alladynka3
25.11.06, 20:59
No dobra, do świąt jeszcze daleko, ale ... mi się udało :-))) obiecałam sobie,
że podzielę się swoją radością z innymi bulimiczkami dokladnie po 5 latach,
ale ten czas minie za 4 miesiące a ja dziś trafiłam na to forum. To moja
historia:
zawsze byłam bardzo chudą dziewczynką (tak z natury). Do liceum poszłam ważąc
39 kilo przy wzroście 158 cm. W drugiej klasie moja mama wyjechała za granicę,
ja poczułam wolność i ... przestałam chodzić do szkoły, biegałam na imprezy i
jadłam. Wystarczyły niecałe 4 miesiące, żeby po powrocie mamy usłyszeć słowa:
" ojej jak ty przytyłaś ! musisz zacząć się odchudzać !" (ważyłam 48 kilo co
przy moim wzroście było całkowitą NORMĄ !. Ale cóż zaczęło się odchudzanie ...
niestety wkręciłam się w to bardziej niż powinnam, zaczęłam gwałtownie
chudnąć. Do czasu gdy zaczęłam jeść więcej ... moja mama miała anoreksję, do
tej pory wiem, że po obfitym posiłku potrafi zwymiotować ... więc znałam dobry
patent. Zaczęłam wymiotować. Na początku wszystko było super, ale zaczęłam
solidnie się obżerać i rzygać. Odkryłam amfetaminę, po niej nie chciało mi się
jeść. Nie zdałam z klasy do klasy. Zmęczona rzyganiem i ćpaniem, któregoś dnia
po prostu postanowiłam się wyspać i wzięłam środki nasenne. Niestety (czy też
na szczęście) zostawiłam drzwi zamknięte od wewnątrz. Mama dobijała się ponad
godzinę ... gdy w końcu otworzyłam, mocno śpiąca, opowiedziałam rodzicom
wszystko (oprócz amfy) i zawieźli mnie na grupę dla osób z problemami
jedzeniowymi. Powoli zaczęło mi się poprawiać, gdy skończyłam 19 lat udało mi
się zdać maturę i dostać na dobre studia gdzie trafiłam do sekcji aerobiku
(występy przed całą szkoła itp). Wyprowadziłam się z domu. Zaczęłam się
odchudzać ... nikomu nie życzę tego przez co przeszłam, choć wy pewnie dobrze
to znacie. Gdy szłam z resztkami wymiotów na bluzce do sklepu, bo nawet tego
nie zauważyłam, tak szybko musiałam znów napełnić mój wiecznie pusty brzuch.
Gdy patrzyłam przez załzawione oczy w lustro i obiecywałam sobie że to ostatni
raz, żeby za moment robić "powtórkę z rozrywki" ... zaczęłam mocno ćpać,
doprowadziłam się do tego że ćpałam speeda z mielonym szkłem bo szybciej
wchodził. Niestety to też przestało działać i moglam spokojnie nażreć się i
iść spać ... w końcu przyjechał do mnie mój tata i powiedział: wiem że dzieje
się coś złego, wracaj dopóki nie jest za późno. Wygadałam wtedy wszystko ...
znów trafiłam do grupy jedzeniowej, z której wyleciałam i ... to mi pomogło.
Cudowna terapeutka, z którą się spotykałam oprócz grupy zaniepokojona moimi
problemami, załatwiła mi terapię w klinice nerwic na sobieskiego. Spędziłam
tam 3 miesiące na oddziale dziennym (to była końcówka moich studiów i nie
miałam już zajęć). To było straszne przeżycie na początku... buntowałam się,
bo tam było zupelne inne podejście do mojej choroby niż na grupie, ale ...
UDAŁO SIĘ ! od tamtej pory zwymiotowałam po jedzeniu tylko raz, gdy umarł mój
pies i zrobiłam do z premedytacją. Od zakończenia tamtej terapii w marcu 2007
minie 5 lat, a ja dostałam nowe życie ! dostałam pracę (której nigdy bym nie
dostała spędzając czas nad kiblem), po 9 latach przerwy dostałam okresu i od
roku jestem szczęśliwą mamą :-) I JEDNA NAJWAżNIEJSZA SPRAWA ! NA WSZYSTKICH
GRUPACH MóWIONO MI żE Z TEGO NIE DA SIę WYJść ... DA SIę ... WIARA CZYNI CUDA.
TRZYMAM KCIUKI ZA WAS WSZYSTKIE !!! wiem, że można i trzeba walczyć o nowe
życie na które ma się wpływ i za które jest się odpowiedzialnym :)