Gość: Sławomir Matusz
IP: *.238.92.228.adsl.inetia.pl
18.02.05, 05:22
ZDECHŁA ŚWIATŁOSĆ PANA P.
Kazimierz Kutz, „Gazeta Wyborcza” z 28-01-2005
Wypracowanie Włodzimierza Pazniewskiego na temat Ślązaków jest forma
spsiałego bolszewizmu, który go zdemoralizował i uwydatnił ułomności jego
charakteru.
Nie jest źle, bo "Plama", "pismo artystyczne" wychodzące w Rybniku (wydawane
przez elektrownie!) jest dobrze osadzone w regionie. Właśnie przysłano mi na
adres domowy numer grudniowy, chyba głównie po to, abym nie przeoczył
elaboratu Włodzimierza Pazniewskiego na temat Ślązaków. Wiec zanim otworze
przepustnice i nacisnę hebelek gazu, nim strumień paliwa popłynie, powiem na
wstępie, ze jestem wdzięczny Pazniewskiemu za jego antyśląska juchę. A
człowiekowi, który wysłał mi "Plamę", dziękuje za chrześcijańska przysługę.
Taki tekst powinien był powstać, bo jego nacjonalistyczny ostracyzm poruszy
Ślązaków. Tak myśli wielu panów na Śląsku, zwłaszcza ci, co przyjechali go
polonizować i na nim się obłowić. A w nowym ustroju go zawłaszczyć.
Pazniewski jest tuba ideologiczna tego "jaśniepaństwa".
Co myśli pan P. o Ślązakach
Wypracowanie Pazniewskiego nosi tytuł "Paranoja po śląsku" i jest klinicznym
opisem nazistowskiej mentalności rodowitych Ślązaków. Pisze on: "Współczesna
medycyna nie zna choroby o nazwie "paranoja śląska", choć może powinna się
nią zając". Prześledzimy zatem jego opisanie tej choroby, a ja przy okazji
ujawnię i jego chorego kota, bo w patologicznych przemianach ludzkiego umysłu
odrzucony kontekst społeczny może być praprzyczyna powikłań psychicznych.
Rzecz w tym, ze Pazniewski nigdy nie zaakceptował Śląska i meczy się w
Katowicach od kilkudziesięciu lat, jakby tu - z wyroku - odsiadywał
dożywocie. Nie miał litości dla siebie, dlatego trudno od niego wymagać, by
miał serce dla innych. Pycha i nienawiść zatruły jego szare komórki.
Idźmy tropem jego skalpela. Pisze Pazniewski: "Żaden psycholog nie uwierzy, a
psychiatra tym bardziej, ze uczestniczenie przez piec lat, choćby pod
przymusem i biernie, we wszystkim, co robiła w Europie III Rzesza, państwo
zorganizowanej zbrodni, spłynęło po Ślązakach, jak deszcz po dachu, nie
pozostawiając żadnego piętna. Wprost przeciwnie; tresura nazistowska wywarła
trwale znaki. U bardzo wielu ludzi powstały, pisząc metaforycznie, rozlegle
żylaki na mózgu. Po wojnie, z przyczyn ideologicznych, terapia została
zaniechana. Ślązacy z roli współsprawców, nagle stali się ofiarami, co ma się
nijak do rzeczywistości i prawdy historycznej. Jak chociażby wytłumaczyć -
skrupulatnie ukrywany w Polsce - fakt, ze Ślązacy stanowili przez cały czas
najliczniejsza grupę strażników w obozie oświęcimskim. Niestety, nie wszyscy
byli Niemcami".
Idąc za tokiem myślenia Pazniewskiego, można by powiedzieć, ze w 1945 roku
liczne polskie obozy pracy (dawne filie obozu oświęcimskiego) rozsiane po
całym okręgu przemysłowym, w których zginęło tysiące Ślązaków tylko dlatego,
ze byli Ślązakami, a tysiące górników wywieziono w głąb ZSRR, to była s l u s
z n a kara za to, ze niby byli "współsprawcami" nazizmu. Powstaje jednak
pytanie, kto ich wtedy łapał i w czyim imieniu torturował i mordował? Starsi
krewni Pazniewskiego? I dlaczego dopiero teraz Instytut Pamięci Narodowej
ujawnia te zbrodnie ludobójstwa?
Idźmy jednak dalej za jego mądrościami. Pisze on: "Dlaczego stalinizm odniósł
tyle sukcesów na Śląsku? Czy nie było tak, ze tresura nazistowska
przygotowała dla niego grunt? Czerwony totalitaryzm poczuł się u siebie, bo
trafił na sztance, która zostawił w ludziach totalitaryzm brunatny. Mógł
odwoływać się do gotowych nawyków i wzorów zachowań zbiorowych". I
dalej: "Jest cos w rodzaju pamięci zbiorowej. Gdyby to przyjąć, trzeba
zgodzić się z twierdzeniem, ze doświadczenie nazistowskie w rodzinach
śląskich prawie bezwiednie przechodzą z ojca na syna i wnuków. W ten sposób
do dziś znajdują na Śląsku w obiegu i użytku stereotypy i uproszczenia,
zasłyszane przez starsze pokolenie na pogadankach ojczyźnianych w Wehrmachcie
i na zbiórkach Hitlerjugend". "Po tym, co kto wypisuje i w jaki sposób
postrzega dzisiaj historie na Śląsku, można bezbłędnie ustalić, co robili i w
jakich chodzili mundurach w latach okupacji jego dziadkowie i rodzice".
Dodam jeszcze, ze Pazniewski śląska elitę uznaje za "galerie rzadkich
głuptasów", ze "nawet Ślązak formalnie posiadający gruntowne wykształcenie
przyzwyczajony jest w pierwszej kolejności do aportowania. Przygotowano go
wyłącznie do tego, aby służyć komuś lub czemuś. Łasic się i czekać na
nagrodę. Czy zatem elity śląskie SA sprzedajne? Można odpowiedzieć:
wyłącznie. Kto tylko pokaże portfel, już je kupił". Zaś jego konkluzja
brzmi: "Czas skończyć z ugrzecznionym pisaniem o Śląsku i zachowań większości
Ślązaków, np. w czasie drugiej wojny światowej. Nie pora na dyplomacje. Okres
ochronny się skończył. Żadnej taryfy ulgowej".
Na froncie ideologicznym PZPR-u
Idźmy zatem za stanowczością tego politycznego terapeuty. Pazniewski jest
zasłużonym dziennikarzem partyjnym. Pracował w "Trybunie Robotniczej", był
członkiem PZPR-u, sekretarzem egzekutywy partyjnej w organie Grudnia. Owe
sukcesy stalinizmu, które jakoby zakwitły na Śląsku, były dziełem takich
ludzi jak on i całego aparatu partyjno-ubeckiego, i nazywały się propaganda
sukcesu. Dlatego powinien być bardziej rozważny w sadach, ponieważ teczuszki
dziennikarzy będą wykładane na stół, a przyszły parlament uzna rządy jego
dawnej partii za organizacje zbrodnicza. Wtedy na tapetę może wychynąć jego
przeszłość dziennikarza "frontu ideologicznego" PZPR-u i jego kumpli.
Zresztą, do dziś pisuje felietony w ich pisemku.
Tymczasem Pazniewski w swoim elaboracie przybiera pozę nieskazitelnej
dziewicy, jakby tamte czasy przesiedział w "Gościu Niedzielnym". I wzywa do
lustrowania Ślązaków. Proszę bardzo, ale powinien zacząć od siebie i można mu
w tym pomóc. Po pierwsze, można sięgnąć do "Trybuny Robotniczej", przejrzeć
jego artykuły i co pikantniejsze wydrukować w jednym z dzienników. Po drugie,
wypadałoby posługiwać się dowodami. Mógłby przecież ujawnić nazwiska członków
egzekutyw KW, szefów ubecji, komend milicji, a także redaktorów "TR". I
policzyć w tym towarzystwie procentowy udział Ślązaków.
Lokalny Macierewicz
Ponadto Pazniewski uprawia cyniczna demagogie, bo udaje ze historia Śląska to
czas okupacji i PRL-u. A i te zna marnie; tyle co na użytek swojej manii. Ale
za to piszczy cienkim głosem polskiego nacjonalisty, czym wpisuje się w krąg
genetycznej głupoty skrajnej prawicy. Moim zdaniem Pazniewski swoim artykułem
chce się nominować na lokalnego Macierewicza, znanego z patologicznej
nienawiści do komuny. Pazniewski jest jego bliźniakiem w tej namiętności,
tyle ze w miejsce komunistów mechanicznie podstawia sobie Ślązaków,
zapominając o biografii własnej. I to jest jego nieszczęście, godne opieki
medycznej. To obłęd, który nie pozwala mu pamiętać, ze przy osadzaniu innych
trzeba zachować, choć trochę przyzwoitości. Pytanie jest wiec oczywiste: czy
Pazniewski nie powinien był - dla swojego dobra - nie nabredzić tyle głupot
na temat Ślązaków? Zwłaszcza, ze jest utalentowanym człowiekiem, przede
wszystkim w eseistyce literackiej. Choć i w tej dziedzinie miał wpadkę.
Przyłapano go na kradzieży cudzej własności intelektualnej, czyli na
plagiacie. Sprawa była swego czasu głośna. Stracił wtedy swój honor w
polskiej elicie intelektualnej. Wiarygodność Pazniewskiego nie jest wiec
warta jednego grosza.
Spsiały bolszewizm w "Plamie"
Moja konkluzja jest taka: to jego opublikowane w "Plamie" wypracowanie jest
forma spsiałego bolszewizmu, który go zdemoralizował i uwydatnił ułomności
jego charakteru. Co gorsze, nie da mu się już wytłumaczyć, ze mieszka
Katowicach, a nie w Norymberdze. Ale Pazniewski nigdy nikogo nie lubił, nie
uznawał i nie szanował - dla niego wszyscy są idiotami. Nie ma przyjaciół, bo