Dodaj do ulubionych

Wakacyjna szkoła przetrwania

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.04, 11:00
Super artykul, poza bezsprzecznie cennymi uwagami "jak przetrwac" urlop,
skutecznie zniecheca do jakichkolwiek dzialan w kierunku tego zeby miec
dzieci..
Jak czytam te fora o dzieciach i rozne artykuly dochodze do wniosku, ze niema
wiekszej kary niz posiadanie dzieci. Same problemy. Mega light. Dzieki.
Obserwuj wątek
    • Gość: voo_voo_seth Re: Wakacyjna szkoła przetrwania IP: *.dip0.t-ipconnect.de 18.07.04, 12:13
      no to nie miej, za 30 lat bedziesz juz tylko balastem, nikomu ni potrzebnym, w
      szpitalu beda patrzec kiedy wreszcie wyciagniesz kopyta
      • Gość: barbara Re: Wakacyjna szkoła przetrwania IP: *.okayama.ocn.ne.jp 18.07.04, 12:25
        A mnie sie ten artykul spodobal i nie odstraszyl od proby posiadania takiego
        rozbieganego szkraba. I mysle, ze rady byly tez przydatne.
      • Gość: eeee? Re: Wakacyjna szkoła przetrwania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.04, 21:33
        Gość portalu: voo_voo_seth napisał(a) costam..

        na ciebie w szpitalu beda patrzec twoje dzieci.. i tez wyciagniesz kopyta, tez
        mi argument.
        ty wolisz byc balastem dla twoich dzieci? najpierw one balastem dla ciebie
        teraz ty balastem dla nich smile i rachunki wyrownane smile)

        teraz juz wiem poco miec dzieci.. dzieki seth.. smile
    • Gość: alicja Re: Wakacyjna szkoła przetrwania IP: *.zoltytelefon.pl / *.9494.pl 18.07.04, 12:58
      Oddalabym wszystko zeby moc wlasnie tak spedzac wakacje, mysle tu o dzieciach,
      albo chociarz o jednym dziecku. Zamienilabym wszystko co mam na dziecko. Ci co
      maja dzieci powinni byc z tego powodu najszczesliwszymi ludzmi na swiecie. Nie
      twierdze ze ja nie jestem smile mam wspanialego meza, i usilnie staramy sie o
      dziecko. Moze za rok (obysmile) albo za dwa lata na wakacje wyjade juz z takim
      baraszkujacym bobaskiem smile bardzo tego bym chciala.
      • Gość: Ozzy Re: Wakacyjna szkoła przetrwania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.04, 14:27
        Trzymajcie się. My już mamy i były różne wakacje. Ale nawet te najbardziej
        rozbiegane i w nerwach wspominamy miło.
        • monia420 Re: Wakacyjna szkoła przetrwania 17.06.05, 16:24
          super artykuł... ja w tym roku zabieram sama moje dwie pociechy nad morze (i
          przyjaciółkę do pomocy)i strrrrrasznie się tego wyjazdu boję... Na szczęście
          moje maluchy są najbardziej kochane na świecie i się uda, na pewno. Muszę
          pamiętać tylko o pozytywnym podejściu i dobrym humorze (to moim zdaniem
          pierwszy i najważniejszy klucz do sukcesu), czego wszystkim na forum życzę
          serdecznie
          • fede Re: Wakacyjna szkoła przetrwania 10.06.06, 00:43
            i ja w tym roku spedzam pierwsze wakacje z moim osmiomiesiecznym synkiem nad
            naszym polskim morzem,wybieramy sie z dziadkami napewno bedzie fajnie!jestem
            optymistycznie nastawiona pozdrawiam MONIKA
            • dorota.alex Re: Wakacyjna szkoła przetrwania 24.07.06, 15:47
              no coz, ja w zeszlym roku sama spedzilam takie wakacje nad morzem. Roczniak i trzylatek na dzialce nad
              morzym i dwa tygodnie deszczu! Odliczalam dni, kiedy maz przyjedzie i zabierze nas do domu. Ze
              starszym juz bylo ok, ale roczna corcia pelzajaca na kolankach nie mogla wyjas z domku na mokra trawe.
              Kupilam jej kalosze i byl szybki kurs chodzenia za raczke. Ale po 15minutach byla juz zmeczona i znowu
              na kolanka sad To byly najgorsze wakacje w moim zyciu. Ale za to w tym roku... rewelacja! Dzieciaki bawia
              sie pieknie same. Wystarczy pilnowac z boczku zeby nie zrobili sobie krzywdy. No i piekna pogoda!
              • domifil Re: Wakacyjna szkoła przetrwania 25.07.06, 08:15
                Ja byłam z moją rodzinką w zeszłym roku po raz pierwszy nad morzem. Dzieci
                miały 4 i 2 lata. Juz podróż samochodem była niezwykle męcząca bo dzieci nie są
                przyzwyczajone do długiej jazdy. Dodatkowo w Koszalinie trafiliśmy na korek i
                jeszcze upał. No ale jakoś dojechaliśmy do Chłopów. Pokój mieliśmy nawet duży z
                łazienką oczywiście, było miejsce na łóżeczko turystyczne. Pierwsze co
                zrobiliśmy to poszliśmy gdzieś na obiad, potem było rozpakowywanie całego
                samochodu bagaży łącznie z jedzeniem (jechaliśmy na 2 tygodnie).Wieczorem
                zaczęło się usypianie dzieci, starsza córka nie miała z tym problemu natomiast
                mój dwulatek odczuł zmianę otoczenia. Po wszystkim byłam tak zmęczona, że
                położyłam się spać tak jak stałam. Stwierdziłam, że jutro też jest dzień. Z
                każdym dniem było trochę lepiej, chociaż o spacerach po plaży mogliśmy
                zapomnieć bo dzieci chiały byl noszone na "barana" a nie chodzić o własnych
                siłach. Na plaży jakoś dziwnie mało było dzieci, budowanie zamków specjalnie
                ich nie interesowało. Ostatecznie wyjechaliśmy dzień wcześniej bo zrobiło się
                potwornie zimno dzieci sie przęziebiły. Nieraz w czasie tego pobytu
                powtarzałam, że po takich wakacjach rodzicom należy się sanatorium. W tym roku
                zabrałam się do planowania wakacji wcześnie - zarezerwowałam apartament z
                kuchnią w domu kóty jest przyjazny dzieciom, jest ogrodzony i ma plac zabaw. Do
                tego namówiłam koleżankę by ze swoimi dziećmi pojechała w tym samym czasie co
                my. Wiem, że nie będzie łatwo ale myślę, że damy radę. Pozdrawiam wszystkie
                mamy bardzo ruchliwych maluchów.
    • piastka Re: Wakacyjna szkoła przetrwania 25.07.06, 11:43
      Mam trójkę dzieci i każde wakacje wspominam baaardzo miło, tym bardziej ze
      pracuję i te chwile więcej z dziećmi zawsze były bezcenne.
      Najwięcej problemów stwarzają najmłodsze dzieci (np raczkujące i biorące do
      buzi piasek i różne inne "drobiazgi") i jak sądzę - chłopcy - bardziej
      energiczni (statystycznie) od dziewczynek. Ja mam same córki...
      Poza tym bardzo ważna jest pogoda - w ciepłe, słoneczne dni jest o wiele
      fajniej.
    • bp309068 Re: Wakacyjna szkoła przetrwania 25.07.06, 16:49
      Ja mam dwójkę dzieci i nigdy nie miałam takich problemów. Na pierwsze wakacje
      polecieliśmy z pierwszym synem na Rodos gdy miał 3 miesiące i potem co kilka
      miesięcy albo gdzieś lataliśmy albo jechaliśmy. Poza tym, że trzeba mieć mniej
      bagażu dla siebie a więcej dla dziecka, zawsze się kupi jakieś niepotrzebne
      zabawki czy książeczki oraz trzeba wszystko robić o wiele wolniej i z
      przerwani - wakacje z dziećmi są takei same jak bez dzieci. Bez obaw i z dużym
      poczuciem humoru!
