Gość: roman adler
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.02.07, 22:01
Do historii kopalni "Paryż": Dnia 24 lipca 1969 r. przed godziną 11.30 z
osadnika mułowego „Jadwiga II” na terenie kopalni „Generał Zawadzki” w
Dąbrowie Górniczej woda z mułem nagle przedarła się do wyrobisk
wentylacyjnych do wyrobisk wentylacyjnych w pobliżu szybu „Łabędzki” na
poziomie +213 m. Stamtąd około 90 tys. metrów sześciennych mieszaniny wody i
mułu spłynęło pochyłymi przekopami wentylacyjnymi i wyrobiskami oddziału G-3
na pomocniczy poziom +120 m (porównywalny do IX piętra) oraz na czynny poziom
wydobywczy +30 m w stronę szybów głównych „Cieszkowski–Zawadzki”. Na
nieszczęście oddział G-3 prowadził eksploatację w ostatniej, piątej warstwie
pokładu 510 z zastosowaniem podsadzki hydraulicznej. W tych warunkach impet
wdzierającej się gwałtownie wody z mułem spowodował w wielu miejscach wymycie
podsadzki piaskowej a z nią obudowy, co wywołało zawały w kilku rejonach, a w
innych poważnie osłabiło obudowy. Zawały te odcięły 82 górników z oddziału G-
3. Zerwanie łączności telefonicznej i awaryjno-alarmowej spowodowało, że nikt
nie wiedział, co się z nimi dzieje. W rejonie podszybia szybów głównych
zatopione zostały m.in. stacja pomp głównego odwadniania oraz główna
rozdzielnia dołowa. W ten sposób całkowicie zostały pozbawione energii
elektrycznej centralny i wschodni rejon kopalni, a szyby główne zostały
unieruchomione. Jedynie peryferyjnymi szybami „Walery” i „Małobądz”,
odległymi od szybów głównych o około 4 kilometry, a od rejonu oddziału G-3 o
6 – można było zjeżdżać do kopalni. W głównym systemie odwadniania działała
jedynie oddalona od szybów głównych o około 1100 m pomocnicza stacja pomp w
rejonie szybów „Koszelew”. Co gorsza – zawały zaburzyły wentylację we
wschodniej części kopalni.
Akcję ratowniczą podjęto natychmiast po tym jak dyspozytor dyspozytor kopalni
około 11.30 odebrał alarm od pracowników oddziału G-3 o gwałtownym przepływie
wody z górnych rejonów oddziału w dół. Zaraz potem odebrał meldunek o
utworzeniu się wielkiego leja w północno wschodniej części mułowiska „Jadwiga
II”. Dyspozytor zawiadomił dyrektora kopalni, mgr inż. Andrzeja Groyeckiego,
który natychmiast objął kierownictwo ogłoszonej akcji ratowniczej oraz
powołał sztab pomocniczy w składzie: naczelny inżynier kopalni mgr inż. B.
Ćwięk, inżynier wentylacji kopalni inż. J. Kazek i zastępca głównego
mechanika kopalni inż. W. Jastrzębski. W pierwszej kolejności polecił wycofać
na wyższe poziomy wentylacyjne całą załogę oraz zatrzymać pracę zakładu
przeróbczego, aby nie dopuścić do dalszego napływu wód do osadnika mułowego.
Polecił też inżynierowi bhp i nadsztygarowi górniczemu prowadzenie ewidencji
wycofywanej załogi, aby ustalić liczebność i prawdopodobne miejsca pobytu
zagrożonych ludzi; sztygarowi oddziału elektrycznego, który był akurat z
kilkoma robotnikami w pompowni szybu Koszelew, aby poszedł przecznicą
Będzińską w stronę szybów i ustalił, gdzie się zaczyna lustro wody oraz
ocenił przybór wody. Jednocześnie nakazał wezwać górnicze pogotowia ratunkowe
z okręgowej stacji Ratownictwa Górniczego w Sosnowcu oraz CSRG w Bytomiu,
łącznie z grupą płetwonurków.
Ewakuacja załogi odbywała się sprawnie, oprócz oddziału G-3, który mieścił
się w rejonie wschodnim, gdzie wdarły się woda i muł węglowy. W tym czasie na
dole pracowało około 100 górników, w tym 119 w rejonie objętym katastrofą.
Było wśród nich czterech pracowników dozoru ze sztygarem oddziału G-3, W.
Błażejewskim oraz pięciu ratowników z jedną osobą dozoru, którzy wykonywali
planowe prace związane z profilaktyką p-poż.
Sztab akcji około godz. 12.00 odebrał drugi meldunek od sztygara R. Wilka z
oddziału G-3, który poinformował, że wraz z 22 górnikami znajduje się w nie
zagrożonej górnej części tego oddziału i widzi kilka świateł zbliżających się
w jego stronę. Zawiadomił też, że doszło do zawału w pochylni Granicznej, na
skrzyżowaniu z pochylnią 2 oraz w pochylni 33. Niestety, w trakcie rozmowy
łączność została przerwana, co mogło świadczyć, że nastąpił kolejny zawał w
najbliższym sąsiedztwie pochylni Granicznej.