Dodaj do ulubionych

Rodziłam na Żelaznej

22.12.03, 07:18
08.12.2003 Urodziłam synka w szpitalu św. Zofii przy ulicy Żelaznej.
Opłaciliśmy poród rodzinny w pojedynczej sali. Sala fajna z wanną,
przyciemnionym światłem i poczuciem intymności. Położna bardzo fajowa, nie
narzucająca się, dyspozycyjna. Z porodu wrażenia niezapomniane.
Na oddziale położniczym też super. wysoki standard, pomocne położne i niezłe
jedzonko.
Jest tylko jeden problem. Trzeba mieć szczęście, żeby się do tego szpitala
dostać. Ja potrzebowałam aż znajomości ordynatora... Niektóre dziewczyny
dostały łóżko bez problemu ale to chyba trzeba mieć szczęście. Więc polecam
bardzo ale najlepiej tam kogoś znać.

Pozdrawiam
Agnieszka mama Marka
Obserwuj wątek
    • zocha72 Re: Rodziłam na Żelaznej 22.12.03, 11:20
      ja też zamierzam tam rodzić. Napisz proszę jak nazywała się Twoja położna i czy
      była z urzędu, czy opłacona? Czy taka położana z urzędu obsługuje tylko jeden
      poród rodzinny, czy ma pod sobą kilka sal? Cały czas nie wiem czy skorzystać z
      usług indywidualnej położnej, czy zdać się na przypadek. Słyszałam, że na
      Żelaznej wszystkie położne są super.
      Dziękuję za odp.
      zocha
      • lemone Re: Rodziłam na Żelaznej 30.12.03, 12:26
        zocha, mam ten sam dylemat,
        po co placic, jesli wszystkie polozne sa tam super????
        Ale z drugiej strony poznalam kiedys Jeanette i darze ja duzym zaufaniem,
        mysle, ze to jest bardzo wazne aby rodzic z polazna, ktorej ufasz i jest
        autorytetem, dlatego zdecydowalam sie na Nia.
        Poza tym czuje sie teraz bezpieczniej, Jeanette powiedziala, ze jesli cokolwiek
        zaczeloby sie dziac w ciazy - mam natychmiast dzwonic,
        wiem, ze zawsze znajdzie sie dla mnie lozko na Zelaznej, ze nie odesla mnie na
        poczatku porodu do innego szpitala i ze bede miala profesjonalna opieke.
        To jest moja pierwsza ciaza wiec staram sie zabezpieczyc z kazdej strony wink)))
        • 77asik Re: Rodziłam na Żelaznej 19.01.04, 13:32
          Lemone, a jak poznałaś tą Jeanette?
    • britanny Re: Rodziłam na Żelaznej 23.12.03, 10:36
      To widze, ze troche sie zmienilo. Ja tam rodzilam w 1999 roku i o ile sam porod
      wspominam bardzo dobrze (swietna polozna Pani Monika, czysta, ladna sala itp)
      to juz opieke potem nie najlepiej. O wszystko trzeba bylo pytac a wrecz wyrywac
      informacje, pielegniarki wiecznie siedzialy za kontuarem jak udzielne ksiezne
      obrazone na caly swiat, jedzenie tez bylo minimalistyczne (wersja wlasnie sie
      odchudzam).
      • szwedowska Re: Rodziłam na Żelaznej 27.12.03, 12:30
        A ja urodzilam tam 10.12, nie mialam wielkich znajomosci ale bylam pare razy u
        lekarki ze szpitalnej przychodni. chcieli mnie odeslac na Inflancka z izby
        Przyjec ale odmowilam, a, ze odeszly mi juz wtedy wody i mialam bardzo wysokie
        cisnienie to jednak zostalam. ale gdybym sie zgodzila na odeslanie to by mnie
        szybciutko wyslali. ale nastepnego dnia rzeczywiscie nie bylo zadnej wolnej
        sali w dzien. Rodzilam w sali porodow rodzinnych (nawet nie wiem czy tam sa
        jakies inne???) z polozna z dyzuru - p.Ela Przytula, bardzo mila i
        profesjonalna. Obslugiwala kilka sal, ale wtedy kiedy byla potrzebna, czyli
        glownie w II okresie porodu to byla z nami. Tez jestem zdania, ze wszystkie
        polozne sa tam bardzo dobre wiec nie ma sensu, wg. mnie, oplacac, chyba, ze
        ktos chce miec pewnosc, ze sie dostanie do szpitala bo taka umowa z polozna
        zobowiazuje. Ale 4 moje znajome rodzily tam w przeciagu 2 miesiecy i zostaly
        przyjete mimo braku "zwiazku ze szpitalem" czyli prowadzenia ciazy przez
        lekarza ze szpitala, oplaconej poloznej itp.) Ja "zahaczylam" o 3 zmiany
        poloznych bylam w sali porodowej od 6 rano do 20 wieczorem a zmiany sa o 7 rano
        i 7 wieczorem) i wszystkie byly bardzo mile. Jedynym minusem bylo to, ze zaraz
        poi porodzie nie bylo miejsca na oddziale poporodowym i zostalam na patologii
        ciazy gdzie nie jest tak ladnie bo nie bylo remontu ale przynajmniej mialam 2
        osobowa sale), na jeden ostatni dzien przeniesli mnie na poporodowy. Wszedzie
        prawie wszystkie polozne byly bardzo mile i pomocne, choc czasem bardziej
        sluzbowe niz "ludzkie". Jedzenie smaczne.
    • ewulka303 Re: Rodziłam na Żelaznej 30.12.03, 16:00
      Ja rodziłam tam w 2000 roku. Poród był w porządku, ale opieka na połoznictwie
      fatalna. Leniwe połozne, którym nie chciało się uczyć mnie karmienia (i którym
      zdarzało się na mnie nakrzyczeć), nieprofesjonalni pediatrzy, fatalna opieka.
      Jeżeli umiecie walczyć o swoje - polecam.
      • aniaop Re: Rodziłam na Żelaznej 30.12.03, 16:13
        Widocznie cos sie zmienilo, bo ja rodzilam w 2002 i uwazam, ze opieka na
        poloznictwie byla wspaniala. Polozne wcale nie byly leniwe, przychodzily na
        kazde kwilenie dziecka i pytaly w czym pomoc, nawet w nocy. Jak moja corka
        pierwszej nocy dawala do wiwatu, probowala jedna z nich wielu sposobow, zebym
        mogla chociaz chwile odpoczac, tzn pospac.
        Jesli chodzi o pediatrow, tez bylam zadowolona. Momentalnie zdiagnozowano
        skrzywienie stopek dziecka, zaordynowano cwiczenia i przyslano fizjoterapeutke.
        • anusiamilusia Re: Rodziłam na Żelaznej 01.01.04, 18:10
          Rodzilam na Żelaznej 12 listopada 2003,razem z mężem w sali porodów
          rodzinnych.Położnej nie opłacaliśmy, rodziłam z p Moniką i jestem bardzo
          zadowolona.Opieka po porodzie bez zastrzeżeń, bardzo kompetentna i miła.Jak
          opuszczaliśmy porodówkę, mąż już umawiał się z połozną na następny poród (he
          he)czyli ok.
    • angelika27 Re: Rodziłam na Żelaznej 02.01.04, 21:58
      WITAM!
      A W JAKIM MIEŚCIE ZNAJDUJE SIĘ TEN SZPITAL?
      POZDRAWIAM
      ANGELA
    • edyta774 Re: Rodziłam na Żelaznej 05.01.04, 18:04
      Więc i ja dodam swoja opinię o tym szpitalu a rodziłam w listopadzie.

      Wersja krótka: oddział patologii i poród super, oddział położniczy- tragedia.

      Wersja długa: na patologii byłam 3 dni. Zaskoczył mnie poziom opieki. Cały
      personel bardzo miły. Każdy odpowiadał na zadawane pytania bez kwaśnej miny. I
      lekarze słuchali sugestii ciężarnych. Tak było w przypadku moim i pozostałych
      4 dziewczyn z pokoju. Położne pytały się o samopoczucie niemalże non-stop np.
      jak czytałam wszelkie informacje na ścianie.
      Położną miałam z dyżuru- Kasię Kleczkowską i chciałabym z nią rodzić ponownie.
      Sympatyczna, wesoła i przede wszystkim kompetentna. Lekarza nie było przy
      porodzie, ponieważ przebiegał bez komplikacji. Miałam podane znieczulenie i
      anestezjolog był bardzo kompetentny i sympatyczny.
      Moje niemiłe wspomnienia dotyczą okresu po porodzie i to bynajmniej nie z
      powodu złego samopoczucia. Fizycznie czułam się bardzo dobrze. Personel w
      przeważającej części oschły i leniwy. Moja Karolcia opiła się wód płodowych i
      strasznie się z tego powodu męczyła. Na moje pytanie czy można coś z tym
      zrobić miałam odpowiedź w stylu- czy pani wie co chce zrobić!!!??? Przecież
      ona potem może nie chcieć ssać piersi!!!. W pierwszy dzień po porodzie o mojej
      prośbie o tabletki przeciwbólowe zapomniano… Z resztą przypuszczam, że żelazo
      też nie dostałam od razu, ponieważ krew miałam pobieraną w tym samym czasie co
      koleżanka obok a tabletki dostałam dzień później. Ale to tylko moje
      przypuszczenia.
      Jednak najgorsze dotyczy córci. Otóż przez 2 dni nic nie jadła. Ja nie miałam
      pokarmu o czym mówiłam i położne dobrze o tym wiedziały. Reakcja była dopiero
      jak puściły mi nerwy. Wtedy położna zdziwiła się dlaczego nie jest
      dokarmiana…. W nocy dzwoniłam 3 razy by poprosić o mleko. Nikt się nie pojawił
      a dziecko płacze… Z Małą na rękach poszłam do dyżurki a tam położna czyta
      gazetę…!!! Na moje stwierdzenie, że ma zalecone dokarmianie usłyszałam
      cyt.: ”a była przystawiana do każdej piersi po 20 min?”. Jak odpowiedziałam,
      że tak usłyszałam- „zaraz koleżanka do pani przyjdzie”. I wróciła do gazety (a
      dziecko ciągle płakało). I koleżanka przyszła z mlekiem (ta akurat całą noc
      wręcz biegała). Karolcia na siłę była przystawiana do piersi. Dziecko zanosiło
      się od płaczu. Efekt był taki, że jak tylko poczuła, że to pierś to z ogromną
      siłą odpychała się rękami!!! O karmieniu nie było mowy. Przez tydzień
      ściągałam pokarm i karmiłam strzykawką. Problem został rozwiązany po wizycie
      położnej środowiskowej. Ona po zobaczeniu jak przystawiam dziecko do piersi
      zaproponowała kapturki. Moje brodawki okazały się za duże w stosunku do jej
      małej buźki. Zastawia mnie tylko dlaczego 5 doświadczonych położnych tego nie
      zauważyło pomimo, iż „pomagały” w przystawianiu???
      Pediatra może i kompetentna aczkolwiek niezbyt sympatyczna. Nie omieszkała
      głośno wyrazić opinii na temat posiadania dziecka przez bardzo młodą
      dziewczynę obok (wprawdzie podczas jej snu ale jednak).
      Podsumowując osoby, które nie mają problemów może nie narzekają, ale pozostała
      część… Znajome ze szkoły rodzenia, które miały problemy niestety mają podobne
      odczucia. I nie zależy to tylko od zdecydowanego artykułowania problemów.
      Pomimo, iż sale są ładniejsze niż na patologii wolałabym trafić na patologii.

      Jeśli macie jakieś pytania piszcie na adres gazety.

      Edyta
    • saga72 Re: Rodziłam na Żelaznej 17.01.04, 20:27
      Ja byłam umówiona do porodu z położną Agnieszką Pilaszek/609 618 253/.Urodziłam
      wspaniałą córeczkę w miłej atmosferze.Agnieszka to bardzo dobra położna z dużym
      doświadczeniem,fachowa a przy tym bardzo miła.Zgadzam się,że wszystki położne w
      szpitalu przy ul.Żelaznej są wspaniałe ale umówienie się z prywatną położną
      daje ci ogromne poczucie bezpieczeństwa.Taka osoba jest do twojej dyspozycji 24
      godziny na dobę od momentu podpisania umowy.Po za tym po porodzie jeśli
      będziesz miała jakikolwiek problem to zawsze możesz zadzwonić do Agnieszki a
      ona udzieli ci porady.Z resztą Agnieszka sama do mnie dzwoni i interesuje się
      moimi losami.To tak jak bym miała anioła stróża.Jestem bardzo
      zadowolona,planuje nawet drugie dziecko i napewno umówię się z Agnieszką do
      porodu bo darze ją dużym zaufaniem.Osobiście nie chciałabym,żeby opiekowały się
      mną trzy zmiany położnych.Decyzja należy do ciebie jednak polecam ci Agnieszke
      Pilaszek jest rewelacyjna.
    • lidek0 Re: Rodziłam na Żelaznej 20.01.04, 15:09
      Znajomości wcale nie są potrzebne, wystarczy byc pacjentka pracującego tam
      lekarza lub umówić się z indywidualna połozną. To wszystko, ale to ostatnie
      kosztuje
    • rpg-1 Re: Rodziłam na Żelaznej 28.01.04, 19:37
      Rodzilam na Zelaznej kilka miesiecy temu , najpierw za nic tam nie chcialam bo
      podobno naturalnie i niemilo , drogo itd . Przeczytalam mnostwo postow na tym
      forum o szpitalach i zawsze byly opinie bardzo rozne. Wiedzialam jedno ,ma to
      byc porod rodzinny i z oplacona polozna , wiedzialam ze lekarza nawet nie ma
      czasem przy porodzie , polecono mi polozna z tego szpitala ktora odbierala
      porody kilku znajomych w tym lekarek , osobe konkretna i z doswiadczeniem choc
      moze nie wylewna .To mi odpowiadalo , naczytalam sie o uszkodzeniach
      okoloporodowych , zaniedbaniach ,mialam taki przyp. w rodzinie.Wiem placimy
      skladki i ma byc za to opieka idealna ale mam tez najblizsza przyjaciolke
      pielegniarkr i wiem jak to jest , oni to tez ludzie i brak im sil.Wszystko to
      kosztowalo ale nie zaluje , przed porodem mielismy spotkanie ,wszystko
      obejzalam i ustalilismy przewidywane warunki , moglam dzwonic o kazdej porze
      co robilam ,wiem ze jako pacjetka z polozna mialam wieksze szanse na sale , to
      moze nie jest sprawiedliwe ale wtedy zalezalo nam zeby nie byc nigdzie
      odeslana czego bylam swiadkiem . Porod byl nietypowy i gwaltowny , czulam sie
      naprawde bezpiecznie , podczas wczesniejszego spotkanie wypelnilam czesc
      dokumetow i wszystko przebieglo sprawnie . Polozna wszystkim sie zajela ,
      kierowala nami konkretnie i sprawnie kiedy bylo trzeba zawolala lakarza ,
      zaproponowala znieczulenie za co bede jej dlugo dziekowac bo dzieki temu
      moglam swiadomie cieszyc sie moim malenstwem bez tego ztrasznego oszolomienia
      bolem (choc wczesniej wydawalo nam sie ze jestem na bol bardzo odporna ,nawet
      masaz szyjki nie byl dla mnie taki straszny) .Potem opieka byla ...normalna
      jak czegos chcialam to zawsze dostalam tak jak inne pacjetki , lezala ze mna
      na sali dziewczyna bez mleka i przez caly czas polozne poily ja herbatkami
      mlekopendnymi i pomagaly karmic dziecko ze strzykawki z dobrym skutkim bo po 4
      dniach juz karmila normalnie.Jedne lekarki byly mile a inne mniej , polozne
      wszystkie z jakimi zetknelam sie przez 5 dni byly ok.Posciel zmieniano
      codziennie lub na zadanie ,jedzenie w normie.Jedyne co mnie zdziwilo to
      kompletna niewiedza dziewczyn oczekujacych ze wszystkiego sie naucza przez 3
      dni w szpitalu .Osoby z ktorymi rozmawialam byly zadowolone mimo ze
      przyjechaly bez polecenia czy znajomosci.Wiem natomiast ze szkola rodzenia
      przy szpitalu jest bardzo chwalona .Wszystkim mamom zycze cudownych dzieci i
      radze :jesli tylko macie chwilke czytajcie jak najwiecej o porodzie ,karmieniu
      i pielegnacji chocby szwow, to zaprocetuje . Nigdy wczesniej nie opiekowalam
      sie noworodkiem i bylo to moje pierwsze dziecko ale nie mialam problemu z tym
      wszystkim , staralam sie spokojnie zajmowac dzieckiem i mocno
      kochac .Pozdrawiam serdecznie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka