Dodaj do ulubionych

Regionalizm jako brukselka

IP: *.238.92.228.adsl.inetia.pl 18.02.05, 05:22
ZDECHŁA ŚWIATŁOSĆ PANA P.
Kazimierz Kutz, „Gazeta Wyborcza” z 28-01-2005

Wypracowanie Włodzimierza Pazniewskiego na temat Ślązaków jest forma
spsiałego bolszewizmu, który go zdemoralizował i uwydatnił ułomności jego
charakteru.
Nie jest źle, bo "Plama", "pismo artystyczne" wychodzące w Rybniku (wydawane
przez elektrownie!) jest dobrze osadzone w regionie. Właśnie przysłano mi na
adres domowy numer grudniowy, chyba głównie po to, abym nie przeoczył
elaboratu Włodzimierza Pazniewskiego na temat Ślązaków. Wiec zanim otworze
przepustnice i nacisnę hebelek gazu, nim strumień paliwa popłynie, powiem na
wstępie, ze jestem wdzięczny Pazniewskiemu za jego antyśląska juchę. A
człowiekowi, który wysłał mi "Plamę", dziękuje za chrześcijańska przysługę.
Taki tekst powinien był powstać, bo jego nacjonalistyczny ostracyzm poruszy
Ślązaków. Tak myśli wielu panów na Śląsku, zwłaszcza ci, co przyjechali go
polonizować i na nim się obłowić. A w nowym ustroju go zawłaszczyć.
Pazniewski jest tuba ideologiczna tego "jaśniepaństwa".

Co myśli pan P. o Ślązakach

Wypracowanie Pazniewskiego nosi tytuł "Paranoja po śląsku" i jest klinicznym
opisem nazistowskiej mentalności rodowitych Ślązaków. Pisze on: "Współczesna
medycyna nie zna choroby o nazwie "paranoja śląska", choć może powinna się
nią zając". Prześledzimy zatem jego opisanie tej choroby, a ja przy okazji
ujawnię i jego chorego kota, bo w patologicznych przemianach ludzkiego umysłu
odrzucony kontekst społeczny może być praprzyczyna powikłań psychicznych.
Rzecz w tym, ze Pazniewski nigdy nie zaakceptował Śląska i meczy się w
Katowicach od kilkudziesięciu lat, jakby tu - z wyroku - odsiadywał
dożywocie. Nie miał litości dla siebie, dlatego trudno od niego wymagać, by
miał serce dla innych. Pycha i nienawiść zatruły jego szare komórki.

Idźmy tropem jego skalpela. Pisze Pazniewski: "Żaden psycholog nie uwierzy, a
psychiatra tym bardziej, ze uczestniczenie przez piec lat, choćby pod
przymusem i biernie, we wszystkim, co robiła w Europie III Rzesza, państwo
zorganizowanej zbrodni, spłynęło po Ślązakach, jak deszcz po dachu, nie
pozostawiając żadnego piętna. Wprost przeciwnie; tresura nazistowska wywarła
trwale znaki. U bardzo wielu ludzi powstały, pisząc metaforycznie, rozlegle
żylaki na mózgu. Po wojnie, z przyczyn ideologicznych, terapia została
zaniechana. Ślązacy z roli współsprawców, nagle stali się ofiarami, co ma się
nijak do rzeczywistości i prawdy historycznej. Jak chociażby wytłumaczyć -
skrupulatnie ukrywany w Polsce - fakt, ze Ślązacy stanowili przez cały czas
najliczniejsza grupę strażników w obozie oświęcimskim. Niestety, nie wszyscy
byli Niemcami".

Idąc za tokiem myślenia Pazniewskiego, można by powiedzieć, ze w 1945 roku
liczne polskie obozy pracy (dawne filie obozu oświęcimskiego) rozsiane po
całym okręgu przemysłowym, w których zginęło tysiące Ślązaków tylko dlatego,
ze byli Ślązakami, a tysiące górników wywieziono w głąb ZSRR, to była s l u s
z n a kara za to, ze niby byli "współsprawcami" nazizmu. Powstaje jednak
pytanie, kto ich wtedy łapał i w czyim imieniu torturował i mordował? Starsi
krewni Pazniewskiego? I dlaczego dopiero teraz Instytut Pamięci Narodowej
ujawnia te zbrodnie ludobójstwa?

Idźmy jednak dalej za jego mądrościami. Pisze on: "Dlaczego stalinizm odniósł
tyle sukcesów na Śląsku? Czy nie było tak, ze tresura nazistowska
przygotowała dla niego grunt? Czerwony totalitaryzm poczuł się u siebie, bo
trafił na sztance, która zostawił w ludziach totalitaryzm brunatny. Mógł
odwoływać się do gotowych nawyków i wzorów zachowań zbiorowych". I
dalej: "Jest cos w rodzaju pamięci zbiorowej. Gdyby to przyjąć, trzeba
zgodzić się z twierdzeniem, ze doświadczenie nazistowskie w rodzinach
śląskich prawie bezwiednie przechodzą z ojca na syna i wnuków. W ten sposób
do dziś znajdują na Śląsku w obiegu i użytku stereotypy i uproszczenia,
zasłyszane przez starsze pokolenie na pogadankach ojczyźnianych w Wehrmachcie
i na zbiórkach Hitlerjugend". "Po tym, co kto wypisuje i w jaki sposób
postrzega dzisiaj historie na Śląsku, można bezbłędnie ustalić, co robili i w
jakich chodzili mundurach w latach okupacji jego dziadkowie i rodzice".

Dodam jeszcze, ze Pazniewski śląska elitę uznaje za "galerie rzadkich
głuptasów", ze "nawet Ślązak formalnie posiadający gruntowne wykształcenie
przyzwyczajony jest w pierwszej kolejności do aportowania. Przygotowano go
wyłącznie do tego, aby służyć komuś lub czemuś. Łasic się i czekać na
nagrodę. Czy zatem elity śląskie SA sprzedajne? Można odpowiedzieć:
wyłącznie. Kto tylko pokaże portfel, już je kupił". Zaś jego konkluzja
brzmi: "Czas skończyć z ugrzecznionym pisaniem o Śląsku i zachowań większości
Ślązaków, np. w czasie drugiej wojny światowej. Nie pora na dyplomacje. Okres
ochronny się skończył. Żadnej taryfy ulgowej".

Na froncie ideologicznym PZPR-u

Idźmy zatem za stanowczością tego politycznego terapeuty. Pazniewski jest
zasłużonym dziennikarzem partyjnym. Pracował w "Trybunie Robotniczej", był
członkiem PZPR-u, sekretarzem egzekutywy partyjnej w organie Grudnia. Owe
sukcesy stalinizmu, które jakoby zakwitły na Śląsku, były dziełem takich
ludzi jak on i całego aparatu partyjno-ubeckiego, i nazywały się propaganda
sukcesu. Dlatego powinien być bardziej rozważny w sadach, ponieważ teczuszki
dziennikarzy będą wykładane na stół, a przyszły parlament uzna rządy jego
dawnej partii za organizacje zbrodnicza. Wtedy na tapetę może wychynąć jego
przeszłość dziennikarza "frontu ideologicznego" PZPR-u i jego kumpli.
Zresztą, do dziś pisuje felietony w ich pisemku.

Tymczasem Pazniewski w swoim elaboracie przybiera pozę nieskazitelnej
dziewicy, jakby tamte czasy przesiedział w "Gościu Niedzielnym". I wzywa do
lustrowania Ślązaków. Proszę bardzo, ale powinien zacząć od siebie i można mu
w tym pomóc. Po pierwsze, można sięgnąć do "Trybuny Robotniczej", przejrzeć
jego artykuły i co pikantniejsze wydrukować w jednym z dzienników. Po drugie,
wypadałoby posługiwać się dowodami. Mógłby przecież ujawnić nazwiska członków
egzekutyw KW, szefów ubecji, komend milicji, a także redaktorów "TR". I
policzyć w tym towarzystwie procentowy udział Ślązaków.

Lokalny Macierewicz

Ponadto Pazniewski uprawia cyniczna demagogie, bo udaje ze historia Śląska to
czas okupacji i PRL-u. A i te zna marnie; tyle co na użytek swojej manii. Ale
za to piszczy cienkim głosem polskiego nacjonalisty, czym wpisuje się w krąg
genetycznej głupoty skrajnej prawicy. Moim zdaniem Pazniewski swoim artykułem
chce się nominować na lokalnego Macierewicza, znanego z patologicznej
nienawiści do komuny. Pazniewski jest jego bliźniakiem w tej namiętności,
tyle ze w miejsce komunistów mechanicznie podstawia sobie Ślązaków,
zapominając o biografii własnej. I to jest jego nieszczęście, godne opieki
medycznej. To obłęd, który nie pozwala mu pamiętać, ze przy osadzaniu innych
trzeba zachować, choć trochę przyzwoitości. Pytanie jest wiec oczywiste: czy
Pazniewski nie powinien był - dla swojego dobra - nie nabredzić tyle głupot
na temat Ślązaków? Zwłaszcza, ze jest utalentowanym człowiekiem, przede
wszystkim w eseistyce literackiej. Choć i w tej dziedzinie miał wpadkę.
Przyłapano go na kradzieży cudzej własności intelektualnej, czyli na
plagiacie. Sprawa była swego czasu głośna. Stracił wtedy swój honor w
polskiej elicie intelektualnej. Wiarygodność Pazniewskiego nie jest wiec
warta jednego grosza.

Spsiały bolszewizm w "Plamie"

Moja konkluzja jest taka: to jego opublikowane w "Plamie" wypracowanie jest
forma spsiałego bolszewizmu, który go zdemoralizował i uwydatnił ułomności
jego charakteru. Co gorsze, nie da mu się już wytłumaczyć, ze mieszka
Katowicach, a nie w Norymberdze. Ale Pazniewski nigdy nikogo nie lubił, nie
uznawał i nie szanował - dla niego wszyscy są idiotami. Nie ma przyjaciół, bo
Obserwuj wątek
    • Gość: Sławomir Matusz Re: Regionalizm jako brukselka IP: *.238.92.228.adsl.inetia.pl 18.02.05, 05:24
      Pretensja do korony...

      Panie Senatorze, tak pisać nie wolno!

      List otwarty w obronie rybnickiego czasopisma „Plama” i Włodzimierza
      Paźniewskiego (list został rozesłany pocztą e-mail do innych redakcji oraz
      kilkudziesięciu artystów i intelektualistów polskich, a także zamieszczony na
      stronach „Gazety Wyborczej’ jako komentarz do felietonu Kutza)



      W katowickiej „Gazecie Wyborczej” z 28 stycznia ukazał się felieton senatora i
      wybitnego reżysera Kazimierza Kutza, który jest niewybrednym i wręcz chamskim
      atakiem na katowickiego pisarza Włodzimierza Paźniewskiego i wydawane w Rybniku
      czasopismo artystyczne „Plama”. Tekst ten nosi tytuł „Zdechła światłość pana
      P.” jest tak wulgarny i zdumiewający, zawiera tyle insynuacji że nie można go
      pozostawić bez komentarza.

      Włodzimierz Paźniewski swoim artykule wypowiedział się negatywnie o stanie
      śląskich (i polskich) elit. Zarzucił im megalomanie, manię prześladowczą,
      ksenofobię, nienawiść do „obcych”, serwilizm, sprzedajność, poddańczą lojalność
      wobec każdej władzy – hitlerowskiej, jak i komunistycznej, powszechne
      zakłamywanie historii, zaprzaństwo i zapatrzenie na Niemcy, gloryfikowanie
      hitlerowkich Niemiec. Opierając się na faktach zwrócił uwagę na to, że Ślązacy
      byli w Oświęcimiu zarówno ofiarami, jak i licznie oprawcami. Na świadka powołał
      nie kogo innego, jak legendarnego komendanta Okręgu Śląskiego AK, generała
      Zygmunta „Waltera” Jankego, który z obawy przed powszechnym donosicielstwem na
      Śląsku, wolał ukrywać się w domu niemieckiego przemysłowca w Sosnowcu.
      Paźniewski zaprotestował przeciwko wypowiedziom tych „śląskich historyków”,
      którzy próbowali zakwestionować obronę Katowic w 1939 roku, czy istnienie obozu
      w Oświęcimiu. Uczciwie zwrócił uwagę, że obok Powstań Śląskich, które przynoszą
      Ślązakom chwałę, jest też rozległa, ciemna i ukrywana, zakłamywana część
      historii. Można się z tekstem Paźniewskiego nie zgadzać, ale nie można odmówić
      mu uczciwości.

      Jak odpowiedział Pan Senator Kutz? – Nie odpowiedział merytorycznie w ogóle na
      żaden z argumentów Paźniewskiego. Wyciągnął śląską martyrologię – wywózki,
      masowe wcielanie do Wermachtu - jako tarczę obronną i dał popis chamstwa i
      wulgarności, atakując pisarza, a nie jego argumenty – stosując zasadę: nieważne
      co Sokrates mówi, czy ma rację, zobaczcie tylko jaki on gruby i brzydki, jaki
      obleśny, i z kim się zadaje. Zamiast rzeczowo odpowiedzieć Paźniewskiemu,
      senator Kutz zarzucił mu pracę w „Trybunie Robotniczej” i przynależność do
      PZPR, a także popełnienie w przeszłości plagiatu i zestawił z Macierewiczem,
      odmawiając Paźniewskiemu prawa do wypowiedzi. Nie mnie oceniać przeszłość
      Paźniewskiego, nie należałem do PZPR, nie pisałem w „Trybunie”, nie jest to
      powód do dumy, ale bądźmy uczciwi. Nie wiem, gdzie Pan Senator należał, ale
      jako reżyser na pewno nie uprawiał kina niezależnego, alternatywnego. By w
      ogóle robić filmy musiał przecież Pan tak samo starać się i zabiegać o układy,
      poparcie, realizować politykę kulturalną Partii, korzystać z koniunktur – bo to
      Partia decydowała komu dać pieniążki na robienie filmów. Trzeba było sobie
      zasłużyć, zdobyć zaufanie Partii, mieć „przyjaciół” wewnątrz, niezależnie od
      tego, czy te filmy później pokazywano w kinach i telewizji, czy lądowały na
      półkach. Jak by nie było, Pan – Panie Reżyserze, Mistrzu – zasilał elity
      kulturalne PRL-u! Sprawy rzekomego plagiatu, popełnionego przez Włodzimierza
      Paźniewskiego nie znam, o wyroku sądowym w tej sprawie nie słyszałem.

      Paranoja śląska, gloryfikacja hitleryzmu i Niemiec w ogóle... Ależ to jest
      prawda. Policzmy kolejne fale migracji Ślązaków do Niemiec, uwielbienie dla
      Reichu. – To jest nadal powszechne. Mam wielu przyjaciół wśród Ślązaków – w
      Chorzowie, Świętochłowicach, w Gliwicach i innych miastach. Kilkakrotnie
      widziałem na ich zdjęciach z „uroczystości rodzinnych” – np. z przyjęcia z
      okazji I komunii świętej tu i ówdzie dumnie wiszące portrety Hitlera. Oglądałem
      te zdjęcia z zażenowaniem – nie wiedziałem co powiedzieć przyjacielowi, bo to
      jego śląscy rodzice powiesili te portrety, nie on. A te ordery i niemieckie
      odznaczenia za waleczność, wyciągane teraz przez Ślązaków i pokazywane z dumą
      do kamer – przy aprobacie dziennikarzy? Tak się nie zachowuje ktoś siłą
      wcielony do Wermachtu – choć doskonale rozumiem złożoność zjawiska i tragedię
      tych ludzi.

      Czy Pan, Stary Ślązak, będzie kłamał, udawał że to nieprawda i twierdził, że to
      osobliwość, że portretów Hitlera w śląskich domach nie widział i nie bywał nich?

      Zwróćmy uwagę na język Pana tekstu i na cenzorsko-donosicielskie
      zapędy. „Zdechła światłość pana P.”, „spsiały bolszewizm”, pomawianie osoby o
      chorobę umysłową i psychiczną - byle wyszydzić napuścić chamstwo... – Pan
      niemal nazwał Paźniewskiego parchem, jak Żyda... To język jakby wzięty z
      przemówienia na zebraniu Hitlerjugend – tyle w nim plucia i nienawiści. Gdzie
      Pan się go nauczył? Na zebraniach w ZMP w szkole filmowej? Inny cytat z
      Kazimierza Kutza: „więc zanim otworzę przepustnicę i nacisnę hebelek gazu” –
      żart i język godne Kaduka, oprawcy z Auschwitz, a nie Polskiego Senatora. Takim
      językiem posługuje się Pan w domu i podobne żarty opowiada prywatnie? Co za
      elegancja: „proszę państwa do gazu” – bo się z wami nie zgadzam! W tym momencie
      ja się wstydzę za Pana.

      Następny jeszcze przykład z Pana tekstu: „chyba tylko nocą wychodzi na spacery
      i tuła się po pustych ulicach Katowic. I międli pacierze, by nie natknąć się na
      jakiegoś miejscowego w mundurze NSDAP”. Szkoda, że Pan nie podał adresu
      pisarza. Czy chodziło o to, by Paźniewski zaczął się bać, napuścić i poszczuć
      zwykłych chuliganów na niego? Zadenuncjować? A określenie „międlić pacierze” –
      ma wyrażać pogardę dla religii, wyniesioną z czasów przynależności do ZMP, czy
      też jest to plagiat antypapieskich paszkwili Jerzego Urbana?

      Ta wspólna tradycja jest chyba Panu bliska. Przypominam sobie, jak w 1986 roku
      ówczesny publicysta „ITD”, a obecnie najważniejsza osoba po Urbanie w
      redakcji „Nie” – nie będę wymieniał jego nazwiska – w recenzji tomiku
      krytykował mnie za wiersze o stanie wojennym i arbitralnie upominał: „Matusz
      widocznie nie chce iść do wojska, nie podoba mu się stan wojenny, a Piwnica
      Literacka „Remedium” z pieniędzy ZSP jego wiersze finansuje i powiela”. Razem
      ze mną wydali wtedy tomiki wierszy między innymi prof. Piotr Wilczek i prof.
      Marian Kisiel – wyrośli z piwnicznego kręgu. Po tej prasowej denucjacji Piwnica
      przestała istnieć.

      Teraz, dokładnie w ten sam obrzydliwy sposób Pan Senator kłamliwie, denuncjuje
      czasopismo „Plama” – zwracając się wprost do... mocodawców. – Krytykując czyjąś
      wypowiedź, dyskredytuje pismo i chce je całe zniszczyć, zabronić wydawać,
      zamknąć redakcję do więzienia – dla jednego Paźniewskiego. W tej furii, z jaką
      napadł Pan na Włodzimierza Paźniewskiego i redakcję „Plamy”, nie zauważył Pan,
      że ten numer jest tematyczny, śląski, są tam różne teksty, innych uznanych
      autorów. Bo na przykład, dla przeciwwagi, jest artykuł pisarza i malarza
      Henryka Wańka, poświęcony mistyce śląskiej, a właściwie niemieckiej. Ciekawe,
      że germanofilski Waniek tak Pana Senatora nie oburzył? Są jeszcze w „Plamie”
      wypowiedzi Stanisława Sojki, Jacka Durskiego i na stronie 59 sam zabrał Pan
      głos w sprawie – nazywając Śląsk „zajeżdżoną szkapą”.

      Dostał Pan egzemplarz autorski „Plamy”, a nie była to – jak Pan twierdzi -
      jakaś prowo
      • Gość: Ramon Re: Regionalizm jako brukselka IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 19.02.05, 09:06
        Matusz napisou:
        > Uczciwie zwrócił uwagę, że obok Powstań Śląskich, które przynoszą
        Ślązakom chwałę, jest też rozległa, ciemna i ukrywana, zakłamywana część
        historii. >

        Slonzoukow kere brali udziau w tz. "powstaniach" do konca bouo ganiba!
    • Gość: Sławomir Matusz Oświęcimski recykling IP: *.238.92.228.adsl.inetia.pl 18.02.05, 05:30
      c/ Oświęcimski recykling


      Kazimierz Kutz, „Gazeta Wyborcza” z 11-02-2005

      Nie ma co, w Warszawie mamy cyklon Wildsteina z listami ubeckimi, a na Śląsku
      Pazniewski wylał wiadro obrzydliwych pomyj na Ślązaków. Obydwaj chorują na te
      sama przypadłość, która jest mieszanina egzaltowanej nienawiści z zaniżona
      wrażliwością na skutki moralne swojego działania. W angielskich dowcipach tacy
      ludzie nazywani są burakami. Bo jak można napisać takie zdanie (cytuje
      Włodzimierza Pazniewskiego z "Plamy"): "Przy obecnym tempie przeinaczania
      historii drugiej wojny światowej w Niemczech, w którym to procesie uczestniczy
      w doskoku, ale nadgorliwie, kilkunastu śląskich pomagierów z Polski, za parę
      lat nasz zachodni sąsiad wystawi Warszawie rachunki, domagające się pokrycia
      wydatków za Cyklon B, zużyty w Oświęcimiu do gazowania ludzi oraz amunicje
      wykorzystana przez hitlerowców w egzekucjach podczas rozstrzeliwania polskich
      zakładników".

      Są słowa, które nie powinny przejść człowiekowi przez gardło, i są słowa, które
      nie powinny być nigdy napisane. Zwłaszcza napisane. Pazniewski, który żyje z
      pisania, zdaje się o tym nie wiedzieć. Oczywiście można przeżyć życie,
      żonglując 500 cytatami wyczytanymi w cudzych książkach i żyć na koszt nie
      swojej mądrości, ale mimo to trzeba się czasem zastanowić, co się napisało i
      puściło w obieg publiczny. Bo tymi słowy Pazniewski wpisuje ludzi ze Śląska,
      ludzi współcześnie żyjących, w rejestr pomagierów zbrodniarzy wojennych.
      Oczywiście to są potomkowie owych śląskich kapo z Oświęcimia. Prawdopodobnie
      niżej podpisany także jest w tym gronie, ponieważ wyzbyty narodowej nienawiści
      historycznego, polsko-niemieckiego pogranicza, daje temu publicznie wyraz.

      Antysląski wstręt

      Tymczasem Pazniewski zachował antyniemiecka fobie w guście propagandy z czasów
      Władysława Gomułki i nie wie, ze to przesadne antyniemieckie hecowanie było
      ekwiwalentem przymusu przemilczania zbrodni naszego sąsiada ze Wschodu. Dlatego
      Katyń przypisano właśnie Niemcom. Jak można do dziś o tym nie wiedzieć, po
      ogromnych zmianach w stosunkach miedzy Polakami a Niemcami w ostatnim 15-leciu?
      No, ale skoro samemu maczało się raczki w czerwonej propagandzie... To stężone
      grożenie Niemcami jest Pazniewskiemu na rękę, bo stało się gleba, na której
      kultywuje on swój wstręt do Ślązaków. Ów wstręt jest największym odkryciem i
      zyskiem społecznym jego "Paranoi po sląsku". Jest nareszcie jawny! Za to z góry
      dziękowałem jemu i redakcji "Plamy". Albowiem reakcja na mój felieton
      pt. "Zdechła światłość pana P." ujawniła, ze ten wstręt jest dość powszechny.
      Pazniewski bardzo lubi moralizować na temat innych, jest to poniekąd jego
      specjalnością pisarska, wiec może by od czasu do czasu pomoralizował na swój
      temat? Dawniej (w jego byłym ugrupowaniu politycznym) nazywano te rzecz
      samokrytyka. Skoro gomułkowska antyniemieckość tak głęboko zapadła w jego jaźń,
      może mógłby pogmerać w swojej podświadomości i dokopać się tamtego obrzędu?

