dzien_dobry
07.08.03, 21:31
To tak a propos wydawania za granica pieniazkow prze Polakow.
Prawdopodobnie ta wydawana za granica czesc kasy to kasa, ktora "zmienila
kanal".Z panstwowego na prywatny.
"Widmo bankructwa zawisło nad Polską
(Puls Biznesu/07.08.2003, godz. 10:09)
Nie można wykluczyć scenariusza argentyńskiego i bankructwa państwa -
ostrzegł Leszek Balcerowicz, prezes NBP. Jerzy Hausner, minister gospodarki
i pracy także mówił o ryzyku katastrofy finansów publicznych.
Ekonomiści przyznają, że sytuacja jest bardzo poważna.
Na przestrzeni jednego tygodnia szef banku centralnego i wicepremier
odpowiedzialny za gospodarkę ostrzegli, że grozi nam kryzys finansów
publicznych.
- Poziom długu publicznego już jest niebezpieczny. Nie można wykluczyć
scenariusza argentyńskiego, że państwo zbankrutuje. Tolerowanie wysokich
strat górnictwa, hutnictwa i przemysłu stoczniowego, czy PKP zagraża
pozostałym branżom oraz całemu budżetowi - mówi Leszek Balcerowicz, prezes
NBP.
- Jeżeli nie podejmiemy reform to w 2006 r. deficyt budżetowy sięgnie 60
proc. PKB Ń ostrzegał Jerzy Hausner, minister gospodarki i pracy.
Teoretyczne bankructwo
Ekonomiści przyznają, że utrzymujący się wzrost zadłużenia publicznego jest
poważnym zagrożeniem.
- Biorąc pod uwagę skalę przyrostu potrzeb pożyczkowych budżetu w tym i w
przyszłym roku, to zagrożenie jest znaczne - twierdzi Dariusz Filar, główny
ekonomista Pekao SA.
- Mamy obecnie wysoki poziom deficytu budżetowego i umiarkowany poziom długu
publicznego. Znajdujemy się jednak na ścieżce wzrostu zadłużenia. Oznacza
to, że w przyszłości możemy nie być w stanie obsłużyć długu. Grozi nam
wówczas taka sytuacja jak niedawno w Rosji, która przestała spłacać
zadłużenie wewnętrzne - dodaje Maciej Krzak, główny ekonomista Banku
Handlowego.
Obaj twierdzą jednak, że choć tendencje są negatywne, mówienie o bankructwie
jest pewną przesadą. Zdaniem Macieja Krzaka jest to zagrożenie teoretyczne,
ale ono istnieje.
Widmo recesji
Rosnący deficyt może jednak zagrozić rysującemu się ożywieniu gospodarczemu.
Leszek Balcerowicz ostrzega, że wraz z rosnącymi potrzebami pożyczkowymi
rządu, inwestorzy będą się domagać wyższej premii za ryzyko.
- Mamy obecnie przecenę papierów rządowych, która w Polsce jest głębsza niż
na świecie. Oznacza to pojawienie się zaniepokojenia za strony inwestorów -
twierdzi Dariusz Filar.
Rosną wówczas koszty pozyskania długi i jego obsługi, w związku z czym
zadłużenie narasta coraz szybciej.
- W tej sytuacji następuje wzrost rynkowych stóp procentowych, co z kolei
zwiększa koszty inwestycji. Takie zjawisko prowadzi do wystraszenia
inwestorów i grozi deprecjacją złotego, czyli wzrostem inflacji. To może
spowodować z kolei podniesienie stóp procentowych przez NBP. Pojawia się
ryzyko recesji - tłumaczy Maciej Krzak.
Możliwe jest jednak, że przez długi czas będzie utrzymywać się optymizm
inwestorów i będą oni gotowi finansować deficyt. Kapitał będzie wówczas
napływał, a złoty umacniał się. Uśpi to czujność polityków.
Taka sytuacja nie będzie jednak trwała wiecznie - w pewnym momencie może
zabraknąć środków na obsługę zadłużenia.
Pomoże konstytucja
Cała nadzieja w uregulowaniach prawnych oraz w wejściu Polski do strefy
euro. Ustawa o finansach publicznych i konstytucja uniemożliwiają bowiem
konstruowanie deficytowych budżetów, gdy dług publiczny sięgnie 60 proc.
PKB. Jerzy Hausner przyznał, że działania zapobiegawcze trzeba podjąć teraz.
We wrześniu rząd ma przyjąć plan racjonalizacji wydatków publicznych oraz
strategię finansowa na lata 2004-2007, przygotowującą Polskę do wejścia do
strefy euro. By jednak mogło to nastąpić, nasz kraj musi spełnić tzw.
kryteria konwergencji. Jedno z nich nakazuje utrzymanie deficytu budżetowego
poniżej 3 proc. PKB, drugie - pozostawanie długu publicznego poniżej poziomu
60 proc. PKB.
- Wicepremier Hausner zdaje sobie sprawę, że im większy dług publiczny, tym
poważniejsze będą problemy z przystąpieniem do strefy euro - podkreśla
Marcin Mróz, ekonomista Societe Generale.
Łukasz Świerżewski"