martag1978
03.01.08, 15:04
Początkowo byłam zadowolona z dr Radźko. TERAZ WSZYSTKICH OSTRZEGAM
PRZED TYM GABINETEM. ON I JEGO ŻONA MAŁO MOJEGO SKARBA I MNIE NIE
WYKOŃCZYLI.
Uważam, że prowadzenie ciąży to branie na siebie odpowiedzialności.
Na pierwszej wizycie zapytałam dokładnie, czy gdyby coś się działo
czy mogę dzwonić o każdej porze dnia i nocy. Dr Radźko odpowiedział,
że tak.
Tymczasem okazało się, że dla niego przyjmowanie pacjentek to jak
wbijanie kolejnego gwoździa, czyli branie pieniędzy co 3-4 tygodnie,
bo jak się coś dzieje to doktor Radźko ma to ewidentnie gdzieś.
Telefony odbiera jego żona ( komórkę i stacjonarny w gabinecie
również) i generalnie spławia pacjentkę. Normalni ginekolodzy są w
kontakcie telefonicznym ze swoimi pacjentkami, a z nim nie ma
ŻADNEGO kontaktu między wizytami. Powinnam była wcześniej z niego
zrezygnować, a nie chodzić tam do końca ciąży.
Ktoś tam pisał na forum, że lekarz musi zobaczyć pacjentkę. Owszem
zgadzam się, ale jak przepisuje jakiś lek, to chyba dwa dni po
wizycie mógłby odebrać telefon. Uważajcie dziewczyny, bo jak Wam
przepisze potas na skurcze, tak jak mi, to możecie mieć problem. W 6
miesiącu przepisał mi potas na skurcze- bez uprzedniego zbadania
potasu we krwi. Po wzięciu 2 tabletek miałam straszne bóle mięśni,
dosłownie wszędzie zakwasy, a w ulotce było napisane ,żeby w takim
przypadku skontaktować się z lekarzem. Zadzwoniłam wiec do niego i
odebrała zona, chciałam z nim rozmawiać, a ona: że doktor jest
zajęty i o co chodzi i ze jej mogę zadać pytanie(ona jest pediatrą a
nie ginekologiem), spytałam co robić, a ona nakrzyczała na mnie, ze
jak doktor przepisał to mam brać. Bałam się o maluszka, bo potas to
nie jest zwykły suplement diety, dlatego jest na receptę-
przedawkowanie może być bardzo niebezpieczne dla układu krążenia.
Poszłam więc po pomoc do internisty, który zrobił mi jonogram-
okazało się że potas mam w górnej granicy normy .Lekarz internista
zabronił mi to brać. Za 3 tyg powiedziałam o tym Radźko, a on ,ze w
sumie to dobrze że nie brałam tego więcej. A ja byłam taka głupia,
że dalej nabijałam mu kieszenie.
Drugi raz jak zadzwoniłam to było w dniu terminu porodu, w szpitalu
na ktg miałam wysokie ciśnienie 140/90.Lekarz zalecił, żebym na
wszelki wypadek zmierzyła jeszcze 3 razy ciśnienie tego dnia i
gdyby było takie lub wyższe mam jechać na Izbę. Zmierzyłam, było
140/90, 150/90 i ostatni pomiar wieczorem 170/90.przestraszyłam się,
bo to nawet dla człowieka nie w ciąży może to być niebezpieczne!
Zadzwoniłam do niego –oczywiście odebrała żona i WYOBRAŹCIE SOBIE
POWIEDZIŁA, ŻE NIC SIĘ NIE DZIEJE!!! Nalegałam, żeby dała mi do
niego jakiś inny numer, to stwierdziła, że doktor jest zajęty..
Dobrze, że jej nie posłuchałam i pojechałam na Izbę Przyjęć. Przy
takim ciśnieniu może się odkleić łożysko co prowadzi do krwotoku, a
ja mam do szpitala 35 km, wiec mogłam nie zdążyć i wykończyć dziecko
i siebie- to są słowa położnej.
Trzeci incydent był najgorszy- 5 dni po terminie.. Byłam pewna, że
rodzę, a z Karowej odesłano mnie 2 razy do domu: raz po 10 godz
regularnych skurczów (co 10 min) , potem pojecham znowu- po 14 godz.
Stwierdzono, że sa to skurcze przepowiadające. Ja byłam pewna ,że
rodzę i nie chciałam wracać do domu. Mąż zadzwonił więc do Radźko.
Odebrał widomo kto. Mąż powiedział, że doktor prowadzi moja ciążę i
że chyba rodzę i chce się o coś zapytać( chcieliśmy widzieć czy to
możliwe żeby po 15 godz skurczów można było w ogóle mówić o
skurczach przepowiadających czy lepiej jechać do jakiegoś innego
szpitala). Ona oczywiście tradycyjnie ,że jej można zadać pytanie.
Mąż powiedział, ze ona nie jest ginekologiem i nie prowadzi mojej
ciaży , a ona bezczelnie się rozłączyła. Wyobrażacie to sobie!??
Mąż strasznie się zdenerwował i znowu z Warszawy wróciliśmy do Góry
Kalwarii- tym razem prosto do gabinetu doktora, maż tam poszedł, a
ta bezczelna zatarasowała mu drzwi. To chyba nie jest normalne
zachowanie- ostrzegam Was więc dziewczyny. Mąż wszedł do gabinetu po
wymianie epitetów po pacjentce, powiedział o co chodzi, a doktor ,ze
to rzeczywiście mogą być skurcze przepowiadające. NAWET NIE CHCIAŁ
MNIE ZBADAĆ, WIEDZIAŁ ZE SIEDZĘ W SAMOCHODZIE. NIE INTERESOWAŁO GO
TO CO SIĘ NAPRAWDĘ DZIEJE. PRZECIEŻ BYM ZAPŁACIŁA, JEŚLI O TO
CHODZIŁO. Ale im się nie chciało , bo już była 21 i zamykali ten
swój wspaniały NZOZ.
Urodziłam za 6 godzin. Miałam zielone wody i nie było wesoło, ale
nie jest to już tematem na tym forum.
Przepraszam za rozmiary tej informacji, ale robię to po to, żeby
matki mając na uwadze dobro dziecka raczej omijały ten gabinet
szerokim łukiem.