. Bardzo miło wspominam tamtejsze posiłki, które zawsze
      były gorące i urozmaicone. Na sali dbano o czystość. Nie dopajano mi dziecka
      bez mojej zgody, no i zawsze mogłam zawracać głowę położnej, jeżeli miałam
      jakieś problemy. Główna położna nie jest taka zła. Ma swoje racje i specyficzny
      rodzaj bycia. Ogólnie jestem zadowolona i cieszę się, że znowu tam rodziłam.
      Cieszę się tym bardziej, że znam już zachowanie mojego lekarza z Kraśnickich,
      do którego chodziłam przez całą ciążę. Mimo, że jestem już ponad 2 tygodnie od
      terminu, ten mając mój numer telefonu nawet nie zadzwonił z zapytaniem o mój
      stan zdrowia. Chodziłam do niego prywatnie, więc mógł okazac troszkę
      zainteresowania. Serdecznie Was pozdrawiam. Szczęśliwa mamusia.
      • 19802302a Re: Kraśnickie w Lublinie 05.08.05, 14:34
        a mogłabys zdradzić nazwisko tego lekarza? a tak wogóle to GRATULACJE!!!!!! i
        bardzo dobrze ze zrezygnowałaś ze szpitala na kraśnickich- ja też tam rodziłam
        i szczerze nie polecam!!!!! lekarz który zlitował się po paru godzinach przyjśc
        do mnie ( bo poszedł spać i połozna bała sie go obudzić) o mały włos a wyłamał
        by mi żebra i mostek wbijając mi łokieć miedzy piersi- to miało mi niby pomóc!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka