Gość: djSW
IP: *.interpc.pl
16.11.05, 23:36
W przeddzień święta zmarłych wybierałem się z wizytą w rodzinne strony. Pociąg
właściwej relacji miał ok 10min do odjazdu z katowickiego dworca, kiedy
dotarłem na peron, postanowiłem więc zapalić cygarko - znalazłem miejsce
oddalone od tłumu, z popielniczką, wyjąłem cygaro, i w momencie, kiedy już
miałem je zapalić, zostałem zaczepiony przez pana władzę. Pan władza zwrócił
mi uwagę, że tu nie wolno, więc ja podziękowałem grzecznie, że zdążył mnie
powstrzymać przed złamaniem przepisów, cygarko schowałem do kieszeni na
później i nader spokojny chciałem udać się do pociągu (7min do odjazdu).
Niestety pan władza nie pozwolił mi na to i zarządał dokumentów - oczywiście
okazałem, zaznaczywszy jedynie, że spieszę się nieco, bo mój pociąg zaraz
odjeżdża.
To chyba zostało źle przyjęte przez pana władzę, bo działać zaczął opieszale i
złośliwie, następnie zaś stwierdził, że za mój czyn należy się mandat w
wysokości 50zł. Osłupiałem. Zapytałem pana władzę, czy nie ma do roboty
jakichś lepszych rzeczy niż naprzykrzanie się uczciwym ludziom - pan władza
odparował kwestią, że odmowa płacenia mandatu grozi skierowaniem do sądu, na
co ochoczo przystałem, bo nie zwykłem dawać się terroryzować głupawym
przedstawicielom organów porządkowych. Zostałem spisany na peronie, wpadłem do
pociągu w ostatniej chwili.
Wczoraj dostałem wezwanie na komisariat - dodam, że do Katowic mam kawał
drogi, a pech chciał, że obecnie jestem dość ciężko chory.
Zastanawiam się, kiedy do panów porządkowych dotrze, że działają w służbie
społeczeństwu, a nie na złość mu i że tego typu pozorowane działania mają
wyjątkowo krótkie nogi i przyczyniają się do jeszcze większego rujnowania
zaufania społecznego i wizerunku policji. W swym życiu zostałem 2 razy ciężko
pobity (raz o 21szej w centrum miasta, drugi raz w samo południe w ruchliwym
rejonie targowym), obrabowano mi też piwnicę z której skradziono cenny rower -
policja nigdy nie była na miejscu, nigdy też nie dała rady nic zrobić.
Przyjaciel został raniony nożem i ciężko pobity przez skinheada w Sosnowcu, 2
tygodnie spędził w szpitalu - policja przyjechała po 40 minutach od wezwania,
a napastnik nie został aresztowany i odpowiadał z wolnej stopy. Ja zostałem
wezwany na komisariat za PRÓBĘ zapalenia tytoniu w miejscu niedozwolonym. Czy
to wszystko ma sens?