    • m.tomaszek5.1 Wakacyjna szkoła przetrwania 17.08.08, 08:39
      Dzieci mam dorosłe ,wnuki prawie też,ale pamiętam,że zawsze brały
      udział w naszych wyprawach,bez względu na odległość .Nawet nasze
      wyjazdy za granicę Polski ,nigdy nie obywały się bez nich.Nawet
      służby graniczne często nam zarzucały brak troski /szczególnie
      wbrew pozorom radzieckie,bo tam dzieci zawsze były bardzo troskliwie
      chronione/,były to lata 70-te.Moje dzieci z nostalgią wspominają te
      podróże i z radością oglądają zdjęcia z tego okresu.Nie były to
      tylko przejazdy na czas,np.w drodze przez Karpaty na Węgry często
      zatyrzymywaliśmy się w różnych zajazdach przed
      granicą ,węgierską ,co wzbudzało ogromne zdziwienie ze strony
      obsługi,mile to wspominamy,ich życzliwość,stosunek do nas i dzieci
      do tej pory został mi w pamięci.Pamiętam zimę 76-77 przejazd przez
      karpaty/Tam dopiero zobaczyłem co to zima/,na stronie radzieckiej
      zatrzymałem się n ieopodal małej mieściny ,ponieważ podróżowaliśmy
      przeważnie nocą,zasypiałem za kierownicą.Żona czuwała ,dzieci spały
      koło niej, a ja spałem pod kierownicą dużego fiata,i ok 23godz ktoś
      zastukał ,z zapytaniem ,czy nie zamiorzli.Było to dla nas wszystkich
      ogrom nym przeżyciem,moje dzieci/wtedy kilkulatki/,do dziś
      wspominają to wydarzenie ,że nie należy być ob ojętnym na innych
      ludzi i ich los.Każda wyprawa czegoś uczy,nawet ta najbardziej
      prymitywna ,uczy dzieci spojrzenia na świat wokół nas,że są inni ,że
      inaczej żyją ,myślą i mają inne niż my możliwości.Tego nie da się
      przekazać w suchych słowach,obrazy są lepsze ,a jeszcze lepsze jest
      uczestnictwo w tym innym życiu.I to by było na tyle marian z krakowa
    • sisley84 Wakacyjna szkoła przetrwania 17.08.09, 14:34
      a ja własnie wróciłam z wakacji z moja 21 miesięczną córeczką i ma wrażenie że
      jestem bardziej zmęczona niz przed urlopem.Pojechalismy w trzy rodziny.Każdy z
      dzieckiem.dwóch 4-5 latków cały czas biło się o zabawki a moja niunia
      wkraczała w te kłotnie w najbardziej nieoczekiwanym momencie.Mimo wszystko
      bawilismy się dobrze, bo gdy dzieci szły spać siedzieliśmy na tarasie
      grillując i popijając piwko lub winko....
    • uknown dopiero ostatnie wakacje z pięciolatką były znośne 17.08.09, 21:13
      przedtem pojechałam z blisko rocznym dzieckiem na Kretę - porażka totalna!
      wszystko było problemem, zmiana otoczenia, klimatu, tona bagażu, jedzenie,
      upał, spacerowanie, plaża, kupa, odparzenia, przyplątała się biegunka,
      wróciliśmy (z problemami bo przesuwaliśmy lot!) przed czasem zmordowani
      bardziej niż przed urlopem z mocnym postanowieniem że póki co nigdy do
      ciepłych krajów! z tak małymi dziećmi niestety jest więcej problemów niż
      radości, już lepiej darować sobie jeden czy dwa urlopy, bo o prawdziwym
      wypoczynku nie ma mowy, ja np. kąpałam się dwa razy wczesnym rankiem jak
      dziecko spało z ojcem, potem zmiana i tyle, jak dziecko wstawało kończyły się
      możliwości kąpielowe, bo bało się plaży!
      Niestety, złamaliśmy słuszne postanowienie i zostaliśmy za to ukarani! za rok
      znowu daliśmy się skusić i pojechaliśmy do Władysławowa, bo znajoma
      reklamowała go jako "świetne miejsce dla dzieci" - megaporażka! milion ludzi
      tam "wypoczywających" praktycznie uniemożliwiał normalny odpoczynek, większość
      część dnia spędzaliśmy na poszukiwaniu skrawka wolnego miejsca na plaży, potem
      miejsca przy stoliku w knajpie, bo w stołówce obiady były niejadalne (w
      knajpach wydaliśmy majątek - dwa razy więcej niż planowaliśmy, potworna
      drożyzna!), potem staliśmy w kolejkach do miejscowych atrakcji typu wesołe
      miasteczko czy latarnia morska. Dziecko stale za rękę, bo strach gdzieś
      spuścić z oczu w tłumie ludzi i praktycznie zero relaksu, zero spokoju i
      odpoczynku!
      Nauczeni tymi doświadczeniami unikamy kurortów, wybieramy raczej mniej
      turystycznie popularne okolice i jeździmy do gospodarstw agroturystycznych
      gdzieś na wsi, gdzie jest cisza, ładna spokojna okolica do spacerów, las,
      jezioro, zdrowe jedzenie, mało gości, warunki dla dzieci i w końcu nareszcie
      odpoczywamy. W tym roku z pięciolatką byliśmy w Bieszczadach, zatrzymaliśmy
      się z dala od hałaśliwych miejscowości, w ustronnym pensjonacie na uboczu i
      dużo chodziliśmy po górach, bo tutaj trasy są łagodne i nawet dziecko jest w
      stanie przejść krótką wycieczkę na niedużą górę, z tych największych
      oczywiście zrezygnowaliśmy ale bawiliśmy się dobrze i wreszcie nie było
      wiekszych problemów z dzieckiem.
      Moja rada - obecnie jest bardzo popularne ciąganie nawet noworodków w tropiki
      i udawanie że nie zmienimy stylu życiu bo mamy dziecko - to bzdura i mordęga i
      dla dziecka i dla rodziców - po prostu dziecko do wakacji musi dorosnąć i
      dopiero wtedy odpoczynek może się udać, przedtem to tylko pozory wakacji,
      zmieniamy otoczenie (na gorsze, bo pokój hotelowy, upał, inna dieta) ale
      dziecko nie zmienia swoich nawyków i potrzeb i w efekcie funduje wakacyjny
      koszmar!
      • sefirotek Re: dopiero ostatnie wakacje z pięciolatką były z 17.08.09, 22:03
        Moja rada - obecnie jest bardzo popularne ciąganie nawet noworodków
        w tropiki
        > i udawanie że nie zmienimy stylu życiu bo mamy dziecko - to bzdura
        i mordęga i
        > dla dziecka i dla rodziców - po prostu dziecko do wakacji musi
        dorosnąć i
        > dopiero wtedy odpoczynek może się udać, przedtem to tylko pozory
        wakacji,
        > zmieniamy otoczenie (na gorsze, bo pokój hotelowy, upał, inna
        dieta) ale
        > dziecko nie zmienia swoich nawyków i potrzeb i w efekcie funduje
        wakacyjny
        > koszmar!



        Święte słowa. Rodzice myślą, ze wypoczną w ten sam sposób i w tym
        samym stylu, jak nie byli rodzicami.

        • patria5 Re: dopiero ostatnie wakacje z pięciolatką były z 18.08.09, 08:54
          Zgadzam się z przedmowcami
          wakacje w ciepłych krajach z małymi dziećmi to nie najlepszy pomysł...
          my zabraliśmy 1,5roczną córkę do Egiptu - oczywiście dzis bym tego nie zrobiła,
          ale mądry Polak po szkodzie.... w efekcie 3/4 urlopu spędziliśmy biegając po
          lekarzach z powodu powaznej biegunki u dziecka i w efekcie odwodnienia, i co z
          tego, ze woda była ciepła a piasek czysty - chyba żadna mama, nie odpoczywa
          dobrze gdy jej maluch choruje

          Na zachętę opowiem o tegoroczych wakacjach - były super
          dzieci juz podrosły,mają 4,5 i 7,5lat
          byliśmy na łódce na Mazurach, jeszcze z obawami jak to będzie, ale udało się -
          dzieci dobrze sie zaadoptowały do życia łódkowego, podobało im się to, ze
          codziennie nocujemy w innym miejscu, kąpiele w jeziorach, ogniska wieczorne....
          potem jeszcze dla odmiany spędziliśmy kilka dni w górach - tam zabraliśmy ich na
          3 niezbyt długie wyprawy, takie do 10km, zeby i młodszy dał radę - to też im się
          podobało

          wnioski - do udanego urlopu potrzebne są 3 rzeczy zdrowie, pogoda i "atrakcje"
          rozumiane jako umiejętne zagopodarowanie czasu na aktywności które wszystkim
          odpowiadają; w naszym przypadku zjeżdżalnie, karuzele, lody itp też oczywiscie
          były, ale nie one były celem samym w sobie wink

          w kazdym razie dla naszej rodziny nie wyobrażam sobie udanych wakacji z dziećmi
          polegających tylko na plażowaniu i wieczornych spacerach po deptaku

          pozdrawiam i zyczę UDANYCH wakacji!
      • geehee zgadzam się również w całej rozciągłości 18.08.09, 13:06
        Ja też dałam się namówić i pojechaliśmy do Tunezji kiedy synek miał rok i 2
        miesiące i żałowaliśmy tego przez cały pobyt. Było koszmarnie gorąco, tak bardzo
        że na plażę wychodziliśmy na godzinę i wracaliśmy biegiem do hotelu bo baliśmy
        się udaru, zwłaszcza dla dziecka. Mały nie bardzo chciał i umiał się bawić w
        piasku, marudził, płakał, więc kąpaliśmy się tylko i z powrotem. Poza tym nudy,
        bo ile razy można spacerować tymi samymi trasami w turystycznym kurorcie i to
        tylko wieczorami, gdy temperatura spada? No i problemy z jedzeniem, grymaszenie,
        również odparzenia na pupie, ogólnie bardzo zła reakcja na zmianę klimatu i
        trybu życia. W efekcie cały urlop przesiedzieliśmy w hotelu, o wycieczkach
        fakultatywnych mogliśmy zapomnieć, bo rezydent od razu uprzedzał, że z takim
        małym dzieckiem to kiepski pomysł jechać gdzieś w pustynię czy zwiedzać ruiny,
        więc byliśmy wściekli i rozczarowani i na następny wyjazd wybieramy się dopiero
        jak synek będzie miał ze 4 lata, nie trzeba będzie już specjalnego jedzenia,
        targać pieluch, martwić się odparzeniami i będzie na tyle duży, że chodzenie,
        zwiedzanie i klimat nie będą już przeszkodą.
      • chubbba mądre słowa 18.08.09, 13:25
        Jako pediatra co roku spotykam rodziców, którzy pytają mnie czy mogą
        kilkumiesięcznego malucha wlec gdzieś na koniec świata, gdzie planują wakacje i
        zawsze im odpowiadam: dzisiaj dziecko pewnie przeżyje nawet w dżungli czy na
        lodowcu, ale czy faktycznie będzie to udany wyjazd i czy nie lepiej poczekać aż
        będzie większe i też coś z tego wyjazdu wyniesie? Ale rodzice zwykle wiedzą
        swoje i nie mają ochoty rezygnować z wakacji "tylko" dlatego, że urodziło im się
        dziecko! I ciągną niemowlaka do Indii albo Meksyku, gdzie na miejscu okazuje
        się, że woda tylko z butelki, w powietrzu miliony insektów, piekielny upał,
        kiepsko działająca klimatyzacji w hotelu, przegrzania, odparzenia, biegunki,
        zatrucia i z urlopu robi się walka o zdrowie dziecka i jak najszybszy powrót do
        domu. Oczywiście pewnie są dzieci, które zniosą taki wyjazd lepiej i dadzą
        trochę pozwiedzać czy poplażować. Ale ja zawsze jak widzę taką rodzinę z
        maleństwem na plaży czy na turystycznej trasie to im współczuję, bo widzę ile
        osprzętu targają ze sobą, ile kłopotów nastręcza płaczące poirytowane upałem
        dziecko, które na zmianę noszą, uciszają i usypiają niewiele widząc z tego co
        jest wokół nich i w sumie jak się szarpią aby pogodzić urlop z potrzebami malca.
        Tymczasem wystarczyłoby posłuchać swojego pediatry i nie fundować sobie i
        dziecku niepotrzebnego stresu i pojechać tam za dwa, trzy lata, kiedy dziecko
        podrośnie i nie będzie już tak problematyczne i wszyscy na tym wyjeździe
        rzeczywiście odpoczną.
    • kol.3 Wakacyjna szkoła przetrwania 19.08.09, 22:30
      Ten artykuł to cała prawda o tym, że morze dla bardzo małych dzieci wcale nie
      jest zachwycające. Dzieci się męczą, małe nóżki grzęzną w piachu, albo jest za
      gorąco i po 2 godzinach są wykończone, albo za zimno. Nie wszyscy rodzice
      potrafią zorganizować dobrze dziecku dzień, w odpowiednim momencie zejść z
      plaży, położyć dziecko spać w ciągu dnia aby złapało oddech.
      • mal_art Re: Wakacyjna szkoła przetrwania 20.08.09, 11:47
        Hmm, jak dla mnie to z artykułu i dyskusji poniżej płyną wnioski o tym, że są
        różne dzieci i różne sposoby na udane wakacje, co dla jednych będzie koszmarem,
        dla innych superprzygodą, co dla jednych warunkami w sam raz dla dziecka, dla
        innych nudą nie do opisania. I tak dalej. Ciekawe, że osoby, które wypowiadają
        się tak krytycznie o wakacjach w "ciepłych krajach" nie piszą nic o urokach
        długich deszczowych tygodni nad Bałtykiem wink
        Z moich doświadczeń wynika, że i w kraju i za granicą (nawet, o zgrozo, całkiem
        daleko, gdzie denga i malaria) można spędzić świetne wakacje, tylko trasę
        wycieczki i atrakcje trzeba dopasować do oczekiwań wszystkich uczestników
        wyprawy - bo gdybym ja miała siedzieć 3 tygodnie na plaży i tylko lepić babki z
        piasku, to chyba bym zwariowała, a gdyby moje dzieci miały wyłącznie zwiedzać to
        co mnie interesuje, to też nie byłyby szczęśliwe. Złoty środek jak zwykle najlepszy.
        Pozdrawiam
        • kol.3 Re: Wakacyjna szkoła przetrwania 20.08.09, 19:52
          Nie rozumiem ludzi którzy zabierają dziecko do kraju gdzie jest +40 stopni. Co z
          tego dobrego dla dziecka ma wyjść?
          Do kraju gdzie jest malaria bym się nie wybrała, odkąd żona znajomego zeszła w
          tydzień po powrocie z takiego egzotycznego urlopu. Wyszło wtedy, że nasze
          szczepienia są niewystarczające, co sanepid dyskretnie przemilczał.
          Małym dzieciom jest dobrze nad morzem wtedy, gdy rodzice raczą zauważyć, że
          dziecko ma inne potrzeby niż oni, że należy mu się więcej wypoczynku i spędzenie
          całego dnia w pełnym słońcu na plaży specjalnie mu nie służy.
    • k-o-t-k-a2 Wakacyjna szkoła przetrwania 27.04.10, 11:19
      Ja ze swoją córeczką na pierwsze wakacje wybrałyśmy się jak miała
      1,5 roku. Robiłam babki z piasku, a ona chodziła za mną i je
      rozwalała. Bardzo miło wspominam te chwile.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka