hemoroidka
17.05.12, 21:18
Dnia 15.05 Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Dyminach na zgłoszenie mieszkańców ul.Romualda zabrało kotkę burą w zaawansowanej ciąży. Kotkę wyłapaliśmy sami zabezpieczając ją w transporterze dla kota. Już na samym początku interwencji byliśmy zbulwersowani podejściem kierowcy. Chciał kota wyjąć z transportera i przenieść na rękach do samochodu, nie zapytał czy to kot dziki, nie przewidział że może próbować uciekać. Sami przenieśliśmy kota i w zamkniętym samochodzie bezpiecznie przełożyliśmy do schroniskowego transportera. Kot ten był oswojony i bardzo spokojny. Prosiliśmy o kontakt jak kot zniesie zabieg itp.
Schronisko milczało.
Po naszym telefonie,okazało się, że kota ....nie ma.
Stwierdzono, że uciekł.
Obecna kierownicza (z branży wędliniarskiej) twierdzi, że to był dziki kot i pogryzł pracownika schroniska.
Zadałam jej pytanie, czy cokolwiek robią żeby tego kota odnaleźć, stwierdziła, że koty chodzą swoimi ścieżkami....TYlko czy oby na pewno również koty po operacji na otwartej jamie brzusznej, będącej jeszcze pod narkozą, z obniżoną temperaturą ciała sobie poradzi??
Przeskoczenie samego wysokiego ogrodzenia schroniska wiąże się z rozejściem się szwów !!!
Pomijam fakt, że kierowniczka nie umiała mi odpowiedzieć na pytanie gdzie był sterylizowany.
Co więcej powiedziała,że gdyby wrócił z powrotem na osiedle [oddalone ok 10 km od schroniska dzielącego mnóstwo ruchliwych ulic] żeby im kota ponownie zgłosić.
Rozmowa z pracownikami schroniska była bardzo nieprzyjemna, potraktowani byliśmy jak intruzi.
Gratuluję stoickiego spokoju "opiekunom" z wiedzą, że kot będący pod ich opieką najprawdopodobniej gdzieś się wykrwawia.
Pani kierowniczka nauczyła się takiej empatii chyba w poprzednich pracach.
Jak się okazuję ucieczki zwierząt i powroty adopcji są w tym schroniku nagminne.
forum.gazeta.pl/forum/w,60,132641454,132788815,zolw_na_piasku.html