Gość: Marian
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.03.07, 15:47
Witam
Na wstępie pragnę dodać kilka słów o rzeczonym koncercie, a ściślej mówiąc o
repertuarze (co zostało pominięte przez autora "czegoś" co zamieszczono na
państwa łamach i właściwie trudno "to" sklasyfikować) jaki wykonał w jego
trakcie Marc Ribot i jego kompani. Potem chciałbym dodać kilka słów o Mao
(czyli Marcinie Babko, bo pod takim pseudo ukrywa się i pewnie słusznie bo
pisać takie brednie pod własnym nazwiskiem to spory obciach).
Koncert ten otwierał europejską trasę Ribota. Marc z Ceramicznym Psem w
katowickiej Hipnozie wykonał kompozycje własne: Midost, Maple Leaf Rage (choć
autorem utworu o takim tytule jest także Scott Joplin, to z pewnością nie
jest to jego kompzycja),Party Intellectual, When We Ware Freaks (do tekstu
poety Emilio Cubiero) oraz kompozycje będące dziełem wspólnym Ceramic Dog
takie jak m.in.: Erotic Auto. W programie znalazły się również utwory innych
artystów : Alessandro Stefany (młodego włoskiego gitarzysty avangardowego)-
Digital Handshake, a także Wilsona Picketta, Willie Schofielda, Roberta
Westa - I Found A Love i Fuego Joe Battana. W wykonywanym reperuarze czesto
pojawiały się cytaty innch wykonawców np. Born To Be Wild z repertuaru
Steppenwolf co w dużej mierze obrazuje rejony w jakich porusza się artysta.
Słychać wpływy punk rock'a (MC5), avangardy jazz'u (Albert Ayler, Ornette
Coleman, James Blood Ulmer), funk'u (Funkadelic, Parliament), blues'a, ballad
beatników, muzyki latynowskiej, transu i urban noise'u (gdzie w tle
rzeczywiście pobrzmiewają echa nowojorskich ulic). Ribot posługuje się
różnymi technikami gry na gitarze jest tam slide (technika bottleneck), gra
kostką i palcami uzyskując w ten sposób szeroką gamę brzmień, które łączy z
innymi elektroakustycznymi gadżetami (szereg efektów gitarowych, feedbeck'
ów), dzięki czemu czasem brzmi subtelnie niemal akustycznie, a czasem jak jak
cała armia gitarowych "maniaków". Podobnie postępują z tym materiałem Shahzad
Ismaily grający na basie, gitarze i keyboardzie i Ches Smith, który również
swą grę uatrkcyjnia elektroakustycznie i elektronicznie zapętlając niektóre
frazy czy figury rytmiczne. Muzyka oczywiście powaliła słuchaczy na kolana i
byłbym skłonny stwierdzić nieco ironicznie (nic nie ujmując warstwie
artystycznej), że prawie dosłownie, gdyż bywając na takich imprezach dawno
nie słyszałem takiej ilości decybeli (moje biedne uszy potrzebowały dwóch
dni, aby odzyskać pełną sprawność), ale młodsza część słuchaczy była
zachwycona.
A wracając do sylwetki pana Babko, to bardzo czesto spotykam (i nie tylko ja)
przejawy nieudolności i braku rzetelności w tym co na pewno nie jest
recenzją, tak jak i Mao nie jest ani recenzentym, a już na pewno nie jest
krytykiem muzycznym. Często myślę, że działalość jego przynosi więcej szkód
niż pożytku czytelnikom (których przestrzegam, aby ograniczyli się wyłącznie
do cztyania dat i mjejsc w których opisywane przez autora imprezy się odbędą,
lub odbyły) i muzyce. Przykładem koronnym tego dziennikarskiego niechlujstwa,
jest kompletny, brak znajomości muzyki, konkretnie jazz'u i jego okolic, jak
i również artstów z nim związanych. Przypominam sobie jak w roku 1997
przygotowując artykuł o koncercie Pata Metheny w Zabrzu wymieniając nazwisko
Abby Lincoln zmienił jej płeć i uczynił ją Abbym Lincolninim (wystarczyło
pewnie we właściwy sposób skorzystać z materiałów promocyjnych przekazanych
przez organizatora imprezy). Takie bulwersujące przykłady można by mnożyć,
pisząc o wpływie na innych artystów Jimi Hendrix'a, zmienia go w Jimmy
Hendriksa ( może zgodnie z ustawą o języku polskim:-)), jakby był potomkiem
Piastów. Czy to takie trudne zachować oryginalną pisownię imienia i nazwiska
panie Maarcinie Bapko?
P.S. Chciałbym wiedzieć jakie "chore brzmienia" miał na myśli autor używając
takiego terminu? Czy też może chodzi o jego chorą wyobraźnię (o ile taką
posiada, a ta w jego fachu jest niezbędna)?