Rodziłam w Wejherowie w maju 2007.
Długo zastanawialiśmy się nad wyborem szpitala. Do końca nie mogliśmy się zdecydować, czy wybrać Wejherowo czy Puck. Wybraliśmy Wejherowo ze względu na sugestie mojego ginekologa o lepszym niż w Pucku oddziale noworodkowym. Nie bez znaczenia była też możliwość wynajęcia prywatnej sali poporodowej, bo chcieliśmy z mężem przeżywać pierwsze chwile życia naszego dziecka razem. Mieliśmy nadzieję,że Wejherowo spełni nasze oczekiwania.Potwierdzać to mogła Szkoła Rodzenia,do której uczęszczaliśmy.Pani prowadzaca zajęcia przekonywała,że w Wejherowie rodzi się po ludzku-z bliską osobą,w dowolnej pozycji,z wykorzystaniem nowoczesnych sprzętów i metod. Niestety,zawiedliśmy się. Już w Izbie Przyjęć poczułam się jak intruz. Bardzo długo czekałam na lekarza i odpowiadałam na pytania niezbyt miłej położnej, która wstukiwala na maszynie jednym palcem zupelnie nieistotne dla mnie informacje. Sala porodowa nieźle wyposażona, ale położna nie zaproponowała użycia żadnego z akcesoriów.Zaleciła jedynie wejście pod prysznic (to rzeczywiście pomaga znieść ból), po czym wyszła z sali. Wróciła na fazę parcia.Poród z położną Dorotą K. był porodem na jej warunkach wg utartego, rutynowego schematu jaki zapewne stale stosuje.Po pierwsze miało być szybko(bo zbliżał się koniec jej dyżuru), po drugie w pozycji półleżącej (wygodnie dla położnej)-zgodziłam się,gdyż zaszantażowała mnie,że w innej pozycji nie odbierze porodu i nie ochroni mi krocza (negocjacje w tej fazie porodu są raczej trudne). Ok,zaufałam jej,choć bylam przekonana ze powinnam rodzić w pozycji kolankowo-łokciowej, ze wzgledu na szybko postepujacą akcję. Poza tym czułam się bezpieczniej, klęcząc oparta o łóżko. Położna z gatunku tych wszechwiedzących,z którymi się nie dyskutuje. Mąż próbował się z nią „porozumieć”,ale ona uznała,że ZAKŁÓCA przebieg porodu!Wydawało się,że ona postępuje wręcz jakby na przekór naszym prośbom. Niestety zostałam nacięta-nie zapytano mnie o zgodę. Na nic kilkumiesieczne masowanie krocza i ćwiczenia, jeżeli trafi sie na niekompetentny personel, który, zastraszony jakimiś starymi procedurami, dba tylko o wlasne interesy. Kolejny minus-nie położono mi córeczki na brzuchu po porodzie nawet na chwilę(od razu ją zabrali do ważenia i mierzenia), choć wyraźnie o to prosiliśmy polożną! A potem wcisnęli ją mojemu meżowi, żeby odwrócic jego uwagę od faktu ze byłam zszywana przez stażystke, instruowaną przez jednego z ginekologow. Atmosfera panująca podczas porodu tragiczna-przez salę przewijało się mnóstwo osób z personelu,przychodzili na pogaduszki,komentowali. Zero intymności i poszanowania dla specyficznej sytuacji(być może jedynej w naszym życiu),kiedy to rodzi się nasze dziecko. Nie reagowano na prośby o zamykanie drzwi do sali porodowej. Położna wręcz złośliwie pozostawiała je otwarte, jakby chciała zaprosić gapiów. Pod koniec zebrało się w sali mnóstwo osób (mialy byc cztery, a było chyba z osiem, przyszli pokibicować), wyczekująco patrzyli, kiedy ja WRESZCIE urodzę(na porodówce spędziłam raptem 3 godziny). Rutyna,rutyna i jeszcze raz rutyna.Wykupiliśmy pobyt w prywatnej sali. Męża traktowano jak intruza,dziwiono się,że mi pomaga,bo to przecież ja kilka godzin po porodzie powinnam wszystko robić przy dziecku.Nie uzyskałam rzetelnej informacji co do karmienia i opieki nad noworodkiem, zostałam zbyta, gdy informowałam, że mam nawał pokarmowy. W ciąży miałam groźną bakterię i prosiliśmy o wykonanie posiewu córce.Odmówiono nam twierdząc ,że nie ma wskazań. Już po drugiej dobie mimo,iż mieliśmy wątpliwości co do stanu naszego dziecka wypisano nas ze szpitala.Wręcz nas w tej sprawie naciskano-wiadomo,biznes z prywatnymi salami musi się kręcić. Zgodziliśmy się, gdyż doszliśmy do wniosku,że powinniśmy przebadać dziecko jak najszybciej prywatnie. Okazało się,że dziecko ma zakażenie dróg moczowych bakterią „klepsiella pneumoniae”

bakterią bytujacą w szpitalach i przenoszona przez personel). Słowem-nie polecam rodzenia w tym szpitalu.Tym bardziej jest przykro przeżyć taki poród,jeśli nastawiało się na coś zupełnie odwrotnego. Personel wykorzystuje sytuację przewagi nad rodzącą, która się boi, cierpi i martwi o dziecko. Nie ma współpracy, ale przymus dostosowania się do widzimisię położnej. Poza tym personelowi brak wrażliwosci i taktu oraz podstawowej wiedzy na temat współczesnego podejścia do porodów. Radziłabym,aby wszystkie położne i lekarze ukończyli choćby swoją, wejherowską Szołę Rodzenia.Wiedza,którą się tam zdobywa jest dla nich, póki co, zupełnie obca. Braliśmy pod uwage, ze poród może być ciężki, ze mogą pojawić się komplikacje. Na szczescie z fizjologicznego punktu widzenia wszystko bylo w porządku. Gdyby personel szpitala miał więcej wyczucia i zrozumienia, to mogło być dla nas piękne przeżycie. Przykro nam, ze zostaliśmy tak potraktowani. Tym bardziej przykro, że miejsce urodzenia naszej Hani będzie nam sie kojarzyc ze złym wyborem.