      Niestety, ci, co zachorowali na antyśląski wstręt, nie byli w stanie dokładnie
      przeczytać ani publikacji Pazniewskiego, ani mojego felietonu. Ale dzięki temu
      ujawniła się ich krystaliczna nienawiść. Paradoksalnie widzę w niej społeczny
      pożytek pobudzający postawy obywatelskie. A te są dziś najważniejsze. Proszę
      bardzo, jeśli Polska dziś dzieli się na zwolenników i przeciwników Wildsteina,
      to dlaczego Śląsk nie może podzielić się na tych, co stoją za Pazniewskim, i
      tych co są przy Kutzu?!

      Nieuświadomiony głód poznawczy Matusza

      Pora zatem ustosunkować się do "listu otwartego" Sławomira Matusza, ogłoszonego
      w internecie. Otóż, Panie Matusz, ja w swoim felietonie stanąłem w obronie
      społeczności, która można obliczyć na około 500 tys. ludzi. Pan nie zobaczył w
      wypowiedzi Pazniewskiego (mówiąc Pańska terminologia) chamstwa wobec pól
      miliona osób, ponieważ trawi Pana ten sam wstręt. Dlatego nie mam szans
      przemówić do Pańskiego rozumu. Ale Pan pisze wiersze, jest Pan członkiem
      Związku Literatów i drukuje Pan w "Plamie", wiec można wobec Pana stawiać nieco
      wyższe wymagania intelektualne i moralne. Przyznaje się Pan, ze niewiele wie o
      niedawnej przeszłości i ze swojej ignorancji robi cnotę i "power". To dziś
      powszechne w młodym pokoleniu. Ale ponieważ stawia mi Pan konkretne pytania, co
      może być przejawem Pana nieuświadomionego głodu poznawczego, czuje się w
      obowiązku na nie odpowiedzieć. Ja nie zarzucam Pazniewskiemu, ze był w PZPR i
      pracował w "Trybunie Robotniczej", bo to są fakty. Tak jak nie mam możliwości
      zakazania mu pisania. To SA bajdurzenia. Niemniej informuje, ze nigdy nie
      należałem do żadnej partii i moimi filmami nie realizowałem "polityki
      kulturalnej partii", bo od tego byli reżyserzy partyjni (Petelski,
      Passendorfer, Poręba i inni). Nie musiałem także uprawiać "kina
      alternatywnego", zresztą takie pojecie wtedy nie istniało, chyba żeby uznać
      za "alternatywność" ingerencje cenzury prawie we wszystkich moich filmach.
      Myśmy wtedy "bawili" się w Polska Szkole Filmowa, o której (przy niewielkim
      wysiłku) może się Pan dowiedzieć z licznych książek. Zresztą w Katowicach żyje
      wielu świetnych filmoznawców i jest parę bibliotek, gdzie można sobie o tym
      wszystkim poczytać. Stawianie pretensji pod moim adresem, ze nie
      uprawiałem "kina niezależnego, alternatywnego", jest dziecinne. Panie Matusz,
      jeśli się cos publicznie porusza, to trzeba, na Boga, choć ociupinkę o tym
      wiedzieć. A Pańska wiedza o tym, jak powstawały dawniej filmy, jest po prostu
      zerowa.

      Zacementowane cnoty

      "Czego nie dotknąć, jest dziurawe" - mawiała stara Cholonkowa. I tak jest z
      Pana otwartym listem. Wpycha mnie Pan w sytuacje żenującą, ponieważ zmusza do
      naśmiewania się z Pańskiego niedouczenia. Nim tłumaczę tez sobie, ze porządne
      przeczytanie nie swojego tekstu (mam na myśli tekst Pazniewskiego na równi z
      moim) leżało poza Pańskimi możliwościami. Nie dziwota zatem, ze i język nieco
      metaforyczny jest dla Pana czarna magia. Napisałem: "Nim otworze przepustnice,
      nim strumień paliwa popłynie", odnoszące się alegorycznie do uruchomienia
      energii polemicznej. Pan przenosi te słowa do obozu Auschwitz i robi ze mnie
      kolegę oprawcy z SS. Wy z Pazniewskim, w swojej wstrętomanii, przywiązaliście
      się do patrzenia na Ślązaków przez Oświęcim. Daj Bóg zdrowie Waszym
      zacementowanym cnotom w resztkach pieców krematoryjnych w Brzezince, ale szłoby
      tez o to, aby - przy okazji - zreanimowala się w Waszych sumieniach, choćby
      minimalnie, elementarna przyzwoitość. Panie Matusz, Pan pisze wiersze i nie
      słyszy języka metaforycznego. To niedobrze. Jak Pan pisze swoje wiersze?
      Podejrzewam, ze "alternatywnie".
      Życzę Panu długiego życia i odchodzenia z tego padołu z portretem Adolfa
      Hitlera pod powiekami. A na koniec powiem na ucho, ze to bardzo nieelegancko
      wytykać komuś wiek, zwłaszcza jeśli samemu tak niewiele się zrobiło. Patrząc z
      tej perspektywy, nie powinienem w ogóle z Panem dyskutować. Ale robię to z
      szacunku dla mojej mamusi i tatusia, bo wychowali mnie w szacunku do drugiej
      osoby.



    • Gość: Sławomir Matusz Błazen, albo śląski słoń w Oświęcimiu IP: *.238.92.228.adsl.inetia.pl 18.02.05, 05:31
      Sławomir Matusz



      Błazen, albo śląski słoń w Oświęcimiu
      – list otwarty do Kazimierza Kutza


      Odpowiedź na atak senatora Kazimierza Kutza z 11 lutego 2005 w "Gazecie
      Wyborczej" rozesłana została pocztą e-mail do innych redakcji oraz
      kilkudziesięciu artystów i intelektualistów polskich, a także zamieszczona na
      stronach „Gazetyj’ jako komentarz do felietonu Kutza. Zgodnie z ustawą Prawo
      Prasowe „Gazeta Wyborcza” ma obowiązek zamieścić moją odpowiedź w nie
      zmienionej postaci – jeśli respektuje obowiązujące w Polsce prawo nie chce i
      zasłużyć sobie na opinię totalitarnej gazety nowego typu, powiązanej układami
      politycznymi i personalnymi, manipulującej faktami i lekceważącej Czytelników!





      Po ataku na Włodzimierza Paźniewskiego – zamiast odpowiedzieć na argumenty –
      Pan Senator RP bije bez opamiętania, dolewa fałszowanej benzyny do ognia i
      atakuje następne osoby – tym razem mnie, w następnym felietonie na łamach
      katowickiego dodatku „Gazety Wyborczej” z 11 lutego 2005,
      zatytułowanym „Oświęcimski recykling”. – Atakuje za to, że wystąpiłem o kulturę
      polityczną, elementarną kulturę dyskusji, w obronie prawa do wypowiedzi, w
      obronie innego, mniejszego pisma i wreszcie w obronie sponiewieranego bez
      pardonu innego pisarza.

      I tytuł tego felietonu znowu nie najszczęśliwszy... Muszę więc odpowiedzieć, bo
      senator Kutz próbuje powtórnie zakłamać sprawę, mnie obrazić i jeszcze napuścić
      na mnie ludzi.

      Po pierwsze, Paźniewski zarzucił niektórym Ślązakom zakłamywanie historii –
      negowanie istnienia obozu oświęcimskiego, obrony Katowic i licznych głupstw
      wypisywanych tu i ówdzie. Zaprotestował na łamach „Plamy” przeciwko temu i
      wyciągnął wniosek, że ta głupota musi być dosyć powszechna, skoro odbywa się to
      w atmosferze dość dużego przyzwolenia społecznego. Zwrócił przy okazji uwagę na
      kilka wad śląskich: ksenofobię, adorację Reichu (Rzeszy, nie obecnych Niemiec),
      podwójny patriotyzm i zaprzaństwo, uległość wobec każdej totalitarnej władzy –
      brunatnej i czerwonej. Oddał hołd też Powstańcom Śląskim i wezwał do tępienia
      za pomocą środków prawnych przejawów apologii hitlerowskich Niemiec – wcale nie
      rzadkiej na Śląsku. Pan za to zaatakował personalnie Paźniewskiego w wyjątkowo
      wulgarny i ordynarny sposób: nazywając go chorym psychicznie paranoikiem,
      spsiałym bolszewikiem itd., i poszczuł Fundację Elektrowni Rybnik na
      redakcję „Plamy”, nie odpowiadając w ogóle na argumenty i przytoczone fakty.
      Skutkiem czego wydawanie „Plamy” zawieszono, odwołano redaktora jej naczelnego:
      Mariana Lecha Bednarka. - Teraz Pan Senator zarzuca Paźniewskiemu, że miesza
      się w delikatną materię pojednania polsko-niemieckiego, z trudem wypracowanego
      i wzywa do nienawiści – że to gomułkowska retoryka, nic więcej. Najwyraźniej
      mija się Pan z prawdą. Rewizjonistyczne żądania niektórych środowisk w
      Niemczech są faktem – nie przypadkiem rząd i kanclerz Niemiec odcinają się od
      nich publicznie. Ci Niemcy żądają odszkodowań za przymusowe wysiedlenia,
      utracone majątki – na razie. Jeśli nie powiemy stanowczego „nie” zaczną domagać
      się może nie odszkodowań za użyty Cyklon-B, ale na przykład za utracone
      niemieckie fabryki na Śląsku, gdzie go może produkowano. W imię pojednania
      między narodami, by nie drażnić Niemców, najwyraźniej jest Pan skłonny zgodzić
      się na to, że był tu polski obóz, a nie niemiecki obóz na ziemiach polskich,
      włączonych do GG... Dajmy sobie spokój insynuacjom i przypinaniu poglądów.

      Paźniewski trzymał się faktów – a Pan na to nic nie odpowiedział, tylko w imię
      racji propagandowych zaczął człowieka (i kolegę, z którym jesteście Panowie po
      imieniu!) obrażać, przypinać łatki, zakłamywać poglądy i zamykać pisma. By
      polemizować z czyimiś poglądami, trzeba uczciwie przedstawić racje czyjejś
      strony – o czym Pan Senator zapomniał i dalej zapomina!

      Gwoli prawdy, to są chyba słowa Pana Senatora Kazimierza Kutza: „Budzę ich ze
      śląskiego letargu, z ich dupowatości. Ponieważ przez setki lat byli rządzeni
      przez obcych, byli wyzyskiwani i uważają, że to się nie zmieni. Te mentalne
      skamienieliny Ślązaków próbuję rozpulchnić i zniszczyć”. – To Pana opinia o
      Ślązakach, publikowana we wrocławskiej „Odrze” (nr 10/2003), przytoczona przez
      Bednarka w Plamie. No więc jak? Daleko, we Wrocławiu zgadza się Pan z
      Paźniewskim w opinii o Śląsku, a tu, kiedy kolega i przyjaciel przed tymi
      Ślązakami rozwija Pana własną myśl brutalnie go Pan na ich oczach atakuje. –
      Nie jest to dwulicowość?

      Jako jeden z autorów tejże „Plamy” mógł Pan odpowiedzieć na jej łamach –
      redaktor Marian Lech Bednarek zapraszał do otwartej, poważnej dyskusji na
      argumenty, a nie epitety. Tymczasem wlazł Pan na „największą mównicę”,
      skorzystał z przewagi jaką nad małą „Plamą” daje nakład „Gazety Wyborczej” i
      zrobił z tego „sprawę polityczną”. Co to, „Gazeta Wyborcza” ma być wyrocznią,
      jak kiedyś „Trybuna Ludu”? Jak Kutz w „Trybunie” albo w „Prawdzie” skrytykuje,
      to trzeba zaraz zamknąć, zlikwidować, wyrzucić – i nie ma odwołania? Pomyliła
      się Panu władza ustawodawcza z wykonawczą, czy obudziła się nostalgia za
      dawnymi czasy? Co się stało Panie Senatorze? Czy każdy polityk musi w końcu
      zostać pieniaczem i błaznem? Dla mediów? Dla pokazania się? A gdzie powaga
      Seniora – żebym ja „gó..arz”, młodszy o 35 lat musiał przywoływać do porządku:
      proszę nie tym tonem i odpowiadajcie Panowie na argumenty, a nie skaczcie sobie
      do oczu? Na Miły Bóg... Do Wielkanocy daleko, nie pora, by palma odbijała.

      Skoro przywołuje Pan pamięć Matki, to nie uczyła ona Pana, że nie wolno ludzi
      obrażać, kłamać i tak nagminnie przeklinać? Nie nauczyła, co to znaczy „powaga
      wieku”?

      Nie należę i nigdy nie należałem do Związku Literatów (Polskich –
      następna insynuacja), odmówiłem wstąpienia do SPP – bo nie widzę sensu
      wstępowania dla tylko „posiadania legitymacji”. Wstąpiłem do Górnośląskiego
      Towarzystwa Literackiego, zakładanego przez Ślązaków z urodzenia – bo czuję się
      związany ze Śląskiem, odpowiedzialny za to, co się tu dzieje. Nawet założyłem
      witrynę poetycką w internecie pod nazwą „poezja-slask” i tam prezentuję swoje
      wiersze. Trudno mnie więc pomawiać o antyśląską fobię. – Pana oskarżenia są
      fałszywe i trafiają w pustkę! Nie jest też prawdą – jak Pan pisze – że
      publikowałem w „Plamie” – bo nigdy tam nie publikowałem, to Pan Senator
      wcześniej publikował, odmawiając zaraz potem temu pismu zupełnie wartości. Ale
      chętnie dam im coś do druku, gdyż to obecnie bardzo dobre, choć małe pismo i
      chętnie będę je wspierał – a nie jak Pan zamykał.

      Historię znam – nie całą – bo wiele rzeczy znam tylko z książek, przekazów i
      relacji. Pan daje dowód, że jednak nie wszystkie relacje są wiarygodne i
      prawdziwe – jeśli Pan Senator nie umie przedstawić rzetelnie, bez
      przeinaczania, argumentów i racji drugiej strony. Wiem, co to była Polska
      Szkoła Filmowa i wiem, kto był szefem koła ZMP w „filmówce” w czasach, kiedy
      Pan studiował. Jednak akurat w tej sprawie – tematu śląska - nie jest to dla
      mnie argument; bo to nie było na Śląsku.

      Jako poeta rozumiem metafory, ale Pana „żarty z gazem” w kontekście Oświęcimia
      są wyjątkowo niesmaczne i niestosowne, wręcz prymitywne. To żadna „energia
      polemiczna”, tylko przykład braku wyobraźni i „pomrocznego prostactwa”.
      Kontekst Oświęcimia był nieodległy... zbyt bliski, by o tym nie pomyśleć.

      Nie jestem
    • Gość: Sławomir Matusz Odpowiadam Kazimierzowi Kutzowi IP: *.238.92.228.adsl.inetia.pl 18.02.05, 05:33
      e/ List do Sł. Matusza z 13 lutego 2005-02-13;

      oraz odpowiedź Włodzimierza Paźniewskiego udzielona Kazimierzowi Kutzowi



      Odpowiedź

      Drogi Panie Sławku! Otrzymałem wszystkie Pana maile, także ten po ostatnim
      ataku na mnie i na Pana. Jest rzeczowy. Odpisałem po pierwszym tekście Kutza
      redakcji „Wyborczej”. Tekstu nie zamieścili. Pana maile też, jak na razie,
      przeszły w tej gazecie bez echa. Mariana trzeba bronić. Ja też robię co mogę.
      Jestem Panu wdzięczny za wsparcie – reszta pisarzy, poza Marcinem Hałasiem, co
      było do przewidzenia, się boi. Dobrze, ze odezwało się trochę ludzi spoza
      Śląska. Tymczasem życie dopisało do mojego artykułu nowy argument. W Oleśnie /
      Opolszczyzna / miejscowa szkoła otrzymała i nosi imię Fritza Habera, chemika
      niemieckiego / to on wynalazł Zyklon B / a pod Ypres, w czasie I wojny
      światowej, nadzorował pod względem technicznym atak gazowy. Gdzie my żyjemy! Tą
      postacią nawet Niemcy się nie chwalą. A u nas jest pełne przyzwolenie na
      wszystko, które jak to starałem się pokazać, wyrasta z ogólnej atmosfery
      lekceważenia i przeinaczania prawdy o drugiej wojnie światowej.
      Moją odpowiedź zamieści miesięcznik „Raport”. Niech Pan tam wyśle również swoje
      dotychczasowe teksty. Podaję adres red. Tresenberg: raport@telpress.com.pl





      Odpowiedź Włodzimierza Paźniewskiego na brutalny, osobisty atak senatora
      Kazimierza Kutza na niego i redakcję rybnickiej „Plamy“


      Włodzimierz Paźniewski



      Odpowiadam Kazimierzowi Kutzowi




      1/ Przed kilkoma dniami na łamach „GW” ukazał się felieton Kazimierza Kutza,
      będący polemiką z moim tekstem „Paranoja po śląsku”, który zamieściłem w
      ostatnim numerze miesięcznika literacko-artystycznego „Plama”. Pismo to
      wychodzi w Rybniku. Nie odpowiadam na inwektywy, zawarte w polemice, ani się za
      nie nie obrażam. To, co teraz piszę traktuję jako kilka niezbędnych odsyłaczy.



