Dodaj do ulubionych

Sąd musi wypłacić sędziemu 300 tysięcy zł

08.05.09, 06:57
Polsko-sądowe paranoje! Sąd austriacki skazał Fritza w niespełna 3
dni. Polskie sądy na samo uzasadnienie wyroku potrzebują
podobno ...kilka miesięcy. A w myśl stosownych zapisów polskiego
kodeksu postępowania karnego termin na sporządzenia pisemnego
uzasadnienia wydanego wcześniej wyroku jest zawity i wynosi 14 dni!
Co prawda kpk zakłada, iż w przypadku skomplikowanej sprawy prezes i
tylko prezes danego sądu, może przedłużyć ten termin. Ależ na
Jowisza, nie o jego wielokrotność!
Obserwuj wątek
    • Gość: procoor Można też w ten sposób IP: *.privacyfoundation.de 08.05.09, 09:53
      Skorumpowany prokurator nieoczekiwanie wyszedł na wolność


      Marcin Pietraszewski 06-10-2005 , ostatnia aktualizacja 07-10-2005 09:08

      Skazany w lipcu za korupcję na pięć więzienia prokurator Mirosław M. kilka dni
      temu wyszedł z aresztu. Sąd wypuścił go na wolność, bo nieletnia córka
      prokuratora popadła w depresję

      Prokurator Mirosław M. z Katowic jest bohaterem największej afery korupcyjnej
      w historii śląskich organów ścigania. Prowadził śledztwa dotyczące zdarzeń
      drogowych. I dorabiał sobie na nich do pensji. Kiedy w ręce policji wpadali
      zatrzymani po pijanemu kierowcy, dzwonił na ich prywatne telefony i mówił, że
      ich sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Za umorzenie śledztw domagał
      się łapówek. Tylko w 2003 r. Mirosław M. miał przyjąć pieniądze od kilkunastu
      osób. W sumie 20 tys. zł. Wydał je na alkohol.

      - Brałem łapówki - przyznał w styczniu br. przed sądem Mirosław M. Nie miał
      jednak wyboru. W grudniu 2003 r. cała Polska zobaczyła, jak przyjmuje 4 tys.
      zł w zamian za umorzenie śledztwa w sprawie śmiertelnego wypadku. Prokurator
      nie wiedział jednak, że transakcję filmują ukrytą kamerą dziennikarze TVN-u.
      Zaraz potem został zatrzymany przez policję i próbował popełnić samobójstwo.
      Trafił do szpitala psychiatrycznego.

      W lipcu br. sędzia Barbara Walkiewicz z sądu w Pszczynie skazała Mirosława M.
      na pięć lat więzienia. Zgodnie z tym wyrokiem o warunkowe zwolnienie może się
      on ubiegać dopiero w 2007 r. "Gazeta" dowiedziała się jednak, że kilka dni
      temu skorumpowany prokurator wpłacił 60 tys. zł poręczenia i wyszedł na wolność.

      - Uchylono mu areszt ze względu na zły stan jego zdrowia oraz poważne problemy
      jednego z członków jego rodziny - powiedziała nam wczoraj sędzia Walkiewicz.
      Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o to, iż nieletnia córka prokuratora popadła
      w depresję. - Nie będę komentowała swojej decyzji. Prokuratura może się na nią
      zażalić - dodała sędzia.

      Prokurator Ewa Świercz-Dydak z katowickiej prokuratury: - Rozważamy taką myśl,
      podobnie jak apelację od wyroku.

      Dla Grażyny Kopińskiej z Fundacji Batorego decyzja sądu jest skandaliczna. -
      Funkcjonariusze prokuratury i sądów stanowią fundament, który świadczy o
      stabilności państwa. W przypadku udowodnionej korupcji powinni być więc
      traktowani z całą surowością prawa, bez taryfy ulgowej - tłumaczyła Kopińska.
      Dodała, że 99 proc. dzieci, których rodzice trafiają do więzienia, popada w
      depresję. - Nie słyszałam jednak, żeby z tego powodu wypuszczono kogoś na
      wolność - stwierdziła autorka anytykorupcyjnego programu "Przejrzysta Polska".
    • Gość: ciekawska A ten pan posiedzi czy też zostanie uniewinniony ? IP: *.onlinemartin.org 08.05.09, 10:33
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3018522.html
      Prokurator Jerzy Hop wychodzi na wolność


      Marcin Pietraszewski 16-11-2005 , ostatnia aktualizacja 17-11-2005 08:50

      Po trzech latach aresztu podejrzany o gigantyczne oszustwa Jerzy Hop, były
      szef Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, wyjdzie na wolność. - Musi tylko
      wpłacić 50 tys. zł poręczenia majątkowego - uznał w środę katowicki sąd

      Hop jest najwyższym rangą funkcjonariuszem organów ścigania w Polsce, któremu
      przedstawiono zarzuty o charakterze kryminalnym. Od 37 miesięcy siedzi w
      areszcie. Jest podejrzany o wyłudzenie 1,7 mln zł. Przez kilka lat miał wzywać
      do swojego gabinetu szefów różnych śląskich firm i skarżyć się na trudną
      sytuację finansową prokuratury. Narzekał, że nie ma pieniędzy na papier,
      tusze, drukarki i telefony. Prosił o wsparcie. Nikt mu nie odmawiał. Tyle że
      pieniądze przekazywane przez firmy na zakup sprzętu biurowego, zdaniem
      prokuratury, trafiały do kieszeni Hopa. W zamian szef Prokuratury Apelacyjnej
      w Katowicach miał wystawiać biznesmenom fałszywe faktury. Nie wiadomo, co się
      stało z wyłudzonymi pieniędzmi.

      Proces byłego szefa śląskich prokuratorów toczy się przed Sądem Okręgowym w
      Katowicach. Wczoraj sędzia Piotr Pisarek, przewodniczący składu orzekającego,
      zdecydował, że nie zachodzi już obawa matactwa i Hop będzie mógł wyjść na
      wolność. - Do 30 listopada musi jednak wpłacić 50 tys. zł poręczenia
      majątkowego - powiedziała nam sędzia Teresa Truchlińska-Binasik, rzeczniczka
      prasowa katowickiego sądu. Po wyjściu na wolność Hop będzie musiał co drugi
      dzień meldować się na komisariacie, nie będzie też mógł wyjeżdżać z kraju.
      Jeżeli jednak nie zdąży zebrać wymaganej kwoty, sąd ponownie wystąpi o
      przedłużenie mu aresztu.

      Sytuacja finansowa Hopa jest trudna. Na poczet przyszłej kary prokuratura
      zajęła mu dom oraz konto bankowe, a połowę jego pensji zabiera komornik.
      Jednak żaden z prokuratorów, z którymi wczoraj rozmawialiśmy, nie ma
      wątpliwości, że ich były szef zbierze wymagane 50 tys. zł. - Na Śląsku mnóstwo
      osób ma mu wiele do zawdzięczenia, raczej nie zostawią go na lodzie -
      twierdzili nasi rozmówcy. Wczoraj potwierdzenie wpłaty pieniędzy do sądu
      jednak jeszcze nie dotarło.

      Hop był najmłodszym w Polsce szefem Prokuratury Apelacyjnej. Broni się, że
      został wrobiony przez swojego najlepszego przyjaciela. Na rozprawy przyjeżdża
      w garniturze, w areszcie ściął włosy. Skarży się też na problemy ze zdrowiem.
      Kilka miesięcy temu stwierdził nawet, że za kratkami przeszedł... 27 zawałów
      serca. Sąd dyscyplinarny, jeszcze przed zakończeniem procesu, zabronił mu
      wykonywania zawodu prokuratora, ale decyzja ta nie jest prawomocna.

    • tabaka1 Niech zapłaci prokurator 08.05.09, 14:52
      Skoro sąd po 9 latach nie znalazł podstaw do skazania oskarżonego
      Hurasa, to znaczy że miał ku temu podstawy. To znaczy tym samym, że
      prokurator (dlaczego nie podaje się do publicznej wiadomości jego
      nazwiska?!) wymyślił sobie zarzuty w oparciu o plotki i pomówienia
      (znany sposób). Może wreszcie pora, by prokuratorzy zaczęli
      osobiście odpowiadać za takie "pomyłki", których w ostatnich latach,
      zwłaszcza w katowickiej i sosnowieckiej prokuraturze, namnożyło sie
      bez liku. A sędzia Huras, któremu tą zabawą w oskarżenie złamano
      życie i kariere zawodową powinien nie tylko dostać zaległą pensję,
      ale wraz z odsetkami oraz taaakie odszkodowanie, by więcej
      prokuratorzy nie robili sobie jaj!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka