ustrinus
18.06.04, 15:02
Stało się to, co się stać musiało. Nadmiernie wybujałe ambicje osobiste przy
braku poparcia ze strony jakiejkolwiek partii czy organizacji politycznej
dały "wspaniały" wynik wyborczy, świadczący o rzeczywistym poparciu śląskiego
społeczeństwa dla swego "przywódcy".
Liczba 2360 głosów to maksimum czerwcowych możliwości Zdzicha (jak mu
złośliwie wyciągnęliście jego drugie imię, uwidocznione zresztą na listach
kandydatów). Wielki Jorg popełnił dwa kardynalne błędy wynikające głównie z
podstawowego grzechu wszystkich ludzi - PYCHY:
1/ wystartował w tych wyborach - nie wiadomo po co (chyba, że po kasę);
2/ nie uzyskał poparcia Platformy Obywatelskiej (nie wpuścili go na swoją
listę) więc poszedł do Frąckowiaka i wystartował z polskiego Narodowego
Komitetu Wyborczego.
Zagrały więc same niekorzystne instrumenty: brak poparcia liczących się osób,
beznadziejna nazwa komitetu (brzmi jakby ją powołała Młodzież Wszechpolska)i
nazwisko lidera tejże listy (Frąckowiak - bardzo śląskie!).
Jak się okazało, Ślązacy uznali, że dla Jorga Unia Europejska to "za wysokie
progi" i dali mu szlaban, głosując głównie na innego Jorga - Buzka.
Można sobie pogdybać, na ile głosów mógł liczyć Gorzelik, gdydby udało mu się
startować z listy PO, to na więcej niż 3-4 krotności głosów nie mógł by
liczyć. A daje to raptem 8-10 tysięcy! Niestety, z takim wynikiem do PE w
naszym województwie nie można się było dostać.
Niestety, RAŚ pod rządami Jerzego Gorzelika schodzi w społeczny i polityczny
niebyt. Nic nie pomaga lizanie tyłków polskim nacjonalistom (sprawa krytyki
książki Jerczyńskiego) i upodabnianie się działalnością do Związku
Górnośląskiego. To już Ślązacy znają i przejadło im się (świadczy o tym
skanapienie Związku Górnośląskiego). Aby być na topie, trzeba mieć jasny,
atrakcyjny program działania, mówić, to co ludzi boli i wszelkimi dostępnymi
środkami próbować rozwiązywać problemy śląskiego społeczeństwa. A do tego
trzeba mieć pracowitych i różnorodnych działaczy (z silną grupą
intelektualną, która tworzy program i zawiaduje organizacją) oraz zaplecze
ekonomiczne (związani z organizacją majętni sponsorzy i szeroka działalność
gospodarcza prowadzona przez stowarzyszenie). RAŚ nie ma ani wystarczającej
liczby osób myślących programowo, ani majętnych. Nie ma też żadnych
znaczących osiągnięć, które mogłyby być praktycznie wykorzystane przez śląską
społeczność. Jedynie rozbudzenie świadomości narodowej przed spisem było
sukcesem. Niestety, sukces ten zaprzepaszczono, bo za rozbudzeniem nie poszła
konkretna działalność na rzecz jej utrzymania nastrojów i rozwinięcia jej w
aktywny ruch społeczny. Zapalono słomę i nie dodano szczap drewna ani węgla -
więc ogień szybko zgasł.
Dlatego też, jeżeli komukolwiek uda się doprowadzić w przyszłości do
przyznania Górnemu Śląskowi autonimii, to niemalże pewne, że nie będzie to
RAŚ Gorzelika ani on sam w innej konstelacji "politycznej". Zwyczajnie-
zupełnie nowi, inni ludzie.
Tak więc, chusteczka mokra, ale już wróble na Sokolskiej ćwierkały o klapie
Wielkiego Jorga. KONIEC SNÓW O WIELKIM ŚLĄSKU, PANOWIE!