      2/ To ja, podsunąłem Marianowi Bednarkowi, znakomitemu poecie, malarzowi i
      zarazem redaktorowi „Plamy” pomysł, że napiszę tekst, który będzie wstępem do
      burzliwej i szczerej dyskusji o Śląsku, jego kondycji duchowej, niepokojących
      zjawiskach i bardzo licznych zagrożeniach. Próby aranżowania takiej dyskusji
      były podejmowane wcześniej bardzo często. Niestety, tonęły w powodzi gładkich
      słów. Odnosiło się wrażenie jakby ich uczestnicy, respektując
      zasady „politycznej poprawności” unikali jak ognia kontrowersyjnych tematów.
      Także wybór łamów nie był przypadkowy. Gdzie jest powiedziane, że ważne rozmowy
      o historii i współczesności mają odbywać się jedynie w pismach ukazujących się
      w wielkich ośrodkach? Poza tym „Plama” zdobyła sobie pewien prestiż w
      środowisku literatów i artystów. Czytana jest i w Krakowie i we Wrocławiu.

      3/ Nie mnie tu tłumaczyć, że każdy tekst rozpoczynający dyskusję posiada swoje
      wymogi stylistyczne. Problemy powinny być wyraziste i czytelne. W warstwie
      językowej oznacza to często wyostrzenie słów.

      4/ Mój tekst nie zawierał ataków personalnych. Skupiłem się na zdarzeniach i
      tendencjach, a jeszcze bardziej interesowała mnie odpowiedź na pytanie jakie
      były źródła pojawienia się takiego czy innego zjawiska.

      5/ Gdy chce się coś powiedzieć o współczesnym Śląsku, trzeba sięgać do
      historii. Tego się nie uniknie. Moim zdaniem, to, co wydarzyło się w latach
      1939-1945, nawet dla przyszłych pokoleń będzie najważniejszym składnikiem
      śląskiej samoświadomości. Przemilczanie niektórych faktów nic nie daje, bo
      prędzej czy później one i tak powrócą w zdeformowanej lub obsesyjnej formie.

      6/ Ostatnie dni opatrzyły mój artykuł swoistym przypisem i pokazały jak jest
      aktualny. Zastanawiałem się np. w „Paranoi” jak to mogło się stać, że młody
      historyk Uniwersytetu Opolskiego, mieszkający 130 kilometrów od Oświęcimia,
      opublikował książkę, w której napisał czarno na białym, że komory gazowe w
      Auschwitz to kłamstwo i wymysł propagandy. Czy nie jest to paranoja? Za to, że
      było to możliwe odpowiadają elity, czyli po trosze każdy z nas. Nie dbając o
      prawdę u siebie nie dziwmy się, że potem nasi posłowie w Parlamencie
      Europejskim tracą cały dzień na przepychanki i kłótnie, aby do oświadczenia
      zjednoczonej Europy wprowadzić podstawową informację, kto tak naprawdę ten
      Auschwitz zbudował.

      7/ W tym miejscu nie mogę uniknąć pewnego wątku osobistego.

      Z Kazimierzem Kutzem znamy się trochę lat. Był okres, że współpracowaliśmy ze
      sobą, gdy w stanie wojennym wybitny reżyser był prezesem Śląskiego Towarzystwa
      Filmowego, a ja jego zastępcą. Pamiętam jego wybuchowy temperament oraz to, że
      potrafił być zaskakująco rzeczowy i nie obrażał się na fakty.

      8/ I jeszcze jedna sprawa, przyznaję, że dla mnie szczególnie przykra. Otóż po
      Rybniku, Katowicach i Krakowie krążą pogłoski, że „Plama” zostanie zamknięta.
      Gdyby to okazało się prawdą wyszłoby na to, że ja swoim tekstem, a Kazimierz
      Kutz swoją polemiką zlikwidowaliśmy wspólnymi siłami jedno z najciekawszych
      pism literacko-artrystycznych, jakie ukazują się w Polsce południowej.



      Katowice, 1 lutego 2005 r.



      Włodzimierz Paźniewski


      • Gość: Jerzy Szaflik Re: Odpowiadam Kazimierzowi Kutzowi IP: *.coig.pl 18.02.05, 13:12
        Panie Matusz, pan sobie juz da spokoj, bo to nie ten tekst. Tez jakas obsesja
        pana ogarnela? Pan sie od Kutza odpieprzy, bo to nie jest czlowiek panskiego
        malego formatu.
        • Gość: Do kurdupli. Pełnych antyślaskiej fobii. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.05, 13:29

          Niy takih my strzimali, przetrzimoomy i Wous!
          • Gość: kibic Matusz "intelektualny kurdupel" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 15:31
            Panie, już nawet teksty się mylą. Czy Pan wie na co odpowiada ?
            To najlepsze świadectwo wrodzonej ksenofobii i kompletnego zaćmienia
            umysłowego Panie "artysto" od siedmiu boleści.
            Pan Kutzowi nawet do pięt nie dorasta ponieważ jesteś Pan "intelektualnym
            kurduplem" !!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: slazak Re: Odpowiadam Kazimierzowi Kutzowi IP: *.dyn.optonline.net 19.02.05, 04:24
        co to jest !!!!! panie Matusz ! pisze pan takie bzdury , kogo pan
        reprezentuje? albo raczej co ? dla mnie jest pan zerem !!! i to sie juz nie
        zmieni !!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka