evitka03
22.03.10, 22:41
Z okazji nadejścia wiosny i wyrojenia się czworonożnych na wszelakich skwerach, trawnikach, placach i nie tylko, pozwolę sobie na kilka uwag. Z góry uprzedzam, że psa nie posiadam i nie jestem entuzjastką hodowli psów w miastach, gdyż męczą się zarówno ludzie jak i psy.
Przypominam, że pies ma być wyprowadzany na smyczy i w kagańcu. Smycz ma być mocna i krótka, nie jakaś tam żyłka na kołowrotku długości 10 metrów, bo pies to nie ryba, smycz ma ograniczać zasięg jego biegania i możliwości rzucania się na ludzi (nie tylko w celu pogryzienia, ale też w celu okazania psiej miłości). Kaganiec jest nie tylko po to, żeby pies nie ugryzł, ale też po to, żeby plugawym pyskiem nie dotknął nikogo ani nie polizał. Nie życzę sobie być obwąchiwana, oblizywana czy dotykana obślinionym psim pyskiem. Argumenty typu "polubił panią!" albo "on nic nie zrobi, on tylko chce się bawić" do mnie nie docierają, cudzy pies nie jest dla mnie partnerem do zabawy, nie zależy mi też na psim lubieniu. Brudne łapy stanowią zagrożenie dla moich spodni czy sukienki i proszę psich właścicieli, żeby mieli to na uwadze. Popieram wszelkie działania Straży Miejskiej dyscyplinujące właścicieli czworonogów, popieram nakładanie wysokich mandatów karnych za nieprzestrzeganie prawa. Co do psich odchodów - czy leżą na chodniku, na trawniku, czy też śmierdzą w specjalnym pojemniku ustawionym tuż przy alei parkowej - są dla mnie tak samo obrzydliwe. Uważam, że należy ograniczyć prawo hodowli psów w miastach, duże psy powinni hodować jedynie właściciele domów z ogrodem, gdzie pies mógłby swobodnie biegać i załatwiać potrzeby fizjologiczne na prywatnym trawniku. Hodowanie dużego psa w bloku uważam za męczenie zwierzęcia. W mieszkaniach bez ogrodu powinny być hodowane wyłącznie małe pieski załatwiające się do kuwet jak koty, wtedy zniknie problem psich odchodów. Postuluję wprowadzenie wysokich, zaporowych opłat za posiadanie psa w mieście.