Dodaj do ulubionych

Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia...

IP: *.pool.mediaWays.net 27.07.10, 23:12
W uzasadnieniu można przeczytać, że bezpośrednią przyczyną śmierci był zator skrzeplinowy,
kobieta nie wymagała hospitalizacji, ale ponieważ zaczęła zachowywać się agresywnie i wypowiadać nielogicznie..........


W tej sytuacji powstaje pytanie, dlaczego pacjentka zostala przewieziona do Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku a nie np na neurologie?
Obserwuj wątek
    • Gość: AA Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... IP: *.pool.mediaWays.net 27.07.10, 23:18
      moglibyscie sobie darowac, takie pseudoartystyczne, zdjecia.
      • xrybniczaninx Pielęgniarki to zakała!! 28.07.10, 08:57
        Największą zakałą służby zdrowia są pielęgniarki - mają o sobie
        niewyobrażalne mniemanie, a w rzeczywistości niewiele umieją,
        chełpią się swoim "wykształceniem", a tak naprawdę są tylko
        pomagierami do wykonywania poleceń. Szczególnie te, które szkoły
        pokończyły za komuny są wyjątkowo wredne. Zgrywają "ważniejszych" od
        lekarzy - takie właśnie są w szpitalu w Rybniku - Orzepowicach.
        Pielęgniarki są sfrustrowane i wściekłe, że nie są lekarzami albo
        przynajmniej ich żonami, ale - po prostu - trzeba było się uczyć!
        Teraz jest za późno. I tą złość wyładowują na innych.
        Ich „wykształcenie” - to po prostu tylko średnie wykształcenie. A
        ile one chciałyby zarabiać? Przecież ludzie z wyższym wykształceniem
        nie zawsze dostają więcej od nich. A owe 600, - złotych? To mit,
        mają ponad 2.000, - złotych na rękę.
        • Gość: ZADOWOLONA Re: Pielęgniarki to zakała!! IP: *.zb.lnet.pl 30.07.10, 20:08
          Czuje sie obrażona tym tekstem, ukończyłam 5-letnie studia na
          wydziale pielęgniarstwa na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.Uczyć sie
          trzeba było bardzo dużo.Mam wyższe wykształcenie.Sporo moich
          koleżanek też takowe posiada. Nie wiem czym się kierujesz,chyba
          zawiścią mały człowieczku pisząc te teksty . I nie
          jesteśmy "pomagierami" lekarza, tylko według ustawy nasz zawód jest
          w pełni zawodem samodzielnym . Wcale nie jestem sfrustowana ani
          wściekła. Zarabiam 3000zl. i jestem zadowolona. Pracuje juz 15 lat i
          nie zamierzam nic zmieniać .I nie mam męża lekarza, tylko
          wspaniałego człowieka zupełnie nie związanego ze szpitalem. A złość
          to może bym i wyładowała na takich jak ty ,co głupoty
          wypisują ,sfrustrowani i rozgoryczeni ignoranci....
        • Gość: vvvvvv Re: Pielęgniarki to zakała!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.13, 22:13
          zakałą może jesteś ty a tak naprawdę ciekawe jakie masz wykształcenie i czy wogóle wiesz co napisałeś
    • Gość: Adam Nowak Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.home.aster.pl 27.07.10, 23:19
      A czy jakaś ustawa mogłaby wreszcie tak sformułowana, żeby nie można było jej
      dowolnie interpretować i "nie rozumieć" jak pisze pani od GIODO. Przecież to
      farsa, a człowiek zamknięty w szpitalu dla nerwowo i psychicznie chorych jest
      całkowicie poza systemem i wszystko zależy od lekarza prowadzącego, który nic
      właściwie nie musi... Nawet sam chory nie może opuścić szpitala na własną prośbę
      (tym bardziej groźbę).
    • Gość: ... Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.10, 23:24
      nasza polska służba zdrowia - nic dodać nic ująć - potraktowali pacjentkę jak
      śmiecia, bezdusznego i bezwolnego.

      potrafią tylko wołać o podwyżki - w zarobkach niedługo dogonią Europę za to w
      stosunku do pacjenta są za Afryką raczej!
      • bmc3i Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 27.07.10, 23:30
        Gość portalu: ... napisał(a):

        > nasza polska służba zdrowia - nic dodać nic ująć - potraktowali pacjentkę jak
        > śmiecia, bezdusznego i bezwolnego.
        >
        > potrafią tylko wołać o podwyżki - w zarobkach niedługo dogonią Europę za to w
        > stosunku do pacjenta są za Afryką raczej!

        Niestety obrazasz afrykanski persponel szpitali, porownujac go do polskiego
        personelu, w aspekcie stosunku do pacjenta. To co sie dzieje w Polsce pod tym
        wzgledem, to ewenement na skale swiatowa, wymkajacy sie jakimkolewiek opisom i
        porownanio.

        Gdyby zastosowac skale zarobkow, do roznicy stosunku personelu szpiytali do
        pacjentow w Polsce i na zachodzie, polscy lekarze nie powinni in genere dostac
        pensji wiekszej nie piecdziesiat zlotych miesiecznie, a pielegniarku nie wiecej
        niz 10.
    • tatanka.jotanka Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa 27.07.10, 23:26
      Nie wiem czy w calej mizerii słuzby zdrowia, przy powszegnycvm chamstwie i
      arogancji polskich lekarzy i pielegniarek wobec pacjentów, szpitale w jakiejs
      miejscowosci w Polsce dorownuja tym placówkom w Rybniku.

      Zaczynajac od "najmniej" uciazliwej rzeczy, jak zakaz wejscia najblizszej
      rodziny pcajcentek na oddział połozniczy.
      • Gość: cho Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa IP: *.chello.pl 28.07.10, 00:05
        No cóż, nie wiem, czy byłaś położnicą, czy uciążliwym gościem. Ja rodziłam w
        szpitalu w chorzowie, gdzie takiego zakazu nie ma i nie ma żadnego poszanowania
        dla pacjentek - leży ich na sali sześć i w tym czasie może tam przebywać na raz
        12 (DWANAŚCIE) osób odwiedzających. Nie mówiąc o tym, że często jest ich więcej,
        bo do jednej zlatuje się cała ulica, do drugiej wszystkie psiapsiółki, co to
        muszą obejrzeć "śliczniusiego bejbika" i efekt jest taki, że jest harmider,
        wrzask, smród, brud i zarazki. Trochę zrozumienia dla innych, zwłaszcza dla
        niemowląt, a nie tylko patrzeć własnego tyłka, bo każda chce zrobić zdjęcie
        komórką i gdzieś ma to, że komuś leżącemu 20 cm obok to może przeszkadzać.
        Na położniczy w charakterze gościa powinni być wpuszczani wyłącznie ojcowie dzieci.
        • bmc3i Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa 28.07.10, 00:39
          Gość portalu: cho napisał(a):

          > No cóż, nie wiem, czy byłaś położnicą, czy uciążliwym gościem. Ja rodziłam w
          > szpitalu w chorzowie, gdzie takiego zakazu nie ma i nie ma żadnego poszanowania
          > dla pacjentek - leży ich na sali sześć i w tym czasie może tam przebywać na raz
          > 12 (DWANAŚCIE) osób odwiedzających. Nie mówiąc o tym, że często jest ich więcej
          > ,
          > bo do jednej zlatuje się cała ulica, do drugiej wszystkie psiapsiółki, co to
          > muszą obejrzeć "śliczniusiego bejbika" i efekt jest taki, że jest harmider,
          > wrzask, smród, brud i zarazki. Trochę zrozumienia dla innych, zwłaszcza dla
          > niemowląt, a nie tylko patrzeć własnego tyłka, bo każda chce zrobić zdjęcie
          > komórką i gdzieś ma to, że komuś leżącemu 20 cm obok to może przeszkadzać.
          > Na położniczy w charakterze gościa powinni być wpuszczani wyłącznie ojcowie dzi
          > eci.


          Zgadzam sie ze to co opisujesz to straszna rzecz. Na swiecie jednak ten problem
          rozwiazano juz baaardzo dawno temu. Private room, jednoosobowa sala dla kazdej
          pacjentki w standardzie. Nie trzeba tu wywazac zadnych drzwi, swiat juz
          przerobil ten "problem", podobnie jak dawno, dawno temu juz naukowo udowodnil,
          ze obecnosc najblizszych osob jest niezmiernie wazna dla poprawy stanu zdrowia,
          i w ogole fizycznego i psychoicznego pacjentów. Tak malych jak i duzych.
          • les1 Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa 28.07.10, 00:50
            Swieta racja !
            Co to znaczy.....sale 6-cio osobowe na porodowce????
            Tylko , pytam?

            N.B. Mieszkam w afryce
            • Gość: cho Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa IP: *.chello.pl 28.07.10, 11:29
              Nie na porodówce, tylko na oddziale położniczym.

              W jednej sali sześć kobiet po cesarce, w drugiej cztery jeszcze w ciąży, a na te
              dwie sale jedna toaleta, a i to czasami zajęta, kiedy jest poród i pacjentka
              chce iść pod prysznic. Fajnie?

              Dobrze, że NA ŚWIECIE rozwiązano ten problem, ale w sumie mało mnie to
              interesuje, bo mieszkam tutaj i chciałabym, żeby tutaj było porządnie.
          • Gość: iwona Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa IP: *.238.64.16.ip.abpl.pl 28.07.10, 02:42
            położniczy rybnik - możesz się przekręcić nim urodzisz
        • tatanka.jotanka Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa 28.07.10, 01:02
          Gość portalu: cho napisał(a):

          > No cóż, nie wiem, czy byłaś położnicą, czy uciążliwym gościem. Ja rodziłam w
          > szpitalu w chorzowie, gdzie takiego zakazu nie ma i nie ma żadnego poszanowania
          > dla pacjentek - leży ich na sali sześć i w tym czasie może tam przebywać na raz
          > 12 (DWANAŚCIE) osób odwiedzających. Nie mówiąc o tym, że często jest ich więcej
          > ,
          > bo do jednej zlatuje się cała ulica, do drugiej wszystkie psiapsiółki, co to
          > muszą obejrzeć "śliczniusiego bejbika" i efekt jest taki, że jest harmider,
          > wrzask, smród, brud i zarazki. Trochę zrozumienia dla innych, zwłaszcza dla
          > niemowląt, a nie tylko patrzeć własnego tyłka, bo każda chce zrobić zdjęcie
          > komórką i gdzieś ma to, że komuś leżącemu 20 cm obok to może przeszkadzać.
          > Na położniczy w charakterze gościa powinni być wpuszczani wyłącznie ojcowie dzi
          > eci.


          Nie wiem po co ta proba osobistego przytyku, a juz zupelnie nie wiem, na jakich
          podstawach.

          Ten "uciazliwy pacjent", to mąż i matka rodzacej czekajacy na korytarzu? Czy
          moze kobieta rodzaca lub tuz po porodzie, wychodzaca na klatke schodowa aby sie
          z nimi spotkac?

          Dla porównania. W Stanach Zjednocoznych, jest nie do pomyslenia, aby kobieta nie
          miala jednoosobowej sali do dyspozycji, czy aby nie mogl z nią w niej "mieszkac"
          24x24 mąż, czy ktos bliski. Calodobowy dostep obojga rodziców na NICU
          (Neonatology Intensive Care Unit - sala intensywnej terapii wczesniaków),
          czy aby rodzice nie mogli wyciagnac takiego wczesniaka podlaczonego do calej tej
          maszynerii i kroplówek z inkubatora, to juz tylko norma, ze nie wspomne o
          obecnosci ojców w zabiegu cesarskiego ciecia proponowanego w sytacjach
          wystapienia jakichs komplikacji, do czego sa wrecz zachecani.

          • Gość: kosmosiki A w Ameryce to... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 01:16
            > Ten "uciazliwy pacjent", to mąż i matka rodzacej
            > czekajacy na korytarzu?

            Absolutnie nie są wymagani do przeprowadzenia tego zabiegu.

            > Dla porównania. W Stanach Zjednocoznych, jest
            > nie do pomyslenia, aby kobieta nie miala jednoosobowej
            > sali do dyspozycji, czy aby nie mogl z nią w niej
            > "mieszkac" 24x24 mąż, czy ktos bliski.

            To jest akurat wielokrotna bzdura - to nie jest powszechne
            świadczenie tylko jeżeli sobie na to płacisz prywatnie składki to tak
            masz bo jest to objęte umową. To nie jest tak, że takie przywileje w
            USA Ci się należą.

            Oczywiście w USA jest wiele osób myślących i stworzyli sobie taki
            system - nie idealny, ale niezły. I to tak działa.

            Ale porównania na tym poziomie zupełnie nie ma - to jest kwestia
            administracyjna - ubezpieczeń itd. - absolutnie lekarz nie ma na to
            wpływu.


            • tatanka.jotanka Re: A w Ameryce to... 28.07.10, 01:24
              Gość portalu: kosmosiki napisał(a):

              > > Ten "uciazliwy pacjent", to mąż i matka rodzacej
              > > czekajacy na korytarzu?
              >
              > Absolutnie nie są wymagani do przeprowadzenia tego zabiegu.
              >
              > > Dla porównania. W Stanach Zjednocoznych, jest
              > > nie do pomyslenia, aby kobieta nie miala jednoosobowej
              > > sali do dyspozycji, czy aby nie mogl z nią w niej
              > > "mieszkac" 24x24 mąż, czy ktos bliski.
              >
              > To jest akurat wielokrotna bzdura - to nie jest powszechne
              > świadczenie tylko jeżeli sobie na to płacisz prywatnie składki to tak
              > masz bo jest to objęte umową. To nie jest tak, że takie przywileje w
              > USA Ci się należą.
              >

              Akurat sam mialem okazzje dostawiadczyc tej "wierutnej bzdury".... Moja zona byl
              z koniecznosci przewozona helikopterem medycznym z jednego szpitala do drugiego
              (z gorszego do lepszego), i w obydwóch zetknalem sie z dokladnie taka sama
              sytuacja w tym aspekcie.


              > Oczywiście w USA jest wiele osób myślących i stworzyli sobie taki
              > system - nie idealny, ale niezły. I to tak działa.
              >
              > Ale porównania na tym poziomie zupełnie nie ma - to jest kwestia
              > administracyjna - ubezpieczeń itd. - absolutnie lekarz nie ma na to
              > wpływu.
              >
              >


              Owszem, ma wystarczajaco duzy wplyw, aby moj syn po 1.5 miesiaca spedzonym na
              NICU dostal w dowod wdziecznosci i szacunku za jego i calego personelu stosunek
              do nas trojga (wszystkich), drugie imie po swoim prowadzacym neonatologu.
            • Gość: nutka Re: A w Ameryce to... IP: *.tampfl.fios.verizon.net 28.07.10, 02:40

              Bzdury to ty opowiadasz. W usa w pojedynczych pokojach rodzą nawet
              nielegalne emigrantki z ameryki łacińskiej, które nawet nie wiedzą,
              co to płacenie składek. Takiej dziczy jak u nas to chyba nigdzie nie
              ma.

              pozdrawiam
              (sama rodzę za parę miesiecy więc jestem zorientowana w temacie)
              • Gość: H2O Re: A w Ameryce to... IP: *.166-131-66.mc.videotron.ca 28.07.10, 06:14
                ... Takiej dziczy jak u nas to chyba nigdzie nie ma...
                _____________________________________________________________________

                To ja Ci powiem gdzie jest "lepsza" dzicz - w Italii, konkretnie w Rzymie.
                Moja córka urodziła się w podobno słynnej, papieskiej klinice Agostino Gemelli.
                Żonę zawiozła karetka kiedy ja byłem w pracy.
                Kiedy pojechałem do szpitala, żona była po narkozie, po cesarce i niezbyt można
                było się z nią dogadać.
                Na moje pytanie gdzie jest dziecko, pokazano mi przez szybę dużo noworodków w
                łóżeczkach ale nie powiedzano mi, które jest moje i kazano mi wrócic na drugi dzień.
                Nazajutrz nikt NIE WIEDZIAŁ GDZIE jest moje dziecko i trwało to do późnego
                popołudnia, kiedy wkurzony maksymalnie zbierałem się do dzwonienia na policje.
                Wtedy dopiero dowiedziałem się że córka miała problem z oddychaniem (wczesniak)
                a szpital NIE MIAŁ wolnego, sprawnego respiratora i dziecko w nocy przewieziono
                do polikiniki Umberto I, na drugi koniec Rzymu.
                Kiedy dotarłem do szpitala w środku nocy i odnalazłem oddział neonatologii,
                lekarz i pielegniarki wskoczyli na mnie z mordą, gdzie ja tyle czasu byłem i
                dlaczego dziecko w takim ciężkim stanie przywieziono tak późno ... O dalszych
                komplikacjach już nawet nie chce mi się pisać.
                • borru Re: A w Ameryce to... 28.07.10, 07:08
                  A właściwie to gdzieś Ty się szlajał, Woda, tłumaczenie że Ci nie powiedzieli
                  dobre jest dla żony, ale żeby tak publicznie ściemniać?
                  Wiemy, wiemy, w ramionach ballasexpindy łatwo zapomnieć o całym świecie...
                  Ale do rzeczy-
                  - żona sie czuje nieszczególnie- a Ty do pracy, hmmm, i żadnego telefonu w
                  rodzaju- "wiozą mnie do kliniki, przyjeżdżaj natychmiast"
                  - w szpitalu ( nawet włoskim)dostępna jest informacja o żonie- informują od
                  ręki- została przewieziona do...nas, ale dziecko jest w...
                  - reasumując-racje mają lekarze - gdzie sie szlajasz Woda jak jesteś bardzo
                  potrzebny?
                  • fasolka3 Re: A w Ameryce to... 28.07.10, 09:07
                    Przestancie z tym "swiatem", na ktorym tak pieknie. Przed 5miesiacami rodzilam w
                    klinice uniwersyteckiej na tzw. Zachodzie (Niemcy). 2 kobiety na sali,
                    odwiedziny zachwyconych rodzin do polnocy i dluzej, za malo personelu, porcje
                    jedzenia conajmniej malutkie itp itd.

                    Zachod tkwi w kryzysie, sluzba zdrowia ledwo zipi. Starzejace sie spoleczenstwo=
                    wiecej chorowitych staruszkow= mniej podatkow= mniej kasy= koniecznosc
                    oszczedzania na wszystkim.

                    FFF
          • Gość: cho Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa IP: *.chello.pl 28.07.10, 11:38
            Aha, czyli jesteś tatusiem. Gratulacje.

            Wiesz co, ja nie mam nic przeciwko nawet dwuosobowym salom, do których mają
            dostęp ojcowie dzieci 24 na dobę. Człowiek kulturalny wszędzie umie się znaleźć.
            Tylko że w Chorzowie takich sal NIE MA.
            Sytuacja jest taka, że masz cesarkę - poważny zabieg - przywożą cie na salę,
            chcesz odpocząć, a tu nad głową fruwają ci mężowie, tatusiowie, mamusie,
            rodzeństwo, przyjaciółki z domu, z pracy, z ulicy, krewni i znajomi królika,
            wszyscy wrzeszczą, połowa śmierdzi petami, nikt nie myje rąk po wyjściu ze
            szpitalnego kibla.
            I w tym środowisku leżą kobiety po zabiegach chirurgicznych i kilkugodzinne
            niemowlęta.

            Skandal i potworne ryzyko bakteriologiczne, ale kto się tym przejmuje, położne
            biegają i rozdają ulotki reklamowe, salowe siedzą na pizzy, lekarze są 15 minut
            dziennie, więc im to wisi.

            A wszyscy ci odwiedzający ładują się tez na oddział noworodków w tych brudnych
            ubraniach i z brudnymi łapami. Bo przecież nie pozwolić wejść do matki i dziecka
            CAŁEJ RODZINIE I WSZYSTKIM ZNAJOMYM to jakaś zbrodnia. I jakoś nikt nie ma na
            tyle rozumu, żeby tego zakazać - a przecież po porodzie w szpitalu jest się 4
            doby. Nie mogą te całe tabuny durniów zaczekać chwilę i odwiedzać dziecka już w
            domu?
            • tatanka.jotanka Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa 28.07.10, 23:00
              Gość portalu: cho napisał(a):

              > Aha, czyli jesteś tatusiem. Gratulacje.
              >
              > Wiesz co, ja nie mam nic przeciwko nawet dwuosobowym salom, do których mają
              > dostęp ojcowie dzieci 24 na dobę. Człowiek kulturalny wszędzie umie się znaleźć
              > .
              > Tylko że w Chorzowie takich sal NIE MA.
              > Sytuacja jest taka, że masz cesarkę - poważny zabieg - przywożą cie na salę,
              > chcesz odpocząć, a tu nad głową fruwają ci mężowie, tatusiowie, mamusie,
              > rodzeństwo, przyjaciółki z domu, z pracy, z ulicy, krewni i znajomi królika,
              > wszyscy wrzeszczą, połowa śmierdzi petami, nikt nie myje rąk po wyjściu ze
              > szpitalnego kibla.
              > I w tym środowisku leżą kobiety po zabiegach chirurgicznych i kilkugodzinne
              > niemowlęta.
              >
              > Skandal i potworne ryzyko bakteriologiczne, ale kto się tym przejmuje, położne
              > biegają i rozdają ulotki reklamowe, salowe siedzą na pizzy, lekarze są 15 minut
              > dziennie, więc im to wisi.
              >
              > A wszyscy ci odwiedzający ładują się tez na oddział noworodków w tych brudnych
              > ubraniach i z brudnymi łapami. Bo przecież nie pozwolić wejść do matki i dzieck
              > a
              > CAŁEJ RODZINIE I WSZYSTKIM ZNAJOMYM to jakaś zbrodnia. I jakoś nikt nie ma na
              > tyle rozumu, żeby tego zakazać - a przecież po porodzie w szpitalu jest się 4
              > doby. Nie mogą te całe tabuny durniów zaczekać chwilę i odwiedzać dziecka już w
              > domu?

              A ja owszem, mam przeciwko nawet dwuosobowym salom, bo szpital to nie
              sanatoriumm, czy dom wczasowy. Przebywaja w nim ludzie z mniej lub bardziej
              powaznymi problemami, wszyscy tez w okolicnzosciach mniej lub bardziej
              intymnych. Trzymajac sie tych oddzialow polozniczyc, to jest skandal, zeby
              pielegniarka przemywala kobiecie krocze chocby w obecnosci obcych dla niej ludzi
              - chocby innej rodzacej czy jej rodzinie, zeby nie wspomniec o tak rutynowych
              zabiegach, jak dopochwowe badanie szerokosci rozwarcia.

              Wieloosobowe sale w szpitalach, to jakies zupelne sredniowiecze.

              Osobna kwestia jest wpuszczanie najblizszych do pacjentek. Tu jest konflikt
              dwoch interesow - potrzeby zachowania warunkow intmnosci z jednej strony, oraz
              potrzeby7 kontaktu z b;liskimi. ŻADEN z tych wymogow nie jest mniej wazny od
              drugiego. Dlatego jedynym sposobem na rozwiazanie tego konlfiku sa jednoosobowe
              sale w standardzie. Mozna sie jeszcze probowacv ratowac jakimi "salami
              odwiedzin", do kotrych udaje sie i kobieta i rodzina, aby nie musieli spotykac
              sie na klatce schodowej, ale to tylko półsrodek nikogo nie zadowalajacy, a juz
              najmniej te kobiety, ktore nie sa w stanei wstac z łózka.


              • pandzik Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa 29.07.10, 00:12
                "to jest skandal, zeby pielegniarka przemywala kobiecie krocze chocby w
                obecnosci obcych dla niej ludzi"

                Owszem, jest. Ale to właśnie ty się tego domagasz, bo w tym kraju jeszcze długo
                nie będzie sal pojedynczych na oddziałach położniczych. I ty, wiedząc to, nadal
                się oburzasz, że rodzina pacjentki nie może przy niej siedzieć 24h na dobę. Nie
                może, bo nie ma do tego warunków. Koniec. Trzeba to uszanować, a nie stroić
                fochy i walczyć z tym metodą "w kupie siła". Trochę empatii.

                I jeszcze jedno:
                "Tu jest konflikt dwoch interesow - potrzeby zachowania warunkow intmnosci z
                jednej strony, oraz potrzeby7 kontaktu z b;liskimi. ŻADEN z tych wymogow nie
                jest mniej wazny od drugiego."

                Przez cztery doby normalna dorosła kobieta jest w stanie się obejść bez mamusi,
                tatusia, reszty rodziny i tabuna przyjaciółek.
                Ja stanowczo zakazałam jakichkolwiek odwiedzin w szpitalu. W domu odwiedzano
                mnie, kiedy synek skończył 10 dni. Urodziłam dziecko, byłam zmęczona, i ja i on
                i ojciec małego mieliśmy czas przyzwyczaić się do nowej sytuacji na spokojnie,
                bez ciągłego udziału ciekawskiej gawiedzi. Poród i połóg to nie reality show,
                żeby wszyscy mniej lub bardziej zainteresowani mieli rozrywkę.
                • tatanka.jotanka Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa 30.07.10, 00:22
                  pandzik napisał:

                  > "to jest skandal, zeby pielegniarka przemywala kobiecie krocze chocby w
                  > obecnosci obcych dla niej ludzi"
                  >
                  > Owszem, jest. Ale to właśnie ty się tego domagasz, bo w tym kraju jeszcze długo
                  > nie będzie sal pojedynczych na oddziałach położniczych.


                  A to dlaczego? W tym kraju to panuje przede wszystkim zakompleksienie. "gdzie
                  tam my Polacy...., Niemcy, Holendrzy, ale nie My"
                  . Gdyby nie Ukraincy,
                  ktorzy dlugo nas do tego musieli namawiac, to nawet kandydatury na Euro2012
                  bysmy nie zglosili.

                  Jak kazdy bedzie przekonywal ze "w tym kraju to nie", to rzeczywiscie nigdy nic
                  nie bedzie.



                  I ty, wiedząc to, nadal
                  > się oburzasz, że rodzina pacjentki nie może przy niej siedzieć 24h na dobę.


                  A ja wcale twego nie wiem. Przeciwnie - sprzeciwiam sie w ogole takiemu
                  stawianiu sprawy. Co to znaczy ze "w tym kraju nigdy nie bedzie sal
                  jednosobowych"
                  ? Bo co? Wystarczy tylko zmienic sposób myslenia na mniej
                  zakompleksiony.



                  Nie
                  > może, bo nie ma do tego warunków. Koniec. Trzeba to uszanować, a nie stroić
                  > fochy i walczyć z tym metodą "w kupie siła". Trochę empatii.
                  >


                  "Warunki" to nie dopust Bozy. Warunki tworza ludzie. Ty, ja, i kilkanascie
                  milionow innych Polakow.


                  > I jeszcze jedno:
                  > "Tu jest konflikt dwoch interesow - potrzeby zachowania warunkow intmnosci z
                  > jednej strony, oraz potrzeby7 kontaktu z b;liskimi. ŻADEN z tych wymogow nie
                  > jest mniej wazny od drugiego."
                  >
                  > Przez cztery doby normalna dorosła kobieta jest w stanie się obejść bez mamusi,
                  > tatusia, reszty rodziny i tabuna przyjaciółek.


                  nmormalna kobieta ma prawo domagac sie, aby byc w publicznym szpitalu traktowana
                  jak czlowiek i pacjent, oraz nie musiec sie "obchodzic" bez mamusi, czy meza.




                  > Ja stanowczo zakazałam jakichkolwiek odwiedzin w szpitalu. W domu odwiedzano
                  > mnie, kiedy synek skończył 10 dni. Urodziłam dziecko, byłam zmęczona, i ja i on
                  > i ojciec małego mieliśmy czas przyzwyczaić się do nowej sytuacji na spokojnie,
                  > bez ciągłego udziału ciekawskiej gawiedzi. Poród i połóg to nie reality show,
                  > żeby wszyscy mniej lub bardziej zainteresowani mieli rozrywkę.


                  Ciekawe co bys powiedziala, gdyby Twoj mąż nie mogl Cie w tym czasie odwiedzic.
                  Bo o tym jest ten podwatek, a nie o odwiedzinach pociotków.
          • Gość: Ann Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.10, 20:31
            A może chcialabyś, żeby na Twoją koszulkę, zmoczoną wypływającym
            pokarmem, uwidaczniającą znacznych rozmiarów piersi (bo ciąza i
            karmienie) gapił się jakiś obcy facet? (bądz co bądz to obcy facet,
            niezależnie że spłodził noworodka z sąsiedniego łóżka).
            Albo na Twoje poplamione krwią prześcieradło, które właśnie wymienia
            personel?
            Albo jednoosobowe sale (co nawet w polskich prywatnych szpitalach
            położniczych nie jest standardem) albo facetom wstęp wzbroniony.
            • tatanka.jotanka Re: Szpitale w Rybniku to najgorsza chamówa 30.07.10, 00:25
              Gość portalu: Ann napisał(a):

              > A może chcialabyś, żeby na Twoją koszulkę, zmoczoną wypływającym
              > pokarmem, uwidaczniającą znacznych rozmiarów piersi (bo ciąza i
              > karmienie) gapił się jakiś obcy facet? (bądz co bądz to obcy facet,
              > niezależnie że spłodził noworodka z sąsiedniego łóżka).
              > Albo na Twoje poplamione krwią prześcieradło, które właśnie wymienia
              > personel?
              > Albo jednoosobowe sale (co nawet w polskich prywatnych szpitalach
              > położniczych nie jest standardem) albo facetom wstęp wzbroniony.


              Polskie prywatne szpitale to karykatura prywatnej sluzby zdrowia.
              W USA kazdy jeden prywatny szpital bez wyjatku, jest instytucja non
              profit
              , a nie komercyjną. I w kazdym z nich, tak samo jak w spzitalach
              publicznych, jednoosobowe sale to standard.


    • Gość: hymmm Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.10, 23:26
      Jakoś to tłumaczenie się w ogóle nie klei. Czyżby pobyt w placówce
      leczenia zdrowia psychicznego wyłączał możliwość kontaktu z bliskim?
      Moim skromnym dniem nie.
    • mjjtwjht Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... 27.07.10, 23:27
      Pacjentka rzekomo niestabilna emocjonalnie i intelektualnie,
      agresywna itd. zostala ubezwlasnowolniona i przeniesiona do szpitala
      psychaitrycznego. Czyli nikt nie pytal sie jej o opinie i zgode,
      dlaczego wiec spodziewano sie ze pacjentla bedzie prosic o
      powiadomienie meza czy dzieci. Tlumaczenie szpitala jest infantylnie
      nielogiczne. maciej
      • Gość: konował_polski Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 216.245.202.* 28.07.10, 00:30
        "W szpitalu w Jaworznie usłyszeliśmy, że kobieta nie wymagała hospitalizacji,
        ale ponieważ zaczęła zachowywać się agresywnie i wypowiadać nielogicznie,
        skierowano ją na konsultację do Rybnika."

        To ja, wasz polski konował. Powyżej jest moja charakterystyka, w całej rozciągłości.
    • szerszen0 Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 27.07.10, 23:29
      skoro pacjentka miała zator (rozumiem, że wiąże się to z
      niedokrwieniem mózgu, to jej reakcja nie powinna dziwić lekarzy -czy
      nie mam racji?). Nie była w stanie komunikować się z otoczeniem
      prawidłowo, w związku z tym nie mogła poinformować o chęci/ niechęci
      kontaktu z rodziną. Tłumaczenie szpitala nie jest zbyt logiczne.
      • Gość: jeden z konowałów Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.wim.mil.pl 28.07.10, 00:38
        No właśnie nie masz racji. Zator nie dotyczy tylko mózgu, ale np
        tętnicy płucnej. Wtedy nie dochodzi do niedokrwienia mózgu tylko
        wskutek hipoksji do niedotlenienia. objawy są tak niespecyficzne, że
        agresję chorej można różnie odczytać i jest to objaw niejednoznaczny.
        Zanim się osądzi lekarzy, potrzeba troche wiedzy medycznej.
        Ale Wy wszyscy Maluczcy i tak uważacie lekarzy za niedouczonych
        morderców, chamów i łapówkarzy. Jak czytam te wypociny o lekarzach
        to wymiotować mi się chce.
        • Gość: antyfuks Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.chello.pl 28.07.10, 00:52
          Gość portalu: jeden z konowałów napisał(a):

          > No właśnie nie masz racji. Zator nie dotyczy tylko mózgu, ale np
          > tętnicy płucnej. Wtedy nie dochodzi do niedokrwienia mózgu tylko
          > wskutek hipoksji do niedotlenienia. objawy są tak niespecyficzne,
          że
          > agresję chorej można różnie odczytać i jest to objaw
          niejednoznaczny.
          > Zanim się osądzi lekarzy, potrzeba troche wiedzy medycznej.
          > Ale Wy wszyscy Maluczcy i tak uważacie lekarzy za niedouczonych
          > morderców, chamów i łapówkarzy. Jak czytam te wypociny o lekarzach
          > to wymiotować mi się chce.

          Zeby zasłużyć sobie na taką opinię trzeba mocno
          się "napracować" ,spać na dyżurach i oceniać pacjenta da ,czy nie da
          koperty.Zresztą już na studiach wiadomo kto będzie w miarę
          uczciwy,kto będzie dobrym lekarzem ,kto będzie się dokształcał
          podnosił swoją wiedzę a kto jedynie za to ,że udało mu się często
          fusem jakoś dostac dyplom będzie uważał się za prawie Boga i
          muszącego koniecznie zarabiać /wyłudzać/olbrzymie pensje.
          Wielu medyków w prywatnych rozmowach uważa ,że nigdy nie chcieliby
          dostać się w ręce tego czy owego kolegi z roku.

          • tatanka.jotanka Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 28.07.10, 01:10
            Gość portalu: antyfuks napisał(a):

            > Gość portalu: jeden z konowałów napisał(a):
            >
            > > No właśnie nie masz racji. Zator nie dotyczy tylko mózgu, ale np
            > > tętnicy płucnej. Wtedy nie dochodzi do niedokrwienia mózgu tylko
            > > wskutek hipoksji do niedotlenienia. objawy są tak niespecyficzne,
            > że
            > > agresję chorej można różnie odczytać i jest to objaw
            > niejednoznaczny.
            > > Zanim się osądzi lekarzy, potrzeba troche wiedzy medycznej.
            > > Ale Wy wszyscy Maluczcy i tak uważacie lekarzy za niedouczonych
            > > morderców, chamów i łapówkarzy. Jak czytam te wypociny o lekarzach
            > > to wymiotować mi się chce.
            >
            > Zeby zasłużyć sobie na taką opinię trzeba mocno
            > się "napracować" ,spać na dyżurach i oceniać pacjenta da ,czy nie da
            > koperty.Zresztą już na studiach wiadomo kto będzie w miarę
            > uczciwy,kto będzie dobrym lekarzem ,kto będzie się dokształcał
            > podnosił swoją wiedzę a kto jedynie za to ,że udało mu się często
            > fusem jakoś dostac dyplom będzie uważał się za prawie Boga i
            > muszącego koniecznie zarabiać /wyłudzać/olbrzymie pensje.
            > Wielu medyków w prywatnych rozmowach uważa ,że nigdy nie chcieliby
            > dostać się w ręce tego czy owego kolegi z roku.
            >


            pielegniarka na nocnym dyzurze w jednej ze specjalistycznych kilinik w Polsce:

            - w nocy sie spi a nie sika

            ... na prosbe nie mogacej wstawac z łózka pacjentki, o podanie "nerki".

            • Gość: gość Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.aster.pl 30.07.10, 01:07
              Sika się do basenu,nie do nerki
        • les1 Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 28.07.10, 00:59
          Oooo , widze, ze z dziedziny lekarskiej jestes? Taka wiedza i terminologia...
          Albo sie uczyles w szkole albo ...przechodziles przez egzaminy (z trudnosciami)
          z obrzydzeniem?
          Niestety, tak rodzice , twoi, chcieli i sie poddales!
          Teraz .....jest z ciebie marny lekarz !!!
          Powinienes zastac, kims innym ....zawodowo
        • tatanka.jotanka Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 28.07.10, 01:08
          Gość portalu: jeden z konowałów napisał(a):

          > No właśnie nie masz racji. Zator nie dotyczy tylko mózgu, ale np
          > tętnicy płucnej. Wtedy nie dochodzi do niedokrwienia mózgu tylko
          > wskutek hipoksji do niedotlenienia. objawy są tak niespecyficzne, że
          > agresję chorej można różnie odczytać i jest to objaw niejednoznaczny.
          > Zanim się osądzi lekarzy, potrzeba troche wiedzy medycznej.
          > Ale Wy wszyscy Maluczcy i tak uważacie lekarzy za niedouczonych
          > morderców, chamów i łapówkarzy. Jak czytam te wypociny o lekarzach
          > to wymiotować mi się chce.


          To jak wytlumaczysz ze w sytuacji wystapienia jakichs tam komplikacji, powiedzielismy o nich znajomym w Polsce, Ci zasiegneli jezyka u jednego ze znajomych profesorow jednej z Akademii Medycznych w Polsce, ten doradzil cos, co amerykanski lekarz prowadzacy w amerykanskim szpitalu, gdy zasugerowalismy to rozwiazanie, skwitowal tylko stwierdzeniem, ze nie stosuja tej metody juz od 20 lat, bo wiaze sie z nia zbyt duze ryzyko infekcji?

          • Gość: Ann Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.10, 21:10
            No bo kto słucha profesorów?
            Większośc tytuły zdobyła właśnie 20 lat temu i ma w nosie nowości...
            Swoją drogą to bardzo polska (nie tylko medyczna) cecha...
        • Gość: zupa Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 03:45
          a nie uważasz, że skoro mąż powiadamia, że sie nie leczyła, to w
          pierwszej kolejności powinni sie zastanowic nad innymi,
          pozapsychiatrycznymi powodami i właśnie starać sie dowiedzieć od
          męża czy była chora psychicznie
        • Gość: juesej2 Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.dsl.wlfrct.sbcglobal.net 29.07.10, 06:40
          To zwymiotuj,proste.A komentarze w czesci sa zasadne.Ta kobieta nie
          zostala przez lekarzy w Jaworznie wlasciwie zbadana.Wlasnie ktos ,kto
          ma choc troche wiedzy medycznej o tym wie.Objaw niejednoznaczny
          powinien nasunac podejrzenie o zator,wylew....Tym bardziej,ze
          zaslabla wczesniej i dlatego ja przywiozlo pogotowie.Wywiezenie jej
          na psychiatre jest skandalem i dalsze postepowanie i traktowanie jej
          i rodziny nadaje sie do rzecznika pacjenta i rzecznika
          odpowiedzialnosci zawodowej.Prawda jest ,ze polscy lekarze i personel
          medyczny to aroganccy a czasem wrecz chamscy
          jasniesobiepanstwo.Zyczylabym kazdemu z nich przynajmniej dwoch lat
          zapieprzania w szpitalu amerykanskim(przynajmniej tak jest w CT) i to
          od podstaw.Przychodzenia do pracy na 3 zmiany,byc na kazde zawolanie
          i wezwanie i do tego caly czas z usmiechem na ustach i uprzejmoscia i
          cierpliwoscia dla pacjentow i ich bliskich!!
    • malcriada To naprawdę dziki kraj 27.07.10, 23:30
      Jeśli skazani jesteśmy na lekarzy/personel szpitali bez empatii, kultury,
      ludzkich odruchów, to może chociaż nauczyć ich procedur? Napisać im na kartce,
      że należy powiadomić rodzinę, która oprócz tego, że jest upierdliwa i nie
      wiadomo czemu może być potrzebna pacjentowi, to jednak potrafi dostarczyć
      informacji cennych w diagnostyce.
      Mój przyjaciel nieprzytomny po wypadku znalazł się na OIOMie. Nikomu nie
      przyszło do głowy poinformować jego rodzinę - a wystarczyło wziąć do ręki jego
      telefon komórkowy. Rodzina szukała go 8 godzin. Zmarł.
      • Gość: kosmosiki Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.10, 23:46
        > Jeśli skazani jesteśmy na lekarzy/personel
        > szpitali bez empatii, kultury, ludzkich
        > odruchów, to może chociaż nauczyć ich procedur?

        ZAWSZE procedury powinny być jasne, jednoznaczne i przejrzyste - one
        nie są po to aby zabezpieczać przed brakiem empatii, kultury,
        ludzkich odruchów itd. ale po to aby w przypadkach bardziej lub mniej
        krytycznych ograniczyć ryzyko błędu ludzkiego. Oczywiście sama
        procedura może być obarczona błędem dlatego procedury się systemowo
        wdraża, testuje, zapewnia ich przegląd itd. U nas to kuleje
        praktycznie w każdym aspekcie, nie tylko w leczeniu.

        Polacy ogólnie słyną z kiepskiego prawa i świetnych metod jego
        omijania. Ba - umiejętność omijania prawa, procedur itd. jest często
        stawiana na piedestiale.

        > Mój przyjaciel nieprzytomny po wypadku znalazł
        > się na OIOMie. Nikomu nie przyszło do głowy
        > poinformować jego rodzinę - a wystarczyło

        Sorry ale byłem niestety kilka razy na OIOM (nie jako pacjent) i
        widziałem co tam się dzieje. Lekarze na OIOM zajmują się ratowaniem
        życia i to jest ich podstawowe zadanie - mogą być chamscy, pozbawieni
        empatii, kultury itd. ale jeżeli robią to co mają robić (ratują
        życie) profesjonalnie to jest OK. Lekarz na OIOM _nie_powinien_
        zajmować się informowaniem rodziny, szukaniem numeru w komórce itd.
        bo to NIE JEST JEGO ROLA. Powinien leczyć.

        > Rodzina szukała go 8 godzin. Zmarł.

        Zmarł dlatego, że rodzina nie została poinformowana? Bo chyba nie.

        A zakładając odwrotną sytuację - przeżyłby? To też rodzina
        bulwersowałaby się, że nikt z lekarzy na OIOM ich nie powiadomił w
        trybie pilnym i na poduszkach?
        • Gość: misia Re: Trochę przesadzasz IP: 92.27.232.* 27.07.10, 23:54
          > lekarze na OIOM zajmują się ratowaniem
          > życia i to jest ich podstawowe zadanie - mogą być chamscy, pozbawieni
          > empatii, kultury itd. ale jeżeli robią to co mają robić (ratują
          > życie) profesjonalnie to jest OK.

          Powiedz mi skąd się bierze to myślenie, że brak kultury osobistej u lekarza,
          brak umiejętności kulturalnej rozmowy z pacjentem, brak szacunku dla uczuć
          pacjenta i rodziny, to nie jest uszczerbek na profesjonalnym wizerunku lekarza?
          Mnie to naprawdę intryguje.
          • Gość: bezsens Re: Trochę przesadzasz IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.07.10, 00:09
            > Powiedz mi skąd się bierze to myślenie, że brak kultury osobistej u
            lekarza,
            > brak umiejętności kulturalnej rozmowy z pacjentem, brak szacunku
            dla uczuć
            > pacjenta i rodziny, to nie jest uszczerbek na profesjonalnym
            wizerunku lekarza?
            > Mnie to naprawdę intryguje.

            stąd, że mamy deficyt lekarzy w Polsce, więc jeden lekarz robi tylko
            to, co musi, aby uratować życie.

            Nie siądzie przy pacjencie, nie porozmawia, nie zbierze kompletnego
            wywiadu, bo nie ma na to czasu. Zupełnie inną sprawą jest, iż polscy
            pacjenci chcieliby ostatnimi czasy być noszonymi na rękach. Ostatnio
            zetknąłem się z młodą kobietą, która niefortunnie wbiła sobie igłę w
            dłoń, tak że sama nie mogła jej wyjąć. Była bardzo niezadowolona z
            tego, że musi czekać, że nikt się nią nie zajmuje. Akurat miałem
            wolną chwilę więc porozmawiałem. Okazało się, że te jej wszystkie
            'lęki' były spowodowane nie tyle faktem 'oczekiwania' na pomoc, ile
            zapewnieniem, że wyjęcie igły będzie bezbolesne (pod znieczuleniem
            miejscowym).

            Szanujmy się nawzajem. W naszym kraju jest tak, że państwa nie stać
            na odpowiednią ilość lekarzy na OIOMach - o ile w mniejszych
            miejscowościach jeden lekarz w zupełności wystarcza, o tyle np. w
            dużych miastach jest np. 3 ostrodyżurowców. A ludzi 9x tyle. Proszę
            się nad takim faktem zastanowić.

            Niestety zgadzam się, że 'chamskość' powinna zniknąć ze służby
            zdrowia.
            • Gość: misia Re: Trochę przesadzasz IP: 92.27.232.* 28.07.10, 00:49
              To jest wytłumaczenie. Ale skąd przyzwolenie?
              Skąd zdziwienie, przynajmniej niektórych tu na forum, że ludzie wola obcować z
              lekarzem, który wykazuje się minimum obycia społecznego niż z socjopatą?

              > Szanujmy się nawzajem.
              Z tym jak najbardziej się zgadzam.
            • Gość: juesej2 Re: Trochę przesadzasz IP: *.dsl.wlfrct.sbcglobal.net 29.07.10, 06:51
              Lekarz nie ma czasu powiadasz.A wystarczyloby ,by lekarze przychodzili
              do pracy w szpitalu na 3 zmiany.Wtedy i bylby czas i aparatura bylaby
              wykorzystana i pacjent nie musialby dlugo lezec w szpitalu.....itd
          • Gość: kosmosiki Re: Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 00:21
            > Powiedz mi skąd się bierze to myślenie, że brak
            > kultury osobistej u lekarza, brak umiejętności kulturalnej
            > rozmowy z pacjentem, brak szacunku dla uczuć pacjenta
            > i rodziny, to nie jest uszczerbek na profesjonalnym
            > wizerunku lekarza?

            A ja postulowałem za takim myśleniem? Napisałem tylko, że jeżeli
            lekarz z OIOM jest chamski ale robi co ma robić dobrze to jest OK.

            Byłaś kiedyś na OIOM? Straszny widok. Ci ludzie tam pracują i mają
            konkretną pracę do wykonania.

            Do informowania rodziny nie trzeba doświadczenia ani wiedzy medycznej
            - tym powinni się zajmować inni pracownicy bo to może robić
            ktokolwiek. Lekarz na OIOM pozbywa się np. zbędnego ubioru, komórki
            itd. - wrzuca to do pudła. Dalej w tym pudle może sobie grzebać
            przysłowiowa sekretarka i dociekać kogo informować.

            Proste pytanie bo trochę się zatracasz - znajdując się w stanie
            ciężkim na OIOM wolisz aby lekarz zajął się Tobą czy szukaniem Twoich
            potencjalnych bliskich aby ich poinformować, że w czasie jak ich
            szukał to zeszłaś?

            Oczepcie się wszyscy od lekarzy.
            • Gość: misia Re: Trochę przesadzasz IP: 92.27.232.* 28.07.10, 00:45
              > Proste pytanie bo trochę się zatracasz - znajdując się w stanie
              > ciężkim na OIOM wolisz aby lekarz zajął się Tobą czy szukaniem Twoich
              > potencjalnych bliskich aby ich poinformować, że w czasie jak ich
              > szukał to zeszłaś?

              Prosta odpowiedź, choć pytanie jest nieco pokrętne.
              Spodziewam się, że zajmie się mną kompetentny lekarz, który po odzyskaniu przeze
              mnie przytomności będzie również kulturalny. Lub jeśli przyjdzie mu rozmawiać z
              moją rodziną, to nie potraktuje jej z góry.
              To naprawdę nie są wygórowane wymagania.

              > Byłaś kiedyś na OIOM? Straszny widok. Ci ludzie tam pracują i mają
              > konkretną pracę do wykonania.
              Tak się niestety składa, że część tej pracy to obcowanie z ludźmi. Naprawdę
              zdaję sobie sprawę, że praca na OIOMie to nie jest majowy spacerek. Ale też z
              drugiej strony czy musi byc to od razu udział w filmie "Psy"?
              Ja wiem, że lekarz na OIOMie jest pod ogromną presją. Ale na litość Boga, czy
              tak trudno sobie wyobrazić, że dla pacjenta OIOM to jest doświadczenie odwrotnie
              proporcjonalne od wymarzonych wakacji na Karaibach? I że ta cholerna rodzina
              pacjenta po prostu ma prawo traktować bliską sobie osobę inaczej niż worek kości
              do poskładania?

              > Oczepcie się wszyscy od lekarzy.
              Znowu - skąd przekonanie, że lekarze to jakaś uprzywilejowana grupa, której nie
              dotyczy krytyka?
              • Gość: kosmosiki OIOM! Re: Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 01:03
                > Prosta odpowiedź, choć pytanie jest nieco pokrętne.
                > Spodziewam się, że zajmie się mną kompetentny lekarz,
                > który po odzyskaniu przeze mnie przytomności będzie
                > również kulturalny.

                Ty w ogóle rozumiesz czym jest OIOM?

                > Lub jeśli przyjdzie mu rozmawiać z moją rodziną,

                Rodzina ani NIKT nie ma wstępu na OIOM - tam się ratuje życie i nie
                ma czasu na histerie. Po raz kolejny proszę abyś zrozumiała o czym
                piszę - OIOM - odział intesywnej opieki medycznej.

                Jeżeli odzyskasz przytomność i lekarz stwierdzi, że intensywna opieka
                medyczna nie jest wymagana to czym prędzej zwolnisz ten oddział.

                > to nie potraktuje jej z góry.

                Tak tylko będzie ich edukował, koił histerię itd. na OIOM...

                > Tak się niestety składa, że część tej pracy
                > to obcowanie z ludźmi.

                ROTFL - na pytanie czy byłaś na OIOM odpowiadasz, że to "praca z
                ludźmi". ROTFL wielki - to jest podtrzymywanie życia i nie ma tam
                żadnego miejsca na to co Ty rozumiesz przez "pracę z ludźmi" - tam
                się tych ludzi ratuje.

                > Naprawdę zdaję sobie sprawę, że praca na
                > OIOMie to nie jest majowy spacerek.

                O dziękuje bardzo.

                > Ale też z drugiej strony czy musi byc to od
                > razu udział w filmie "Psy"?

                Nikt nie mówi, że to jest udział w filmie "Psy".

                > Ja wiem, że lekarz na OIOMie jest pod ogromną
                > presją. Ale na litość Boga, czy tak trudno sobie
                > wyobrazić, że dla pacjenta OIOM to jest
                > doświadczenie odwrotnie proporcjonalne od wymarzonych
                > wakacji na Karaibach? I że ta cholerna rodzina
                > pacjenta po prostu ma prawo traktować bliską
                > sobie osobę inaczej niż worek kości do poskładania?

                Primo to nie używaj określeń, których nie rozumiesz - tzn. "odwrotnie
                proporcjonalnie"?!

                Secundo: ale to jest worek kości (podoba Ci się czy nie to właśnie na
                tym polega) do poskładania i rodzina czy bliscy w niczym nie pomoże
                na OIOM.
                • Gość: misia OIOM! Re: Trochę przesadzasz IP: 92.27.232.* 28.07.10, 01:32
                  Czy lekarze z OIOMu pracują w jakiejś próżni?
                  Czy słuszałeś o tym, ze człowiek nieprzytomny nie ma możliwości wysyłania sygnałów (brak komunikacji) ale potencjalnie może sygnały odbierać? I że w związku z tym Twoją teorię o braku kultury i empatii można rozbić o przysłowiowy kant?
                  Czy lekarze z OIOMU nigdy przenigdy nie rozmawiają z rodziną? Z pacjentami, którzy odzyskują przytomność? Absolutnie nigdy ani słowa?

                  Boże drogi, jak to się dzieje że w Polsce wiedza o tym, że stan psychiczny pacjenta ma wpływ na jego stan fizyczny, jest traktowana jak jakaś czarna magia?
                  Że rodzina, która może zapewnić pacjentowi to, czego nie moga mu dac lekarze, jest TEŻ ważnym elementem leczenia. I że lepiej, żeby ta rodzina była wyedukowana i poinstruowana przez lekarza.

                  Być może rzeczywiście się nie znam... Ale co ja tam wiem, jestem tylko workiem kości, któremu się wydaje, że może odczuwać ból psychiczny.



                  • malcriada misia - historia dla ciebie 28.07.10, 01:46
                    Byłam kiedyś obecna na urazówce (ostry dyżur) kiedy pacjentowi trzeba było nogę
                    unieruchomić na wyciągu. Wygląda i brzmi to paskudnie, bo przez głowę piszczeli
                    trzeba przewiercić taki pręt, który wygląda jak drut do robótek ręcznych. Wsadza
                    się go w wielką wiertarkę, a potem w pacjenta. Pacjentem był pan w średnim
                    wieku, pobudzony po wypadku, obolały i mocno przestraszony. Znieczulony, ale
                    bardzo bał się bólu, bo widok tej wiertarki nie nastrajał dobrze. Co lekarz do
                    niego z wiertarką, to on zaczynał protestować, histeryzować, rzucać się. Zrobiła
                    się z tego kolosalna awantura, a ortopeda wrzeszczał na pacjenta, na
                    pielęgniarki, rzucał sprzętem - koszmar. A wystarczyło ustawić pacjentowi przed
                    twarzą parawan - oszczędzić mu widoku, nerwów, oszczędzić sobie czas, ułatwić
                    pracę, aby móc zająć się innymi. W końcu ja - studentka od mycia podłóg - ten
                    parawan ustawiłam, wzięłam pacjenta za rękę, uśmiechnęłam się, poprosiłam o
                    minutę oddechu - poszło jak z płatka. Niech więc mi nikt nie mówi, że kultura i
                    troska o komfort psychiczny pacjenta przeszkadza w pracy. :)
                    • Gość: misia Re: misia - historia dla ciebie IP: 92.27.232.* 28.07.10, 01:55
                      :)

                      Nawet jesli ktoś nie ma wyobraźni, jaką Ty się wykazałaś, to może się takiego
                      podejścia nauczyć. Najsmutniejsze jest, kiedy nie widzi takiej potrzeby.
                • tatanka.jotanka OIOM! Re: Trochę przesadzasz 28.07.10, 01:49
                  Gość portalu: kosmosiki napisał(a):

                  > > Prosta odpowiedź, choć pytanie jest nieco pokrętne.
                  > > Spodziewam się, że zajmie się mną kompetentny lekarz,
                  > > który po odzyskaniu przeze mnie przytomności będzie
                  > > również kulturalny.
                  >
                  > Ty w ogóle rozumiesz czym jest OIOM?
                  >
                  > > Lub jeśli przyjdzie mu rozmawiać z moją rodziną,
                  >
                  > Rodzina ani NIKT nie ma wstępu na OIOM - tam się ratuje życie i nie
                  > ma czasu na histerie. Po raz kolejny proszę abyś zrozumiała o czym
                  > piszę - OIOM - odział intesywnej opieki medycznej.


                  Neonatology Intensive Care UNit w Stanach Zjednocoznych. Wiesz co to jest? Czy
                  tam sie tańczy? Rodzice maja wstep przez cala dobe na okraglo. No, prawie przez
                  cala dobe - z dwoma dwugodzinnymi przerwami na sprzatanie. A jaka jest roznica,
                  miedzy Polska a USA w tym wzgledzie, niech swiadczy wypowiedz w TV jednego z
                  Polskich neonatologow, po owym slynnym skandalu z wkladaniem wczesniakow do
                  kieszeni farycha przez pielegniarki: "Nawet my [lekarze] boimy sie ich dotykac"/.

                  Wiekszej bredni, swiat nie widzial. Rodzice tych ktorzy "nawet polscy
                  naonatolodzy boja sie dotykac", sa wrecz zachecani w amewrykanskich szpitalach
                  do wyciagania swoich dzieci z inkubatorów, do czulosci wobec tych ostatnich, do
                  "cangooroo", etc.


                  >
                  > Jeżeli odzyskasz przytomność i lekarz stwierdzi, że intensywna opieka
                  > medyczna nie jest wymagana to czym prędzej zwolnisz ten oddział.
                  >
                  > > to nie potraktuje jej z góry.
                  >
                  > Tak tylko będzie ich edukował, koił histerię itd. na OIOM...
                  >
                  > > Tak się niestety składa, że część tej pracy
                  > > to obcowanie z ludźmi.
                  >
                  > ROTFL - na pytanie czy byłaś na OIOM odpowiadasz, że to "praca z
                  > ludźmi". ROTFL wielki - to jest podtrzymywanie życia i nie ma tam
                  > żadnego miejsca na to co Ty rozumiesz przez "pracę z ludźmi" - tam
                  > się tych ludzi ratuje.
                  >
                  > > Naprawdę zdaję sobie sprawę, że praca na
                  > > OIOMie to nie jest majowy spacerek.
                  >

                  Uprawiasz demagogie. Na oddziale intensywnej terapii nie ma miejsca notoryczna i
                  permanentna w czasie reanimacja. To sie zdarza raz na jakis czas. Tzryumajac sie
                  mojego prywtanego przykladu, w niecoi wczesniej niz moj syn, w szpitalu w ktorym
                  on sie urodzil, urodzilo sie dzieckoi w piatym miesiacu ciazy. Po kilku
                  miesiacach zostalo wypisane ze szpitala, a prasa calego swiata obtrabila ten
                  przypadek, jako najmniejsze na swiecie dziecko (z najmniejsza waga urodzeniowa)
                  277 gram, ktoremu udalo sie uratowac zycie. Urodzilo sie nico wczensiej niz moj
                  syn, przebywalo w tym samym NICU w tym samym czasie, a pielegniarki mowily nam
                  ze jest tak male iz zespol najlepszych neonatologow szpitala nie wie nawet jakie
                  powinno byc prawidlowe cisnienie krwi u tak malego dziecka. Mimo tego nikt nie
                  zabranial na przenywac niemal non stop w tym samym NICU z naszym dzieckiem.


                  > O dziękuje bardzo.
                  >
                  > > Ale też z drugiej strony czy musi byc to od
                  > > razu udział w filmie "Psy"?
                  >
                  > Nikt nie mówi, że to jest udział w filmie "Psy".


                  Nikt nie moisi mowic. Wystraczy odwiedzic najblizszy szpital, aby sie o tym
                  przekonac.

                  • Gość: Ann OIOM! Re: Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.10, 21:30
                    > Uprawiasz demagogie. Na oddziale intensywnej terapii nie ma
                    miejsca notoryczna
                    > i permanentna w czasie reanimacja. To sie zdarza raz na jakis
                    > czas.
                    Jasne, nie reanimacja, bo tego by nikt fizycznie nie wytrzymał. @0
                    minut reanimacji tak "dokopie" całemu zespolowi, że przez kolejnych
                    20 minut najchętniej by leżeli plackiem i nie ruszali nawet
                    paluszkiem u nogi. Poćwicz, zobaczysz.
                    Praca na OIT (Oddzial Intensynej Terapii - bo tak się to nazywa, a
                    nie jakiaś 'opieka") to nie tylko reanimacja w ścisłym tego słowa
                    znaczeniu. To leczenie pacjentow w stanie krytycznym. I zapewniem,
                    że jeden pacjent w stanie krytycznym może zapewnić cały dyżur
                    intensywnej pracy. A jak ich jest 8 (tyle łóżek liczy moj OIT) to
                    czasem nie wiadomo w co ręce włożyć... i nierzadko obiad jest
                    jedynym posiłkiem w czasie 24-godzinnego dyżuru, w dodatku jedzony o
                    22.
                    Z resztą nie darmo średnio ci lekarze z OIT umierają w wieku 48
                    lat...
                    • tatanka.jotanka OIOM! Re: Trochę przesadzasz 30.07.10, 00:33
                      Gość portalu: Ann napisał(a):

                      > > Uprawiasz demagogie. Na oddziale intensywnej terapii nie ma
                      > miejsca notoryczna
                      > > i permanentna w czasie reanimacja. To sie zdarza raz na jakis
                      > > czas.
                      > Jasne, nie reanimacja, bo tego by nikt fizycznie nie wytrzymał. @0
                      > minut reanimacji tak "dokopie" całemu zespolowi, że przez kolejnych
                      > 20 minut najchętniej by leżeli plackiem i nie ruszali nawet
                      > paluszkiem u nogi. Poćwicz, zobaczysz.
                      > Praca na OIT (Oddzial Intensynej Terapii - bo tak się to nazywa, a
                      > nie jakiaś 'opieka") to nie tylko reanimacja w ścisłym tego słowa
                      > znaczeniu. To leczenie pacjentow w stanie krytycznym. I zapewniem,
                      > że jeden pacjent w stanie krytycznym może zapewnić cały dyżur
                      > intensywnej pracy. A jak ich jest 8 (tyle łóżek liczy moj OIT) to
                      > czasem nie wiadomo w co ręce włożyć... i nierzadko obiad jest
                      > jedynym posiłkiem w czasie 24-godzinnego dyżuru, w dodatku jedzony o
                      > 22.
                      > Z resztą nie darmo średnio ci lekarze z OIT umierają w wieku 48
                      > lat...


                      ja to wszystko rozumiem, to nawet dosc oczywiste, ale nie mozna mowic ze nikt
                      nie moze wejsc na OIT bo "reanimacja". Przez wiekszosc czasu w takiej sali nie
                      odbywaja sie zadne zabiegi bezposrednio ratujace zycie.
                • Gość: Maria OIOM! Re: Trochę przesadzasz IP: *.183.140.191.dsl.dynamic.t-mobile.pl 13.04.13, 22:23
                  Lekarze z Intensywnej Terapii może i ratują życie zresztą taka ich praca ale mają do tego dobry sprzęt a sami coraz częściej działają jak automaty bez komunikacji z rodziną chorego rutynowo i przecież nie o histerie tu chodzi.Czyżby zapomnieli o tym że są lekarzami i to nie wcale lepszymi od innych specjalizacji? Histeria powstaje z braku wsparcia rodziny przez nich .Czy jak pacjent po reanimacji trafia na OIOM i jest nieprzytomny i oni o nim decydują to czyni ich Bogami??
            • malcriada Re: Trochę przesadzasz 28.07.10, 00:59

              >
              > Byłaś kiedyś na OIOM? Straszny widok. Ci ludzie tam pracują i mają
              > konkretną pracę do wykonania.
              >
              No właśnie byłam, znam OIOM, wyżej napisałam, że to paradoksalnie często przez
              większość doby spokojny oddział, z małą liczbą pacjentów. Stres nie trwa 24/7,
              choć oczywiście jest nieodłącznym elementem pracy.
              Kiedy korporacje lub inni pracodawcy zatrudniają ludzi, często jako kryterium
              zatrudnienia podają odporność na stres. Istnieją poza medycyną inne zawody, w
              których stres jest kolosalny - a jednak pracownikom nie daje się przyzwolenia na
              chamstwo i brak umiejętności społecznych. Za to się zwalnia.
              • Gość: kosmosiki Re: Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 01:09
                > No właśnie byłam, znam OIOM, wyżej napisałam,
                > że to paradoksalnie często przez większość
                > doby spokojny oddział, z małą liczbą pacjentów.

                Chyba na pipidówie jakiejś nie w dużej metropoli gdzie i tak się
                kieruje takich pacjentów.

                > Stres nie trwa 24/7, choć oczywiście jest
                > nieodłącznym elementem pracy.

                JW

                > Kiedy korporacje lub inni pracodawcy zatrudniają
                > ludzi, często jako kryterium zatrudnienia podają
                > odporność na stres.

                To w zawodach w których jest nadmiar osobników do zatrudnienia chyba.
                Bo lekarzy brakuje i oczywiście odporność na stres jest kluczowa w
                tym zawodzie ale raczej jak masz niedobór to patrzysz na
                umiejętności, a nie na test panienek z HR, które muszą się wykazać.
                Proszę...

                > Istnieją poza medycyną inne zawody, w których
                > stres jest kolosalny

                Takie jak? Przypominam, że nie jest mowa o medycynie (np. lekarz
                pediatra - stres zerowy?) ogólnie ale o intensywnej terapii. Ciężko
                mi sobie wyobrazić bardziej stresujący zawód. Jakie to zawody?

                > - a jednak pracownikom nie daje się przyzwolenia na
                > chamstwo i brak umiejętności społecznych. Za to
                > się zwalnia.

                Jak się zatrudnia do zawodu, w którym jest duża konkurencja to
                oczywiście tak. Problem w tym, że lekarzy jest mało bo to ciężka
                praca, ciężka edukacja i niestety u nas niewdzięczna praca.
                • malcriada niestety, nie 28.07.10, 01:35
                  ta "pipidówa", jak piszesz, to kliniczny szpital w centrum Warszawy.

                  Pomimo dużej wrogości z jaką piszesz, dam kilka przykładów. Do takich zawodów
                  należą np. zawód kuratora w opiece społecznej (wyczerpujący emocjonalnie i
                  niosący realne zagrożenie zdrowia i życia), wychowawcy z pogotowiu dla
                  małoletnich, kontrolera lotów, pilota, dealera w baku obracającego ogromnymi
                  pieniędzmi, etc. Jest rzeczą oczywistą, że zawód lekarza (nie wszystkich
                  specjalności) plasuje się na szczycie piramidy, ale to jednak nie zwalnia ze
                  starań o ludzkie traktowanie innych - ba! nawet do nich zobowiązuje bardziej niż
                  w innych profesjach.
                  Zupełnie nawiasem mówiąc, ostatnio za szczególnie niszczący emocjonalnie uznano
                  "zawód" oglądacza zdjęć (rodzaj cenzora) w Internecie.
                • tatanka.jotanka Re: Trochę przesadzasz 28.07.10, 01:36
                  Gość portalu: kosmosiki napisał(a):

                  >
                  > Jak się zatrudnia do zawodu, w którym jest duża konkurencja to
                  > oczywiście tak. Problem w tym, że lekarzy jest mało bo to ciężka
                  > praca, ciężka edukacja i niestety u nas niewdzięczna praca.


                  Jak przestaniecie nie mogacym wstac z lozka pacjentkiom mowic ze w nocy sie spi
                  a nie sika, kiedy prosza o "nerke", wtedy na pewno stanie sie wdzieczniejsza.
                  • Gość: Ann Re: Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.10, 21:34
                    > Jak przestaniecie nie mogacym wstac z lozka pacjentkiom mowic ze w
                    nocy sie spi
                    > a nie sika, kiedy prosza o "nerke", wtedy na pewno stanie sie
                    wdzieczniejsza.
                    Do "nerki" się nie sika, gwoli ścisłości. Sika się do basenu albo
                    kaczki.
                    • tatanka.jotanka Re: Trochę przesadzasz 30.07.10, 00:34
                      Gość portalu: Ann napisał(a):

                      > > Jak przestaniecie nie mogacym wstac z lozka pacjentkiom mowic ze w
                      > nocy sie spi
                      > > a nie sika, kiedy prosza o "nerke", wtedy na pewno stanie sie
                      > wdzieczniejsza.
                      > Do "nerki" się nie sika, gwoli ścisłości. Sika się do basenu albo
                      > kaczki.


                      Czepiasz sie szczegolwów, tymczasem to nie wymyslony przypadek, lecz z zycia
                      wziety, i to z ponoc najlepszej w swojej specjalnosci kliniki w Polsce.
              • Gość: andrzej Re: Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 13:17
                On się naoglądał amerykańskich filmów typu Urazówka i dlatego tak p...!
            • tatanka.jotanka Re: Trochę przesadzasz 28.07.10, 01:19
              Gość portalu: kosmosiki napisał(a):

              > > Powiedz mi skąd się bierze to myślenie, że brak
              > > kultury osobistej u lekarza, brak umiejętności kulturalnej
              > > rozmowy z pacjentem, brak szacunku dla uczuć pacjenta
              > > i rodziny, to nie jest uszczerbek na profesjonalnym
              > > wizerunku lekarza?
              >
              > A ja postulowałem za takim myśleniem? Napisałem tylko, że jeżeli
              > lekarz z OIOM jest chamski ale robi co ma robić dobrze to jest OK.
              >
              > Byłaś kiedyś na OIOM? Straszny widok. Ci ludzie tam pracują i mają
              > konkretną pracę do wykonania.
              >

              Ci ludzie na OIOMach maja tez personel sredni do pomocy, sluza itm tez
              pracownicy adminisytracyjni, ktorzy z powodzeniem moga zajmowac sie takmi
              sprawami. Nikt nie wymaga aby dzwonil po rodzinie lekarz prowadzacy
              przepprowadzajacy wlasnie reanimacje pacjenta.

              > Do informowania rodziny nie trzeba doświadczenia ani wiedzy medycznej
              > - tym powinni się zajmować inni pracownicy bo to może robić
              > ktokolwiek. Lekarz na OIOM pozbywa się np. zbędnego ubioru, komórki
              > itd. - wrzuca to do pudła. Dalej w tym pudle może sobie grzebać
              > przysłowiowa sekretarka i dociekać kogo informować.


              no wlasnie - skad wiec widoczne w twoich postach zdziwienie, ze ktos w o9gole
              smie domagac sie poinformowania najblizszych pacjenta?

              >
              > Proste pytanie bo trochę się zatracasz - znajdując się w stanie
              > ciężkim na OIOM wolisz aby lekarz zajął się Tobą czy szukaniem Twoich
              > potencjalnych bliskich aby ich poinformować, że w czasie jak ich
              > szukał to zeszłaś?
              >
              > Oczepcie się wszyscy od lekarzy.
              • Gość: Ann Re: Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.10, 21:37
                > Ci ludzie na OIOMach maja tez personel sredni do pomocy, sluza itm
                tez
                > pracownicy adminisytracyjni,

                Tia, szczególnie w środku nocy pracownicy administracji się
                najbardziej chętni do pomocy. A personel średni też ma swoją robotę,
                i niekoniecznie jest to wydzwanianie w poszukiwaniu bliskich
                pacjenta.
                Priorytet jest: uratować, a potem dopiero informowac rodzinę.
                • tatanka.jotanka Re: Trochę przesadzasz 30.07.10, 00:37
                  Gość portalu: Ann napisał(a):

                  > > Ci ludzie na OIOMach maja tez personel sredni do pomocy, sluza itm
                  > tez
                  > > pracownicy adminisytracyjni,
                  >
                  > Tia, szczególnie w środku nocy pracownicy administracji się
                  > najbardziej chętni do pomocy. A personel średni też ma swoją robotę,
                  > i niekoniecznie jest to wydzwanianie w poszukiwaniu bliskich
                  > pacjenta.
                  > Priorytet jest: uratować, a potem dopiero informowac rodzinę.


                  Tak? Chcesz powiedziec ze w nocy na przyklad, w izbie przyjec nie pracuje nikt
                  kto zajmuje sie "papierkami"?
          • cool2860 Re: Trochę przesadzasz 28.07.10, 06:21
            Wystarczy raz w polsce skontaktowac sie bezposrednio z lekarzem i
            juz wiadomo z kim ma sie do czynienia. Naprawde na opinie chamow,
            niedoukow i lapowkarzy ciezko przez lata pracowaliscie.
        • imasumak Re: Trochę przesadzasz 28.07.10, 00:12
          Gość portalu: kosmosiki napisał(a):

          Sorry ale byłem niestety kilka razy na OIOM (nie jako pacjent) i
          widziałem co tam się dzieje. Lekarze na OIOM zajmują się ratowaniem
          życia i to jest ich podstawowe zadanie - mogą być chamscy, pozbawieni
          empatii, kultury itd.
          ale jeżeli robią to co mają robić (ratują
          życie) profesjonalnie to jest OK. Lekarz na OIOM _nie_powinien_
          zajmować się informowaniem rodziny, szukaniem numeru w komórce itd.
          bo to NIE JEST JEGO ROLA. Powinien leczyć.


          Bzdura. Chamstwo, brak empatii i kultury wyklucza bycie dobrym w jakimkolwiek
          zawodzie. W zawodzie lekarza zwłaszcza.
          • Gość: kosmosiki Re: Trochę przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 00:27
            > Bzdura. Chamstwo, brak empatii i kultury
            > wyklucza bycie dobrym w jakimkolwiek
            > zawodzie. W zawodzie lekarza zwłaszcza.

            Primo - to czemu tylu chamskich, niekulturalnych i nieempatycznych
            ludzi robi kariery? :) To zależy od fachu - handlowiec itp. zawody
            MUSI obowiązkowo być miły i grzeczny dla klienta bo nic nie wskóra.
            Lekarz przedewszystkim ma leczyć.

            Secundo - oczywiście w idealnym świecie wszyscy są kulturalni i
            empatyczni, niestety nie żyjemy w takim. Lekarz na OIOM gdzie praca
            jest jedną z najbardziej stresujących w ogóle (walczy o życie) w
            sytuacji w jakiej się tam znajduje _ma_prawo_ być chamski - tzn.
            chamski w rozumieniu takim, że np. Ty wejdziesz na OIOM, a on Ci
            oświadczy - niech Pani stąd wychodzi bo to nie Pani miejsce w formie
            "wyjdź stąd". Zapewniam Cię, że jakbyś się tam znalazł/a to
            prawdopodobnie byś stanął/ęła oniemiale i tylko "chamskie" upomnienie
            by coś dało.

            Ergo nie jestem za chamstwem w ogóle ale daje prawo ludziom
            działającym w stresie do zachowania się w sposób jaki w innych
            sytuacjach (np. w kawiarni) byłby odebrany jako chamski.
            • tatanka.jotanka Re: Trochę przesadzasz 28.07.10, 02:40
              Gość portalu: kosmosiki napisał(a):

              > > Bzdura. Chamstwo, brak empatii i kultury
              > > wyklucza bycie dobrym w jakimkolwiek
              > > zawodzie. W zawodzie lekarza zwłaszcza.
              >
              > Primo - to czemu tylu chamskich, niekulturalnych i nieempatycznych
              > ludzi robi kariery? :) To zależy od fachu - handlowiec itp. zawody
              > MUSI obowiązkowo być miły i grzeczny dla klienta bo nic nie wskóra.
              > Lekarz przedewszystkim ma leczyć.


              lekarz ktory jest chamski wzgledem pacjenta, moze mu tylko zaszkodzic. na pewno
              nie wyleczy.

              >
              > Secundo - oczywiście w idealnym świecie wszyscy są kulturalni i
              > empatyczni, niestety nie żyjemy w takim. Lekarz na OIOM gdzie praca
              > jest jedną z najbardziej stresujących w ogóle (walczy o życie)

              raz na dwa miesiace, w jednym na 400 przypadkow jego wejsc na OIOM


              w
              > sytuacji w jakiej się tam znajduje _ma_prawo_ być chamski - tzn.
              > chamski w rozumieniu takim, że np. Ty wejdziesz na OIOM, a on Ci
              > oświadczy - niech Pani stąd wychodzi bo to nie Pani miejsce w formie
              > "wyjdź stąd". Zapewniam Cię, że jakbyś się tam znalazł/a to
              > prawdopodobnie byś stanął/ęła oniemiale i tylko "chamskie" upomnienie
              > by coś dało.
              >
              > Ergo nie jestem za chamstwem w ogóle ale daje prawo ludziom
              > działającym w stresie do zachowania się w sposób jaki w innych
              > sytuacjach (np. w kawiarni) byłby odebrany jako chamski.

              lekarz ktory jest chamski wzgledem pacjentow, w normalnym kraju nie mialby czego
              szukac w zawodzie.
          • Gość: Zenek Re: Trochę przesadzasz IP: 213.108.152.* 28.07.10, 00:30
            Bzdura. To nie konkurs savour vivre. Rozumiem, że żołnierz też powinien
            uprzejmie zagadać, potraktować jakimś bon motem swojego wroga...wtedy spełni
            zasady tego logicznego arcydzieła. Zgadzam się z kosmosiki, że savoir vivre jest
            wtórny w stosunku do sztuki leczenia ale z pewnym ograniczeniem - OIOMy,
            chirurgie (no poniekąd) i medycyna ratunkowa. Oczywiście byłoby cudownie gdyby
            kultura była standardem. Jednak gdybym miał odpowiedzieć na pytanie: Czy wolisz
            żeby bliska Ci osoba była leczona przez przeciętnego lekarza ale bardzo
            kulturalnego czy przez opryskliwego typa ale czyniącego cuda i szansa
            przeżycia/wyleczenia byłaby o wiele większa? to nie wachałbym się z odpowiedzią.
            A Ty co byś wybrała?
            • malcriada ja wiem, że nie trzeba wybierać 28.07.10, 01:14
              Mam za sobą kilka lat pracy w szpitalu. Niech odpowiedzią dla ciebie będzie
              następująca obserwacja. Ordynatorem urazówki był znany lekarz, starszy pan,
              bardzo kompetentny. Człowiek o wielkiej wiedzy i wielkiej kulturze. Wiesz co to
              znaczy kiedy przy implantacji endoprotezy stawu biodrowego ktoś przewróci na
              podłogę stolik instrumentariuszki z całym sprzętem? Horror. A z ust ordynatora
              (wtedy operatora) nie padło ani jedno chamskie słowo. Jego zastępca, również
              wiekowa pani doktor była taka sama. Za to młodsi lekarze, kiedy tylko znikali
              przełożeni, zachowywali się skandalicznie, posługiwali się językiem rodem z
              zakładów karnych. Jak się jeden zdenerwował z powodu wadliwej wiertarki, to nią
              rzucił o podłogę - niszcząc ją doszczętnie. Narzędzia fruwały w powietrzu. Ci
              sami chamscy lekarze w obecności rzeczonej dwójki nagle byli zdolni okiełznać
              emocje i zachowywać się normalnie. Tyle, ze nie potrzeby własnej, a jedynie ze
              strachu.
              Nie wysuwaj, proszę, dziecinnego argumentu o jakiejś konieczności wybierania
              między kulturą a skutecznością zawodową. One się naprawdę wzajemnie nie wykluczają.
        • malcriada nie sądzę 28.07.10, 00:45
          >>Zmarł dlatego, że rodzina nie została poinformowana? Bo chyba nie.
          Wiesz, jak zobaczyłam to zdanie, to właściwie uznałam, że nie warto odpowiadać,
          bo albo kompletnie nie rozumiesz co znaczy dla rodziny móc być przy umierającym
          mężu, synu, bracie, ojcu, albo... albo nie wiem co siedzi w twojej głowie.
          Tak się składa, że mnie szpital nie jest obcy - byłam po obu stronach, jako
          pracownik i jako pacjent. Nikt nie wymaga od lekarza, aby zaprzestał
          resuscytacji na rzecz telefonowania. Od tego jest reszta personelu, któremu
          lekarz natychmiast powinien wydać polecenie skontaktowania się z rodziną. A
          właściwie nawet takie polecenie nie powinno być potrzebne. Jeżeli nie widzi
          powodów pozamedycznych (być może nie wie co to ludzkie odruchy, bo go w akademii
          oduczyli, albo nigdy nie wiedział), to istnieją powody medyczne, choćby
          informacje o dotychczasowym stanie zdrowia pacjenta, alergiach, etc.
          Znam nie tylko polskie szpitale, ale tylko w polskich można spotkać argumentację
          jaką przedstawiasz. Jak to możliwe, że w najpodlejszym amerykańskim szpitalu
          personel ma czas skontaktować się z rodziną, z innymi lekarzami przywiezionego
          na ostro pacjenta, odszukać krewnych w innym stanie, nawet za granicą, przekopać
          własne archiwum, aby sprawdzić czy ten pacjent już był u nich leczony i jak?
          Paradoksalnie OIOM często bywa bardzo spokojnym oddziałem, w ciągu doby nie
          trafia tam wielu pacjentów, reszta często w śpiączce, pod respiratorem, etc.
          Nie przekonasz mnie argumentem o pracy bez wytchnienia, bo miałam okazję
          obserwować pracę pielęgniarek z OIOMU. To naprawdę nie jest nieustanny alarm.
          Jak to możliwe, że w Niemczech unieruchomieni pacjenci nie cierpią na odleżyny
          tak powszechne w Polsce? Kiedyś przez kilka tygodni odwiedzałam pacjenta na
          polskim OIOMie - pielęgniarki nie miały żadnej wiedzy o nowoczesnych opatrunkach
          na odleżyny. Kupowałam, przynosiłam, przynosiłam literaturę, aby się
          dokształciły, wiedziały jak stosować te opatrunki. I co? Następnego dnia
          opatrunki leżały nietknięte przy łóżku chorego. No ale na stanowisku
          pielęgniarskim był telewizor... Duża konkurencja dla niewdzięcznej pracy.
          • Gość: Zenek Re: nie sądzę IP: 213.108.152.* 28.07.10, 00:56
            Trudno się nie zgodzić...Sądzę, że nie chodziło o zaprzeczenie potrzeby takich
            działań ale wskazanie na braki argumentacji drugiej strony. Na forum kilka
            ciekawych uwag napisał gośc o nicku "bezsensu" i niestety sporo w tym racji, że
            nasze "elity polityczne" jak zabrały się do roboty to mamy prawo trochę
            "odhumanizujące" niektóre czynności. Niestety przykład z literaturą znam na
            "niepocieszenie" powiem, że działa nie tylko w medycynie ale i poza nią...

            Pozdrawiam
        • Gość: 7em gdzie ty IP: *.146.239.180.nat.umts.dynamic.eranet.pl 28.07.10, 01:11
          w psychiatryku ojom widziałeś jełopie?
          lekarz zamknięty w klatce/dyżurce przez telefon wydaje dyspozycje jakiego
          mózgojeba zaaplikować [to tak w najlepszym wypadku]
          • malcriada Re: gdzie ty 28.07.10, 01:50
            Gość portalu: 7em napisał(a):

            > w psychiatryku ojom widziałeś jełopie?
            > lekarz zamknięty w klatce/dyżurce przez telefon wydaje dyspozycje jakiego
            > mózgojeba zaaplikować [to tak w najlepszym wypadku]

            Czyżby kolega dawał nam właśnie przykład tej specyficznej kultury niezbędnej do wykonywania zawodu lekarza? Powodzenia w kontaktach międzyludzkich. Jak widać, te maniery nie zostają jedynie w pracy, jedynie w stresie.
          • Gość: Ann Re: gdzie ty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.10, 21:45
            No nie mów, że to od doktorów się takiego języka nauczyłeś?

            I nie rozpatrujcie chamstwa lekarzy w oderwaniu od reszty - wszyscy
            oni sie gdzieś wychowali, jakieś wzorce zachowan mają, ktos ich
            uczył od dziecinstwa (albo i nie) co wypada, a co nie.
            Sami jako społeczęnstwo jestesmy winni, że lekarz, panienka w
            spożywczym czy likwidator w ubezpieczalni jest chamski i brak mu
            kindresztuby.
      • Gość: konował_polski Re: To naprawdę dziki kraj IP: 216.245.202.* 28.07.10, 00:33
        "Mój przyjaciel nieprzytomny po wypadku znalazł się na OIOMie.
        Nikomu nie przyszło do głowy poinformować jego rodzinę -
        a wystarczyło wziąć do ręki jego telefon komórkowy. Rodzina szukała
        go 8 godzin. Zmarł."


        To ja, wasz polski konował. Pomyliłem się. Moja charakterystyka
        wymagała uzupełnień. Oto one, powyzej.
      • Gość: 2-pswiecki Może byli zajęci reanimacją? IP: *.aster.pl 28.07.10, 17:22
        Widziałeś kiedyś Izbę Przyjęć? Trafiłem kiedyś na chirurgię i było
        jak na froncie.
      • Gość: Ann Re: To naprawdę dziki kraj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.10, 21:15
        A w tym telefonie komorkowym jest 100 czy 200 numerów i pod każdy
        zadzwonić i zapytaniem - przepraszam, czy pan.pani jest rodziną pana
        X? Ja nie mam męża wpisanego jako 'Mąż' ani rodziceów
        jako 'rodzice'. Więc bez jaj z tym szukaniem przez telefon
        komórkowy. Od tego są inne procedury min. pomoc policji.
        • malcriada złej (niechętnej) baletnicy przeszkadza rąbek... 04.08.10, 16:08
          W moim telefonie jest Mama, Tata, Synek, Dom. Są ludzie o nazwiskach takich jak
          moje. Czy potrzeba geniusza, żeby sobie poradzić? A może pierwszy z brzegu
          znajomy poda numer do najbliższej rodziny? W moim telefonie jest też moja grupa
          krwi pod hasłem Krew - kto zwraca uwagę na takie akcje, ten znajdzie bez trudu.
          Jak oni sobie radzą w takiej Ameryce, że zawsze tę rodzinę znajdą? Może
          zatrudniają jasnowidzów?
          Nie ma się też co czepiać nazw, bo antyczne OIT dawno przemianowano na OIOM.
          Chyba,że chcesz dyskutować z tabliczkami na drzwiach oddziałów.
          I tak na marginesie, pod jakim hasłem masz wpisanych rodziców? J-23? To lepiej
          zmień, bo nie jest powiedziane, że nie trafisz na OIOM. Nie ten własny.
    • Gość: Andrzej Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.10, 23:30
      Przede wszystkim bardzo współczuje Panu Mieczysławowi, bo ciężko mi sobie
      nawet wyobrazić co w tamtym czasie przechodził.

      Życzę tym wszystkim gnojom, którzy zwą się lekarzami aby też kiedyś znaleźli
      się w podobnej sytutacji i też zostali w ten sposób.

      PS Ciekawe czy gdyby Pan Mieczysław swoją prośbę poparł odpowiednią kwotą, to
      też by nic nie uzyskał..
      • Gość: Zenek Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.be.jnj.com 27.07.10, 23:43
        Aleś ty menda. Znasz okoliczności tylko z gazety a już jesteś sędzią. Dla
        rozrywki nie powiadomili,bo na pewno mieli ochotę poznęcać się nad tym Panem.
        Aleś ty ciołek.
        A może odpieprz się od lekarzy tylko dowal do administracji. To co ma lekarz
        robić leczyć czy wydzwaniać? Starsza Pani pewnie miała dziarę na ręce z numerem
        do męża, a Starszy Pan trzymał IPhona i czekał na telefon od żony.

        Pomijam kwestie braku logiki w twoim głupim pomyśle - gdyby mógł dać im w łapę
        oznaczałoby, że jest powiadomiony, durniu jeden, a skoro tak to po co miałby
        dawać łapówę. Cymbalstwo z chamstwem.
        • Gość: Andrzej Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.10, 23:51
          Po pierwsze dlaczego wyzywasz mnie od głupich cymbałów i mend ?
          Przecież nikogo konkretnie nie oskarżam, zadałem tylko pytanie, które de facto
          było ironią, popartą własnym życiowym doświadczeniem.

          Po drugie, a do czego mam się odnosić jak nie do artykułu?

          Po trzecie, jest wyraźnie napisane:
          "Chciałem ją zobaczyć, przytulić... Powiedzieli, że nie mogę. Nikt nie potrafił
          mi wyjaśnić, co Małgosi dolega - płacze Mieczysław Monsior."
          Moja ironia dotyczyła głównie tego fragmentu, a nie kwestii samego powiadomienia
          rodziny pacjenta.

          Pozdrawiam i dobranoc. Życzę spokojnych snów.
          • Gość: Zenek Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 213.108.152.* 27.07.10, 23:55
            Nikogo nie oskarżasz a niby jak mam odczytać twoją wypowiedź. Konkretnie nikogo
            ale ogólnie tak. Takich niewinnych wpisów jest więcej. Ja zasadniczo też nie
            konkretnie ciebie po peselu tylko tak ogólnie sposób wypowiedzi jakiegoś
            Andrzeja...więc nie czuj się urażony tak jak i lekarze nie czują się urażeni tym
            brakiem konrektności...
            • Gość: Andrzej Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 00:07
              Nie oskarżam i nie mam zamiaru oskarżać lekarzy z prawdziwego zdarzenia, których
              pracę bardzo cenię i szanuje.

              Natomiast niestety jakiś czas temu miałem właśnie do czynienia z gnojami, którzy
              lekarzami się tylko zwą, a z leczeniem pacjentów mają niewiele wspólnego.
              Nie chcę opisywać sytuacji bo nie w tym rzecz, nie mniej jednak jeżeli Cię
              uraziłem, to przepraszam.
              • Gość: Zenek Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 213.108.152.* 28.07.10, 00:10
                OK. Ja też przepraszam. Poniosło mnie. Znam i jednych i drugich. Jednych
                nosiłbym na rękach a drugich wsadził do pierdla. GW ma to do siebie, że ustawia
                artykuły, że sugeruje jedną właściwą odpowiedź a potem zaciera ręce jak sobie
                skaczemy do gardeł bo kliknięcia tykają a kasa z reklam idzie aż miło.

                Życzę tylko tych przyzwoitych lekarzy w życiu. I przepraszam, że potraktowałem
                tak obcesowo.

                Pozdrawiam serdecznie
          • Gość: bezsens Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.07.10, 00:03
            Panie Andrzeju
            JEst mi niezmiernie przykro, że w swoich doświadczeniach zetknął się
            pan wyłącznie z personelem medycznym, który bierze łapówki. Ja tak na
            szczęście nie miałem.

            Do czego się odnosić, jak nie do artykułu?
            Do własnej logiki. Wiadomo, że 'sezon ogórkowy' akurat jest w
            'rozkwicie', więc każda 'sensacja' musi być okraszona bardziej lub
            mniej medialnymi zwrotami, zdjęciami, sytuacjami i podtekstami, bo
            inaczej nawet nie będzie o czym pisać. Logika nakazuje podchodzić do
            'prasy' z pewną dozą krytycyzmu.

            "Chciałem ją zobaczyć, przytulić..." - ironia polega na tym, iż
            oczywiście człowiek, który jest zakochany w drugiej osobie zniesie
            wszystko, co ona będzie przechodziła. Niestety przepisy wyraźnie
            zabraniają dopuszczania osób postronnych do 'chorego psychicznie'.
            Jest napisane, iż pacjentka zachowywała się agresywnie (nie wnikam, z
            jakich przyczyn). Dopuszczenie 'cywila' do takiej osoby, choćby i
            brata bliźniaka, byłoby zbyt groźne, aby ryzykować. Nawet personel
            medyczny w takich sytuacjach zachowuje się zupełnie inaczej (są
            specjalne kursy, jak postępować z osobą agresywną), zawsze również
            korzysta z 'ochrony i opieki' osób trzecich - albo na zawołanie, albo
            bezpośrednio wykonuje procedury w ich towarzystwie w celu ochrony
            własnego ciała. Niestety obecnie nie ma żadnej możliwości dopuścić
            nikogo spokrewnionego do agresywnego chorego psychicznie i według
            mnie te przepisy sprawdzają się bardzo dobrze - m.in dlatego, że
            rodzina nie widzi najbliższego w bardzo 'niepokojącym' staduim
            choroby - mogłaby potem mieć do takiego chorego 'uraz'.

            Pozdrawiam i życzę przyjemniejszych kontaktów ze służbą (?) zdrowia.
            • Gość: Andrzej Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 00:18
              W żadnym wypadku nie stwierdzam że cała służba zdrowia jest zła. Niestety tak to
              już jest, że jedna bardzo nieprzyjemna sytuacja, jest znacznie bardziej
              pamiętana niż dziesiątki tych normalnych, zwyczajnych kontaktów z lekarzami i
              ogólnie służbą zdrowia.

              Fakt, być może troszkę się zapędziłem komentując ten artykuł, ale przypomniało
              mi to również mój przypadek i moją bezsilność w próbach porozumienia się z
              lekarzami lub zaczerpnięcia jakiejkolwiek informacji.
              Szkoda tylko, że lekarze nie udzielili mi takiej konkretnej odpowiedzi, jak Pan
              to zrobił, tylko zwyczajnie zbyli, traktując mnie jak pacjenta gorszej kategorii.
            • Gość: Persona Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.warszawa.vectranet.pl 28.07.10, 01:41
              Nie wiem skad wziales te przepisy, ale ja bylam w szpitalu
              psychiatrycznym leczylam sie na depresje, byli tez chorzy na
              schizofremie, itd. Agresywne osoby byly w izolatkach, przywiazane, albo
              na silnych psychotropach, do kazdego mogla przyjsc bliska osoba nie
              tylko z rodziny, albo przynajmniej porozmawiac z lekarzem na temat
              jego zdrowia, moze na Slasku jest inaczej i pacjenta traktuje sie jak
              smiecia. W Warszawie pacjent ma swietna opieke. Nie jest tak, ze
              pacjenta agresjii nie da sie opanowac, wystarczy jeden zastrzyk
              • Gość: bezsens Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.07.10, 02:22
                > Nie wiem skad wziales te przepisy

                Kurs psychiatrii skutecznie likwiduje niewiedzę, co wolno pacjentowi
                a co wolno lekarzowi.

                > Agresywne osoby byly w izolatkach, przywiazane, albo
                > na silnych psychotropach

                no dokładnie, w IZOLATKACH - a teraz lecimy sprawdzić, co to takiego
                izolatka, bo to coś zupełnie innego niż 'jedynka' czy sala dla jednej
                osoby... ciekawe czemu tak się na takie pokoje mówi IZOLATKA w
                szpitalu psychiatrycznym prawda? :) Być może (takie moje luźne
                wnioskowanie po drugiej w nocy) chodzi o to, aby pacjenta ODIZOLOWAĆ
                od otoczenia? No nie wiem... to chyba sensu nie ma i nie trzyma się
                kupy, aby agresywne osoby odseparować od innych osób...

                > do kazdego mogla przyjsc bliska osoba nie
                > tylko z rodziny, albo przynajmniej porozmawiac z lekarzem na temat
                > jego zdrowia

                Decyzję o możliwości odwiedzenia pacjenta podejmuje lekarz
                prowadzący. Do jego obowiązków należy również stwierdzenie, czy dany
                pacjent życzy sobie kontaktu z rodziną/przyjaciółmi czy też nie
                wyraża na to zgody. Stanowisko pacjenta może być brane pod uwagę, ale
                nie jest 'ostateczne' - ostateczną decyzję podejmuje, jak pisałem,
                lekarz prowadzący.

                > moze na Slasku jest inaczej i pacjenta traktuje sie jak
                > smiecia.

                Obecnie przbywam na śląsku u rodziny na 'wczasach', pochodzę z
                Warszawy, gdzie takie przepisy są wbijane ludziom do głowy.
                Przepraszam za 'zamotanie' z IP.

                >W Warszawie pacjent ma swietna opieke.

                Cieszę się, że tak uważasz

                > Nie jest tak, ze
                > pacjenta agresjii nie da sie opanowac, wystarczy jeden zastrzyk

                Radzę poczytać o nieskuteczności terapii, braku odpowiedzi na
                leczenie oraz sytuacjach paradoksalnych (leki uspokajające nasilają
                jeszcze ataki agresji).

                Nie pozdrawiam do czasu pogłębienia swojej wiedzy.
        • Gość: cho Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.chello.pl 28.07.10, 00:10
          Ciekawostka z tą administracją.
          Jak mój dziadek leżał w szpitalu, to potrafili znaleźć numer telefonu do mojej
          mamy, że "pampersy" się skończyły - i wyobraź sobie, dzwonił lekarz, a nie
          administracja.
          O zgonie dziadka moja mama została poinformowana ponad dobę po fakcie, kiedy
          przyjechała w odwiedziny. Rzekomo nie umieli znaleźć numeru telefonu (nagle...).
          Wiesz, dlaczego tak jest, że nie dzwonią od razu/ bo zwłoki mogą trzymać w
          szpitalu określony czas. Potem zabiera je "zaprzyjaźniony" zakład pogrzebowy.
          Krewny, który się zgłasza, jest kierowany już w odpowiednie miejsce. I po co się
          ma z pochówkiem przenosić gdzie indziej...? I tak się interes kręci.
          • Gość: Zenek Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 213.108.152.* 28.07.10, 01:03
            Eeeetaaamm, teorie spiskowe zawsze w modzie. Cieszy piękny przykład, że może być
            inaczej.

            A co do zwłok. Do kogo ta uwaga? Do lekarza? Do administracji? I co ma to wnieść
            do poprzedniej dyskusji?

            Jak się zajmą źle jak się nie zajmą też źle. Generalnie jakby się nie odrócić
            zawsze "d" z tyłu...że tak pociągnę trywialnie.
      • Gość: bezsens Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.07.10, 23:51
        Szanowny Panie Andrzeju
        Zgodnie z interpretacją przepisów dot. ochrony informacji
        personalnych (w skrócie 'danych osobowych') każdy podejrzany o
        chorobę psychiczną ma mieć zapewniony komfort zatajenia danego faktu
        nawet przed najbliższą rodziną.

        Zgodnie z takim rozumowaniem tych przepisów przez psychiatrów
        (również wg sądu najwyższego), dopiero po ustabilizowaniu się stanu
        emocjonalno-psychicznego pacjenta można go poprosić o zgodę na
        powiadomienie rodziny o jego miejscu pobytu oraz\lub choroby. Jeżeli
        pacjent przez dłuższy czas pozostaje w stanie chwiejnym emocjonalnie
        decyzję o tym, kogo poinformować wydaje sąd (on również ma prawo
        ubezwłasnowolnić daną osobę ze względu na zagrożenie życia i zdrowia
        swojego lub otoczenia wobec chorego).

        Powszechnie przyjęte praktyki, czyli w skrócie myślowym 'tak, jak
        chcieliby tego ludzie', niestety są niezgodne z przepisami i każdy
        jeden pesonel zachował się prawidłowo, gdyż udowodnienie w dowolnej
        instytucji choroby psychicznej małżonka/członka rodziny ma poważne
        implikacje prawne i finansowe (np. przepisanie domu, możliwość zmiany
        testamentu itd. itp.) - dlatego też ustawa o ochronie danych
        osobowych oraz informacji niejawnych jest bardzo dobrze skonstruowana
        - nie pozwala nikomu poza chorym i personelem szpitala 'wiedzieć' o
        chorobie psychicznej (tak na chłopski rozum - nie pozwala to na
        szerzenie się plotek, że ktoś jest wariat).

        Zupełnie nie trafia do mnie stwierdzenie (cytat):

        Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzeczniczka GIODO, uważa, że w takich
        przypadkach na pewno nie wolno zasłaniać się ochroną danych
        osobowych. - Ustawa o ochronie danych osobowych nie zabrania
        udzielania informacji o osobie chorej bliskim. Tym bardziej jeżeli
        nie jest w stanie wyrazić swojej woli. Takie traktowanie ustawy,
        która obowiązuje ponad 12 lat, wynika z jej niezrozumienia - dziwi
        się.

        ------------

        Taka wiedza zakrawa o niewiedzę. Gdyż oczywiście cytowana przez
        rzeczniczkę GIODO ustawa ma swoje pełne brzmienie, ale TYLKO w
        stosunku do osób zdrowych psychicznie (czyli TYLKO takich, u których
        nie stwierdzono nawet objawów choroby psychicznej - głownie więc dot.
        ona sytuacji, gdy normalny człowiek miał wypadek i teraz jest
        nieprzytomny oraz nie może z tego względu wyrazić swojej 'woli').
        Natomiast u osób chorych psychicznie obowiązują bardziej
        'zróżnicowane' przepisy, o czym rzeczniczka GIODO nie ma zielonego
        pojęcia (tak ja to interpretuję).

        Tak więc konluzja jest moim zdaniem prosta - lekarze postępowali
        WEDŁUG procedur, natomiast prawo powinno dopuszczać 'furtkę' by
        poinformować o chorobie psychicznej jedną, wybraną np. przez sąd
        osobę (rodziców, małżonka, siostrę, brata w zależności od sytuacji).

        Rzucanie mięsem na pesonel bez znajomości prawa jest co najmniej
        niekulturalne oraz podchodzi pod paragraf. Przypominam, iż w Polsce
        obowiązuje 'zasada', iż każdy obywatel świetnie zna przepisy prawne.
        Przynajmniej tak jest to interpretowane przez każdy sąd - jeśli nie
        wiedziałeś, że coś jest zabronione i złamałeś przepisy to nie ma
        taryfy ulgowej - jesteś tak samo winny, jak ktoś, kto wiedział, że
        postępuje wbrew przepisom.

        Tyle ode mnie, jak zawsze 'bezsensownie'.
        • Gość: cho Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.chello.pl 28.07.10, 00:14
          "Natomiast u osób chorych psychicznie obowiązują bardziej
          'zróżnicowane' przepisy"
          Ta kobieta nie miała zdiagnozowanej choroby psychicznej. Nie tak łatwo jest
          kogoś uznać za chorego psychicznie, a wydaje mi się, że w tym wypadku agresja
          mogła być wynikiem urazu bądź zwykłego stresu. Moim zdaniem przekroczono
          uprawnienia.
          Ciekawe, czy jak ty w nerwach nabluzgasz sąsiadowi, to przyjedzie erka i
          wywiezie cię do wariatkowa? A jeśli tak, to rozumiem, że nie będziesz protestował?
          • Gość: bezsens Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.07.10, 00:27
            owszem, nie miała, jednak jej objawy wystarczyły, aby skierować ją do
            szpitala psychiatrycznego. Wątpię, aby moja kłótnia z 'sąsiadem'
            spowodowała pilną konsultację psychiatryczną. Inaczej nasze
            psychiatryki byłyby w stanie pomieścić więcej 'chętnych' niż nasze
            więzienia.

            Co do zdiagnozowania chorego psychicznie nie odpowiem, nie jestem
            specjalistą psychiatrą. Natomiast wiem, jako zwyczajny lekarz, iż
            wszelkie procedury mają zastosowanie już w przypadku 'podejrzenia'
            choroby psychicznej. A skoro pacjentka trafiła do szpitala
            psychiatrycznego i jej stamtąd nie odesłano, tylko przetrzymano na
            obserwację, to znaczy, że coś było na rzeczy, więc przepisy jak
            nabardziej miały zastosowanie.

            Twoim zdaniem - a teraz głośno i przy wszystkich powiedz, jakie masz
            uprawnienia, aby oceniać lekarzy - jesteś być może biegłym? - tak
            tylko pytam, bez zawiści, ze zwyczajnej ciekawości...

            Co do nabluzgania sąsiadowi - ja wolę 'przeczekać' imprezę, czy też
            'wybryk' i pogadać z sąsiadem na spokojnie. Jak ty wolisz
            'nabluzgać', to twoja sprawa. Kwestia jak widać .... braku kultury
            osobistej u lekarza :/

            Na przyszłość proszę konkretnie argumentami, bo tak, to ja dziękuję.
            Erka wiozła mnie dwa razy - raz z zatrzymaniem krążenia po wypadku a
            raz razem z pacjentem na chirurgię. Nie polecam zarówno jednego jak i
            drugiego przeżycia. Tyle.
        • les1 Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 28.07.10, 00:46
          Przeczytalem twoje tezy prawno-osobiste i zastanawiam sie ....dlaczego tak
          bardzo boisz sie powiadomienia, twojej rodziny o chorobie umyslowej?
          Nie obawiaj sie ! Oni, od dawna o tym wiedzia! ;-)
          Przeczytaj jaszcze raz....powoli (!)... o czym pisza w gazecie i pozniej,(jesli
          bedziesz w stanie zebrac mysli) wyrazaj swoje, wyuczone ...opinie ;-)

          Bez urazy umyslowej
          Les1
          • Gość: bezsens Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.07.10, 02:12
            zrobiłem, jak mówiłaś - moje stanowisko pozostaje 'bez zmian'...
            poza tym nie dałaś argumentów, do których można się odnieść. Sytuacji
            nie znam z 'pierwszej reki' opisuję tylko 'procedury' jakie
            obowiązują w podobnych przypadkach.

            Dlaczego ludzie boją się powiadomić rodzinę o własnej chorobie
            umysłowej masz powyżej (impllikacje prawno-finansowe).

            Ja mam papiery, że jestem 'normalny', a ty? :) Swoje dostałem po
            długich i wyczerpujących kursach pomocy niedoszłym samobójcom
            (warunkiem koniecznym jest zaświadczenie o własnym 'zdrowiu'
            psychicznym, które to zaświadczenie jest wystawiane podczas kursu).

            Czy masz jeszcze jakieś BZDURNE arguemnty?

            Jeśli dalej uważasz mój tok rozumowania za nielogiczny to przedstawię
            ci, jak podejrzewam to wszystko wyglądało:
            1) pacjentka żyje całkiem normalnie i jest zdrowa psychicznie
            2) na skutek odwodnienia następuje niewydolność układu krążenia -
            kołatanie serca, niedotlenienie mózgu
            3) pacjentka 'czuje się słabo, chce się jej pić' - organizm dąży do
            wyrównania poziomu płynów w ustroju, niestety ubytek wody jest zbyt
            znaczny, aby uzupełnić go szklanką wody
            4) niedotlenienie mózgu postępuje - krew również 'gęstnieje', nie
            może swobodnie przepływać przez najmniejsze naczynia -> zatyka je
            5) długotrwały stan powoduje powstawanie mini-skrzepów w mózgu, nawet
            nawodnienie dożylne pacjentki nie cofa tego stanu
            6) postępująca gwałtownie psychoza, jako objaw niedotlenienia OUN,
            wyzwala zachowania agresywne (upośledzony układ limbiczny, totalnie
            rozwalona gospodarka przekaźnikami).
            7) pacjentkę wyrównaną somatycznie kieruje się do psychiatryka celem
            zdiagnozowania choroby psychicznej
            8) w szpitalu psychiatrycznym, po obowiązkowych 8 godzinach
            obserwacji na lekach uspokajających nie obserwuje się poprawy -> brak
            odpowiedzi na leczenie
            9) pacjentka, pomimo zastosowanego leczenia, umiera ze względu na
            skrzep żylny (najprawdopodobniej powstający w OUN, ale niekoniecznie
            - mógł pójść z 'nogi do serca') - to już jest 'detal'.

            A teraz bezsensowne twoje wypociny:
            "przeczytaj jeszcze raz ... powoli... o czym piszą w gazecie" -
            piszą, wydaje mi się, o podobnym scenariuszu do tego, jaki
            przedstawiłem. Oczywiście mogły wystąpić różnice - to tylko
            'przykład'.

            Gdybyś wiedziała o wszelkich procedurach, jakie się stosuje w
            szpitalu, o czym wydaje mi się, nie masz zielonego pojęcia, to pewnie
            byś wiedziała, że w żadnym z tych oddziałów (czy to OIOM czy to
            psychiatryk) nie ma obowiązku odnalezienia rodziny i poinformowania
            jej o stanie zdrowia. Taka informacja jest udzialana dopiero na
            wyraźne życzenie rodziny i tylko na intensywnej terapii (taki drugi
            oddział obok OIOMu, gdzie robi się praktycznie to samo). Na
            oddziałach psychiatrycznych obowiązuje 'reguła', że nie informuje się
            nikogo 'dla dobra pacjenta'.

            Nie pozdrawiam. Nie warto rozmawiać z nieukami, którzy wszystkie
            rozumy pozjadali.
    • Gość: Zenek Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.be.jnj.com 27.07.10, 23:35
      Bo ustalenie przyczyny zgonu jak mówi definicja następuje po nim a nie przed.
      Wtedy ustalono, że był to zator skrzeplinowy a wcześniej objawy psychiczne mogły
      maskować neurologiczne. Może się tak zdarzyć medycyna to nie
      matematyka...Zresztą objawy neruologiczne nie zdominowały obrazu gdyż "nie
      wymagała hospitalizacji"...Niestety proces narastał.
      Czy pytanie się wyczerpało?

      Szkoda Starszego Pana - będzie cierpiał. Co więcej jest taki zespół zachowań, że
      śmierć jednego z małżonków może doprowadzić w krótkim czasie do odejścia
      drugiego ze względu na poziom stresu. Prozac niczego nie zmieni.
      • Gość: misia Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 92.27.232.* 27.07.10, 23:47
        Starszy Pan na pewno czuje się lepiej po takim wyjaśnieniu.
        To dużo lepsze niż zwykłe ludzkie "przepraszamy" ze strony szpitala.

        Zreszta, ten pan jest juz starszy, pewnie ze niedługo sam też zejdzie. Jaką mu
        to wszystko robi różnicę?
        • Gość: Zenek Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 213.108.152.* 28.07.10, 00:07
          I po co taka złośliwość? Wyjaśnienie nie było dla Starszego Pana co było
          oczywiste... Oczywiście bólu Starszego Pana nie ukoją przeprosiny Szpitala choć
          możliwe, że byłoby to na miejscu. To czego ja nie wiem to okoliczności
          zdarzenia. Pan i pani byli po 70, mieszkali razem. Czy z rodziną? Nie wiem. Czy
          Pani miała numer telefonu? Nie wiem? Czy była w stanie powiadomić, że ma męża?
          Nie wiem. Jeżeli miała dowód to niczego nie zmienia - w zielonych był wpis o
          stanie cywilnym. Czy była w stanie powiadomić o numerze telefonu? Nie wiem.
          Ty wiesz dlatego zaniedbanie jest dla Ciebie jasne. Dla mnie po lekturze nie.
          Teraz poproszę o ironiczne zdanie jak poprzednio "Starszy Pan na pewno czuje się
          lepiej po takim wyjaśnieniu" no bo przecież wszystko wiemy.

          Jest jedno ale, które zmienia optykę - to to, że szpital zasłania się ustawą o
          ochronie danych osobowych. Może to świadczyć o posiadaniu tej wiedzy, którą ja
          kwestionnuję ale nie jest to wprost powiedziane...Co więcej objawów
          neurologicznych nie podano co mogło sugerować, że będzie czas na powiadomienie
          ale niestety stało się inaczej. Wkur...ące jest dla mnie to zacietrzewienie,
          żeby od razu znaleźć winnego - lekarz - i wiadomo, złośliwy łapowkarz, konował
          bez miłosierdzia i zrozumienia, itd. itp.

          Teraz OK?
          • Gość: misia Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 92.27.232.* 28.07.10, 01:10
            Złośliwość jest reakcją na lekceważenie.

            > Oczywiście bólu Starszego Pana nie ukoją przeprosiny Szpitala choć
            > możliwe, że byłoby to na miejscu.
            Bólu nie ukoją ale pomogą się z nim uporać. Bo w tym momencie ten człowiek
            cierpi podwójnie - przeżywa żałobę po żonie oraz traumę po tym, jak się
            rozstali. Na to, w jaki sposób się rozstali mieli wpływ pracownicy szpitala,
            stąd pretensje wyrażanie pod ich adresem.

            > Pan i pani byli po 70, mieszkali razem.
            W języku potocznym małżeństwo jest synonimem rodziny. Więc mieszkali razem, jako
            rodzina.

            > Czy Pani miała numer telefonu? Nie wiem?
            Ty nie, ale wie/powinien wiedzieć to szpital i odnieść się do tego w
            wytłumaczeniu sytuacji.

            To czego ja nie wiem to okoliczności
            > zdarzenia. Pan i pani byli po 70, mieszkali razem. Czy z rodziną? Nie wiem. Czy
            > Pani miała numer telefonu? Nie wiem? Czy była w stanie powiadomić, że ma męża?
            > Nie wiem. Jeżeli miała dowód to niczego nie zmienia - w zielonych był wpis o
            > stanie cywilnym. Czy była w stanie powiadomić o numerze telefonu? Nie wiem.

            Ty opisujesz jaką kompletnie inną sytuację. Ten czlowiek odnalazł żonę.
            Uniemożliwiono mu do niej dostęp. Nikt nie pofatygował się o zapisanie jego
            numeru telefonu, kiedy był w szpitalu, a jeśli nawet numer zapisano, nie
            powiadomiono go o śmierci żony. Jesli żona była agresywna, obecnośą bliskiej
            osoby mogła ją uspokoić. Dla kogo jak dla kogo, ale dla osób obeznanych z
            medycyną nie powinna to być wiedza tajemna.

            Nic nie pisałam na temat łapówkarza, ale jeśli jesteś mi w stanie udowodnić,
            nawet opisując prawdopodobne lecz hipotetyczne zdarzenia, że w zaistniałej
            sytuacji okazano temu cżłowiekowi miłosierdzie i zrozumienie, to odszczekuję
            wszystko co powiedziałam.

            Tak, nadal uważam, że takie tłumaczenia sytuacji są uwłaczające i moja ironia
            była jak najbardziej na miejscu.
        • Gość: ziutka Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.hsd1.ct.comcast.net 28.07.10, 00:25
          słowo 'przepraszam' sugeruje jakąś winę, a jak winę, to i potencjalną karę.
          Biorąc więc pod uwagę okoliczności nie dziwi mnie brak owego 'przepraszam'.
          Jednakże jako człowiek, na miejscu szpitala rozważyłabym 'przykro mi', które
          jest roszczeniowo bezpieczniejsze.
          • Gość: Zenek Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 213.108.152.* 28.07.10, 00:51
            Bardzo rozsądnie...
    • savrin Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... 27.07.10, 23:35
      tylko trzysta tysięcy albo więcej uleczy ból tego człowieka :(
      • Gość: misia Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 92.27.232.* 27.07.10, 23:42
        Nareszcie jakiś głos rozsądku!

        Zgadzam się z Tobą, savrin, całkowicie. Facet zwietrzył interes i chce za pomocą
        gazety wydrzeć odszkodowanie. Żony też się pewnie chciał pozbyć i po cichu
        zaciera ręce. Całe szczęście szpital trzymał się kurczowo litery prawa, więc o
        żadnym błędzie nie może być mowy.

        Całe szczeście są jeszcze w tym kraju ludzie potrafiący trzeźwo i celnie ocenić
        sytuację, jak np. Ty.
        • szerszen0 Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 27.07.10, 23:47
          misia, to sarkazm, czy na poważnie?
          • Gość: misia Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 92.27.232.* 27.07.10, 23:48
            <przewraca oczami>
        • savrin Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 28.07.10, 00:09
          uwaga, uwaga. Płacąca i współczująca :) Kuźwa ja nie wiem jacy ludzie żyją w tym
          kraju i jacy chcą żyć wiem tylko, że kilkanaście tysięcy z moich podatków to
          mało. Łatwo oceniać po skorupce...
          • Gość: misia Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: 92.27.232.* 28.07.10, 00:50
            Nie wiem, o czym myślisz. Ale z tego co piszesz wynika, że komentujesz
            kompletnie inny artykuł.
            • Gość: savrin Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.10, 01:31
              tak to inny artykuł był.
    • Gość: bazi Całe zło słuzby zdrowia to lekarze, ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.10, 23:37
      ...ale do tych "świętych krów" nikt nie chce się dobrać.
      • Gość: dżunga PO Re: Całe zło słuzby zdrowia to lekarze, ... IP: *.chello.pl 27.07.10, 23:49
        Gość portalu: bazi napisał(a):

        > ...ale do tych "świętych krów" nikt nie chce się dobrać.

        Traktują ludzi gorzej niz bydło i niestety nigdzie nie można się
        nawet POskarżyć,bo biegłymi są ich kolesie równie "uczciwi" którzy
        wytłumaczą,obronią nawet największą podłość,nieuctwo,brak woli
        działanie dla dobra chorego a sąd tylko przyklepie ich opinie i
        umorzy każdą sprawę.Lekarze olewają swoje obowiązki bardziej niż za
        komuny,czują się całkowicie bezkarni.
        • Gość: PO nie leczymy tych z PIS i dlatego takie brednie IP: *.acn.waw.pl 28.07.10, 00:17
          pisza. Od razu pytamy - PO czy PIS - jak PIS - to na psychiatryk
      • Gość: Zenek Re: Całe zło słuzby zdrowia to lekarze, ... IP: 213.108.152.* 27.07.10, 23:51
        W tym właśnie problem, że służba zdrowia, zmień na medycynę i zmieni się
        układ. Jak cię rżną na podatkach to milczysz jak trusia a tu taki chojrak.
        Chamów i żłobów wywaliłbym z każdej profesji ale takie g..ne stereotypy świadczą
        o problemie z głową.

        Dobrałbyś się i niby co? Idź zamiast do doktora do kowala - złą krew upuści, ząb
        wyrwie,...
        Na miliony udzielanych świadczeń zdarzają się i problemy - zawinione lub nie ale
        pieprzenie o nieszczęściu rodaków wiecznie żywe.

        Takie głupawe rozumowanie prowadzi do wniosku, że powinieneś przylać własnej
        matce i ojcu za to, że umrzesz...bo gdyby cie nie zmajstrowali to z pewnością
        byś nie umarł. Są więc powodem twojego przyszłego nieszczęścia.
        • Gość: dżungla PO Re: Całe zło słuzby zdrowia to lekarze, ... IP: *.chello.pl 28.07.10, 00:08
          Pieprzysz Zenek bez sensu..to nie jest żadna "służba" ,tylko jeden z
          najlepiej opłacanych zawodów w kraju ...który przy
          pomocy "pistoletu" przystawionego do skroni wywalczył pensje wyższe
          niz na zachodzie mając nieporównywalnią wiedzę i obowiązki...tam
          większość z nich mogłaby co najwyżej zmieniać pampersy lub opróżniać
          baseny. Gdyby w każdym zawodzie obowiazywał kodeks "etyki" taki jak
          wśród lekarzy juz dawno połowa z nas nie żyłaby.
          Podam przykład zgłaszasz się do mechanika ,że coś ci szwankuje w
          aucie a on zamiast naprawić zepsuty hamulec zmienia ci oponę .. ty
          się zabijasz a jego koles z branży broni go POniewaz tak nakazuje
          kodeks "etyki" zabraniający żle się wyrażać publicznie o koledze ...
          taka chora solidarność zawodowa. Koleś nadal pracuje uważając ,że
          jest dobry i naprawia /leczy/ tak samo...
          • Gość: Zenek Re: Całe zło słuzby zdrowia to lekarze, ... IP: 213.108.152.* 28.07.10, 00:48
            Komu się powodzi temu powodzi...jak widzę retoryka Dorna wiecznie żywa. Jakim
            cudem nasi pampersowi doktorzy leczą na Zachodzie nie wiem. Możesz wyjaśnić ten
            cud? No przecież nie dlatego, że Zachód to banda kretynów.
            Co ma piernik do wiatraka? Etyka i prawo odwieczne dylematy? Publiczna debata na
            temat błędów kolegi nie jest miejscem na takie dyskusje. To poziom za
            przperoszeniem forum internetowego albo magla. Dokładnie to co właśnie czynimy
            dla rozrywki lub sprowokowani wypowiedziami innych. Co do etyki? Dam inny przykład:
            Jest gość, który pomaga innym. Nie dostaje dużo kasy ale to nie ważne bo lubi to
            co robi. Kiedy ma problemy wszyscy biadolą ale nikt mu nie pomoże. Co więcej
            większość podsmiewa się z niego, że frajer. jeżeli mu się powiedzie, to mówią,
            że złodziej, cham i oszust. I to jest taka stereotypowa etyka społeczna na
            okoliczność lekarzy.

            Dzieło Stalina wiecznie żywe...w latach 50-tych było zarządzenie jak gnoić
            inteligencję ze szczególnym upodobaniem o lekarzy. Stare dzieje ale głowach
            zostało. O ile dobrze pamiętam, to czy ktoś jest czemuś winien przynależy do
            sądu a nie do kolegi po fachu. A ten mit solidarności zawodowej możesz sprawdzić
            jak lekarze mogą się dogadać w innych kwestiach.

            A bzdury o interpretacji etyki możesz wsadzić sobie w buty. Taka sama etyka jest
            wszędzie a nie u lekarzy - każdy zapis można tak zinterpretować szczególnie w
            skrajnych sytuacjach. PIStolet to przez lata był trzymany u skroni lekarzom. Od
            kiedy mają wybór to wzrost niezależności razi w oczy.

            Żeby zakończyć: Chcesz kasę? Chcesz pomagać ludziom? To zostań lekarzem...i co
            zapisujesz się na studia medyczne. Będziesz miał to Eldorado z kasą i lenistwem
            jak to opisujesz. Wolna droga...

            ...jeżeli nie to przestań chrzanić o czymś o czym tylko czytałeś...
            • Gość: PO dżungla Re: Całe zło słuzby zdrowia to lekarze, ... IP: *.chello.pl 28.07.10, 01:26
              Znów Zenku pitosz bez sensu ...ja nie mam wiedzy teoretycznej ja to
              przeżyłam ... przeszłam przez piekło właśnie przez taką fałszywie
              pojętą solidarność zawodową... przez obrońców leni którym nie
              chciało sprawdzić diagnozy innego lekarza -wykonać usg jamy
              brzusznej...zgodziłam się na sekcję bliskiej mi osoby ale nawet jej
              wynik sfałszoiwano,"myląc" przyczynę śmierci
              wyjściową,wtórną ,bezpośrednią ,nie podając bezpośredniej przyczyny
              zgonu... dopiero biegli z innego miasta wyjaśnili ...jednak totalne
              olanie ,lenistwo kolegów potraktowali jako błąd medyczny.
              Lekarze zachodni ocenili ich diagnozę jako skandal a protokół sekcji
              jak kpinę.
              Ponadto twoje pitolenie i propozycje ,żeby zostać medykiem jest po
              prostu durne.W każdym zawodzie są różni ludzie ,jednak nigdzie nie
              ma do tego to stopnia fałszywie POjętej solidarności zawodowej,nie w
              każdym zawodzie lenistwo, brak wiedzy ,brak woli działania
              doprowadza do kalectwa i utraty życia.
              Tobie równiez mogę zaproponować ,że skoro jest ci tak żle ,czujesz
              się poniżany,za mało zarabiasz... zmień zawód.
            • Gość: podatnik Re: Całe zło słuzby zdrowia to lekarze, ... IP: *.uznam.net.pl 28.07.10, 01:28
              Gość portalu: Zenek napisał(a):

              > Komu się powodzi temu powodzi...jak widzę retoryka Dorna wiecznie
              żywa. Jakim
              > cudem nasi pampersowi doktorzy leczą na Zachodzie nie wiem. Możesz
              wyjaśnić ten
              > cud? No przecież nie dlatego, że Zachód to banda kretynów.

              Już ci wyjaśniam. Na zachód wyjechali najlepsi, zostali tam dodatkowo
              przeszkoleni, nauczeni zasad (także tego, że pacjent jest
              człowiekiem). I teraz ich w Polsce nie ma. Ci, co są w Polsce tego
              szkolenia nie przeszli. Odpadki...


              (...)
              >
              > Dzieło Stalina wiecznie żywe...w latach 50-tych było zarządzenie
              jak gnoić
              > inteligencję ze szczególnym upodobaniem o lekarzy.

              Daj spokój z tą kościelną retoryką. Gdzie tu "inteligencja"?
              Przeciętny lekarz z inteligencją ma niewiele wspólnego.

              (...)
              > Żeby zakończyć: Chcesz kasę? Chcesz pomagać ludziom? To zostań
              lekarzem...i co
              > zapisujesz się na studia medyczne. Będziesz miał to Eldorado z kasą
              i lenistwem
              > jak to opisujesz. Wolna droga...

              Nie, nie wolna. Jeśli nie jest dzieckiem lekarza, niewiele wskóra.
              Ale rozumiem logikę - jak z patologią nie możesz zwyciężyć, to się
              przyłącz.

              >
              > ...jeżeli nie to przestań chrzanić o czymś o czym tylko czytałeś...

              Niestety, lekarze dotykają nas osobiście. Nas i nasze rodziny... Nie
              możemy się od was "odczepić", bo jesteście dla nas, funkcjonujecie za
              nasze pieniądze i sposób, w jaki to robicie, zasługuje na najgorszą
              ocenę. Więc zmilcz i przyjmij wszystko na klatę. Chyba, że nie masz
              honoru, jak większość lekarzy. Bo trzeba nie mieć sumienia i honoru,
              by sposób leczenia uzależniać od łapówek czy statusu pacjenta. A to
              przecież wasza podstawowa cecha.
      • hetmanwiechu Re: Całe zło słuzby zdrowia to lekarze, ... 28.07.10, 00:41
        Gość portalu: bazi napisał(a):

        > ...ale do tych "świętych krów" nikt nie chce się dobrać.

        idz sie leczyc i to szybko, bo dzieki takim inteligentom jak ty w polsce jest
        burdel.

        Lekarz jest od leczenia, a nie od administracji. Nie on odbiera telefon i nie on
        udziela informacji. Takie wapniaki jak ty co nie potrafia mozgiem ruszyc sa w
        100% odpowedzialni. Chetnie bym cie rozstrzelal, od razu by ci sie w tym glupim
        lbie rozjasnilo.
    • vomitorium1 Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... 27.07.10, 23:40
      z kim przystajesz takim się stajesz
      >zaczęła zachowywać się agresywnie i wypowiadać nielogicznie<
      i do tego
      >Pacjentka nie mówiła, że chce kontaktu z rodziną....<
      (to już nie są małe dramaty
      to jest pl)
    • Gość: MArysia Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.10, 23:47
      A ja zycze tym osobom (lekarzom), które stoją za tym calym pozbawionym
      jakiejkolwiek logiki dzialaniem,żeby sami kiedys swoje ostatnie dni zycia
      spedzili w samotności bez opieki i obecnosci bliskich i rodziny. Albo jeszcze
      lepiej, zyczę im, żeby spotkalo ich to, co Pana Mieczyslawa. Moze wtedy
      zrozumieją swoją glupotę.

      A Panu Mieczyslawowi z calego serca wspólczuje i życze dużo sil w walce z
      ludzką tępotą.
    • Gość: artek Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.10, 23:48
      W owym szpitalu personel nie przejmuje się zdrowiem pacjenta oraz często mylą
      diagnozę co kończy się śmiercią chorego ,sam miałem taką sytuację kiedy leżała
      moja babcia i należało robić natychmiastową operację to oni stawiali 2 tygodnie
      diagnozę .... i zmarła ,to nie jest szpital to jest kostnica ludzie z nowotworem
      od razu są tam skazani na śmierć
    • Gość: loop Re: Przeżyłem coś podobnego w Krakowie. IP: *.multi-play.net.pl 27.07.10, 23:51
      Mój bliski był terminalnie chory. Odwiedzaliśmy go codziennie, personel
      nas znał, miał nasze numery telefonów. Któregoś dnia jak zwykle
      przyszliśmy do szpitala; w drzwiach na oddział zatrzymał nas portier, z
      pytaniem: "Do kogo?!?!". Po naszej odpowiedzi, wielce zdziwiony odparł
      z wyrzutem: "Jak to?! Przecież on nie żyje!" Nikt nie zadzwonił, że
      pacjent umiera (na przemian tracił świadomość i odzyskiwał jej resztki
      od kilku godzin), nikt nie zadzwonił, że umarł. Spóźniliśmy się o dwie
      godziny...
    • d.o.s.i.a Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M 27.07.10, 23:55
      Normalka. W mojej rodzinie mielismy niemal identyczna sytuacje. Ciocia zaczela
      sie zle czuc, tracic rownowage, zezowac na oko. Okulista wysylal nas do
      neurologa, neurolog do okulisty. Tak z pare razy przez jakies dwa miesiace.
      Zaden, zaznaczam ZADEN lekarz, nie skierowal na jakiekolwiek badania. Poniewaz
      ciocia czula sie coraz gorzej, tracila orientacje, rownowage, zaczela slepnac,
      pan ordynator (!) oddzialu neurologicznego stwierdzil, ze... uwaga, uwaga,
      ciocia udaje i skierowal ja do... szpitala psychiatrycznego. W ktorym to
      szpitalu spedzila kolejny miesiac pomimo naszych prosb i grozb aby wreszcie
      ocenil ja jakis porzadny neurolog. Po miesiacu zebralo sie wreszcie konsylium
      neurologow i potwierdzili przyczyne (ktora zreszta podejrzewalismy, z powodu
      choroby na jaka cierpiala). Nie ma sensu opowiadac szczegolow. Faktem jest, ze
      ciocia w przeciagu dwoch miesiecy zmarla. Do tej pory zaluje, ze nic z ta
      sytuacja nie zrobilismy.
    • Gość: repoman Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... IP: *.icpnet.pl 27.07.10, 23:56
      Arogancja, chamstwo, nieuctwo i degeneracja moralna polskich lekarzy
      przekracza wszelkie granice !
      W tym kraju na tych łobuzów nie prawa ! Nie ma na nich prokuratury i
      sądów !
      Jedno wielkie złodziejstwo i chamstwo !
    • soffia75 Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... 27.07.10, 23:59
      "Chciał zgłosić zaginięcie na policję, ale zgodnie z przepisami musiał na to czekać 24 godziny."
      Nie istnieje taki przepis! Policja ma obowiązek przyjąć zgłoszenie od razu, nie ma ograniczeń czasowych - mogą jedynie pojawić się różnice w procedurach, zależnie od okoliczności. Poszukiwania dziecka, osoby upośledzonej umysłowo lub w podeszłym wieku zwykle wszczyna się szybciej i są one intensywniejsze niż np. poszukiwania nastolatka lub zdrowego dorosłego. Niestety, w naszym społeczeństwie ciągle jeszcze pokutuje przekonanie, że trzeba "odczekać" 24 lub 48 godzin ze zgłoszeniem zaginięcia - niepotrzebnie zwlekał też bohater tego artykułu.
      • Gość: outsider Nie mieli obowiazku byc ludzmi! Dobre sobie. IP: *.phlapa.east.verizon.net 28.07.10, 00:38
        A kto lekarzowi kaze szukac numeru w komorce? Moze tozrobic jakas
        pielegniarka. Ale czas na jedzenie albo wysranie sie mieli? I tu lezy
        pies pogrzebany wszystkich instytucji w Polsce: Nam ludzmi byc nie
        kazano.
    • Gość: Janusz Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Mia... IP: *.hsd1.mi.comcast.net 28.07.10, 00:19
      Lekarze zamieszani w te sprawe (w normalnym kraju)powinni utracic
      licencje na zawsze to inni juz by tak nie postepowali!a jesli mozna
      udowodnic zwiazek przyczynowy ze smiercia pacjentki to powinni
      siedziec w wiezieniu!W USA kary by nie unikneli i placili by cale
      zycie...ale w polsce ciagle nie umiemy brac przykladu i ciagle
      prawo "radzieckie"stosujemy nagminnie.
    • Gość: Navona Re: Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.10, 00:22
      Raczej na kardiologię, bo skoro taka była diagnoza, to jej agresja i
      majaczenie były somatyczne. Spowodowane niedotlenieniem mózgu w
      wyniku słabego tętna i niedomagania serca.
    • Gość: gosia nieludzkie, po prostu chamskie IP: *.mtnet.eu 28.07.10, 00:27
      sorry, nie wiem, jakim kretynem trzeba być, żeby zasłaniać się
      przepisami, jeśli się zwija kogoś do szpitala lub ośrodka i nie daje
      o tym znać najbliższym. przecież to nieludzkie i nielogiczne
      (rodzina zapewne złosi zaginięcie lub prznjamniej straci mnóstwo
      nerwów na dzwonienie od szpitala do szpitala).
      ciekawe, ilu poszukiwanych przez itakę wcale nie zaginęło, tylko
      zostało pochłoniętych przez nieludzki system zdrowia.
    • hetmanwiechu qrfa, od razu za stodole i rozstrzelac 28.07.10, 00:36
      jak czytam cos takiego to od razu budzi sie we mnie Dzierzynski. ta polaczkowa
      znieczulica, chamstwo, squ...synstwo, i wogole debilizm jakis powinien byc
      karany z urzedu poprzez natychmiastowe rozstrzelnie. Nawet nie wzywac
      prokuratora odrazu kula w leb. jak pojdzie plotak ze za znieczulice
      rozstrzeliwuja to szybko sie poprawi w tych feudalnych lbach.
      • Gość: djdrachulik Re: qrfa, od razu za stodole i rozstrzelac IP: *.chello.pl 28.07.10, 23:01
        Jako ze osobiscie mialem bardzo podobna sytuacje juz dwa razy powiem tylko jedno
        slowo: Amen.
    • mt7 Też widziałam śmierć przypiętego pasami człowieka 28.07.10, 00:42
      na oddziale chirurgicznym w Szpitalu Przemienienia Pańskiego.
      Przywieźli mężczyznę z ostrego dyżuru, biegał i bełkotał coś
      niezrozumiale, to go przypieli do łóżka pasami na korytarzu, bo już
      był wieczór, a rano człowiek już nie żył.
      Leżałam wtedy na tym oddziale.
      Koszmarne są te przypadki.
      Nie chce mi się mówić. Jest wielu znakomitych, oddanych lekarzy i
      wiele osób z personelu pomocniczego, więc nie można uogólniać, ale
      moje kontakty ze służbą zdrowia bywały też szokujące.

      Serdecznie współczuję rodzinie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka