04.01.07, 13:40
to wszystko ładnie wygląda, a rzeczywistość jest inna. ja rodziłam w tym
szpitalu i drugi raz tam rodzić nie chcę. oczywiście są łóżka porodowe
nowoczesne ale i tak rodząca rodzi na tym starym, a co do pozycji w II okresie
porodu to została mi narzucona. podano mi oksytocynę bez mojej zgody. po
porodzie przyniesiono mi dziecko po 9 h. dziecko urodziło się z sinymi
rączkami i nóżkami . lekarz powiedział, że jeszcze pół godziny i nie wiadomo
jak to mogło się skończyć . nie polecam tego szpitala. panuje tam moda, że
kobieta młoda i zdrowa musi urodzić sn. kobieta po porodzie nie może liczyć na
pomoc położnych, bo one siedzą w swoim pokoju pijąc kawę, a w pokojach
pacjentek nie ma dzwonka aby zadzwonić prosząc o pomoc. dziękuję
Obserwuj wątek
    • mmaaddzziiaarraa Chełm 28.02.07, 15:44
      Dzieki Aniu za wpis. fajnie że nie będę sama, a tez mam coś do powiedzenia.
      Spędziłam tu prawie 2 tygodnie i zgadzam się z tym co napisała moja
      poprzedniczka!!!
      rodziłam w grudniu 2006, a raczej wyjeto mi dziecko, bo mała była wcześniakiem
      o 6 tygodni sie pospieszyła i nie miałam żadnej akcji porodowej a odeszły mi
      wody. Pani położna , która zakładała mi cewnik i goliła była wyjatkowo
      opryskliwa- podobno jest to najstarsza położna na tym Odzziale- taka czarna ,
      wysoka (wiekszość dziweczyn ma z nia niezbyt miła wspomnienia] nazwała mnie
      histeryczką i powiedziała, że skoro skończyłam studia wyższe powinnwm wiedzieć
      że zakładanie cewnika może boleć...
      pomiętam jak miała dyżur innym razem, to nie pozwoliła jednej dziewczynie
      krzyczeć by nie zbudzić matek z diećmi, a ona chodziła niemal po ścianach i też
      został wyzwnaa od histeryczek. nieżle co? a tak na marginesie to ta sala dla
      samych matek to jakis mit. rodzące chodzą w boleściach po korytarzach, widzą je
      odwiedzwjący , zero intymności . zawsze rodzące sa lokowane do matek z
      dziecmi.do mojej sali w nocy przywezli chorą, kaszlącą i przeziębioną matkę.
      dopiero po 2 godzinach przeniesiono ja do izolatki.
      Szczęcie miały dziweczyny , które rodziły z takimi dowma młodymi położnymi,
      blondynkami, były dla nich miłe i bardziej wyrozumiałe.
      .............................................................
      cięcie przeprowadził mi dr Wojewoda, poszło sprawnie, tyle że pani anestezjolog
      nakłuwała mnie 5X aż trafiła. miła atmosfera, nawet można było pożartować. miło
      to sobie wspominam. nie zapłaciłam nikomu nic za tą cesarkę. Serio!!!! no , ale
      ja miałam wzgledy medyczne ku temu. w ogóle to jest moje njalepsze wspomnienie
      po tym szpitalu
      ................................................
      potem przewieziono mnie na sale i kazano leżec az znieczulenie przestanie
      działać. pamietam że dyżur miała położna Dorota taka niższa blondynka z
      krótkimi włosami, troche puszysta. bardzo opekuńcza i wesoła kobietka.
      przychodziła na każdą prośbe, zawsze uśmiechnięta i pomocna. a ja urodziłam w
      nocy. służyła pomocą, jak nie miałam siły się poruszyc i przemywała mi krocze,
      rano zmieniła pościel.
      kiedy poszła do domu, to juz nie było żadnego zainteresowania ze strony
      personelu, nikt nawet kubka wody nie pezyniósł, nie pomagał wstawać. musuałam
      prosić dziwczyny z pokoju żeby mi pomagały w najprostszych czynnościach. kiedy
      wołałam personel przychodziły położne i miały wielkoą pretensje że im
      przeszkadzam, jak bym im zawadzała. nawet zastrzyk z pyralginy, przeciwbolescy
      stawał się problemem. lepiej juz był kiedy przyszły dwie młode panie położne
      blondyki szczupłe, zadbane. były miłe i lepiej sie opiekowały. reszta personelu
      na położniczym okropna.
      ..............................................................
      swojej niuni nie miałam przez 6 dni bo była w inkubatorku, mogłam więc troche
      poobserwowac cały oddział i oddział noworodków.
      leżałam na sali gdzie z żyrandoli zwisały takie ,, koty kurzu,, że poezja ,
      na innych salach było to samo. nie było to wycierane na bank z rok. salowe
      przecierały codziennie z grubsza podłogi i stoliki, nasze ale tylko tam gdzie
      się chodzi, a ja pod swoim łóżkiem znalazłam resztki rozbitego termometra i
      rtęć. i ciekawa jestem od jak dawna to tam leżało.
      dodam że kiedy ja leżałam nie było siostry Oddziałowej, więc sprawdziło się
      stare porzekadło że kiedy kota nie ma myszy grasują. nie było papieru
      toaletowego w dozownikach nia byó mydła. na moje prosby o mydło i ręczniki
      jakas starsza salowa powiedziała że każdy musu miec to ze soba. a co z
      dziewczynami , które nagle muszą znależc się w szpitalu, albo z tymi, które
      zapomniały mydła. czasem to sie zdarza. mają pożyczać od innych? kiedy się
      zjawiła dopiero wszystko się zmieniło.
      ........................
      kiedy nie mogłam się ruszyć po cięciu, nie miałam nawet możliwości zobaczenia
      sie z mężem , kiedy przywózł mi podpaski i wodę. podobno przepisy zabraniaja
      wchodzenia na oddział osobom postronnym , ale te przepisy nie dotyczą, jak się
      okazuje wszystkich. Niektórzy ojcowie mogli. wchodzili wprowadzani przez
      połozne lub lekarza. kiedy poprosiłam o odwiedziny w pokoju to powiedziano mi
      iż to przeszkadzać będzie innym matkom i można wnieść wirusów. ha, ha, ha.
      ........................................
      ciekawe dlaczego niektóre sale były przepełnione a na innych panował zaduch,
      dziewczyny tłoczyły sie na jednej sali, te które miały rodzic i te po cesarkach
      i te po naturalnnych porodach. jedne jęczały z bólu w nocy nad uchem innych.
      dziwne to ze kiedy cierpisz inne postronne osoby musza na to patrzeć. była tam
      taka sala, pieknie wyposarzona i z nowymi lux lózkami ale nie wiem dlaczego tam
      ni kładli matek. czy też tych , które miały rodzić, chyba oszczędzali
      sprzęt.......
      kiedy nad ranem było jeszcze ciemno a ja nie spałam i czytałam to włączyłam
      sobie lampkę- była na wyposarzeniu mojej sali- wdedy przyszła ta połozna co
      odbiera porody, czarna, krórko ścięta wysoka i wyłączyła mi lampkę mówiąc że
      nie maja tyle żarówek na stanie i ta zaraz się wypali, to ja założyłam sobie
      swoją energooszczedną i miałam juz gdzies jej uwagi. ale ta nie dała zawygrana,
      przyczepiła się do mnie że wzięłam poduszkę z innego lóżka i oni teraz poduszek
      n ie maja.
      a tak na marginesie to radze wziąc swoja pościel bo w nowy Rok np. nie mieli
      dla jednej dziweczyny i musiała z domu brać, a i ze zmanami pościeli to też
      robli problem. jak któraś dziewczyna zakrwawiła to mogła leżec w tym i parę
      dni. jak wezmiecie swoje przescieradła to pozbedziecie się niepotzrebnych uwag.
      ..........................................................
      a teraz Oddział noworodków, czyli neonantologia czy jak tam zwa.
      mozna całą ksiązke napisac o położnych, które tam pracuja.....
      a i lekarze nie lepsi, no może z wyjątkiem takiej czarnej z długimi włosami.
      ale nie wiem jak sie nazywa.
      ja toczyłam z nimi cięzkie boje, a i inne dziewczyny i owszem.
      jal wasze dziecko bedzie miało żółtaczke to biada wam. nie wiem jak długo można
      przetrzymywac dziecko na lampach, nie wiem jak jest w innych szpitalach ale
      moja tu była chyba z 7 dni innej dziewczyny chyba też tydzień albo i więcej się
      naświetlała. to wszystko dziwne, bo kiedy inne dzieci wychodzą ze szpitala jua
      na 2 lub 3 dobę i są troche zażólcone to nikt im nie każe zostac, a wychodza
      wcześniej te , któr sobiee załatwią z lekarzem i ciekawa jestam jak ta
      zółtaczka w domu znika.
      ja poprosiłam o wyniki badań na żółtaczkę , a jakie były lekarki zdziwione że
      tego wymagam.
      przy naświetlaniu non stop spadały dziecku okularki ochronne, nie wiem jak ale
      ilekroc zachodziłam do małej miała ściągnięte okularki i kiedy prosiłam o
      założenie robiły takie miny że im przeszkadzam. a wszystkie razem najczęściej
      siedziały w pokoju socjalnym i plotkowały , albo zawsze coś jadły, wszystki
      razem z lekarkami. a moja dzidzia sama na tej okropnej sali płakała, nie wiem
      jak długo i patrzyła się na szkodliwy ultrafiloet. inne dzieci tak samo .
      powinna była chociaż jednz z nich tam pilnować. kiedy to się powtarzało
      poszłam do ordynatorki i poskarżyłam sie . sytuacja się nieco poprawiła. ale
      powiedzaiałam że bede tam stac dzień i noc jak trzeba i zakładac te cholerne
      okularki jak spadną, to jaedn z pań mądrych powiedziała że to nie leży w mojej
      kompetencji. i awantura gotowa. jak jest sens ich pracy ja nie wiem. nawet przy
      pobieraniu krwi z nózki, tak zainfekowały rane po igle ze zrobił sie małej
      jakiś ropień. oczywiście wszyscy umyli od tego rece , smarowały ten ropień
      antybiotykiem. i jak wróciłam do domu to po tygodniu zeszło. ale widać że ze
      sterylnością na tym oodziałe jest kiepski.
      pamiętam jak rza niosłam mleko odciągniete do małej- bo naświetlanie miało
      trwać non stop przez kilkinaście godzin bez wyjmowania na karmienie- to kiedy
      chciałam wejśc na sale z inkubatoram był tam jakas salowa dos
      • mchopka Re: Chełm 09.09.07, 14:33
        Teraz podobno jest nowy oddział położniczy w Chełmie. Czy jednak personel się
        zmienił? Wątpię. Ja też tam rodziłam pierwsze dziecko i teraz drugie chyba też
        tam urodzę ale nie mam zbyt dobrej opinii o tym szpitalu. Poród jeszcze ok, ale
        opieka potem fatalna...wszystko też zależy od dyżuru na jaki się trafi, na
        położną i lekarza. Czasami dochodzi do przykrych incydentów ale gdzie takie się
        nie zdarzają...?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka